czwartek, 28 maja 2026

Od Arisu CD Lynn — „Szósty lipiec”

Poprzednie opowiadanie

LATO

Usiadła na samym skraju ławki, robiąc to kompletnie wbrew sobie i wbrew zdrowemu rozsądkowi, który bił na alarm i krzyczał, że powinna już odejść. Pomogła już kobiecie usiąść, zaoferowała wodę – przecież nie mogła zrobić nic więcej, przynajmniej z czysto praktycznego punktu widzenia. Niestety, były takie momenty, gdy wola Arisu kłóciła się z jej zdrowym rozsądkiem i to był dokładnie jeden z takich momentów.
Przede wszystkim, chyba wcale nie chciała odejść. Nie mogła już nic zrobić, to prawda, ale równocześnie wiedziała, że odejście byłoby tak zwyczajnie nie w porządku. Czułaby się odpowiedzialna i winna, gdyby kobieta znowu poczuła się gorzej. Gdyby miała teraz czas, to obwiniałaby o tę decyzję brata i ojca. To oni nauczyli ją tej głupiej odpowiedzialności. Przecież nawet nie wiedziała, jak teraz się zachować i co dalej robić. Na pewno byli ludzie, którzy sprawdziliby się w tej roli znacznie lepiej od Arisu. I pewnie znacznie mniej by to przeżywali.
Machnęła ostrożnie ręką, próbując przekazać w ten sposób coś w stylu „nie masz za co dziękować”, bo naprawdę nie oczekiwała podziękowań. Nie zrobiła nic specjalnego. Zaraz jednak splotła dłonie, pochylając się ostrożnie, by móc przyjrzeć się kobiecie i nie wpatrywać się tylko niegrzecznie w nagrobek.
– Cieszę się, że mogłam zrobić przynajmniej tyle – odpowiedziała powoli, zastanawiając się nad tym, co chce i co może powiedzieć bez ryzyka, że zachowa się jak nieczuły potwór.
Brakowało jej doświadczenia w takich rozmowach. Nie miała nikogo, z kim mogłaby prowadzić głębsze i poważniejsze dyskusje. Przez lata stała się mistrzem w ich unikaniu, chociaż nie było to trudne, gdy nie rozmawiała z nikim więcej, niż było to konieczne.
Czy potrafiła zrozumieć strach kobiety? Nie była pewna. Czuła pewien ucisk w żołądku, gdy o tym myślała, ale nie potrafiła dokładnie określić jego przyczyny. Wydawało jej się to okropnie głupie.
Może Arisu naprawdę powinna zignorować ten głos, który chciał, by jeszcze tu została. Nie nadawała się do bycia dobrym i wspierającym człowiekiem.
Równocześnie nie mogła okłamywać samej siebie – to, że została, nie było tylko sprawką siejących zamęt nauk z dzieciństwa. Tym bardziej nie uważała się za miłą. Podłą i samolubną, tak, ale na pewno nie miłą.
Chciała usłyszeć więcej o osobie, do której należał grób. O tym, jak ci żywi sobie z tym radzili. Chciała? To raczej nie było dobre słowo. Czuła potrzebę, by to usłyszeć, chociaż nie zamierzała wypytywać i nie była pewna, czy naprawdę chce usłyszeć odpowiedzi. Pewnie i tak nie były uniwersalne, mogły co najwyżej zaspokoić niezdrową ciekawość, której nie potrafiła wyjaśnić.
– Czego się boisz? – zapytała w końcu, trochę mocniej splatając ze sobą palce. Zaraz zdała sobie sprawę, jak okropne jest to pytanie i że zdecydowanie nie powinna go zadawać. – Przepraszam. Nie chcę być wścibska ani sprawić ci przykrości, nie musisz odpowiadać – dodała, rzucając kobiecie krótkie, przepraszające spojrzenie. Opuściła głowę, mając wrażenie, że każdy, kto ją teraz zobaczy, będzie w stanie zobaczyć też to, jak głupio jej się zrobiło. Gorzej: każdy, kto ją teraz zobaczy, będzie wiedział, jak okropne pytania zadaje i że nie radzi sobie w rozmowie.
Arisu ściskała palce tak mocno, że zbielały jej knykcie. Czuła irytację, która była pewnie jeszcze głupsza od samego zadanego pytania.
Może powinna się wytłumaczyć. Powiedzieć, że też ma brata i nawet nie jest pewna, czy dowiedziałaby się o jego śmierci. Że myśl o tym, że miałaby odwiedzać jego grób, budziła w niej mieszankę bardzo dziwnych emocji, z którymi nie wiedziała, co powinna zrobić i że to jest jeszcze bardziej irytujące, bo powinno być jej to obojętne, bo i tak był tylko podłym zdrajcą. Że to, że statystycznie umrze przed nim, wcale jej nie pomaga.
Nie, to też nie był dobry pomysł. Dlatego nie powiedziała nic więcej.


Lynn?
────
[600 słów: Arisu otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz