sobota, 14 marca 2026

Od Aye do Chaita — „Let's start again”

Całkowicie przypadkowo złożyło się, że Aye zaczęło częściej widywać Chaita. Wcale nie było to powiązane z ostatnim walentynkowym incydentem, podczas którego musieli razem dostarczyć jakiejś schorowanej babci kwiaty. Nie chciało być niemiłe, więc się witało, a później uciekało. Aura tego dzieciaka jejgo trochę przytłaczała.
Teraz kiedy przyszło do biblioteki, żeby wypożyczyć sobie jedną książkę o pociągach, zobaczyło stojącego w rogu Chaita razem z innymi ludźmi. Mieli małe, kolorowe stanowisko, zdecydowanie przeznaczone dla najmłodszych czytelników. Chait miał na sobie żółtą koszulkę z jakimś wieśniackim różowym napisem, a w dłoni trzymał kolorowanki.
Aye uznało, że to całkiem urocze, ale nawet nie chciało się zatrzymywać, by się przywitać. Przemknęło tuż obok stoiska, odwracając wzrok, żeby tylko przypadkiem ich spojrzenia się ze sobą nie skrzyżowały. Byłoby to wystarczająco żenujące.
Książki, której szukało, jak na złość nie znalazło. Zapytało nawet bibliotekarki, czy książka została przez kogoś wypożyczona. Okazało się, że tak, została, ale przy okazji osoba, która ją wzięła nie oddaje jej od pół roku. Oznaczało to tylko jedno — o książce mogło co najwyżej pomarzyć. W internecie nawet nie widniały nigdzie pdfy, które mogłoby pobrać.
Było już wystarczjąco złe na te sytuacje, żeby uniknąć wszelakich kontaktów z ludźmi. Baterie Aye zostały wyczerpane i wymagały naładowania w domu. Chciało zwyczajnie wrócić do siebie, ale jak się okazuje, słowo „zwyczajnie” nie istniało, kiedy znajdowało się zbyt blisko Chaita. Zostało zaczepione przed samym wyjściem przez jedną z jego koleżanek.
— Dzień dobry, czy masz może młodsze rodzeństwo? W najbliższym czasie organizujemy targi książek dla najmłodszych.
Dziewczyna z uśmiechem podała Aye ulotkę, a te je wzięło. Co miało innego zrobić? Było dosyć słabe w odmawianiu.
— Niestety nie, ale dziękuję.
Ulotkę złożyło na pół i włożyło sobie do kieszeni spódnicy. Pewnie o tym zapomni, a ubranie wybierze razem z tym kawałkiem papieru. Później wyciągnie coś na wzór papierowego mutanta.
— Nie szkodzi, dalej możesz nam pomóc! — Dziewczyna nie pozwalała jejmu odjeść. Była tak dobrze wyszkolona, że nieasertywne Aye nie mogło sobie tak po prostu pójść. — Chodź ze mną do stoiska. Możesz nas zaobserwować na stronach i udostępnić wydarzenie dalej.
Nie wiedząc dlaczego, poszło za organizatorką.
— Tutaj możesz zeskanować kod QR. — Wskazała na plakat.
Osaczony przez dziewczynę (wystarczyła jedna osoba, by dzieciak Hefajstosa poczuło się osaczone), wyciągnęło telefon i zeskanowało ten nieszczęsny kod.
— O, cześć.
Odwróciło głowę. Na śmierć zapomniało, że stojąc przy stoisku, narazi się także na spotkanie z Chaitem. Marzyło teraz o tym, by zapaść się pod ziemię. Żeby po prostu zniknąć im wszystkim z oczu. To za dużo jak na jeden dzień.
— Cześć — odpowiedziało, ale już bez uśmiechu na twarzy.
— Nie wiedziałem, że masz młodsze rodzeństwo.
— Nie mam. Po prostu skanuje wasz kod… czy coś.
Dziewczyna pokiwała z zadowoleniem głową. Cholera, miała naprawdę niezłe umiejętności w zaganianiu aspołeczniaków do zagrody.
— A, tak, racja.
Z szerokim uśmiechem stał obok i patrzył cały czas na ręce Aye.
— Pójdę już lepiej. — Spróbowało oddalić się od stoiska powoli. Jeszcze jedno słowo, a zostanie tutaj na zawsze. — Na razie.
 
Przeglądając stronę organizatora dowiedziało się, że te targi książek wcale nie są tylko targami dla dzieci. Inni wystawcy doczepili się z książkami dla nastolatków — tym samym wciąż łapiąc się w definicję dla dzieci — i mieli przywieźć całkiem ciekawe pozycje. Aye już dawno nie było dzieciakiem i nastolatkiem, ale postanowiło się przejść z nadzieją, że ominie stoisko Chaita.
Może tak naprawdę nie czuło się źle z tym że się spotykali, tylko nie podobały jejmu się okoliczności? O wiele bardziej wolałoby porozmawiać w miejscu, gdzie nie ma za dużo ludzi. W tłumie czuło się przebodźcowane, a to wpływało na jejgo samopoczucie.
Na targi przyszło odpowiednio wcześniej. Chciało w spokoju obejrzeć stoiska i nacieszyć się książkami, zanim całe pomieszczenie zapełnią płaczące dzieci.
— Jednak jesteś!
Chait dopadł Aye niespodziewanie. Dziecko Hefajstosa aż zadrżało, bo nie spodziewało się, że zostanie napadnięte od tyłu.
— Na stronie znalazłom informację, że będą też inne książki, więc przyszłom obejrzeć. — Wzruszyło ramionami. — Jestem wcześniej, żeby oszczędzić sobie dzieci.
— Szukasz czegoś konkretnego? Pomóc ci?
Aye zaczynało się krzywić. Gdyby chciało z nim rozmawiać, to samo by podeszło, ale najwidoczniej ekstrawertycy myślą w inny sposób.
— Nie, dzięki.
Normalny człowiek (podkreślam normalny) odszedłby i zająłby się swoimi sprawami, ale Chaitowi najwidoczniej coś ciążyło na żołądku.
— Wiesz… przepraszam za te walentynki i…
— Zdążyłom już o tym zapomnieć — ucięło Aye. — Nie musisz tego tak przeżywać. Nic się takiego nie stało.
Chait nie był zbyt przekonany. Musiało być mu przykro, że cała ich realcja opiera się na takich żenujących sytuacjach.
— Jeśli chcesz, to może moglibyśmy gdzieś wyjść — zaproponował ostrożnie. — W jakieś… normalniejsze miejsce.
Aye starało się nie westchnąć, żeby nie wyglądać jak totalnie niezainteresowana osoba. Osobiście byłoby skłonne się zgodzić, ale nie było fanem wyjść i spotkań z innymi ludźmi. Może coś powinno zrobić z tą aspołecznością, bo w końcu zniknie pod ziemią i wszyscy o niej zapomną?
— To… ciekawa… propozycja?
Chait chyba już się nastawił na odmowę, ale wciąż się uśmiechał. Aye to wiedziało. Trochę zdążyło go poznać.
— Jeśli nie chcesz, to w porządku.
— Mogę się na to zgodzić. Tylko wybierz… lepsze miejsce, dobrze? — westchnęło. — Mogę ci podać też mój numer, ale pod warunkiem, że nie będziesz do mnie dzwonić i wypisywać. Inaczej cię po prostu zablokuję i nie spotkamy się nawet na festiwalu pociągów.

dzień dobry wracamy :3
────
[855 słów: Aye otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz