poniedziałek, 27 kwietnia 2026

Od Ricky'ego CD Kuźmy — „I was thinking… Maybe you and I should partner up?”

Poprzednie opowiadanie

JESIEŃ IV

— Substancje psychoaktywne? — powtarza Ricky, jakby go olśniło. — No macie może rację, to by mogło parę rzeczy wytłumaczyć, ale najpierw musiałbym zrobić parę testów…
— Tobie nawet najbardziej psychoaktywne substancje nie zaszkodzą — warknęła szeptem Kuźma — i tak już masz beret zryty do reszty.
Przez cały dzień Kuźma lawirowała między wyrazem osłupienia i żarliwego gniewu, teraz przedstawiała właśnie to drugie. Ricky aż się przyjrzał, czy z uszu jej nie leci para.
— Ricky — warknęła ponownie, jeszcze ciszej i przez jeszcze bardziej zaciśnięte zęby — kurwa, powiedz im...!
— Jakim i-? — zapytał odruchowo, na szczęście też odruchowo szeptem, po chwili jednak zorientował się, że Kuźma ma na myśli dzieci Wulkana. Stali przed nimi, już z wyłączonymi urządzeniami, na razie spokojni, ale kto wie, na ile taki stan się utrzyma? Może by wykorzystać sytuację i zwinąć coś, te błyszczące na stole, o, albo to takie matowe z tym, wygląda jak krokodyl…
— To w końcu chcecie szmuglować dragi czy nie, o co chodzi? — po tak długiej ciszy w końcu jeden się zirytował, a Kuźma wyglądała, jakby miała się posikać ze złości.
— Nie no, narkotyki? No co ty, przysięgam na trumnę Marii Skłodowskiej-Curie - też ołowianą! To nie narkotyki! To jest niesamowicie cudowne osiągnięcie, ale podobnie jak pani Curie, niestety świat nie jest wystarczająco... wystarczający w tym przypadku. I dlatego właśnie tych kółeczek potrzebujemy…
Tutaj Ricky puścił oczko i zaczął szperać w kieszeniach. Przesuwał palcami po szklanych kulkach i monetach (w obu przypadkach ich gładką powierzchnię szpeciły niekiedy ślady zębów), paragonach, nie jego, innych ludzi, które zbierał i które już dawno wyblakły, obiecująco wyglądających kamieniach, kawałkach jego pokruszonych mlecznych zębów, obrazkach z gum Turbo i takich tam, innych istotnych przedmiotach.
— Może się jakoś dogadamy?
Niektórzy próbowali dojrzeć, czy Ricky wyciąga pieniądze (i o jakie nominały pójdzie), inni odsunęli się, jak od terrorysty — bo naprawdę bogowie wiedzą, co Ricky mógł trzymać w tych spodniach. Im dłużej Ricky grzebał w tych spodniach, tym więcej było tych drugich. Ricky zorientował się, że zaraz sytuacja wróci do punktu wyjścia, i potomkowie Wulkana znowu się zirytują brakiem odpowiedzi, stwierdził więc, że trzeba jakoś zająć ich czas. Zacisnął palce na plastikowym dinozaurze, który świecił w ciemności (nie z zamiarem oddania go, po prostu, żeby dodać sobie trochę pewności siebie — nie żeby jej potrzebował!).
— Słyszeliście kiedyś może żart o psie spawaczu?


Kuźma?
────
[374 słowa: Ricky otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz