wtorek, 10 marca 2026

Od Dahlii CD Dantego i Ishy — „Podróż przez kręgi piekieł”

Poprzednie opowiadanie

LATO, ROK TEMU

Dziewczyny spojrzały na siebie pytająco.
— On jakiś jebnięty jest?
Dahlia wzruszyła ramionami.
— Prawdopodobnie. Widzę większe problemy.
Kiedy bawili się w bary i kawiarnie, ziemia w tym miejscu się zapadła. Znajdowali się w wąwozie.
Gdy spojrzały w górę, zobaczyły wyszarpane brzegi oraz pęknięte rury, z których ledwo sączyła się woda. Bogom niech będą dzięki, Dahlia nie przepadała za pływaniem, a tym bardziej nie miała ochoty odgrywać taniego filmu akcyjnego. I to z ludźmi, których nie zna.
— Czy to jest w ogóle możliwe? Że siedzimy w zawalonej dziurze? Nie zauważając tego, ba, kurwa, nie czując? — Usłyszała. Bardzo intensywnie się przebijał włoski akcent.
Nie wiedziała, co odpowiedzieć. Jak to komuś wyjaśnić, że prawdopodobnie mają do czynienia z silnym potworem? Kątem oka zerknęła na znajomą Dantego. Była zdecydowanie bardziej rozsądna, traktowała tego kolesia z rezerwą, również oceniała sytuację i nie była aż tak zaskoczona. Musiała być albo półbogiem, albo człowiekiem trenowanym od piątego roku życia. Normalny człowiek nie wścieka się w momencie, w którym jest w czarnej dupie.
Dante… Cóż, dalej patrzył na kawiarnię i mruczał coś o ćpunach. Sytuacja do niego chyba nie dotarła, komórki mózgowe zderzą się prawdopodobnie dopiero za trzy dni robocze. Dahlia westchnęła, żeby podsumować zarówno sytuację, jak i zdjąć trochę napięcia. Będą musiały niańczyć tego pajaca, prawdopodobnie śmiertelnika, który jest w stanie odsłonić nieco Mgły.
— Dante, idziemy do tamtego budynku. Bez dyskusji. — Zarządziła przytomnie… Isabelle?
Stanie na środku wąwozu równało się z powiedzeniem potencjalnemu potworowi „zjedz mnie, pyszny jestem”. Na dźwięk jej rozkazu Dante się rozpromienił.
— Czyli jednak chcecie ze mną przebywać?
Utrzymał swój humor, nawet gdy go wyminęły i ruszyły w stronę piętrowego domku, który godzinę wcześniej znajdował się na skrzyżowaniu, wraz z barem i kawiarnią. Gdy Dahlia przekręciła gałkę w drzwiach, natrafiła na opór. Nie, żeby to było dziwne, że ktoś zamknął je wcześniej, ale byłoby miło jakby dla odmiany nic nie stało im na przeszkodzie. Nie miała ochoty na taranowanie ciężkich drzwi. Dante wymamrotał coś na temat czystych kołnierzyków koszul i od niechcenia sam przekręcił gałkę. Zamek zgrzytnął i ustąpił posłusznie, wprawiając kobietę w niemałe zaskoczenie. Podniosła głowę i prychnęła, próbując chronić swoje ego.


Po wejściu do środka od razu zabarykadowały wejście szafką na buty.
— Dobra robota, Darcy.
— Dzięki, ale nie nazywam się Darcy. Dahlia.
— Czego innego się mogłam spodziewać po tym czubku?
Rzeczony czubek poszedł szukać łazienki, co skorzystały. Od razu przeszły do ustalenia sytuacji.
— Kim on w ogóle jest?
— Chuj wie. Ja go nie chcę nawet widzieć. Pewnie się do ciebie przyczepił, jak rzep do psiej dupy, i nie jesteś w stanie go ściągnąć, a jest na tyle nieszkodliwy, że nie ma co wzywać psów?
— Tak jakby. — Odpowiedziała, krzywiąc się.
Zmierzyły się wzrokiem. Już wcześniej zdążyły się zaobserwować, ale teraz w grę wchodziło napięcie. Oraz pytanie „czy ty też jesteś półbogiem?”.
— Zakładam, że nie nazywasz się Isobelle?
— Ni chuja. Isha.
— Dobrze, Isha. Czy jesteś w stanie podsumować, co się dzieje?
— Tak. Jesteśmy w dupie. Konkretnie pod ziemią, jakieś kilka dobrych metrów. Nie ma trzęsienia, nie wybuchło nic. Nie ma też powodzi. Jest za to duża szansa, że coś nas zaatakuje. — Dokończyła, wypatrując reakcji. — Moja propozycja to rozeznanie okolicy, w międzyczasie ogarnę broń zastępczą, wycierpimy towarzystwo czuba.
Dahlia kiwnęła głową. Kimkolwiek Isha była, miała pojęcie o przebywaniu w grupie.
— Nie masz pytań. Heros? — Pytanie wyrwało ją z chwilowego zamyślenia.
— Tak. Obóz Jupiter?
— Tak. Córka Aresa?
— Nie. Demeter. Ty?
— Wenus. No, to będziemy liczyć na twoją zieleninę, ja co najwyżej mogę obsrać potwora gołębiami. — Odpowiedziała pogodnie.
— Zawsze coś.
Obie się nieco rozluźniły, czując wsparcie, jakiego się doświadcza na polu bitwy. Owszem, Obozy miały zupełnie inne podejście do wychowania półbogów, zarówno pod kątem walki, jak i organizacji, ale tutaj cel był wspólny — przeżyć.
Kiedy Dante wrócił z łazienki, zastał Dahlię rozpinającą pasek spodni. Już się oparł o framugę, chcąc wygłosić prawdopodobnie sprośny komentarz, kiedy odskoczył na widok przemiany. Pasek się wydłużył, zesztywniał i rozdzielił, ujawniając dwie, solidne szable. Isha cicho gwizdnęła.
— Trzymaj mocno. Jak upuścisz, to wróci do mnie od razu. – Podała Ishy jedną z szabli.
Czuła się półnago, mając tylko jedną sztukę, ale mają o wiele lepsze szanse w walce. Drugą ręką mogła próbować szukać roślin i wykorzystywać je do walki.
— A ja? Też dostanę swoją szablę? — Wtrącił się Dante.
— Ty się trzymasz nas. Jak w którymś momencie odejdziesz, to nie będziemy cię szukały. Masz też nie przeszkadzać.
Zrobił minę obrażonego dziecka.


Isha?
────
[716 słów: Dahlia otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz