Lynn czuła się, jakby była ogarnięta gorączką. Czy świat, czy ona się chwiała, czy tylko jej wyobraźnia powodowała takie wrażenie, wzrok uciekał wszędzie, z daleka od nagrobka tuż przed nią. Pojedyncze, ostre elementy otoczenia jak ptak na drzewie, chmura okrutnie jaskrawo jasna, kamień pod stopami, smuga na kamieniu, chrzęst żwiru. Nie chciały się połączyć w spójny obraz rzeczywistości, ale zlewały się w coś innego — chaos! Kwiaty w spoconych rękach ciążyły, szorstki liść nieprzyjemnie uwierał wnętrze jej dłoni, ale ściskała badylki coraz bardziej kurczowo, jakby były barierką, zza której oglądała piekło, i tylko usilne się jej trzymanie ratowało ją przed zepchnięciem w czeluść.
Nagle odwróciła się od nagrobka, na który i tak nie mogła spojrzeć, dlaczego? nie potrafiła sobie przypomnieć, ale musiał być jakiś powód. Na ścieżce stała młoda dziewczyna, miała śnieżnobiałe włosy, które iskrzyły w promieniach słońca. Musiała coś powiedzieć, chyba oczekiwała jakiejś odpowiedzi, kiedy powiedziała coś do Lynn, w końcu ta się odwróciła. "Co pani tu robi?" „W czymś pomóc?” „Zgubiła się pani?” — kobieta rozważała możliwe opcje. Nagły trzask gałązki nie przestraszył jej tak bardzo, już wcześniej nieświadomie wyrwała się z zamętu własnych myśli dzięki niedosłyszanemu niestety przez ten stan na granicy świadomości komunikat z ust dziewczyny, ale i tak podskoczyła.
— Przepraszam, nie chciałam przeszkadzać — rzuciła dziewczyna, wyraźnie tak zawstydzona, jak i ona i już się odwróciła, kiedy zmieniła zdanie.
W paru słowach wyraziła swoją troskę, przedstawiła się i przedstawiła powód swojego… naruszenia spokoju Lynn? Wyglądała, jakby takie słowo czekało na końcu jej języka. Jednak źle zrozumiała milczenie kobiety, nie była oburzona tą napaścią. Nie była też aż tak pogrążona w żałobie, no nie można się tak nad sobą użalać. Była po prostu trochę otępiona słońcem i ograniczona własnym umysłem. Półnimfa zrobiła krok w przód, kolejny krok od grobu Nalina, co nagle wyczuła tak wyraźnie, jakby była uwiązana na smyczy, albo uwierał jej łańcuch u kostki.
— Nie nie, skąd, nie przeszkadzasz. Jestem z okolicy, wpadłam na grób brata i chyba po prostu zrobiło mi się trochę słabo. Dziękuję, to bardzo miłe z twojej strony.
Pierwsze słowa zabrzmiały nieco skrzekliwie, ale potem było już coraz łatwiej. Łatwiej było zignorować łańcuch na kostce. Dziewczyna chyba też powinna się rozpogodzić, ale obecnie Lynn nie mogła tego zauważyć, słońce wyjrzało zza chmury i świeciło jej prosto w oczy, a nieznajomej rozświetliło jeszcze bardziej włosy. Najpierw zmrużyła oczy, a następnie przesunęła nad nie dłoń, aby lepiej się jej przyjrzeć. Dopiero kiedy usłyszała cichy, suchy odgłos gdzieś niżej, obok stóp, zorientowała się, że wypuściła z rąk kwiaty. Od razu, jakby to dziecko było, a nie już w połowie zasuszony pęk chwastów, schyliła się gwałtownie.
────
[429 słów: Lynn otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz