LATO
Pierwszych kilka tygodni minęło zadziwiająco spokojnie – może nawet trochę zbyt spokojnie jak na gust Chaita, ale przecież nie był paranoikiem, który jakoś bardzo by się tym przejmował i zaczął wszystko bardzo dokładnie analizować, rozkładając na zbyt małe i zbyt szczegółowe elementy. Inaczej: może czasem był paranoikiem, ale nie takim. I doskonale zdawał sobie sprawę, że szukając problemów na siłę, może co najwyżej wyolbrzymić te problemy, które tego nie wymagały. Oczywiście nie był też na tyle głupi, by założyć, że uśmiechnęło się do nich szczęście, bo to nawet jak na niego mogłoby być zbyt naiwne.
Zresztą, na co dzień i tak nie miał tyle wolnego czasu, by usiąść i naprawdę zacząć się nad tym zastanawiać. Do tego dalej nie mógł przestać myśleć o potwornej agentce nieruchomości, chociaż kiedy wrócił w tamto miejsce jakiś czas później, nie było śladu po jej obecności. Nikt nic nie wiedział, nie udało mu się też dowiedzieć nic o potencjalnych dziwnych sytuacjach w tamtej okolicy.
Dlatego, dopóki w tej lokalizacji wszystko było w porządku, to z tego korzystał. I widział, że Apollodoros też z tego korzysta, więc tym bardziej nie zamierzał tego psuć.
Lato powoli mijało, ale nie widział końca festynów. W grafiku miał wpisane jeszcze dwa festiwale, a w ukradkowych spojrzeniach, które rzucali mu szef i jedna z koordynatorek, wyczuwał, że mają dla niego jeszcze jakieś kolejne bojowe zadanie. Mógł tylko mieć nadzieję, że będzie ono przyjemniejsze od tej jednej roboty w parku i że nie będzie wymagało podróży przez pół Stanów Zjednoczonych tak jak poprzednia wakacyjna propozycja.
Tak, biorąc pod uwagę to, jakie zlecenia mu się trafiały i to, ile zastępstw w barach i knajpach brał w ciągu ostatnich dni, zdecydowanie nie miał czasu, który mógłby swobodnie poświęcić na zastanawianie się nad dziwnym spokojem w wynajmowanym budynku i okolicy.
Ale przez to wszystko miał też wrażenie, że częściej mija się z Apollodorosem, niż razem rozmawiają. Wiedział, że w rzeczywistości nie wygląda to tak źle, ale było mu głupio; znajome naprawdę bardzo mu pomagało. Chait bardzo doceniał to, że nie musi zbyt często zbliżać się do kuchni i to, że Apollodoros jest też zwyczajnie miłym towarzystwem, kiedy już udało im się spędzić razem chwilę czasu.
Myśl o tym wracała za każdym razem, kiedy wracał do mieszkania o trochę zbyt później i mało ludzkiej godzinie, co w ciągu tych kilku tygodni było synonimem „często”. Chait mógł tylko cieszyć się, że akurat dzisiaj nie bił swojego rekordu – było dopiero po dziewiątej, po ulicach jeszcze kręcili się ludzie. Otworzył stare drzwi do budynku, które kilka dni temu zaczęły chodzić trochę ciężej, ale jeszcze nie na tyle ciężko, by ktoś próbował to naprawić. To nie był żaden podejrzany sygnał, to nie był nawet problem, na który zwróciłby uwagę, gdyby akurat się nad tym nie zastanawiał. Do tablicy korkowej przyczepione były ogłoszenia o nocnych imprezach, jakaś podejrzana ulotka typu „kupię sprzedam zamienię mieszkanie” – też nic szczególnie dziwnego. Trochę podłego, gdyby ktoś starszy miał dać się oszukać, ale to tyle. Mignęło mu ogłoszenie o znalezionych kluczach z podanym numerem telefonu, by je odzyskać. Napisana odręcznie kartka zasłaniała wiszące już od dawna ogłoszenie. Mówiło coś o rozłożeniu trutki na szczury, pamiętał, że po przeczytaniu go (już dobrych kilkanaście dni po tym, gdy się wprowadzili) rozmawiał o tym z kilkoma sąsiadami, ale niczego się nie dowiedział.
Brak spotkania z niechcianymi lokatorami sugerował, że w takim razie problem mógł być już rozwiązany, po prostu nikt nie zdjął ogłoszenia.
Sięgnął po zakopane w odmętach plecaka klucze, a potem po cichu wszedł do mieszkania.
Odetchnął z ulgą, widząc zapalone światło i to, że Apollodoros siedzi jeszcze w kuchni.
– Hej – przywitał się, zamykając za sobą drzwi.
– Hej. Ciężki dzień?
Chait pokręcił głową.
– Dużo sprzątania po wydarzeniu. A ty?
Oczywiście, nie spodziewał się, że znajome będzie już spać. Mimo to obawiał się, że w jakiś sposób zakłóci mir domowy, albo zrobi jakąś inną głupotę. Tak, Chait doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nie ma to większego sensu i że tak naprawdę nie robi nic złego.
– Dzisiaj jeszcze spokojnie, dopiero szykuje nam się spotkanie autorskie. Zostawiłom ci kolację w lodówce.
Chait uśmiechnął się w podziękowaniu. Zrobiło mu się jeszcze bardziej głupio.
– Dzięki. Naprawdę doceniam, że nie muszę robić sobie zupki chińskiej.
– Nie można żyć tylko na jedzeniu instant, a skoro i tak szykuję obiad, to naprawdę nie problem, żeby zrobić też dla ciebie.
Chait rozumiał ten tok myślenia. Działał tak samo, jeśli akurat było coś, co mógł zrobić dla siebie i dla kogoś innego.
I tak czuł się głupio. Nie chciał wykorzystywać Apollodorosa.
– Dzięki – powtórzył, odkładając plecak pod ścianę i podchodząc do lodówki.
Przez chwilę się nie odzywali. Chait zastanawiał się, czy i jakie pytanie zadać, albo co jeszcze powiedzieć. Wybijał palcami rytm na drzwiczkach lodówki, nie do końca zdając sobie z tego sprawę.
– Dalej nie zdjęli tego ogłoszenia o trutce – powiedział w końcu.
Też umiesz wybrać temat, debilu.
────
[800 słów: Chait otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz