czwartek, 12 marca 2026

Od Oriany CD Kai — ,,My kink is karma"

Poprzednie opowiadanie

LATO, ROK TEMU

Poczekała na nią w cierpliwości, sama zajmując się gdzieś na boku grafikowymi rzeczami. Musiała ogarniać właściwie część całej roboty, bo kierowniczka, jak to główne narzędzie każdej firmy, jedyne co robiła, to siedziała w biurze całe dnie — tak naprawdę nic nie robiła.
Zajmowała się więc przeglądaniem CV, kierowaniem zmianami i przydzielaniem zadań. Jedyne, czego nie robiła, to nie mogła usiąść w spokoju po ciężkim dniu tabaki czy prowadzić, z jakiegoś powodu, rozmów kwalifikacyjnych — co nie miało takiego znaczenia, bo dużo zatrudnionych brało się właśnie z tego, że mieli kontakty i usłyszeli, że są tu inni półbogowie. Nie miała na to żadnego wpływu. Tak właściwie, nabór opierał się tylko i jedynie na kontaktach.
Kątem oka patrzyła na posturę kobiety, która z dokładnością przykładała się do swojej pracy, ale mimo to, uwinęła się bardzo szybko.
— Jaką kawę wolisz? —  zapytała, odkładając telefon na stół i podchodząc do ekspresu, gdy zbliżyła się do niej Kaya. — Wolisz posmak bardziej delikatny, z nutą czekolady, orzechowy, owocowy…?
Kaya zamrugała, choć już powinna wiedzieć, jak wiele mają do wyboru opcji, jeśli chodzi o ziarna kawy. Chwilę się zastanawiała, zaplątując wokół palca biały kosmyk.
— Latte, coś orzechowego.
— Jakiś syrop? Karmel, waniliowy?
— Może być… a obydwa?
Orianie zadrżała aż brew, gdy wyobraziła sobie słodkość napoju, ale tego nie skomentowała, wlewając po pół pompki syropu do szklanki.
— Na zimno chcesz, co nie?
Włączyła urządzenie, wsypała wybrane ziarna i wyjęła z szafy dwie, eleganckie, lśniące wysokie szklanki ze szkła kryształowego o tłoczonym, kunsztownym wzorze, których przypadkowe zbicie przyrządziłoby zawał serca kierowniczce. Zawsze, wyjmując jakiekolwiek talerze, kubki, szklanki czy sztućce, nie pozwalała sobie na automatyczne ruchy i kontrolowała to, co robi, z obawy, że dostanie jej się za wyrządzenie jakiejś szkody.
— Na ciepło.
Córka Ateny, rozgoryczona faktem, że znowu musiała stanąć na palcach, aby sięgnąć do szafki, z rezygnacją odłożyła szklankę i wzięła jeszcze bardziej wyrafinowaną filiżankę.
Kobieta czekała w ciszy, aż jej menadżerka przyszykuje napój. O tej godzinie już było na tyle parno, że Oriana potrzebowała rozbudzającej, pełnej smaku dawki kofeiny w postaci schłodzonego lodem napoju.
— Studiujesz coś?
— Studiowałam. Uh… kognitywistykę — odparła, przewidując kolejne pytanie Kai. — Ty?
— Nie. Nie wiem, czy planuję.
Nie miała zamiaru o to pytać, ale dobra. Zmusiła się, aby posłać jej lekki uśmiech.
— Podoba ci się tu jak na razie?
— To test?
Oriana prychnęła śmiechem, odbierając te słowa pół-poważnie.
— Nie. Czemu? Nie spowoduję, że szefowa cię wyrzuci, nawet jakbym bardzo chciała. Jestem tylko menadżerem.

 
Wyszły na taras. Wspólnie rozłożyły krzesła przy stolikach i usiadły przy jednym z nich, pod osłaniającym je przed słońcem, białym parasolem. Kaya napiła się karmelowo-waniliowego latte, Oriana pokusiła się na zimne americano z łyżeczką cukru, które swoim mocnym smakiem zgorzkniało na jej języku. Przyszły wcześniej do restauracji z racji, że Kaya nadal miała szkolenie, ale jak się okazało, zostało im bardzo dużo zapasowego czasu.
Pożałowały, że nie zostały w środku, gdzie działała klima, bo na dworze właśnie zbliżał się moment górowania słońca, przez co jego promienie paliły ich skórę. Odkryte przedramiona Kai stały się czerwonawe.
— Mamy nieograniczony dostęp do kawy?
— Tak. Ale, jak zaczniesz tu ciągle ją pić, to już nie przestaniesz i skończysz jak ja — rzuciła Oriana, nie patrząc na białowłosą.
— Czyli jak? 
 — Uzależnisz się tak, że już tu zostaniesz, tylko dla darmowej kawy.
Nie rozmawiało się z nią źle. Jako pracownica też nie była zła i to było najważniejsze, bo Oriana wierzyła zasadzie, że w pracy się pracuje, a nie nawiązuje przyjaźnie, przez co zazwyczaj była do innych chłodna i trzymała na dystans, szczególnie że jest od nich stanowisko wyżej. Mając jednak wrażenie, że Kaya jest dość otwarta i się nie speszy żadnymi posunięciami, pozwoliła sobie rozwiązać trochę język (co nie zmieniło faktu, że i tak czuła się ciągle przy niej zesztywniała, gdyż to ona ciągle rozpoczynała jakiś temat, a Oriana po prostu zmuszała się, by sprawić, aby nie było między nimi zbyt długiej ciszy).

ZIMA

Została. Nie zwolniła się tak szybko, jak to robiła połowa osób, zatrudniająca się w tym miejscu — co nie było zbytnio zadziwiające. Została na tyle długo, że Oriana przyzwyczaiła się do jej obecności, a nawet przestała jej przeszkadzać swoimi nagłymi napadami energii, bo potrafiła je albo złagodzić, albo zignorować.
Często prosiła półboginię o zrobienie kawy, a Oriana ją robiła. Jeśli Kaya nie podkreślała, czego dokładnie chce się napić, robiła jej karmelowo-waniliowe latte, które kobieta zawsze chętnie piła, z uśmiechem na ustach, barwiąc filiżankę swoją czerwoną szminką, którą potem Oriana zmywała.
— Jak długo będzie na urlopie? — spytała Kaya, mając na myśli ich przełożoną, która tak po prostu, bez słowa, z dnia na dzień znikła i dopiero później to przez Orianę każdy dowiedział się, czemu jej nie ma.
— Mam nadzieję, że jak najkrócej. — Wzruszyła ramionami.
— Wiesz… mogę ci pomóc z czymś, jeśli chcesz.
Słowa ,,nie, dzięki” zastąpiła pokręciem głowy i uśmiechem. Nawet zdobyła się na ściśnięcie ramienia Kai w oznace wdzięczności.
W mieście zrobiło się spokojniej i nie było słychać już niepokojących wiadomości, które krążyły latem, jakby zatopiły się one pod śniegiem. Zapomniała już, co zadziało się w restauracji parę miesięcy temu — właściwie, w ogóle to na nią nie wpłynęło i nie poruszała tego tematu z nikim poza Edgar.
Miała tylko nadzieję, że gdy śnieg stopnieje, to nie odkryje dawnych spraw. 

 Kaya? 
──── 
[853 słowa: Oriana otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz