LATO
Aye wręcz uginało się pod ciężarem zmęczenia. Czuło, że zaraz głowa jejmu wybuchnie od wszechobecnego hałasu. Dzieci nieustannie krzyczały, piszczały i głośno się śmiały, a ich rodzice niezbyt interesowali się ich dobrobytem; stali gdzieś na uboczu, rozmawiali ze sobą i nawet nie zwracali uwagi, że ich syn albo córka zaczepia biedną panią ze stoiska, albo gania za miejskimi gołębiami, które przyleciały tutaj tylko w poszukiwaniu jedzenia.
— Nie możemy razem? — zapytało, zwracając uwagę na to, że Chait nie uwzględnia siebie w planie ucieczki. — Chyba też nie chcesz tutaj być, prawda?
Chait był jednak typem osoby, która najpierw pomyślała o innych, a dopiero później o sobie. Skutkowało to później bezsensownym męczeniem się na głupich festiwalach, straganach czy innych atrakcjach organizowanych dla dzieci albo młodzieży.
— To przeze mnie tutaj jesteś.
Aye wyraźnie się skrzywiło. Nawet nie próbowało ukryć niesmaku, który od razu pojawił się na jejgo twarzy. Co to znaczy, że przez niego tutaj się znalazło? Przecież nie było to niczyją winą! Festiwal musiał być ogłaszany wcześniej, a oni o tym zwyczajnie nie wiedzieli, bo nie byli w stanie śledzić każdego możliwego informatora.
— Właściwie, ty też o tym nie wiedziałeś, prawda? — zwróciło uwagę. — Z jakiej to okazji? Wiesz coś więcej?
Chait wzruszył ramionami. Był bardzo zmęczony, ale przez lata pracy w takich miejscach nauczył się to dobrze ukrywać.
— Takie rzeczy nie muszą być organizowane na specjalne okazje. Czasem wystarczy, że ktoś ma dużo pieniędzy i za dużo wolnego czasu. Czasem brakuje też pracowników i proszą o pomoc każdego, nawet jeśli ma się wolne.
— Aha.
Aye nie kryło swojego zdziwienia. Była to dla niejgo bardzo dziwna forma pracy. Wyobrażało sobie Chaita, który w spokojne — takie jak te — popołudnie odbierał telefon od szefa, który kazał mu jak najszybciej zjawić się w danym miejscu, bo za dwie godziny zaczynają festiwal dla dzieci.
Ich rozmowę przerwała jedna z koleżanek Chaita. Podbiegła do nich, ocierając przy okazji spływający pot z czoła.
— Co wy robicie? Zaczyna przychodzić więcej dzieci! — wydyszała. Dziewczyna zgięła się w pół i oparła ręce na kolanach. Oddychała tak ciężko, jakby właśnie przebiegła półmaraton.
Chaitowi zadrżał kącik wargi. Z całych sił starał się zapanować nad wyrazem swojej twarzy, by wciąż wyglądać tak samo przyjaźnie.
— Niestety nie mamy już czasu — odpowiedział najłagodniej, jak się tylko dało.
Aye na potwierdzenie tych słów pokiwało głową. Chciało jakkolwiek dodać Chaitowi otuchy, bo samo z siebie nie chciałoby nigdy w życiu obcować z tak denerwującą osobą, jaką była ta… Jessica? Karolina? Już nawet nie pamiętało imion tych dziewczyn.
— Nie żartuj sobie, Chait. — Dziewczyna powoli się wyprostowała. Uśmiechnęła się w najbardziej irytujący sposób, w jaki tylko mogła to zrobić. — Jeszcze tylko godzinkę, dobrze?
Obydwoje wiedzieli, że jeśli zgodzą się tutaj zostać, to na godzince się nie skończy. Kolejki do stoisk były już ogromne. Rodziny z dziećmi przybywało, jakby teleportowali się z drugiego końca miasta specjalnie dla tego jednego festiwalu. Aye na sam ten widok robiło się słabo i naprawdę — ale to naprawdę — nie chciało już w tym uczestniczyć.
— Mam ważne spotkanie rodzinne — skłamał. Przez cały czas perfekcyjnie ukrywał swoje zdenerwowanie. Aye było pełen podziwu. — Następnym razem, dobrze?
Dziewczyna cmoknęła. Zmarszczyła się na twarzy, a wcześniejszy, nienaturalnie szeroki uśmiech, został zastąpiony grymasem.
— Zostajecie jeszcze, jasne? Nie mogę teraz pozwolić sobie na braki kadrowe.
— Nie pracuje dzisiaj — podkreślił ten istotny fakt Chait. — Nie będziemy zostawać tutaj ani minuty dłużej.
Jeśli Chait miał problem z asertywnością, to tym razem udowodnił, że gdy trzeba, umie się postawić.
— Naprawdę was potrzebuję.
Jessica chyba miała problem ze zrozumieniem słowa „nie”. Chait westchnął w odpowiedzi. Ile razy jeszcze musiał powtórzyć, że tutaj nie zostaną, aby dziewczyna w końcu to zrozumiała?
— Skoczę tylko do toalety.
Jessica byłaby naprawdę nieludzka, gdyby zabroniła Chaitowi pójść się wysikać, więc tylko kiwnęła głową i wróciła na swoje stanowisko. Półbóg jednak miał inny plan, a toaleta była tylko wymówką.
— Uciekamy stąd. — Uśmiechnął się najszerzej, jak tylko potrafił w tej sytuacji. Ten uśmiech jakoś pomógł Aye w ukojeniu swojego zdenerwowania i przebodźcowania.
Chait, jako że był dzieckiem Iris, mógł stworzyć tęczę i za pomocą tej tęczy przenieść się w zupełnie inne miejsce. Tak też właśnie zrobił. Stworzył tęczę w miejscu, w którym pozostawali niezauważeni i przeniósł ich w inną część miasta. Znacznie spokojniejsza, o ile to słowo było odpowiednie w kontekście opisywanej jakiejkolwiek dzielnicy Nowego Jorku.
Plecy Aye spotkały się ze ścianą budynku, a Chait wylądował w koszu na śmieci. Dosłownie. Z niewiadomego powodu trafili w ślepy zaułek, gdzie cuchnęło trupem, a słońce nawet nie próbowało tutaj zaglądać.
— Serio z nimi pracujesz? — zapytało Aye. To było pierwsze pytanie, które nasunęło się jejmu na myśl. — Przecież oni cię nawet nie szanują.
— Zły dzień, czy coś.
Złego dnia jednak raczej nie miały te dziewczyny, ale oni. Nie dość, że musieli pracować za darmo, to Chait jeszcze wylądował w kuble na śmieci i śmierdział tak samo paskudnie, co stereotypowy pijaczyna.
— Po prostu cię wykorzystują. — Aye zmarszczyło brwi. Za każdym razem, kiedy spotykał Chaita, widział go wykonującego prace, której nawet nie lubił. — Strasznie śmierdzisz. Bez obrazy.
Chait się zaśmiał, czego Aye nie rozumiało i patrzyło się na niego przez dobrą minutę bez żadnego słowa. To takie śmieszne, że ubrania miał umazane jakimś starym jogurtem i że śmierdział rozkładającymi się resztkami jedzenia?
— Czyli rozumiem, że już nie chcesz ze mną spędzić reszty tego dnia?
— Nie. — Pokręciło głową. Czasem było zbyt bezpośrednie. — Ale jeśli się umyjesz, to znajdę godzinę.
— Mówisz poważnie?
— Takie to dziwne? — naburmuszyło się.
Aye jakoś poczuło się urażone. Przecież cały czas mówiło poważnie!
— W takim razie chcesz wpaść do mnie? Zmienię ubrania i będę jak nowy.
Aye miało od razu odmówić. Propozycja wydawała się jejmu co najmniej dziwna i nie na miejscu; ale z jakiegoś powodu powstrzymało się przed opryskliwą odpowiedzią i kiwnęło głową na tak.
────
[937 słów: Aye otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz