JESIEŃ IV
– Ricky, ty jesteś kurwa głupi? – syczy Kuźma i trochę zaskoczona dostrzega, że niektóre dzieciaki Wulkana z jakiegoś powodu prychają głupkowatym śmiechem. Pojedyncze nawet szepczą pod nosami: „dobre” i kiwają do siebie głowami, jakby w uznaniu. Kuźma nigdy nie sądziła, że nadrabianie kultury internetowej kiedykolwiek jej się przyda, ale w tym momencie wątpi w niezawodność tego stwierdzenia tak mocno, że aż ją palce świerzbią, żeby szybko zairyfonować do Anastazego i ochrzanić go za ciągłe odkładanie w czasie zbudowania dla niej funkcjonującego iFajstosa.
– Dobra – wreszcie mówi lider Wulkaniątek, niesamowicie butny heros o ostrych rysach i surowym wyrazie twarzy. – Idziemy na układ. Budujemy wam te kółeczka. Ale nie za darmo.
– Czego niby chcecie? – prycha Kuźma, nie zdając sobie sprawy z tego, że wyplucie tych słów w taki sposób raczej przysporzy jej więcej kłopotów niż… życzliwości drugiej strony ich marnego paktu.
Nagle chłopiec gubi gdzieś całą swoją pewność siebie i potrzebował do tego tylko krótkiego pojedynku na spojrzenia z Kuźmą. W niezręcznej ciszy, która zapada pomiędzy nimi, on uśmiecha się drżącymi ustami i wykonuje nieokreślony gest ręką, chyba chcąc coś w ten sposób wytłumaczyć. W odpowiedzi Kuźma marszczy brwi, próbujac tym samym dać mu znać, że nie ma najmniejszego pojęcia, co on chce jej przekazać. Najwyraźniej chłopiec też nie wie, bo przez dłuższą chwilę wysyłają sobie nic nie znaczące znaki i dopiero po paru dłużących się sekundach Wulkaniak znowu zabiera głos (gdy Ricky już miał zarzucić kolejnym błyskotliwym żartem, którym podbniłby każdą scenę stand-upową w okolicy).
– Miałem zapytać, czy macie coś do zaoferowania… – Te słowa sprawiają, że Kuźma jeszcze mocniej marszczy brwi, bo nie jest pewna, czy ona kiedykolwiek ma bądź miała cokolwiek do zaoferowania oprócz swojej obecności i paru drobniaków skradzionych z kuchennego blatu, gdy Gaudencja nie patrzyła. Chłopiec, choć pozuje na wspaniałego lidera, wzdryga się nerwowo. – Ale… Wystarczy parę części zastępczych. Taka zwykła, mała opłata.
– Części zastępcze? – odpala się Ricky, jego oczy lśnią blaskiem niezdrowego podekscytowania, od którego Kuźmie chce już się rzygać. Kończą jej się jakiekolwiek pomysły, co ten idiota znowu wymyślił. Po pewnym czasie zgadywanie przestało mieć jakikolwiek sens. – Czyli na przykład…
– POOO PROSTU JAKIEŚ ŚRUBKI, HAHA – przerywa mu syn Wulkana, swoją drogą zdecydowanie zbyt donośnie i z za małą dozą szczerości. Aktorem nie byłby za dobrym, nawet gdyby urodził się dzieckiem Bachusa. – Tak. Śrubki. Ech. Cokolwiek. Gdzie wy macie tę trumnę?
– Pod moim łóżkiem! To znaczy, właściwie to już nie pod, a obok, bo ją stamtąd wytargałem, ale problem właśnie jest w tym, że nie mogę jej przetargać dalej bez zerwania sobie co najmniej dziesięciu mięśni, jeśli wiecie, co mam na myśli. No i mamy szkopuł taki, fajny byłby jakiś wózek widłowy albo coś, ale tego w Obozie chyba nie mamy. Zreszyą, już ustaliliśmy, że kółka, no i będą kółka – rozgadany prowadzi ich w stronę baraku piątej kohorty. Zanim wychodzą z warsztatu, Kuźma zauważa, że syn Wulkana z miną pełną boleści zakłada na dłonie bardzo grube rękawiczki i jest poklepywany przez swoje rodzeństwo, które cicho życzy mu powodzenia. – W ogóle, jak masz na imię?
– Alvin – odpowiada bardzo smutnym, ale równocześnie zdeterminowanym tonem. – W tej trumnie coś jest?
– Eee, nie wiem czy W. Raczej obok, mam taki makaron z grzybami, który własnie musimy zuty… Znaczy. Makaron z grzybami, którego możesz spró-
– Nie – stanowczo ucina Kuźma.
– No eeeeeeeeeeej!
– Chcesz, żeby on też przeżył to, co ty przeżyłeś w ambulatorium? Albo coś jeszcze gorszego?
– Jesteś dobra w straszeniu ludzi, wiedziałaś? – Ricky chichocze pod nosem, nie zważając na to, jak mocno krzywi się Kuźma po usłyszeniu jego słów. – W każdym razie, musisz i tak uważać na tę trumnę, bo jest z czystego ołowiu, dlatego grzyby tego nie przeżrą, jak przeżarły wszystko inne. A myślałem że serio będą dobrym sosem do spaghetti.
– Chyba… chyba jednak muszę wrócić, wiecie? Wziąć jakiś… kombinezon albo coś… – mamrocze Alvin, nerwowo bawiąc się swoimi rękawicami.
– Nie martw się – kąśliwie rzuca Kuźma. – Jak widać, wciąż żyję. Niestety.
────
[638 słów: Kuźma otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz