Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Souksakhone Bualoi Namvong. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Souksakhone Bualoi Namvong. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 marca 2025

Souksakhone i Merideth Davidson umierają

zdjecieSouksakhone Bualoi NamvongON/JEGO — 18 LAT — NAJADA-PÓŁBÓG — LAOTAŃCZYK — 172 PD — 0 PU — 100 PZPostać NPC



zdjecieMerideth DavidsonONA/JEJ — 20 LAT — PÓŁBOGINI — AMERYKANKA — 0 PD — 3 PU — 100 PZPostać NPC



W niewyjaśnionych bliżej okolicznościach w jednym z barów Nowego Jorku ginie osiemnastolatek. Przy śmierci nie było (podobno) żadnych świadków, a podejrzani są pracownicy baru, jednak monitoring przeczy tej hipotezie (tak jak właściwie przeczy każdej innej, bo nie widać na nim... kompletnie niczego). Gdyby tego było mało, zgłasza się zaginięcie kobiety, którego poszlaki wskazują na jej powiązania ze zmarłym oraz wysokie prawdopodobieństwo, iż też jest ofiarą tajemniczego mordercy.

poniedziałek, 18 września 2023

Od Souksakhone — „Na ratunek 112” (zlecenie #8)

Niedziela rano, a dokładniej 6 NAD ranem, większość dzieci w Nowym Jorku jeszcze spała, ale nie Sou. Sou jest z Azjatyckiego domostwa w Azjatyckim sąsiedztwie, o tej godzinie wszyscy już byli na nogach, czy tego chcą, czy nie. Starsza sąsiadka, która co rano przychodziła pomóc mu i mamie, z impetem weszła do pokoju z odkurzaczem napierdalającym na pełnej, krzycząc do niego coś o byciu leniem i że jest tu syf. Chłopak nawet nie mógł sprawdzić godziny na telefonie, bo już go ta baba wyganiała do ubrania się! Sou szybko wziął coś do ubrania i uciekł do łazienki, gdzie mógł się ubrać w długie czarne spodnie ze skórzanym paskiem, białą koszulkę i czarną koszulę ze wzorem w Garfielda. To, że musiał ubierać się przyzwoicie, nie oznacza, że nie mógł ociekać dripem.
Souksakhone wyszedł z łazienki, wkładając koszulkę do spodni, i poszedł do kuchni, która była połączona z dużym pokojem i jadalnią. Od razu można było poczuć ostry zapach przypraw, który mógł nie jednego zwalić z nóg.
– Cześć, mamo, potrzebujesz czegoś? – Sou pochylił się do swojej opiekunki, by ją przytulić na dzień dobry.
– Tak, ułóż wszystko na stół, proszę. Tylko ostrożnie, błagam – od kiedy Sou stłukł 8 misek i 2 talerze w wieku 12 lat, jego mama nie daje mu spokoju i zawsze błaga go o ostrożność za każdy razem, gdy chłopak miał choćby najmniejszą styczność ze szkłem i porcelaną. – a i zawołaj panią Santos i resztę, okej?
– PANI SANTOS! – Souksakhone krzyknął, ale szybko poczuł siłę laczka mamusi na sobie.
– Idź do niej!
Z westchnieniem od niechcenia, mężczyzna poszedł do pokoju obok i poinformował kobietę o śniadaniu, a potem wyszedł z mieszkania, by powiedzieć to samo panu Santos i ich synowi. Albo wnukowi, kto wie, oni wyglądają, jakby mogli mieć prawnuków nawet.
Sou zazwyczaj jadł wszystkie posiłki z sąsiadami, nie tylko to dawało jego mamie poczucie, że nie jest sama, ale także było tańsze! Rzadko kiedy zostawało jedzenie na talerzu.
Śniadanie szybko i przyjemnie minęło, po wszystkim państwo Santos wróciło do siebie, Sou wziął się za sprzątanie, a jego matka ustawiła swój laptop na stole, aby dokończyć swój projekt, który miał być skończony na wtorek. Dzień jak co dzień, dopóki jego mama nie zaczęła gadać.
– Kochanie, Pamiętasz żula Mietka spod sklepiku osiedlowego?
– Kogo? – na te słowa jego mama spojrzała na niego krzywo, chociaż nie było to nic obraźliwego… Ale to nawet najstarsi górale nie wiedzą, dlaczego mamy takie są.
– Tego, co od lat opowiada każdemu, kto chce wysłuchać historie o wróżkach, czy leprechaunach, które ukradły mu drobniaki na piwo…
– A, on… No pamiętam – niech ona nawet nie kontynuuje, jemu tak się nie chciało sprawdzać żadnych problemów związanego z jego bożą stroną.
– ale jego ostatnia opowieść o kolczastych stworach, które spaliły mu już koc, czapkę i kufajkę brzmi trochę zbyt realistycznie. Myślę, że ktoś powinien się tym zainteresować.
– Yhm… – chłopak kiwnął głową, udając, że nie wie, o co chodzi.
– Tak, mówię o Tobie, Souksakhone.
– Ale- – Sou obrócił się w stronę matki.
– Żadnego „ale”! A, jeszcze możesz panu Mietkowi zanieść to pudełko z jedzeniem.
Chłopak jęknął i wyłączył wodę. Odstawił mokre naczynia na bok i poszurał w stronę drzwi, po drodze biorąc posiłek dla Mieczysława, aby włożyć buty i wyjść z domu. Na korytarzu była para nastolatków, która została zmuszona przez rodziców zrobić szybkie zakupy czy wynieść śmieci, przez chwilę z nimi porozmawiał podczas schodzenia na dół.
Na zewnątrz było zimno, zbyt zimno na zwykłą koszulę, ale już zszedł na dół, a nie chciało mu się wlec po schodach na piętro, więc chłopak po prostu wolał pocierpieć. Szybko ruszył w stronę sklepiku, przy którym zazwyczaj można było spotkać dobrze wszystkim znanego Mietka (chyba że straż go wygoniła). Dzisiaj jednak straż nawet nie chciała go prosić o pójście, z zaciekawieniem słuchali zeznań mężczyzny. Miejscowy bezdomny aż gubił się w słowach ze złości, pokazując straży jego zniszczony koc, z którego już teoretycznie nic nie było, ale jedynie co mogli zrobić to tylko coś wpisać w notatnik, wzruszyć ramionami i pójść sobie. Może i jego rzeczy zostały zniszczone, ale nikt mu nadal nie potrafi uwierzyć w jakieś stworki-potworki. Kiedy straż miejska już sobie poszła, Sou podszedł do mężczyzny.
– Dzień dobry, mam nadzieję, że nie przeszkadzam – zaczął, podając pudełko z jeszcze ciepłym śniadaniem – czy chciałby Pan powiedzieć, co się wydarzyło jeszcze raz? Ja totalnie Panu wierzę, dlatego chciałbym się dowiedzieć więcej.


◇──◆──◇──◆
[714 słów: Sou otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia + 30 za rozpoczęcie zlecenia]

środa, 12 lipca 2023

Od Souksakhone do Wandy — „Zemsta Kubicy”

Sou przyglądał się dzikim wygibasom na kartce, które miały być uznane za litery. Oczywiście, widział je nie raz, nawet znał kilka z nich, chociaż nie wystarczająco, aby cokolwiek zrozumieć. Można by się zastanawiać, czyżby czytał jakieś starożytne runy, lub próbuje odkryć ostatnią cyfrę liczby π? Nie, było to coś o wiele trudniejszego, próbował rozczytać się z menu azjatyckiej restauracji. Restauracja była zamknięta przez długi czas, ale zanim jeszcze właściciel poszedł na chorobowe razem z żoną, to często bywał tu z mamą, a, jako że był kochanym dzieckiem, to chciał jej polepszyć humor w chorobie i coś zamówić. Ciekawy wybór, menu w języku, w którym chuj kto rozumie, szczególnie że nie jest to nawet kuchnia Laotańska, tylko ogólnie azjatycka, nawet mają tu jedno danie pakistańskie! Już miał zamknąć rozpiskę dań, gdy ktoś się dosiadł do jego stolika z przedłużonym „Heeeeej~”, a gdy spojrzał w górę, Souksakhone ujrzał uśmiechniętą od ucha do ucha brunetkę.
– Hej? Znamy się? – Chłopak z całych sił starał się przypomnieć, czy ją znał, ale szczerze nie potrafił.
– Nie pamiętasz mnie?! – Dziewczyna przez chwilę wyglądała na zaskoczoną, ale dość szybko zaakceptowała swój los – rzeczywiście, ma to trochę sensu. Jestem Wanda, z obozu, nie rozmawialiśmy jakoś szczególnie, ale Ty chyba też jesteś z obozu, nie?
Rzeczywiście, jakieś dzwony zaczęły mu bić, a nawet wiedział w którym kościele.
– Aaa, Wanda, z domku numer 5, tak?
– Dokładnie! Słuchaj, potrzebuję pomocy – dziewczyna najwidoczniej nie pierdoliła się w tańcu – umiesz rozczytać się z tego menu? Bo Ty umiesz chyba ten język nie?
Przez chwilę Sou nie wiedział co powiedzieć, oczywiście, był Laotańczykiem i powinien rozumieć, ale pytanie brzmiało co najmniej dziwnie.
– Oj, przepraszam, czy to było nietaktowne? Przepraszam, nie miałam na celu brzmieć… no wiesz…
– „Nie, nie wiem” – pomyślał Sou – pff, nie przejmuj się, wszystko w porządku!
Chłopak machnął ręką, a dziewczyna wyraźnie się rozluźniła.
– Ale nie, nie znam tego języka, to nie ta część Azji… – nie miał pojęcia, czemu czuł potrzebę kłamania. I tak nie chciał się uczyć laotańskiego, więc bezsensownie się wstydził.
Na tę informację dziewczyna ino lekko skinęła głową, już nic nie mówiąc.
I tak siedzieli w niezręcznej ciszy, Sou klepał swoje kolana, grając losowy rytm, a dziewczyna tylko spojrzała w bok. Chłopak chciał coś powiedzieć, ale ta niezręczność trwała już zbyt długo by ją przełamać. Na ratunek przyszła kelnerka, która była także żoną właściciela. Jak Sou się ucieszył na widok tej starszej kobiety, która ledwo sięgała do ramion chłopaka, nawet jeśli ten siedział. Niestety, ta radość ustała w momencie, gdy kobieta zaczęła mówić.
– Dawno Cię nie widziałam, Souksakhone, zgrubłeś? Jak Twoja matka, dobrze ją traktujesz? Zamawiasz coś dla niej? Jak z ocenami? Powinieneś tu częściej przychodzić.
Pytanie za pytaniem, a chłopak dalej się nie otrząsnął po pierwszym. Czuł już, jak Wandę bawi cała ta sytuacja, nawet nie musiał na nią spojrzeć, by widzieć jej uśmiech.
– Wszystko dobrze, babciu, chciałem tylko zamówić coś dla mojej mamy. Ostatnio gorzej się czuje, więc chciałem ją pocieszyć.
Kobieta zaczęła pisać, mamrocząc jakieś nazwy dań. Jak na kobietę, która wyglądała na 130 lat, to miała niesamowitą pamięć.
– A dla Twojej dziewczyny?


WĄTEK ZAMKNIĘTY PRZEZ MG 
◇──◆──◇──◆
[506 słów: Souksakhone otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

Souksakhone Bualoi Namvong

Tak naprawdę lubienie ludzi za ich osobowość jest bardzo ableistyczne, niektórzy z nas mają zaburzenia osobowości. Naucz się mnie lubić za moje cycki.

zdjecieSouksakhone Bualoi NamvongON/JEGO — 16 LAT — NAJADA-PÓŁBÓG — LAOTAŃCZYK — 130 PD — 0 PU — 100 PZdrkaran

Syn Atlantiadesa