środa, 4 marca 2026

Od Erin CD Niketasa — „Wspólnik mojego wspólnika nie jest moim wspólnikiem”

Poprzednie opowiadanie

Skrzypiąca podłoga zakłóciła dziwną ciszę, która nastała po niezwykle dramatycznym zamknięciu „extra szyfrokrzyżówek” przez Niketasa.
— Ej, żartowałam z tym „Ufo Śmierdzielem”. Nie sądziłam, że weźmiesz tak gównianą nazwę na poważnie — wytłumaczyła się Erin. Może ironia rzeczywiście nie wybrzmiała w jej głosie? — W każdym razie uważam, że trzeba zrezygnować z „Boskiego Fulla” — na te słowa Niketas podniósł zamyślony wzrok znad książki — To już przeszłość! — ciągnęła dalej. — Ludzie się nacieszyli, biznes się udał, i w ogóle, ale jakbym to ja była konsumentem, to bardziej przyciągnęłoby mnie coś świeżego. Coś, co zaskoczy na nowo! — zabrzmiała jak główny bohater kreskówki dla dzieci, wygłaszający motywacyjną przemowę, która musiała nie trafić do publiczności, bo niewidzialny tłum nie zaczął klaskać i nie natarł na nieistniejącego wroga. A syn Hermesa w dalszym ciągu patrzył na nią spojrzeniem niczym z posągu greckiego filozofa i w końcu odezwał się, wzdychając przy tym.
— No dobra. Niech ci będzie. Ale pod dwoma warunkami: ma to nie być żaden "śmierdziel" i na etykiecie ma być nawiązanie do starego, dobrego, „Boskiego Fulla”.
— Bomba. Właściwie mam już skompletowane trochę potencjalnych składników, które akurat miałam pod ręką — wskazała na półkę, na której stał niewielki czarny kociołek wyjęty z bajki o czarownicach, a obok niego przeróżne pudełka, woreczki i słoiki. — Nie pamiętam co to dokładnie jest, ale na to przyjdzie czas.
— Dobra, słuchaj. Wrzuć co tam uważasz za słuszne do tego gara, byle by działało, a ja wrócę za… No, jeszcze dzisiaj wrócę. Niedługo.
Po tych słowach wstał gwałtownie z kanapy i praktycznie wybiegł z domku, zostawiając za sobą tylko pogryziony ołówek. Erin nawet nie próbując zgadywać, po co udał się chłopak, zajęła się ważeniem dziwacznej mikstury. Zupełnie wypadło jej z głowy, jakie właściwości miały zawartości konkretnych woreczków. Gadając sama do siebie, próbowała dodać sobie pewności, że na pewno nic jej się nie pomyliło i niewielki łyk nie sprawi, że wykazujący się ponadprzeciętną odwagą dzieciak uniesie się w powietrze i już nigdy nie wróci na powierzchnię Ziemi.
Uczniowie chemii w szkołach podstawowych byliby zachwyceni niewielkim, lecz satysfakcjonującym „KABOOM”, które powstało w wyniku reakcji czegoś tam z czymś tam. W akompaniamencie wybuchu, drzwi otworzyły się gwałtownie. Taki timing mogła mieć tylko jedna osoba. Ale do środka weszły dwie — Niketas oraz trzymany przez niego za brudną od błota bluzę młodszy dzieciak Hermesa, którego imię nie było Erin znane.
— O, czyli rzeczywiście masz królika doświadczalnego?
— No, raczej nie sprzedałabyś kiepskiego napoju ludowi obozu, co nie? Plus, twierdzisz, że nie znasz się na energetykach ani na niczym takim, więc ktoś to musi ocenić, a ten tutaj jest bardzo chętny — młodszy przełknął ślinę i pokiwał nerwowo głową. Dziewczynę zaciekawiło jaki terror wprowadza grupowy Jedenastki. — W ogóle to faktycznie wyglądasz jak obłąkany Nikola Tesla.
Erin spojrzała na swoje odbicie w lśniącej drewnianej szafie i bez skutku usiłowała wygładzić jakoś wygładzić stojące na głowie włosy.
— Nie jest dużo gorzej niż jak po długiej drzemie, serio. Wracając, testujemy to… coś?
— Mhm. — chłopak pokiwał energicznie głową, niszcząc sobie przy tym fryzurę, którą zaraz znów poprawił. Popchnął brata lekko w kierunku potencjalnego produktu sprzedaży. Erin wygrzebała z szuflady głęboką łyżkę, przemieszała nią substancję i podała młodemu Hermesiakowi. Ten wziął ją niechętnie i powąchał zawartość kręcąc nosem.
— Naprawdę muszę? — odezwał się pierwszy raz, odkąd brat go tu przytargał. Brzmiał na co najwyżej dwanaście lat.
— Przecież nic ci nie będzie — Niketas celowo zabarwił ton głosu pewnością siebie, uśmiechając się przy tym pod nosem niczym czarny charakter z kreskówki. W gruncie rzeczy oboje wiedzieli, że spożycie prototypu może wywołać nieplanowane skutki uboczne. Dzieciak przełknął ślinę i w końcu opróżnił łyżkę. Na jego twarzy w momencie pojawił się szeroki uśmiech.
— O kurwa! Jakie to dobre!!!! Jaki świat jest piękny!!!! — jego rozszerzone oczy rozglądały się po pomieszczeniu, jakby był pod wpływem bogowie wiedzą czego. Córka Hekate dyskretnie zasłoniła kocioł pierwszą lepszą szmatą, na wypadek, gdyby mikstura okazała się silnie uzależniająca a na jej widok lub zapach Hermesiak miałby stać się agresywny, czy coś. Na razie na szczęście nie sprawiał większych problemów.
— Nie miałaś dodać do tego czegoś energetycznego?
— No, wydawało mi się, że dodałam. Ale chyba z jakimś ulepszeniem. Widzisz, ile tego jest? Sam byś się pogubił — wskazała ręką na wiklinowy koszyk z woreczkami i ich tajemniczą zawartością.
— Pewnie użyłaś dodatku „naćpanie” — podsumował trafnie syn Hermesa, obserwując kątem oka swojego eksperymentalnego szczura, znaczy brata, który w tej chwili zachwycał się sufitem. — A więc, ile to coś może działać? Nie mogę zostać oskarżony o nielegalny handel narkotykami, wiesz, reputacja, takie sprawy.
— To ty nie handlowałeś już czymś nielegalnie?
— No… Pewnie tak było, ale niczym o tak widocznych efektach, więc żadna obozowa policja się nie domyśliła — w głosie chłopaka wybrzmiała duma.
— A, no dobra. Chyba nie powinno działać dłużej niż zwykła kofeina, może cztery godziny?
— Hm — Niketas wrócił do siedzenia krzywo na kanapie, znalazł zostawiony wcześniej ołówek i zaczął bazgrać coś na ostatniej kartce szyfrokrzyżówek. — Przez te cztery godziny będziemy trzymać go tu w izolatce, jednocześnie wymyślając nazwę, a ty przypomnisz sobie, który z tych magicznych proszków serio się nada — jego ton nie pozostawiał możliwości sprzeciwu. Prawdę mówiąc, Erin podobała się ta współpraca. Do tej pory nie czuła, jak bardzo brakowało jej jakiejkolwiek formy rozrywki, innej niż obowiązkowe obozowe zajęcia.
— Tak jest, szefie — zasalutowała w odpowiedzi.


Niketas?
────
[852 słowa: Erin otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz