sobota, 21 marca 2026

Od Vergila CD Izana — „Pretor zawsze będzie moim wrogiem”

Poprzednie opowiadanie

JESIEŃ

Zabranie Izana do podziemi Koloseum było najgorszym pomysłem, na jaki Vergil wpadł do tej pory.
Już nawet nie ze względu na to, że Izan w ogóle nie powinien wiedzieć o tym miejscu. Od zawsze wiedzieli o nim nieliczni, czasem przez lata tylko pretorzy i pełzające po korytarzach duchy. W Obozie Jupiter i Nowym Rzymie istniało multum tajemnych, podziemnych miejsc, do których sekret dzierżył sam Vergil. Niektóre były awaryjnymi tunelami, inne chowały w sobie skarbce, magiczne artefakty, łazienkę z jacuzzi tylko dla pretorów–… znaczy, były też takie, które po prostu były niebezpieczne. Do takich właśnie miejsc należały podziemia Koloseum.
Pokazując Izanowi podziemie pełne pułapek i przejść, Vergil był prawie pewien, że mężczyzna przekuje to w propagandę na niekorzyść pretora. Założy foliową czapeczkę i wygłosi orędzie do narodu o tym, że pretor ukrywa w podziemiach bombę biologiczną zdolną do wybuchu całego obozu. (Gdzieś na pewno był artefakt o wybuchających właściwościach, Vergil był tego pewien, ale sam nie wiedział który). Wyśle w te miejsca jakiegoś naiwniaka, który już na wejściu oberwie strzałą. Izan stawał się oświeconym, jeśli chodziło o kreatywność do przyprawiania Vergila o ból głowy.
Ale poza tymi wszystkimi wadami ambasadora Marsa, Vergil spodziewał się, że Izan ma trochę instynktu samozachowawczego. Był synem boga wojny, musiał wykorzystywać ćwiartkę tej swojej jedynej komórki mózgowej na jakieś działania strategiczne. Nie spodziewał się, że instynkt przetrwania Izana znikał, kiedy Vergil pojawiał się w pobliżu, a zamiast tego zastępowało go powszechnie znane naczynie, na którym kładło się ciasto lub ostatnie słowa wypowiedziane przez kierowcę BMW, zanim uderzy w słup: „pa tera”.
Miotacz płomieni, który buchnął tuż przed ich twarzami, ucichł w ciągu kilku sekund. Do ich nozdrzy dotarł swąd spalenizny. Vergil syknął i zaczął gasić płomień, który powstał na włosach Izana, to znaczy: zaczął walić Izana z otwartej dłoni po głowie.
— Ała, ała, kurwa! — Izan najwyraźniej zapomniał, że miał zgrywać nonszalanckiego. — Ty gnoju!
Ogień na łbie Izana zgasł, parząc przy tym Vergila w dłoń. Chłopak jęknął cicho i zassał skórę na dłoni w miejscu oparzenia. Najwyraźniej chwila nieuwagi wystarczyła, bo Izan obrócił się i przydzwonił mu z pięści w twarz.
— Czy ciebie, kurwa, pojebało?! — wrzasnął Vergil, instynktownie dotykając swojego policzka. Obolała skóra mówiła mu, że zostanie po tym siniak. Nim Izan zdążył mu odpowiedzieć, popchnął go na szafkę z książkami. Regał nie wytrzymał uderzenia, spadając, a wszystkie książki posypały się jak domino na głowę Izana.
— Uderzyłeś mnie pierwszy! — odkrzyknął Izan.
— Gasiłem płomień na twoim łbie, debilu!
— Sam bym zgasił! — Chwycił jedną z książek w rękę i zamachnął się nią w stronę Vergila. Tym razem instynkt wygrał i Vergil złapał ją w locie.
Biedna, sponiewierana książka prawie została odrzucona z powrotem w twarz Izana, ale nagle w pokoju rozległ się chichot. Dziecięcy chichot, tak głośny, jakby jakiś brzdąc zaśmiał się do megafonu. Dźwięk pochodzący prosto z najbardziej oklepanych horrorów.
To był pierwszy raz od momentu ich zejścia do podziemi, kiedy Vergil naprawdę zaczął się bać.
Wszystkich pułapek się spodziewał. Wiedziałby nawet, jak większość z nich uniknąć, gdyby Izan tylko nie wyrywał się przed szereg i nie uruchamiał ich, zanim Vergil orientował się, gdzie mężczyzna w ogóle się znajduje. Strzały świstające im nad uszami? Miotacz płomieni? Nie, Vergil radził sobie z gorszymi rzeczami. Jeśli miał być szczery, to pułapki te wydawały mu się nawet nieco oklepane. Ale odgłos mrożącego krew w żyłach dziecięcego śmiechu tak głęboko pod ziemią, gdzie był tylko sam z tym przygłupem, było już coś zdecydowanie poza ligą tego, na co Vergil był przygotowany. Szczególnie już nie był fanem horrorów.
Oboje zapomnieli o tym, że mieli się pobić.
— To Koloseum jest nawiedzone — stwierdził Izan. Vergilowi wydawało się, że mężczyźnie zatrząsł się głos.
Przemknęło mu przez myśl, że tak, Sherlocku, to miejsce było nawiedzone i wiedzieli o tym od początku. Po terenie całego cholernego Obozu Jupiter nieustannie wałęsały się duchy. To, że podziemie jest nawiedzone, nie powinno ich ani trochę dziwić. Zamiast tego głos ugrzązł mu w gardle, bo jakkolwiek by tego nie zracjonalizował, sam zwyczajnie obsrał gacie.
— Musimy… musimy przejść dalej — mruknął po chwili słabo.
To był dobry moment, żeby się rozejrzeć. Vergil myślał, że znał drogę w podziemiach, ale najwyraźniej wszystkie sekretne przejścia miały swoje własne sekretne przejścia. Kiedy grunt osunął im się pod nogami, nie wiedział nawet, że podziemie Koloseum ma jeszcze niższy poziom.
Zamieszkały, wychodziło na to, pokój nastolatka, nie był odpowiednim miejscem do zaaranżowania pod ziemią. Biurko, półka z książkami, roznegliżowane kobiety i centaury w garniturach Armaniego. Po drugiej stronie, ciasno przytulone do ściany, stało łóżko, ale nie znajdował się na nim żaden materac. Nadpalony tynk nad zagłówkiem podpowiadał Vergilowi, że to tutaj musiał znajdować się mechanizm miotacza ognia. Ktoś, kto żył w takim pokoju, musiał bardzo dobrze obchodzić się z pułapkami.
Albo sam je kontrolować.
Wyglądało na to, że pokój nie miał żadnych drzwi; może poza tym dziwnym włazem, który znajdował się w suficie. Vergil spojrzał w górę i zmarszczył brwi.
— Ej, podsadź mnie.
— Nie, to ty podsadź mnie — warknął Izan, nawet nie wiedząc, jaki jest plan.
Vergil zrobił wdech i wydech.
— Widzisz ten właz, przez który wpadliśmy? — zapytał, wskazując palcem w górę. — Podsadzę cię i spróbujesz go otworzyć. Wciągniemy się z powrotem do tunelu.
— Czemu ty tego nie zrobisz?!
— Przecież…
— Tu na pewno są jakieś inne wyjścia! — Izan schylił się po jedną z książek i cisnął nią w ścianę, jakby miał w ten sposób otworzyć tajemne przejście (i z całą pewnością nie uruchomić kolejnej pułapki). Kiedy nic się nie wydarzyło, odwrócił się z powrotem do Vergila ze złością, jakby to była jego wina. — Czemu po prostu nie zamienisz się w tego swojego kundla i nie wyniuchasz, czy czegoś tutaj nie ma?! Kundle umieją znajdować takie rzeczy!
Lampka w głowie Vergila zamrugała. Zmarszczył brwi.
— Izan, to może być najmądrzejsza myśl, jaką wymówiłeś kiedykolwiek — mruknął.
Krew zawrzała mu w żyłach i po chwili patrzył na Izana w odcieniach żółtego i niebieskiego z dołu. Zawirowało mu w głowie przez nagłe wyostrzenie wszystkich zmysłów. Nagle widział więcej, słyszał więcej i przede wszystkim czuł więcej — na przykład to, że Izan chyba za rzadko się mył.
Zawęszył w powietrzu. Izan cofnął się gwałtownie, na bezpieczne kilka kroków od wilczego nosa.
— Pewnie masz wściekliznę — stwierdził. — Rób, co masz robić. Wara ode mnie!
Nie musiał powtarzać mu dwa razy. Vergil pod wilczą postacią zaczął sprawdzać wszystkie ściany i meble. Kiedy Izan i jego smród odsunęli się w kąt, poczuł jeszcze inny, silny zapach — zapach ziemi, świeżej gleby, która musiała zostać przyniesiona z zewnątrz i rozniesiona przez czyjeś buty. Prawie zderzył się nosem z podłogą.
Ślad urwał się za regałem, na który wcześniej wpadł Izan. Vergil poniuchał szafkę z każdej strony i wyciągnął łapę, żeby w niemal ludzkim geście zadrapać o jej ściankę pazurami i zwrócić uwagę Izana. Zapiszczał cicho po psiemu, jakby Izan jeszcze nie zrozumiał, o co mu chodzi.
— Skończyłeś już? — syknął Izan.
To, że nie przysunął się nawet o krok, wymusił na Vergilu ponowną zamianę w człowieka. Pod tą postacią nie słyszał już wystraszonego trzepotania serca mężczyzny; zachował za to ze sobą tę cenną wiedzę, jak następnym razem odstraszyć od siebie Izana. Rozwiązanie najwyraźniej było takie proste i miał je cały czas na wyciągnięcie ręki.
— Za tym regałem czuć czyjeś ślady — powiedział ludzkim głosem, stukając knykciami o drewno. Bez dodatkowego gadania oparł się barkiem o szafkę i zaczął ją przepychać.
— Wiedziałem! Od początku wiedziałem, że za tą szafką coś jest! Mówiłem ci! — wypalił Izan.
Vergil przewrócił oczami. Drugi mężczyzna przysunął się do niego i zaczął tak samo napierać na mebel.


zirco ale oni są braćmi
────
[1225 słów: Vergil otrzymuje 12 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz