niedziela, 31 maja 2026

Od Niketasa CD Erin — „Wspólnik mojego wspólnika nie jest moim wspólnikiem”

Poprzednie opowiadanie

– Ulfert! – woła Niketas, zamaszyście otworzywszy drzwi do domku jedenastego. Jak się spodziewał, bez jego doskonałego i eksperckiego przewodnictwa, Ulfert wyłącznie siedzi i puszcza bąki, bezpiecznie zakopany w kącie domku. Zdradza go gwałtowne uniesienie głowy, które idzie w parze ze spanikowaną miną.
Domek Hermesa jest, z założenia, za mały dla jego mieszkańców. Ulfert nie ma więc żadnej, najmniejszej choćby szansy, żeby po pierwsze podnieść się ze swojego wygodnego kącika, w którym wcale nie wbija mu się w plecy kant czyjegoś łóżka, a po drugie uciec z domku w jakikolwiek sposób. Musiałby wyminąć Niketasa w drzwiach, na co ten by mu nie pozwolił.
– Tak? – pyta, możliwie najuprzejmiej i z bólem podnosi się z podłogi, żeby stawić czoła swojemu bratu (szefowi).
– Mam dla ciebie robotę – odpowiada Niketas, tym razem odpuszczając sobie dodanie: „dobrze płatną”, bo w takim wypadku musiałby mu zaoferować jakąś stawkę, której jeszcze nie udało mu się oszacować. To znaczy, jeszcze nie wycenił, jak duży może być popyt na niejako podróbę „Boskiego Fulla”, który jednak został stworzony znacznie bardziej profesjonalnie.
– Masz ją dla mnie średnio co tydzień. Pracuję już co najmniej na czterech etatach – mamrocze Ulf, choć oboje wiedzą, że jakiekolwiek formy sprzeciwu nie zadziałają u Niketasa i jego absolutnych rządów totalitarnych.
– Ale masz wprawną rękę. Idealnie nadajesz się do tej roboty – zapewnia go grupowy, filuternie mrugając do niego oczkiem. Przy okazji chwyta go za ramię, niby w przyjacielskim geście, i brutalną siłą wyprowadza z domku. – Będziesz nam rysował etykiety.
– Znowu? – jęczy żałośnie. – Naprawdę nie możesz do tego zgarnąć kogoś od Apolla? Te „Boskie Fulle” rysował ci jakiś dzieciak od nich, nie? Dredy zielone, kolczyki? Niby czemu teraz ja?
– Nie no, najpierw rysowała Violet, ale ona wpisywała te „Strawberry Punche” i potem sam musiałem zmieniać. Ale w każdym razie, tego dzieciaka nie ma teraz w Obozie, uciekł do Minnesoty czy innego dziwnego stanu, nie wiem – tłumaczy grupowy tonem jasno wskazującym na to, że jest to sprawa niemająca najmniejszego znaczenia.
– Apollo ma też inne dzie-
– Dobra, dobra, już się tak nie wymądrzaj – ucina Niketas, bo już otwiera drzwi domku Hekate. – Hej, wspólniczko, mam naszego świetnego i BAAARDZO chętnego robotnika!
Wnętrze wygląda kompletnie inaczej niż w momencie, w którym je zostawił. Widocznie Ashon naprawdę wziął sobie do serca wszystkie groźby albo nie mógł usiedzieć na dupie przez magiczne działanie „Olimpijskiej Alfy” w wersji Beta 0.14. Aktualnie chłopak szwęda się po domku, niezgrabnie ściskając w dłoniach miotłę – wygląda na to, że trzyma ją po raz pierwszy w swoim krótkim życiu. Gdy tylko próbuje zamieść choć część kurzu, ten wzbija się w powietrze niepowstrzymaną chmurą i Ashton, zamiast pracować dalej, postanawia poczekać, aż pył opadnie. Proces powtarza się w nieskończoność, a frustracja i wściekłość na twarzy chłopaka stają się coraz bardziej widoczne. W głębi domku Erin absolutnie wczuwając się w personę szalonego i niepowstrzymanego naukowaca, już przelewa ich wspaniałą, neonoworóżową miksturę do przygotowanych szklanych buteleczek.
– Sprowadziłem dla was wspaniałego designera i w EKSKLUZYWNYM dodatku artystę! – radośnie oznajmia Niketas, a częściowo schowany za jego plecami Ulf gwałtownie kręci głową, pewnie przekonany, że to skłoni całą resztę towarzystwa do przejrzenia słabego kłamstwa i odkryją prawdziwe powołanie Ulferta. Jest nim bowiem możliwie jak najskuteczniejsze wkroczenie do nieswojego mieszkania. Opcjonalnie: zabranie stamtąd wszystkich kompletnie niepotrzebnych nikomu do życia rzeczy, w tym trzymanego w dużym słoiku rocznego zapasu landrynek albo poszewek na poduszki, których używa się wyłącznie w dnie, gdy na chatę wbija człowiekowi ta jedna snobistyczna ciotka, a we wszystkie pozostałe dni kurzą się w szafie, zakopane pod innymi poszewkami. Nic, za czym ktokolwiek by szczególnie tęsknił, jako że pod przekazanym w genach losem marnego złodziejaszka, Ulfert jest człowiekiem dobrym, tym samym tworzy coś w rodzaju ying-yang z ze swoim bratem.
Erin przygląda się Ulfowi z oświeconego wyłącznie słabymi świeczkami kąta. Akurat dzisiaj cały domek Hekate zrezygnował z zapalenia niewysłowionej ilości kadzidełek, więc herosi mogli się sobie przyjrzeć bez zbędnego przejmowania się zanieczyszczeniem dymnym równym smogowi unoszącemu się nad większością przyzwoitych miast dzisiajszego świata.
– Ty robiłeś też te „Boskie Fulle”? W sensie, etykiety? – pyta Erin miłym, zaciekawionym tonem, dzięki czemu Ulf NARESZCIE ma szansę na wytłumaczenie się i wyprowadzenie wszystkich z błędu. Udaje mu się nawet otworzyć usta, ale, jak zawsze zresztą, Niketas postanawia przerwać bratu zanim ten jeszcze uformuje jakiekolwiek zdanie w swojej głowie.
– Nie, ale wie, co robić. Dobra, paniusiu, mamy już ułożony i zapisany przepis? – grupowy zwraca się do Erin, która zaprzecza bardzo wymownym ruchem głowy. Na tyle wymownym, że wszyscy obecni wiedzą, że w trakcie tworzenia tej cudownej mikstury z dziesięć razy pogubiła się w składzie. – No, to zapisuj, proste. Chyba pamiętasz? – Kompletnie ignoruje niekoniecznie przekonującą minę dziewczyny. – W każdym razie: linią produkcyjną „Olimpijskiej Alfy” uważam za oficjalnie otwartą!
– Chyba miałeś na myśli zakład karny – mruczy Ulf, który mimo wszystko już chwycił za ołówek i losowe kartki (prawie że same wpadły mu w dłonie, a nic ważnego jeszcze na nich nie zapisano).
– Nie miałcz, tylko do pracy. Hop, hop, hop! – Niketas klaszcze w dłonie, wczuty w swoją wspaniałą rolę. – Sprzedaż otwieramy jutro, nie ma zmiłuj. Wtedy oszacuję zarobki i wasze pensje, takie tam, szczegóły i szczególiki.
– A nie umawiamy ś- – Ulfowe, zresztą dość istotne, pytanie, zostaje przerwane przez zdesperowane słowa Ashtona.
– Niketas, ale ja tu nie jestem na stałe, nie?
– Sprzątasz i pilnujesz naćpanego rodzeństwa na umowie zlecenie, jeśli ci to bardziej pasuje.


Erin?
────
[869 słów: Niketas otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz