LATO V
– A to nie byłoby właśnie łatwiejsze? – pyta Mikołaj z dość sporą dozą zaskoczenia i równie sporą dozą kompletnego niezrozumienia zawiłych procesów myślowych, które pędzą przez umysł Sony, wywijając pętelki mniej więcej co dwie milisekundy. Nie można z pewnością stwierdzić, że Apolliniątko rozumie własne procesy myślowe. Pewnie ostatecznie z zawiłych supłów wyplątuje wyłącznie skrawki oryginalnych, znacznie bardziej szalonych pomysłów.
– Nie wiem, jak to tam u was wygląda w tej Europie – beztrosko wzrusza ramionami – ale tutaj znaleźć dobry pociąg, który cię zawiezie gdziekolwiek dalej niż do najbliższego miasta, to jest… to jest sztuka. Już nie mówiąc o tym, że bardzo niewygodna i droga. Poza tym Adam zawsze ma cały zestaw przetrwania w bagażniku i pewnie uprze się, żeby postawić nam obiad, ale spać to pewnie będziemy musieli u niego w samochodzie. W każdym razie, kto by nie skorzystał? – tłumaczy, próbując odnaleźć dobry kurs na gęsto zapisanej tablicy. – O, jest, nasz pociąg będzie na peronie drugim.
– To nie będzie wykorzystywanie? – chłopakowi wymyka się to pytanie, chociaż koncept dorosłego księdza wykorzystywanego przez losową nastolatkę mało komu zmieściłby się w głowie.
– Co ty gadasz w ogóle. – Sony macha ręką, wyruszywszy w skomplikowaną drogę na peron drugi, klucząc pośród schodów, tuneli i ślepych uliczek kompletnej koszmaru architektonicznego. – Adam po prostu jest miły, gorzej byłoby, jakbyśmy odmówili, serio. Zabrał mnie raz na długą wycieczkę i potem się musiałam trochę za długo tłumaczyć rodzicom, czemu mnie nie było w domu…
– Aha. No to jeśli tak, to okej – wreszcie stwierdza Mikołaj, choć nie wygląda na to, że skonsternowanie całkowicie go opuściło. – A bilety to kupujemy?
– Eee, chyba tam będą automaty! – Sony wskazuje gdzieś przed siebie, po czym jednak się odwraca i wpatruje w drugi koniec korytarza, w którym aktualnie się znajdują, przy czym wydaje z siebie typowe odgłosy ciężko myślącego człowieka. – Albo tam? W sumie to dawno mnie tu nie było. Ale na tej stacji na pewno jakieś były.
– O której mamy pociąg?
– Zadajesz trudne pytania – śmieje się Sony i z radosnym uśmiechem rusza przed siebie. Może w stronę biletomatu, może nie, okaże się za jakiś czas. Mikołaj podąża za nią, już bez kolejnych komentarzy. Według Apolliniątka nieposiadanie biletów na pociąg nie jest niczym, co wymaga jakiegoś szczególnego przerażenia. Ona regularnie zapomina o tym, że przed wyjściem z domu powinna wziąć ze sobą na przykład portfel albo chociaż parę walających się od miesiąca na biurku banknotów. I co, dalej żyje. Jakoś zawsze udawało jej się wydostać z opresji, nawet jeśli wymagało to nieszczególnie bezpiecznych podróży autostopem.
Jedyny biletomat, wspaniały, ociekający amerykańskością AMTRAK KIOSK, jaki udaje im się wreszcie odnaleźć, nie działa. Sony zbywa to wzruszeniem ramion i postanawia poprowadzić Mikołaja dalej, jeszcze głębiej w odmęty dworca, który z każdym krokiem coraz bardziej przypomina twór podobny do Labiryntu.
– Możemy chyba kupić w pociągu, nie? – Chłopak nerwowo zerka na zegarek w swoim telefonie, choć właściwie żadne z nich nie wie, o której odjeżdża ich pociąg.
– Ale tam są droższe!
– Jak to: droższe?
– No, normalnie. Dzień dobry! Dwa bilety na najbliższy pociąg do centrum Nowego Jorku, poproszę! – woła Apolliniątko, wreszcie dobiwszy do kasy biletowej. Siedząca za szybą kobieta posyła Sony nieszczególnie miłe spojrzenie, lustruje ją od końca związanych w kucyki dredów, przez kolczyki na twarzy, aż po kolorowy top. Wzdycha, powoli wpisuje coś w swój komputerek i dopiero wtedy nareszcie się odzywa.
– Ok. Normalne?
– Ile masz lat? – Sony wbija wzrok w Mikołaja, kasjerka znowu głęboko wzdycha, wielce sfrustrowana, bo musi wykonywać swoją pracę.
– Szesnaście, ale to chyba jasne, że mam mniej niż osiemnaście, co nie? W Obozie jesteśmy razem.
– Ech, no to trudno. Dwa normalne – zwraca się z powrotem do kasjerki, ignorując zdziwione spojrzenie chłopaka i jego zmarszczone brwi.
Dopiero gdy bezpiecznie siedzą na swoich miejscach, po zapłaceniu za bilety istnej fortuny, Mikołaj powraca do tematu.
– Ale czemu normalne? Mamy przecież poniżej osiemnastu lat.
– I co z tego?
– No??? Powinniśmy mieć ulgę???
– Nie??? – Sony wpatruje się w niego, zszokowana. – Jeżdżę pociągami, od kiedy trafiłam do Obozu, wiem, jak to działa. Dzieciaki do dwunastu lat płacą połowę ceny. Studenci od siedemnastu lat płacą ze zniżką iluś tam procent. Jak jesteś zwykłym, przeciętnym nastolatkiem, to płacisz normalnie, jak każdy. W Europie macie inaczej??
– W Polsce to każdy uczeń ma zniżkę.
– Wow, serio? Jakby tak tutaj było, to bym oszczędziła literalnie MILIONY. Albo bardziej moi rodzice, ale wciąż. Płacenie pełnej ceny absolutnie ssie, już lepiej ci czasem wyjdzie zapłacić za paliwo.
– Najbardziej wolny kraj na świecie, hm?
– Co?
– Nic, nic.
– ADAM! – wrzeszczy Sony, gdy udaje jej się dostrzec wystające ponad tłum siwe włosy. Mogłoby się wydawać, że z tej radości rzuci się księdzu w ramiona, ale jedynie podaje mu rękę na przywitanie, po czym przesadnie teatralnym gestem wskazuje na Mikołaja. – A to Micoway! Mój nowy przyjaciel!
– Mikołaj – poprawia ją chłopak, ale Sony wciąż nie widzi różnicy.
– Hej – wita się Adam, prezentując sobą niekoniecznie dobry przykład dla młodzieży: w palcach trzyma tlącego się papierosa, jego uszy błyszczą od pokaźnej kolekcji kolczyków, a oczy ozdobione są delikatnym makijażem, który i tak nie jest w stanie ukryć fioletowych worów chronicznego niewyspania. O jego profesji świadczy wyłącznie wciśnięta w kołnierz koszuli koloratka, która w zestawieniu z ogólną prezencją Adama tworzy dość groteskowy obraz. – Żeby nie było, Sony. Nie podwożę was do Minnesoty, zrozumiałoś? Ciesz się, że w ogóle się zgodziłem i na was poczekałem.
– A co, jedziesz gdzieś? – pyta Apolliniątko, w podskokach podążając za najbardziej nonszalanckim i dziwnym księdzem, jakiego widział świat.
– Do Pittsburga. Greg potrzebował kogoś, kto by się z nim wymieniał za kierownicą – tłumaczy niezadowolonym tonem. Łatwo wywnioskować, że wolałby zostać w domu, zamiast jechać do Pensylwanii. – Mój kuzyn – dodaje, znacząco patrząc na Mikołaja. – A ani Mary, ani Daphne, tym bardziej Caroline nie były gotowe aż tak się dla niego poświęcić. Moje ciotki i babcia.
– Aha, znowu się dałeś na to namówić? – śmieje się Sony. Gdy zbliżają się do samochodu, wesoło macha ręką do czekającego na nich Grega.
– Yo, Siwy Jezu, ty się w misjonarza bawisz? Darmowa podwózka dla aż dwójki dzieciaków?
– Gdzieś w Piśmie musi być fragment o pomaganiu nieletnim w potrzebie – stwierdza Adam, zasiadając za kierownicą.
Sony uprzejmie otwiera tylne drzwi dla Mikołaja, kłaniając się w książecym geście i równie majestatycznie wskazując wnętrze zagraconego puszkami i zużytymi chusteczkami samochodu.
────
[1015 słów: Sony otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz