LATO
Cherry była może odrobinę zbyt wredna. Odrobinę. Może trochę zrobiło jej się nawet żal Izana, na krótką chwilę, zanim jeszcze przypomniała sobie o wszystkich jego dokonaniach, o których mówił jej Vergil. Wyglądał tak żałośnie. Była w stanie nawet uwierzyć, że to jego pierwsze „przepraszam” wypowiedziane na głos w życiu.
Do tej pory wszystkie opowieści Vergila o Izanie były dla niej dosyć odrealnione. To znaczy, wierzyła, że się dzieją, była tak samo oburzona, jak jej chłopak, słyszała też jego pożalcie-się-bogowie wypowiedzi w trakcie spotkań senatu, ale to był pierwszy raz, kiedy bezpośrednio zetknęła się z Izanem w taki sposób. Stała z założonymi rękoma na piersi, podczas gdy Vergil otwierał i zamykał usta jak ryba wyciągnięta z wody, lustrując Izana wzrokiem, jakby zaraz miały wyrosnąć mu rogi albo trzecia noga.
Izan przypominał czajnik. Był czerwony, a emocje kumulowały się w nim z taką siłą, że Cherry była w stanie je wyczuć, stojąc metr dalej. Możliwe, że miało to dużo wspólnego z mocami nadanymi mężczyźnie przez Marsa. Jeszcze chwila takiej niezręczności i najprawdopodobniej zacząłby piszczeć, a potem poszedłby mu dym z uszu.
— Yyy… nie no… spoko… — wymamrotał Vergil w odpowiedzi.
Spojrzeli w jej stronę, jakby czekali na jej dalsze pozwolenie, instrukcję, co powinni zrobić, może podać sobie rączki? Cherry momentalnie poczuła chęć zostawienia ich obu samych sobie i poczekania, aż pod jej nieobecność sami sobie podgryzą gardła, bo w zasadzie byli siebie warci i jeden był głupszy od drugiego. Przerwała tę krótkotrwałą ciszę, wpychając Izanowi potargane resztki jego dzieł prosto do rąk.
— Możesz wyrzucić to do kosza — powiedziała, będąc na tyle miła, żeby wskazać palcem w kierunku najbliższego kosza komunalnego.
— Tak jest.
Odmaszerował. Potrzebowała odetchnąć. To wydawało się za proste. Cherry nie była przyzwyczajona do tego, żeby niegrzeczni legioniści stawali się nagle grzeczni; zazwyczaj najpierw musiała ich złamać, dosypując środków na przeczyszczenie do herbatki albo każąc tynkować dziury w akwedukcie.
— Otrułaś go czymś? — zapytał Vergil, kiedy na chwilę zostali sami.
— Nie — odburknęła. — Tylko z nim porozmawiałam.
— W sensie opieprzyłaś go?
— Może trochę. — Skrzywiła się. Miała w sobie zdecydowanie za duże pokłady empatii. Przecież nawet nie wywiązała się między nimi żadna poważniejsza dyskusja, ot, Cherry trochę podniosła głos. Bardzo delikatne w stosunku do tego, na co zasłużył Izan. — Przesadziłam?
— …może trochę — odpowiedział jej własną bronią. — Aczkolwiek to całkiem śmieszne. — Prychnął.
Oboje popatrzyli w stronę manewrującego przy koszu Izana. Wiatr zwiał mu z rąk część kawałków potarganych plakatów. Może nawet chciał je w ten sposób zostawić, ale kiedy zauważył, że Cherry go obserwuje, zaczął je gonić po kostce brukowej.
— Co robimy z tymi dzieciakami, które chcą z tobą pójść na krucjatę? — zapytała Vergila, wracając do ważniejszego tematu.
Chłopak potarł skroń palcami.
— Chyba nic. Nie wsadzę ich przecież do więzienia. Jeśli będę próbował ich powstrzymać, wyjdę na dokładnie takiego pretora-tyrana, jakiego mnie przedstawiają.
Cherry widziała jeszcze kilka skuteczniejszych rozwiązań tego problemu, ale z drugiej strony rozumiała punkt widzenia Vergila dotyczący jego reputacji, nawet jeśli to wszystko wydawało się bardzo niesprawiedliwe. Z drugiej strony, jeśli protest by się odbył, to więcej osób usłyszałoby ośmieszające (nieprawdziwe) rzeczy o Vergilu. Nie wierzyła, że to naprawdę się dzieje; musiała filozofować o realnym problemie wynikającym z brokatowych plakatów propagandowych i wściekłych dzieciaków z drewnianymi mieczami.
Vergil wyglądał na zmęczonego. Wiedziała, że się stresuje, znała go już wystarczająco długo. Stresował się najidiotyczniejszą sytuacją pod słońcem, wybujałą do poziomu puczu, a źródłem tego wszystkiego był typ z krzywą mordą, który nie potrafił nawet wrzucić kawałków papieru do kosza.
— Tam jest! — chwilę przed tragedią usłyszeli dziecięcy krzyk gdzieś nad ich głowami.
Cherry odruchowo odwróciła się w stronę wrzasku. Na dachu najbliższego budynku siedział chłopak, na tyle młody, że nie dołączył jeszcze do legionu w Obozie Jupiter, ale na tyle dojrzały, żeby być złośliwym bachorem. Kilka dachówek zsunęło się pod jego tyłkiem i roztrzaskało dwa piętra niżej. Dzieciak rzucił czymś i w tej samej sekundzie zsunął się z dachu na tyły budynku, przy okazji zrzucając kilka kolejnych dachówek.
To „coś” przeleciało nad głową Cherry i trafiło idealnie w twarz Vergila. Czerwony pomidor rozpłaszczył się na jego czole, a sok popłynął po policzkach jak krwawe łzy. W tłumie słychać było dziecięce śmiechy, a potem odgłos odbijających się od posadzki podeszew butów uciekinierów. Spośród dziecięcych śmiechów wyróżnił się też rechot Izana i wypowiedziane przez niego na głos: „frajer!”. Cherry była zbyt rozbita, żeby nawet uraczyć go mordującym ludzi spojrzeniem. Skupiła się na tym, żeby zetrzeć z twarzy swojego chłopaka resztki soku pomidorowego, chwilowo nie przejmując się tym, jak bardzo się ubrudzi.
— To chyba mój pierwszy zamach jako pretor — mruknął Vergil, z obrzydzeniem odrzucając z twarzy resztki mięsistego pomidora. Większość i tak spłynęła na jego ciuchy. Na jego czoło zawitała gniewna zmarszczka. Wyglądał, jakby bardzo się powstrzymywał, żeby nie zacząć krzyczeć – może w eter, może za tymi dzieciakami, może na Izana.
— To wszystko przez niego — syknęła Cherry, nie musząc nawet dodawać, o kogo jej chodzi. — Wróć do pretorium i umyj się z tego. Ja to ogarnę.
Pokręcił głową. Kropla soku pomidorowego spadła mu z kosmyka włosów na nos.
— Cherry, ty nawet nie masz z tym nic wspólnego. To nie twój pro–…
Pocałowała go krótko, żeby go uciszyć, bo to zawsze najlepiej działało. Smakował zdecydowanie zbyt pomidorowo jak na jej gust. Zanim zdążył odpowiedzieć coś sensownego, pchnęła go w przeciwną stronę i poklepała po ramieniu.
— Tak, tak. Nie zabiję go. Chyba — powiedziała to zaskakująco spokojnie, jak na to, jak bardzo się w niej kotłowało.
Dołączyła do Izana, kiedy wyrzucał już ostatnie skrawki porwanego papieru. Wyprostował się na jej widok.
— Izan — zaczęła — a teraz zrobisz coś dla mnie.
Nie wydawał się szczególnie przekonany. Skrzywił się nieznacznie, ale unikał z nią jakiegokolwiek kontaktu wzrokowego.
— Tak — mruknął, chociaż jej wcześniej wypowiedź nie zawierała żadnego pytania.
— Teraz pójdziesz grzecznie na Forum Romanum i wygłosisz oficjalne orędzie do wszystkich mieszkańców Nowego Rzymu, potwierdzające, że te twoje plakaty to był tylko taki żart i że wcale nie namawiasz do przemocy wobec pretora. Dodatkowo uważasz, że pretor spełnia się w swoich obowiązkach, a wszystkie zażalenia należy kierować bezpośrednio procesem papierologicznym. I na pewno nikt cię nie zmusza do mówienia tego. — Machnęła ręką, wskazując na rozpościerające się przed nim budki na targowisku i majaczący kawałek dalej budynek senatu. Izan musiał się postarać, żeby przebić się przez wszystkie krzyki ludzi. Uśmiechnęła się do niego całkiem pokrzepiająco. — Załatwię ci mikrofon, jeśli ci to pomoże. A ty lepiej skombinuj sobie jakieś podium.
────
[1045 słów: Cherry otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz