piątek, 1 maja 2026

Od Niketasa CD Weroniki — „Pluszowe misie słuchają Highway to hell”

Poprzednie opowiadanie

JESIEŃ IV

Po swojej wycieczce do domku szóstego (co było częścią jego NiecnegoPlanu™) i zasianiu w zadufanej w sobie i rosyjskich pisarzach grupowej szczypty niepokoju (taką ma nadzieję, taki był cel), na szybko wpada do jedenastki, rzuca w kąt wypisany długopis i wygrzebuje z szafki taki, który teoretycznie powinien pisać. Gdy prędko koryguje swoje zapiski, w myślach liczy mijające sekundy, podczas których to Weronika może wykonać nieprzewidywalny ruch na ich mistycznej planszy szachów 6D i zapędzić Niketasa w kozi róg. Rozgrywka z nią wymaga od niego większego zaangażowania intelektualnego niż spodziewał się, że będzie musiał włożyć w tak błahe przedsięwzięcie, jak rozmowa o pracę z jakąś randomową córką Ateny. Z jakiego powodu ona jest grupową, Niketas nie wiedział i chyba wolał nie wnikać w kwestionowalne wybory mieszkańców domku szóstego.
– Co robisz? – pyta tylko lekko zaniepokojony Ulfert, a grupowy pozwala sobie wcale nie ironicznie spojrzeć na niego znad zsuniętych na czubek nosa okularów. Na język ciśnie mu się proste: „spierdalaj”, ale ze względu na łączące go z Ulfem więzy krwi, postanawia zachować się trochę grzeczniej.
– Niszczę komuś życie – odpowiada zupełnie poważnym tonem i, jak gdyby nic, wraca do krążenia po niewielkim kawałku czystej podłogi i pisania w notesie, ledwo czytelnym pismem zajmując miejsce obok chaotycznie zapisanych działań dotyczących odchylenia standardowego średniego zarobku ze sprzedaży iFajstosów i energetyków oraz przewidywanego dochodu na następny miesiąc z zaznaczeniem, co aktualnie jest bardziej opłacalną inwestycją. – Albo bardziej swoje, tak po namyśle – dodaje, kręcąc młynka długopisem, który okazał się ołówkiem mechanicznym. – Niepotrzebnie się tak staram, wiesz, ta cała Weroniczka…
– Mieliśmy dzisiaj sprzedawać Boskie Fulle – przerywa mu Ulfert, bo już woli słuchanie okropnych niketasowych sloganów reklamowych od zostania wciągniętym w realizację jakiegoś kolejnego chorego planu grupowego. Niketas wie to doskonale i tę żałosną próbę kwituje krótkim śmiechem, który bardziej przypomina suchy kaszel.
– Słuchaj, braciszku. Po pierwsze, nie mam humoru. Po drugie, pierwiastek z sigmy kwadrat ze średniej sprzedaży energetyków wyszedł mi na tyle niski, że nawet jeśli nie będzie mnie z tobą, sprzedaż spadnie nam co najwyżej o dwie sztuki, nie ma jakiejś tragedii. Poradzisz sobie beze mnie.
– Ale…
– W zakresie średniej mieści się jakieś 69,7% populacji, Ulfert, zakładam, że się tam znajdujesz. – Wzdycha Niketas i nawet zsuwa okulary na czubek nosa, żeby spojrzeć na brata jak typowa niedowidząca nauczycielka na biednego ucznia, który właśnie ze stuprocentową pewnością stwiedził, że jeden dodać jeden równa się jeden. – To, że akurat ja jestem sigmą…
– Ty chyba… chyba posługujesz się tym terminem inaczej, niż ja go rozumiem??
– Chłopie, prawie cała populacja mieści się w trzech sigmach, ale ty chyba wychodzisz poza nią – oznajmia Niketas z przyklejonym do twarzy najbardziej płaskim uśmiechem, jaki można sobie wyobrazić. – A teraz – aż wstaje, żeby wykorzystać swoją przewagę wzrostu nad bratem – ty idziesz sprzedawać nasze cacka, ja załatwiam całą resztę.
Na całe szczęście okazuje się, że Ulfert nie ma zamiaru wnikać w to, czym jest „cała reszta” i Niketas w spokoju opuszcza domek (zostawiając brata z zagadką, czym jest „sigma”), poprawiwszy obozową koszulkę oraz ułożywszy usta w swój zwykły, psotliwy uśmiech, od którego ucieka połowa Obozu.
Zalążek planu już od jakiegoś czasu kreował się w jego głowie, powoli nabierając coraz bardziej wyraźnego kształtu, który próbował dać mu do myślenia, czemu w ogóle aż tak angażuje się w sprawę Weroniki. Dzięki temu jeszcze raz przejrzał wszystkie swoje motywacje i przez to, że jedną z nich jest „obrona swojego honoru (plus honoru wszystkich Hermesiątek, którego na dobrą sprawę posiadają bardzo mało)”, to jednak postanowił z niczego nie rezygnować, choć to byłoby lepsze dla jego zdrowia psychicznego.
Fioletowe włosy, błyszczący gladius u pasa i ściskany pod pachą pluszak nie wyróżniają się na tle innych obozowiczów tak bardzo, jakby chciała Weronika i Niketas, więc chłopakowi chwilę zajmuje dostrzeżenie zmierzającej do lasu dziewczyny (tak długo, że aż musiał skoczyć do jej domku, żeby zapytać o nią jakiegoś załamującego się nad szachownicą dzieciaka). Na szybko próbuje ocenić sytuację, rozpędzając silniczki swojego analitycznego umysłu ścisłowca. Opuściła domek, w którym czekała na kolejnych naiwniaków, którzy zgodzą się być przydupasami wielkiej arystokratki, córki wspaniałej bogini Ateny, której należy się cały świat i jeszcze trochę. Chłopiec zadaje sobie szybkie pytanie pomocnicze, czemu niby miałaby to robić. Odpowiedź znajduje sie sama, bo co mogłaby robić wspaniała fioletowowłosa grupowa, jak nie bawić się w Sherlocka (Niketas nie ma pojęcia, czy Rosjanie mają jakiegoś swojego ultra popularnego detektywa), któremu wciąż brakuje Watsona.
Niketas poprawia okulary. Włosy również. Zerka w swoje już bezużyteczne notatki, bo ta rozgrywka wymaga ciągłego dostosowywania się do prędko zmieniającej się sytuacji. Może właśnie przeżyłby załamanie i stwierdziłby, że znalazł się na pozycji przegranego (co jest poniekąd prawdą, zważywszy na to, że o istocie śledztwa wie znacznie mniej niż Weronika), gdyby nie fakt, że właśnie do takich rzeczy został stworzony. Do rzeczy wielkich, w których może wykazać się pełnią swoich umiejętności.
Aktualnie pełnią jego umiejętności będzie dostanie się do lasu przed Weroniczką, zmierzając do niego okrężną drogą. Po co ona tam idzie, to on nie ma pojęcia, ale pluszak i ściskany w dłoni notes pokrętnie dają mu kilka wskazówek. Sherlockuje, to jasne, ale sherlockować może po całym Obozie, nie tylko w lesie. Gdy wokół niego świszczą wymijane gałęzie, Niketas oczami wyobraźni próbuje dokładnie rozrysować sobie całą sytuację, ale ciągle odkrywa kolejne dziury logiczne. Przyznanie przed samym sobą, że ma za mało informacji, żeby wszystko sobie dodedukować jest jednak dla niego zbyt uwłaczające.
Zanim Weronika wychodzi spomiędzy drzew, chłopakowi udaje się nawet uspokoić oddech i nonszalancko oprzeć o pobliski pień. Szorstka kora wbija mu się w plecy, ale on bohatersko wytrzymuje tę niedogodność.
– Co ty tutaj robisz? – pyta, ale Niketas nie jest w stanie stwierdzić, czy brzmi na zaskoczoną, czy bardziej na dziwnie podejrzliwą.
– No, śledztwo robię – blefuje, a jakąkolwiek niepewność maskuje szerokim uśmiechem przyklejonym do twarzy. Przeczesuje włosy, trochę rozczochrane przez wiatr towarzyszący mu podczas poruszania się z prędkością około piętnastu metrów na sekundę. – Nie tym mieliśmy się zająć, paniusiu?
– Гусь свинье́ не това́рищ – dziewczyna prycha gniewnie i unosi podbródek, swoim zwyczajem zgrywając dzianą pannę, przy której on jest zaledwie brudnym bezdomnym. – Gęś nie jest przyjaciółką świni.
– Przez różnice gatunkowe byłoby to całkiem trudne, Werciu. – Najwyraźniej to błędna odpowiedź, bo grupowa jedynie jeszcze bardziej zadziera nosa i posyła chłopakowi ironiczny uśmieszek. Zaplata ramiona na piersi w bojowniczej pozie (pluszowy miś smętnie zwisa przy jej boku, trzymany za sponiewieraną tylną łapkę) i chyba próbuje dać mu do zrozumienia, że w myślach się z niego śmieje, ale jest na tyle żałosny, że nie chce tracić czasu na wypowiadanie obelg. On by takich wyzwisk z chęcią posłuchał, nawet zdążył się już wyprostować i przeczesać włosy, żeby sprawiać wrażenie godnego do walki przeciwnika.
– „Są ludzie, o których umyśle można od razu sądzić na podstawie ich głosu i śmiechu,” pisał Czechow – Weronika zaczyna jeden ze swoich wykładów, a Niketas nie potrafi powstrzymać się od suchego i krótkiego śmiechu, który najwyraźniej nie wywiera na dziewczynie żadnego wrażenia. – Ty jesteś właśnie takim człowiekiem – wytyka mu.
– Aha, i?
– Mnie nie oszukasz – cedzi Weronika. – Nawet nie wiesz, od czego zacząć. Miejsca zbrodni nie widziałeś, chłopaczku.
– Ta? – Niketas wykorzystuje swoją wspaniałą umiejętność unoszenia jednej brwi. – To czemu niby tutaj jestem?
Gdyby znał jakieś fajne cytaty, to sam by się pochwalił jakąś mądrością o przebiegłości i byciu lisem, docieraniu przez to do celu i tak dalej, ale jego mózg woli zapamiętywać inne, bardziej przydatne sprawy. Na przykład sposób obliczania ciągu złożonego z dwóch innych ciągów. Albo wszystkie istniejące wzory na pole trójkąta.


Nika?
────
[1216 słów: Niketas otrzymuje 12 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz