LATO
Arisu usiadła na ławce obok niej. Świat się nie skończył, nie wyśmiała jej, dalej była tak samo miła jak wcześniej. Lynn trudno było określić, skąd brał się ten wyraz zakłopotania na jej twarzy; z pewnością nie była to dla nieznajomej zupełnie komfortowa sytuacja, jednak jej słowa były łagodne i powoli upewniały Lynn, że w ciągu przynajmniej następnych paru minut wszystko będzie w porządku. Słuchała jej, i zadawała pytania. Kobieta nie odpowiedziała od razu, i Arisu już zaczęła się wycofywać z rozmowy, ale Lynn naprawdę chciała odpowiedzieć, porozmawiać. Mimo że będzie to trudne. Ale kiedy następny raz będzie miała okazję, kiedy ostatni raz miała okazję?
— Czego się boję? — zaczęła, żeby kupić sobie trochę czasu na zastanowienie i nie odstraszyć dziewczyny.
Brzmiało to głupio, siedziały przecież niedaleko grobu. Martwi ludzie nie mogli mieć takiego wpływu na żywych, żeby wywoływać w nich strach. Jej lęk był jednak powiązany z Nalinem, niezaprzeczalnie. Mimo że z punktu widzenia śmiertelników jego ciało od dawna rozkładało się w ziemi. Lynn nie była śmiertelniczką, była świadoma tego, jak blisko żywych przebywają zmarli, nie mogła więc tak po prostu odciąć się od kogoś, jeśli umarł. Paradoksalnie, przez jej powodzenie, śmierć czyniła wszystko jeszcze gorszym. Nalin towarzyszył jej przez większość życia, zawsze był obecny, jeśli nie obok, to w następnym pokoju. Słyszała jego głos, widziała cień na ścianie. Po jego odejściu czuła jego obecność niekiedy jeszcze bardziej intensywnie. Widziała jego dłonie w swoich, kiedy myła rano ręce, zastanawiała się, czy dalej mieliby podobny rozmiar buta, odruchowo robiła nieco więcej jedzenia, niż musiała. Czasem przyjmowała te obrazy z sentymentem, głównie jednak starała się odrzucać jakiekolwiek znaki brata. Nawet jeśli oznaczało to wymioty z wycieńczenia, skórę szarą i cienką jak papier i długie godziny w milczeniu przeplatane szlochem. Kiedy w jej głowie pojawiała się twarz brata i staw, nad którym spędzali całe godziny, starała się zignorować tęsknotę i ciepło tego obrazu, nie zasługiwała na niego. Może w ten sposób popełniała błąd. Nalin milczał w zaświatach, tak samo jak milczał za życia. Choć rozpaczliwie chciała usłyszeć, dlaczego tak właśnie się wszystko skończyło, bała się zakładać o inną możliwość niż jej winę. Kto inny mógł powstrzymać to, co się stało?
— Boję się, że jest na mnie zły. Że nie przychodzę. Albo że przychodzę.
No tak, tak naprawdę nie była stuprocentowo pewna słuszności tego, że tu przyszła. Uważała, że musiała, czuła, że nie da rady…
— Mój brat zmarł wiele lat temu i nigdy do końca się z tym nie pogodziłam. Nie dowiedziałam się, co mogłabym zrobić, żeby temu zapobiec i czuję… złość na siebie, w jego imieniu, ponieważ on nie może już być na mnie zły?
Choć pewnie jest. Albo i nie. Lynn odczuwała wiele emocji, i ciekawym sposobem na poradzenie sobie z nimi było przypisanie im wpływu martwych, mściwych energii. Chociaż nie miała pewności, przecież jako wnuczka Tanatosa rozmawiała ze zmarłymi częściej niż żywymi. Wody Styksu skutecznie zmieniały każdy nastrój, i przyzwyczaiła się do przygaszonych kolorów, bo nie mogła sobie przypomnieć już życia spod warstwy mułu. Brat był jedyną osobą, która ją rozumiała. Razem stanowili most między światem ludzi i fantastycznych istot. Teraz czuła się jak wyrzutek w obu. Nigdy nie dokończyła studiów, rzadko rozmawiała z ludźmi. Jeszcze rzadziej z nimfami. Czasem jakaś hamadriada gapiła się na nią przez okno. Lynn zaciskała poszarzałe pięści i starała się nie rozpłakać, choć czuła, jakby nie było w niej ani jednej kropli wilgoci.
— Wiem, że to brzmi bardzo chaotycznie, ale nie jestem w stanie poukładać sobie nawet tego w głowie, a co dopiero powiedzieć w uporządkowany sposób. Po prostu… byliśmy bardzo blisko, a potem się od siebie oddaliliśmy, aż zniknął. A kiedy zniknął, ja nie mogę sobie znaleźć miejsca.
────
[602 słowa: Lynn otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz