środa, 20 maja 2026

Od Kaliny — „Nie taka jajecznica straszna, jak ją bananują”

Kalina wyszła zirytowana z łazienki, trzymając w ręce szczoteczkę do zębów. W ciągu ostatnich trzydziestu minut budzik jej współlokatorki dzwonił już piąty raz, nadal nie przynosząc żadnego efektu.
— Wstajesz?! — zastukała pięścią do drzwi Amandy, gotowa wejść do środka, aby ją obudzić.
— Yhm… już… — odpowiedział jej niemrawy głos.
Wzruszyła ramionami i wróciła do mycia zębów. Nie była w stanie pojąć, jakim cudem jej przyjaciółka, śpiąca z telefonem przy poduszce, przesypiała każdy budzik, podczas gdy ją samą budziły te same melodie, ale dochodzące zza ściany. W pewnym sensie nawet zazdrościła dziewczynie tak mocnego snu. Na pewno przydałby się jej w dni, w które mając zajęcia po południu, zostaje brutalnie obudzona o siódmej. Taki dzień był na przykład dzisiaj.
Kiedy skończyła, umyła twarz i powolnym krokiem poszła do kuchni. Otworzyła lodówkę i dobrą minutę analizowała jej zawartość, zastanawiając się nad możliwymi opcjami śniadania. W końcu zamknęła ją, nic nie wyciągając ze środka i chwyciła za czajnik. Ledwo zdążyła wlać do niego wodę, kiedy znowu usłyszała budzik Amandy.
Odstawiła czajnik za kuchenkę i skierowała się w stronę pokoju współlokatorki. Tym razem nie pukała w drzwi, po prostu weszła z hukiem do środka.
— Albo wstań, albo wyłącz w końcu ten cholerny budzik — powiedziała stanowczo.
Amanda przetarła oczy dłońmi i spojrzała na nią zdezorientowana.
— Co…? — zaczęła rozglądać się w poszukiwaniu cały czas dzwoniącego telefonu.
— Na którą masz?
— A która jest?
— Jakoś po ósmej? — Kalina powiedziała niepewnie, bezskutecznie szukając zegara na ścianie.
— Co? — Amanda w momencie się rozbudziła. W końcu udało jej się znaleźć telefon, leżący na drugim końcu łóżka i wyłączyć budzik. Widok ósmej piętnaście sprawił, że niemal wyskoczyła z łóżka. — Dlaczego mnie nie obudziłaś?
— A miałam? — zdziwiła się Kalina. — Będę robić jajecznicę, zrobić ci?
— Jezu, jakbyś mogła — dziewczyna popatrzyła na nią, nie kryjąc wdzięczności. — Kochana jesteś.
— Wiem — zaśmiała się, wychodząc.
Idąc do kuchni, Kalina przypomniała sobie śniadanie, które często jadała u babci, kiedy była dzieckiem. Kobieta uwielbiała eksperymentować z dziwnymi połączeniami smakowymi, co małej Kalinie bardzo się podobało. Z chęcią zjadała tosty z jajkiem i keczupem lub jajecznicę z bananem. To właśnie ją miała zamiar teraz odtworzyć.
Krojąc banana w kostkę, zaczęła mieć wątpliwości, czy na pewno dobrze pamięta sposób, w jaki jej babcia robiła tę jajecznicę. Pomysł wydał jej się absurdalny i, mimo że jadła to danie setki razy, zaczęła mieć wątpliwości, czy wspomnienia nie płatają jej figla. Nie była też pewna, czy takie śniadanie będzie smakować Amandzie. Ostatnie wahanie jednak szybko się rozwiało, bo doszła do wniosku, że jeśli dziewczynie takie jedzenie się nie spodoba, to może zacznie wstawać wcześniej, żeby uniknąć jedzenia go w przyszłości.
Rozbełtała jajka w misce i przypomniała sobie, że zapomniała o najważniejszym. Wyjęła z szafki masło orzechowe i dodała je do jajek, a następnie posoliła mieszankę. Wszystko oczywiście na oko. Następnie zaczęła podsmażać kawałki banana na patelni z rozgrzanym masłem, do których po paru minutach wlała jajka. Po drodze przypomniała sobie, że zaaferowana budzikiem przyjaciółki, w końcu nie włączyła czajnika.
Niedługo później jajecznica była skończona. Nie wyglądała na najapetyczniejsze danie na świecie, ale przecież wygląd nie musiał odzwierciedlać smaku, prawda? Poza tym, czy rozmemłane jajka kiedykolwiek wyglądały dobrze?
— Gotowe! — krzyknęła w głąb mieszkania i wyjęła talerz z szafki. Nałożyła sobie połowę przygotowanej porcji i już miała usiąść przy stole, kiedy nagle zobaczyła, że w całości zajęty jest puzzlami.
Z westchnięciem przyjrzała się ułożonej ramce, której poprzedniego wieczora jeszcze tutaj nie było. Ramka idealnie mieściła się na blacie, zostawiając na jego brzegach może pięć centymetrów marginesu. Środek stołu zajęty był nieudolnymi próbami ułożenia innych elementów układanki. W skrócie, nie było na stole ani grama miejsca na cokolwiek, co nie było puzzlami.
— Pomożesz mi z tym później? — wchodząca do kuchni Amanda zauważyła, że jej przyjaciółka wpatruje się w układany przez nią obrazek. — Dzięki — dodała, kiedy Kalina ruchem głowy wskazała na patelnię.
— Zobaczę — odparła bez przekonania i usiadła na krześle, postanawiając położyć talerz na parapecie. — Długo zamierzasz to układać?
— Jak mi pomożesz, to pewnie krócej — zaśmiała się. — Co to jest? — spytała zdziwiona, czując nietypowy zapach.
— Jajecznica — wzruszyła ramionami Kalina i wzięła do ust kawałek. Ku jej uldze, jajecznica nie była tak zła, jak się spodziewała, że będzie. Co prawda nie było to wybitne danie, ale całkiem przyzwoite. Wymagało jedynie drobnych poprawek.
— Na pewno? — Amanda nałożyła jajka na talerz, bacznie im się przyglądając.
— Nie, jaja se robię — przewróciła oczami.
— No w sumie to tak.
Amanda usiadła po drugiej stronie stołu, ale w przeciwieństwie do Kaliny, talerz położyła na kolanach. Cały czas niepewnie wpatrywała się jedzenie.
— Z czym to jest?
— Zgadnij, przecież cię nie otruję — zaśmiała się. — Ja jem i żyję.
Dziewczyna podniosła wzrok znad talerza i rozejrzała po kuchni, zastanawiając się nad czymś. Całe wahanie uleciało z niej jak z balonika, kiedy zobaczyła zegar. W pośpiechu zaczęła jeść jajecznicę.
— I jak? — zapytała Kalina zaciekawiona, nie potrafiąc nic wyczytać z miny przyjaciółki.
— Ciekawe… — zastanowiła się. — To banan?
— Banan — potwierdziła.
— No w sumie… spodziewałam się czegoś gorszego — stwierdziła szybko, poganiana mijającymi sekundami.
— Mówiłam — uśmiechnęła się dumna z siebie Kalina.
— Wygląd nie zachęca, zrobiłabym to lepiej — zaśmiała się, uśmiechając się na znak, że nie ma na myśli nic złego.
— Trzeba było wstać godzinę wcześniej — Kalina wzruszyła ramionami i odłożyła swój talerz do zlewu. Wyłączyła gwiżdżący czajnik i wyciągnęła kubek z szafki. — Chcesz herbatę?
— Mam autobus za dziesięć minut — odparła z ustami pełnymi jedzenia.
W pośpiechu dokończyła posiłek i wybiegła na korytarz, rozglądając się za butami.
— Dzięki! — krzyknęła, szukając drugiego trampka.
— Chyba go widziałam u ciebie — przypomniała sobie Kalina. Okazało się, że miała rację.
— Możesz poukładać trochę te puzzle, jak będzie ci się nudzić, nie obrażę się — powiedziała, trzymając za klamkę.
— Nie, dzięki. Nie lubię puzzli — zaśmiała się Kalina. — Co to w ogóle za obrazek?
— Pod stołem leży pudełko.
Dziewczyna weszła do kuchni i spojrzała pod stół.
— No chyba cię coś boli — stwierdziła zaskoczona, nie kryjąc oburzenia.
— No ja wiem, ale jak będziemy układać we dwie, to szybko- — zaczęła tłumaczyć się Amanda przekonana, że Kalinie chodzi o dwa tysiące elementów.
— Nie, nie — przerwała jej. — Nie mam zamiaru układać jebanego akweduktu.


────
[984 słowa: Kalina otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz