niedziela, 3 maja 2026

Od Caroline — „So High School”

Caroline nie spodziewała się, że takie słowa kiedykolwiek przyjdą jej do głowy, ale tęskniła za liceum. Po cichu i nie do końca się do tego przyznawała, ale naprawdę tęskniła.
Nowy Jork wcale nie był aż tak przyjemnym miejscem, jakim wydawał się, kiedy przyjeżdzała tu na wakacje. Podczas każdego wyjazdu dziewięćdziesiąt procent czasu i tak spędzała w obozie, więc amerykańskie miasto wydawało jej się utopią. Kiedy tu zamieszkała, szybko zmieniła zdanie. Już pierwszej nocy zatęskniła ze przedmieściami Londynu (gdzie było ciszej), swoim domem (w którym ściany były grubsze niż w jej nowym mieszkaniu), za jedzeniem i wieloma innymi bzdetami, na które wcześniej nawet nie zwracała uwagi.
Najbardziej i tak tęskniła za przyjaciółkami. Z każdym tygodniem coraz bardziej. Kiedy przyjeżdżała tu tylko na wakacje, i tak było jej ciężko, nawet ze świadomością, że niedługo się zobaczą. Teraz nie miała bladego pojęcia, kiedy znowu spotka się z dziewczynami. Dystans, inne uczelnie i różnica czasu często uniemożliwiały im nawet dłuższe rozmowy przez telefon. Caroline była świadoma tego, że ryzykuje, kiedy siedzi na łóżku z urządzeniem w dłoni, ale była w stanie się poświęcić. Wyświetlacz pokazywał, że jest chwilę po dwudziestej trzeciej, więc w Anglii powinna być teraz godzina osiemnasta. Z tego co pamiętała, w środy Isabelle kończyła o piętnastej, a Sabrine i Alex o siedemnastej trzydzieści. Wszystkie trzy powinny być w stanie teraz odebrać połączenie. Włączyła kamerkę i wsłuchując się w irytujący dźwięk sygnału, postawiła telefon na biurku.
Kiedy Isabelle dolączyła do rozmowy, najpierw rozległ się głośny trzask i imponująca wiązanka przekleństw, a dopiero potem na ekranie pojawiła się twarz dziewczyny.
— Cześć! Sory, znowu spadł mi telefon. Muszę kupić inne, mniej śliskie etui. Ale to jest takie ładne…. Dobra, chuj. Co u ciebie? — zapytała, mniej lub bardziej skutecznie próbując oprzeć o coś telefon.
Na twarz Caroline wpłynął szeroki uśmiech. Miło było znów ją słyszeć.
— Wróciłam właśnie z bardzo nudnych zajęć o finansach. Wykładowca wygląda jakby miał ze sto dwadzieścia lat. Co najmniej. I jeździ jakimś fiatem. Czego on ma mnie nauczyć o finansach? — prychnęła, rozsiadając się na biurowym fotelu. Nie żeby był jakiś szczególnie wygodny, ale na pewno lepszy niż drewniane krzesła, w których spędzała całe dnie.
— Może chowa w garażu dwa mercedesy? Nigdy nie wiesz, co facet trzyma w garażu. — Iz wzruszyła ramionami, ponownie poprawiając telefon, żeby stał prosto. Nagle się roześmiała. — Zupełnie jak Broody! Pamiętasz tego sylwestra? Wtedy…
…Caroline miała siedemnaście lat, cztery egzaminy w przyszłym tygodniu i pełno myśli o tym, że wszystko obleje, nie dostanie się na żadne studia i skończy pod mostem. Nie była w szczególnie imprezowym nastroju, ale przecież nie mogła przesiedzieć sylwestra w domu. Matka niemal wepchnęła ją w ręce przyjaciółek, mówiąc coś o tym, że ostatnio przesadza i musi wyjść do ludzi. Więc wyszła, choć była pewna, że swoim ponurym nastrojem zatruwa zabawę wszystkim dookoła. Świetna impreza.
Niemal oblała się zawartością swojego kubka, kiedy ktoś od tyłu szarpnął się za ramię. Odwróciła się i zobaczyła Sabrine, na której twarzy mieszał się niepokój z rozbawieniem.
— Zgubiłam Alex. Iz już jej szuka. Pomóż — poprosiła, krzycząc, żeby było ją słuchać mimo dudniącej w uszach muzyki.
— Kurwa, Rina. Miałaś jedno zadanie — westchnęła Caroline, ale wyrzucając kubeczek do najbliższego worka na śmieci, ruszyła w stronę wyjścia z salonu, ciągnąc dziewczynę za sobą.
Po dziesięciu minutach poszukiwań nie mogły znaleźć już ani Alex, ani Isabelle. Jakby obie dziewczyny rozpłynęły się w powietrzu. Sabrine zaczynała panikować, Caroline była już wkurwiona i coraz częściej posługiwała się łokciami, kiedy musiała przepychać się przez bandy pijanych nastolatków. W końcu zatrzymały się pod jedynymi drzwiami, za którymi jeszcze nie szukały.
— Czy Broody mówił coś o tym, że nie wolno wchodzić do garażu? — zapytała, spoglądając na Sabrine, która wpatrywała się w drewniane drzwi z ostatką nadziei w oczach.
Kiedy pokręciła głową, Caroline po prostu przekręciła klamkę. Weszła do środka, gdzie było dużo chłodniej i ciszej, niż w pozostałych pomieszczeniach. Byłoby tu całkiem cicho, gdyby ktoś w kącie właśnie nie wybuchnął śmiechem.
Isabelle i Alex siedziały w dziecięcym basenie wypełnionym plastikowymi kulkami. Żeby zmieściły się tam obie, musiały przycisnąć podkulone kolana do klatek piersiowych. Alex trzymała w dłoni swój plastikowy kubek. Caroline musiała zamrugać kilka razy, żeby upewnić się, że sobie tego nie wymyśliła. Sabrine parsknęła urywanym, niepewnym śmiechem, czym zwróciła na siebie uwagę dziewczyn.
— O, znalazłyście nas! — powiedziała, ucieszona Isabelle, machając do nich.
Caroline nie wiedziała, czy bardziej dziwi ją pierdolony basen z kulkami, czy to, że Alex kiwa się na boki. Rzadko widywała baseny z kulkami i rzadko widywała Alex pijaną. Za to na pewno nigdy nie spodziewała się, że zobaczy pijaną Alex w basenie z kulkami. A potem się roześmiała, czując, że pewien ciężar z jej ramion właśnie opadł. Myśli o egzaminach jakoś zniknęły z jej głowy.
— Mam kilka py…
— …Pamiętam. Ciężko byłoby to zapomnieć — powiedziała, parskając śmiechem, choć uśmiech na jej twarzy przyjął zdecydowanie zbyt nostalgiczny wyraz.
Zerknęła na ekran telefonu, kiedy przyszło jej powiadomienie. Alex pisała, że jej i Sabrine wypadły dodatkowe zajęcia i nie mogą teraz rozmawiać.
Caroline oddałaby w tej chwili naprawdę wiele, żeby na chwilę cofnąć się w czasie.


────
[828 słów: Caroline otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz