Pokazywanie postów oznaczonych etykietą A kim ty jesteś?. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą A kim ty jesteś?. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 marca 2023

Od Eleanor CD Lucasa — „A kim ty jesteś?”

Poprzednie opowiadanie

— Czemu tak lubię lasy? — powtórzyła pytanie, aby upewnić się, że dobrze rozumie. Gdy odpowiedziało jej kiwnięcie głową, chciała odpowiedzieć już chłopakowi, ale ku swojemu zdziwieniu stwierdziła, że sama do końca nie zna tej odpowiedzi na tyle, żeby przedstawić ją mu jakoś zrozumiałe.
— Nie wiem… Jakoś tak do nich się przywiązałam… Wiesz, od małego, zawsze wśród drzew, zawsze z… — jej twarz, która wcześniej była ozdobiona uśmiechem ekscytacji, teraz wyraźnie przygasła.
Mówienie o swojej sytuacji rodzinnej zawsze przygnębiło Hiszpankę. Ten kpiący uśmieszek jej przyszywanego brata, te wymagania ojczyma i pogardliwe spojrzenie macochy… Wprawdzie przyzwyczaiła się trochę do tego przez te wszystkie lata, podczas których mieszkała z nimi (i raczej nie miała innego wyjścia, bo nie wiedziała, co by ze sobą zrobiła, gdyby postanowiła uciec), lecz wspomnienia zawsze bolą, niezależnie jak bardzo by się nie wytarły. Można albo obrócić je w żart, albo trzymać nienaruszone. Zwykle Eleanor korzystała z tego pierwszego sposobu, co pomagało jej zachować pogodę ducha, lecz ta jedna sprawa była dla niej zbyt ciężka, by mogła ją unieść w pojedynkę…
Szwed widocznie zauważył zmianie jej nastroju, bo po chwili zastanowienia co zrobić, aby ją pocieszyć, a jednocześnie nie być zbyt nachalnym, odezwał się głosem spokojnym i ciepłym, lekko ją obejmując.
Jego wcześniejsze obawy nie sprawdziły się: Hiszpanka wcale nie uznała przytulenia przez tego chłopaka, poznanego ledwie parę godzin temu, za coś zdrożnego. Poddała się jego ruchom, lecz spuściła wzrok jeszcze bardziej w ziemię, gdy zapytał o przyczynę tak ponurej miny.
— Wszystko w porządku, Eleanor? — obozowicz wyraził swoje zaniepokojenie — Wiesz, jeśli chcesz, możesz mi powiedzieć, o co chodzi…
Posłał jej lekki uśmiech, lecz ona tego nie dostrzegła, zbyt zajęta wpatrywaniem się we własne buty.
Po chwili milczenia, które było długie i uczyniło atmosferę ciężką i lekko nieprzyjemną, udzieliła wreszcie jakiejkolwiek odpowiedzi na jego pytania, podczas zadawania których kierował się oczywiście jedynie troską:
— Nie, nic się nie stało… — lecz mimo treści jej słów, nie brzmiały one na tyle przekonująco, by Lucas w nie uwierzył. Był na to zbyt empatyczny i wrażliwy.
— Ellie… — szepnął do niej, nie namyślając się uprzednio nad swoimi słowami. Gdy pojął, co właśnie wypłynęło spomiędzy jego warg, zapłonął intensywną czerwienią wstydu. Gdyby teraz akurat dziewczyna podniosła na niego wzrok, na pewno z truskawki przemieniłby się w buraka…
Nie miał zamiaru z nią flirtować. Nie miał zamiaru jej podrywać. Nie, znają się przecież ledwo parę godzin.
Parę godzin… Może więc Hiszpanka nie pomyśli, że Szwed miał intencje, jakich tak naprawdę nie miał? Może w ogóle nie zwróci na to uwagi?
Lecz nic.
Zero.
Żadnej reakcji ze strony brunetki, żadnego spojrzenia jej oliwkowych oczu, rzuconego w jej stronę…
— Możesz mi powiedzieć, to serio pomaga… — nie. Nie będzie nachalny. Powtarza to ostatni raz.
— Chciałabym, lecz jest to problem tylko i wyłącznie mój.
Eleanor usłyszała ciche westchnięcie z boku, u którego stał jej towarzysz.
— Obóz jest stąd naprawdę piękny — zmieniła nieoczekiwanie temat rozmowy.

WĄTEK ZAMKNIĘTY PRZEZ MG 29.04.23. (JEDNA Z POSTACI PRZESZŁA DO NPC).

sobota, 21 stycznia 2023

Od Lucasa CD Eleanor — „A kim ty jesteś?”

Poprzednie opowiadanie

Szwed słuchał dziewczyny. Czy ją rozumiał? Tak. Prawie swoje całe życie spędził w obozie. Widział wiele przypadków, gdzie heros nie był zadowolony ze swojego boskiego rodzica. Nie da się go zmienić. Możesz być z tego szczęśliwy lub załamany. Możesz się być, okazać zupełnie inny niż twoje rodzeństwo, przez co będziesz czuć się, jakbyś trafił swojego boskiego rodzica w płatkach śniadaniowych lub opakowaniu po chipsach.
— Niezależnie kto ci się trafi – zaczął mówić chłopak spokojnym głosem. — Pamiętaj, że i tak będzie dobrze. Wszyscy z nas jesteśmy wyjątkowi na swój sposób. Wszystkie dzieci są wyjątkowe, nieważne czy to potomek Zeusa, czy jakiegoś innego Domestosa. Wszyscy mamy jakieś zdolności. Bardziej przydatne lub mniej. Mniej lub bardziej niebezpieczne. 
On sam znał wiele obozowiczów, jego staż mówi sam za siebie. Od znanych bogów, takich jak Hermes, Ares czy Afrodyta do takich, które usłyszał raz w życiu, a żyje już nie aż tak krótko. Może jego nowa koleżanka też okaże się być córką, kogoś z wielkiej trójki! To może być ciekawe… czy wyglądała na takiego kogoś? Dzieci Hadesa są emo (nie mam na celu obrazić nikogo), więc to odpada. Może Posejdona? Tylko ciekawe czy lubi pływać. 
Hiszpanka patrzyła zamyślona przed siebie. Na niebo, czyste, bez chmur. Lucas dołączył do wspólnego obserwowania. Może by tak ją jeszcze czymś pocieszyć? Co robią ludzie, by pocieszyć innych. 
Pierwsze co przyszło mu do głowy to przytulenie. 
Czy przytulenie dziewczyny, którą znasz parę godzin, będzie dobrym pomysłem? Czy nie pomyśli sobie, że ją podrywa? Lucas jest prawiczkiem i nie umie przebywać z dziewczynami, nie licząc jego własnej siostry.
Jego ręka już pomału próbowała objąć zielonooką dziewczynę.
Dasz radę Lucas. Nie jesteś pizda.
Kiedy jednak to już miał się odważyć, nagle wstała z miejsca.
— Mam pomysł. Może obejrzymy obóz z wysokości? — zaproponowała.
— Jak chcesz to zrobić?
Nic nie odpowiedziała. Podbiegła do dość dużego drzewa. Sprawnie weszła na samą górę. Dopiero na szczycie zerknęła czy blondyn za nią podąża. Tak, również próbował wdrapać się na drzewo, jednak kiepsko mu to szło. Na szczęście Eleanor jako dobroduszny człowiek, pomogła mu. Lekko rozdarł sobie koszulkę, ale to chyba nie taki duży problem. Dzieci Aresa często łażą z rozdartymi ubraniami i nikt im nie zwraca za to uwagi, a nawet jak tak, od razu w mordę i po problemie.
Lucas nie spodziewał się tego, że obóz z góry może tak cudownie wyglądać. Kolorowe domki, plaża, arena do ćwiczenia walki. To wszystko wyglądało jak namalowane lub zrobione w photoshopie. W życiu Herosa są dwa momenty życia. Pierwszy. Jak ten teraz. Zdajesz sobie, że tylko ty i inne dziwaki podobne do ciebie mogą zaznać tak wyjątkowego życia. Masz magiczne zdolności, a twoją starą lub starym jest sam bóg. Drugi. „Kurwa, po co się urodziłem jako ten pierdolony heros’’. Chłopak o tym drugim za bardzo myśleć nie chciał. Wtedy zapewne zrobiłoby mu się przykro, a on nie chciałby, żeby Eleanor zobaczyła jego smutek. Nie chciał jej straszyć tym, co ją czeka.
— Zauważyłem, że bardzo lubisz lasy — zaczął mówić. Chciał jakąś rozpocząć rozmowę. — Opowiesz mi, czemu darzysz je taką dużą sympatią?

Eleanor?
◇──◆──◇──◆
[500 słów: Lucas otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

środa, 14 grudnia 2022

Od Eleanor CD Lucasa — „A kim ty jesteś?”

Poprzednie opowiadanie

Idąc za Panem Przewodnikiem, z którego obecności w sumie ostatecznie była wdzięczna (bo jak inaczej zorientowałaby się, gdzie co jest?), rozglądała się dookoła. Zarówno dlatego, że wzięła sobie do serca przestrogę Lucasa o możliwym zgubieniu się w tym miejscu, jak i dlatego, że chciała chłonąć tę cudną przyrodę całą sobą. Kochała takie klimaty. Kochała lasy, kochała drzewa, kochała też mech. Tak więc, gdy przechodzili obok okazałej brzozy, nie mogła się powstrzymać, aby nie przejechać palcami po jej gładkim, czarno-białym pniu. Wiatr szumiał wśród liści, mówiąc dwójce herosów, że wiosna już dawno przyszła, a teraz będzie tylko cieplej. I lepiej. Truskawki urosną większe… Właśnie. Eleanor nie do końca rozumiała, o co chodziło z tymi owocami. Tak więc jej myśl szybko przekształciła się w mimowolnie zadane pytanie:
– Dlaczego akurat truskawki? – mogło się to wydawać dla chłopaka trochę wyjęte z kontekstu…
Takie też chyba było, bo jego odpowiedź opatrzona była na końcu małym, niewerbalnym znakiem zapytania, który dziewczyna albo tam usłyszała, albo go sobie bezwiednie dorobiła.
– Dlaczego akurat ten owoc czy dlaczego w ogóle hodowla? – spytał Lucas, nie wiedząc, o co dokładniej chodzi Hiszpance.
– Wszystko – rzekła krótko – opowiedz mi wszystko.
Zatrzymali się na chwilę przy wiekowym już na pewno, rozłożystym dębie, którego dwa główne konary utworzyły coś w rodzaju półkolistej ławeczki. Dziewczyna, zachwycona tym naturalnym tworem, zaproponowała chwilę odpoczynku.
Nie, nie była zmęczona, po prostu przyroda tego miejsca, choć wciąż nie umiała poczuć się w Obozie Herosów jak w domu, zachwycała ją. Po chwili więc siedzieli obok siebie na drzewie. Eleanor radośnie majtała nogami. Dbała jednak przy tym oto, aby nie uderzać ani w pień, ani w nogi Lucasa. Nie chciała sprawiać bólu towarzyszowi, a nie miała również w zamiarze niszczenia drzewa... Wzięła głęboki oddech, wciągając łapczywie świeże, wiosenne powietrze, nie tak zimne, jak zimowe, ale też nie tak duszne, jak letnie. Według niej — idealne. Rzuciła Lucasowi pełne żądzy wiedzy spojrzenie. Ten uśmiechnął się, widząc jej ciekawość.
– Truskawki – odchrząknął teatralnie i zaczął od sprawy, o którą Eleanor się pytała z największym zaintrygowaniem – hodujemy je. Nie wiem czemu akurat tak — odkąd tu trafiłem, a było to parę ładnych lat temu, sprzedajemy je, jak wyrosną. Nawet zimą.
– A-ale jak…? – w to właśnie Hiszpanka nie mogła uwierzyć najbardziej. Jak zimą? Jak w tym mrozie? Jak w tych niekorzystnych warunkach, wśród zawiei i wszechobecnego chłodu?
– Nie wszystko jest tu takie jak na zewnątrz… – odpowiedź chłopaka była krótka i nie tłumaczyła za wiele. Dziewczyna uznała jednak, że musi na razie przyjąć to do wiadomości, że będzie musiała odzwyczaić się od normalnych, ludzkich zasad świata, zanim zacznie uczyć się świata na nowo.
– Wiesz… – Eleanor zabrała głos, nie chcąc, aby rozmowę zastąpiła głucha cisza – Obóz Herosów to takie dziwne miejsce… Nie wiem, czy kiedykolwiek poczuję się tu normalnie… – westchnęła, unosząc wzrok ku bezchmurnemu niebu. Wydawałoby się, że powiedziała już wszystko, co miała, po chwili dodała jednak pospiesznie – Nie zrozum źle, po prostu dopiero co dowiedziałam się, że to wszystko, czego uczyłam się na historii, to prawda.
– Rozumiem – o dziwo, co ucieszyło dziewczynę, Lucas wcale nie odebrał jej słów jako dziwne czy obrażające obóz – na pewno w końcu przywykniesz – starał się ją pocieszyć – a ja ci w tym pomogę.
W tym momencie oboje się zaśmiali. Trwało to aż do momentu, gdy Hiszpanka niespodziewanie kichnęła. Równocześnie czarny punkcik przeleciał z niewiarygodną prędkością z jej nosa w kierunku podłoża. Cóż, sprawcą całego zamieszania była mała muszka, która nie wiadomo czemu wleciała tam, a nie gdzie indziej. Eleanor posłała chłopakowi zakłopotane spojrzenie.
– Wybacz…
– Nic nie szkodzi – uśmiechnął się łagodnie – zdarza się.
Dziewczynie wydawało się w pewnych momentach, że pokazywała się jako nietaktowna i niezbyt obeznana, ale najwidoczniej Szwedowi to nie przeszkadzało. Jak dobrze, że trafiła akurat na tak dobrą duszę… W Obozie Herosów znajdowały się pewnie jeszcze różne inne, bardziej mroczne i niebezpieczne typy, z którymi ona najpewniej nie chciałaby mieć do czynienia. Ciekawe czy Lucas odziedziczył wrodzoną dobroć i empatię po boskim rodzicu… Tak ją to intrygowało, że aż musiała zapytać:
– Ty… Hm… Jesteś już uznany, prawda? – spytała dla bezpieczeństwa – czyim synem jesteś?
Spojrzała na niego wzrokiem tak ciekawym, ale jednocześnie pełnym uwagi, że chłopak nie miał wyjścia — musiał odpowiedzieć.
– No… Hm… – miała wrażenie, że lekko się krępuje – Ateny… Może tego po mnie nie widać, ale… – zaczął się pospiesznie usprawiedliwiać, lecz Eleanor łagodnie go uciszyła.
– Widać, nie martw się o to. Po prostu każdemu czasem odbija. Jest to wręcz konieczne, abyśmy nie stali się nudnymi posągami.
Hiszpance rozmawiało się z nim bardzo przyjemnie. Nie spodziewała się, że nawiąże z Lucasem aż tak dobry kontakt przez tak krótki czas. Widocznie oboje mieli tę umiejętność zjednywania sobie ludzi…
– Wiesz… – odezwała się w pewnym momencie nieco poważniejszym tonem niż dotychczas – w domku Hermesiaków jest nawet przyjemnie. Gdybym miała okazać się córką jakiegoś boga w stylu „och i ach”, wolałabym w ogóle nie zostać uznana…
Słowa te wypowiedziała cicho, a końcówkę dodała niemal szeptem… Nie wyobrażała sobie, jak byłaby w stanie żyć, jeśli jej boskim rodzicem byłby ktoś, kogo natura jest sprzeczna z jej ideałami. Hiszpanka czuła wolność w swoich skrzydłach i obawiała się, że nagły przypadek — zwany uznaniem — mógłby jej to odebrać.
– Moją matką jest jakaś bogini. A mało która „normalna kobieta” nie lubi — jak ja — błyskotek, paznokci, makijażu i innych takich dupereli. Podejrzewam, że wśród Olimpijczyków jest podobnie…


Lucas?
◇──◆──◇──◆
[865 słów: Eleanor otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]

niedziela, 4 grudnia 2022

Od Lucasa CD Eleanor — „A kim ty jesteś?”

Poprzednie opowiadanie

Chcąc już zaatakować ową postać, chłopak zorientował się, że wcale nie jest to żaden potwór, tylko dziewczyna, na dodatek z jego obozu. Jakby było tego mało, przez przypadek przewrócił się na nią. Brązowowłosa złapała go, uśmiechając promiennie się do nieznanego i zdezorientowanego chłopaka.
– Przepraszam cię za to, naprawdę – zaczął przepraszać Lucas, cały czerwony ze wstydu.
Dziewczyna jedynie machnęła dłonią, po czym jednak się odezwała.
– Nie musisz przepraszać, tylko chyba musisz sobie kupić okulary – zaśmiała się.
Nie kojarzył jej. Może była nowa? Chłopak zastanawiał się, czy warto postawić to pytanie. Stwierdził, że tak, spyta się. Niezręczna cisza, jaka panowała, przeszkadzała mu, czując się przy tym znowu odrobinę niekomfortowo. Według Lucasa było to głupie, nie odzywać się do kogoś, kto jest obok ciebie, a na dodatek najpewniej nie wie co to za pojebane miejsce zwane Obozem Herosów.
– Jesteś nowa, co nie? – odrzekł, zadając pytanie, by trochę rozluźnić atmosferę.
– Tak. Niedawno tu przybyłam – odpowiedziała.
Lucas, mimo iż w obozie przybywa już naprawdę bardzo długo, stwierdził, że aby wyjść na troskliwego i opiekuńczego obozowicza, który martwi się o nowych, pokaże okolice Hiszpance. Tak, już po jej akcencie zgadł, że najprawdopodobniej pochodzi z kraju, gdzie mówi się po hiszpańsku.
– Może pokazać ci parę ciekawych miejsc, co ty na to?
– Z chęcią, panie przewodniku.
– Panie przewodniku?
– Pasuje do ciebie — Eleanor ponownie się zaśmiała.
Blondyn uśmiechnął się delikatnie, by pokazać, że nie obraził się na przezwisko, które wymyśliła mu nowa.
– No, więc, co chcesz mi pierwsze pokazać?
– Niedaleko, prawie że rozwalonej szopki, jest taki zagajnik – zaczął opowiadać Lucas.
– O! Byłam tam!
– Ktoś ci mówił, że chodzenie po lasach jest niebezpieczne? Jesteś nowa i nie znasz tego miejsca, a nigdy nic nie wiadomo, pewnie nawet nie masz wybranej broni – przewrócił oczami blondyn.
– A właśnie, że mam – mówiąc to zdanie, na twarzy nieuznanej córki Afrodyty pojawił się dziarski uśmiech.
Szwed ponownie poczuł się ostatni kretyn. Wcześniej się wywalił o nią, a teraz nie zauważył, że ma już wybraną broń. No, ciekawe, jaka będzie trzecia bzdura, jaką powie lub zrobi.
– Jesteś uznana? – spytał się z ciekawości Lucas.
– Jeszcze nie.
Chłopak spojrzał się w jej stronę.
– Za niedługo pewnie cię uzna – odrzekł. – Nie czeka się w sumie aż tak długo na uznanie… chyba. Wiesz, bywają wyjątki, w których to ktoś czeka długo na uznanie…
– Czyli mogę czekać nawet z rok? Lub dwa?
Dopiero po parunastu minutach, Lucas zdał sobie sprawę z tego, co powiedział. Dał jej do zrozumienia, że na uznanie może czekać nie wiadomo ile. Zawstydzony, czując się jak kompletny idiota, chciał wyjaśnić to, co oznajmił nowej obozowiczce.
– Znaczy, wiesz, to są bardzo rzadkie przypadki, wątpię byś nim była. Uwierz mi, siedzę tu już kilka dobrych lat i taka sytuacja może tylko raz się pojawiła.
„Jeżeli po tym spotkaniu będzie chciała się ze mną dalej zadawać, to będzie cud, lub jakieś przeznaczenie” - tak aktualnie mawiały myśli blondyna. Jakby się go spytała, kogo jest dzieckiem, on by odpowiedział, że Ateny, w życiu by mu nie uwierzyła, a przynajmniej tak się wydawało Lucasowi.
Po niedługim czasie dotarli do zagajnika, gdzie podobno nowa już była.
– Ładnie tu, co nie? – zapytał się blondyn tak, aby zacząć nowy temat.
– Tak, a pokażesz jeszcze jakieś inne, również piękne miejsca w tym lesie? – zadała pytanie Eleanor.
– Dobra, tylko zapamiętuj drogę, bo się zgubimy.


Eleanor?
◇──◆──◇──◆
[536 słów: Lucas otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

wtorek, 22 listopada 2022

Od Eleanor do Lucasa — „A kim ty jesteś?”

Eleanor wyrwała się chwilowo z domku przynależącego do dzieci Hermesa. Miała już serdecznie dość tego wszystkiego, czuła się nadmiernie przytłoczona wszystkimi wydarzeniami, które spotkały ją ostatnimi czasy… Z jednej strony odczuwała pewną ulgę, że skończyły się jej problemy z „normalnymi” ludźmi, z jej dziwną rodziną zastępczą, z rówieśnikami pozostawionymi w starym liceum… Przeczuwała jednak, że nigdy nie zdoła uwolnić się od wrednego Luci, od wymagającego Samuela i Isabel traktującej ją jak niedorozwiniętą. Nawet bowiem gdy oddalają się od siebie, jakaś więź pozostaje — i jest to więź niekoniecznie chciana. Taka jest jednak natura rzeczy — albo przynajmniej temu podobne wrażenie odnosiła Eleanor.
Nie było jednak tak, że bez przerwy wspominała niezbyt przyjemne chwile — nie miała na to po prostu czasu, wolała zajmować się ważniejszymi sprawami i cieszyć się życiem na tyle, ile mogła. W tym momencie właśnie przypominała sobie psa starych sąsiadów, którego kochała — i nigdy zresztą kochać nie przestała — bardzo mocno. Mimo dzielących ich kilometrów ten krótkowłosy owczarek niemiecki na zawsze pozostał w jej sercu. Przypomniała sobie jego miękką sierść, jego bystre, pełne wigoru spojrzenie… Był to w istocie mądry psiak — pomijając to, że znał komendy takie jak siad, leżeć, łapa, głos, turlaj się i czekaj, to — małej wtedy — Hiszpance wydawało się, że zwierzę doskonale rozumie wszystko, co się do niego mówi. Gdy opowiadała mu coś, on przechylał łeb i słuchał… A tak w ogóle, ciekawe czy staruszek jeszcze żyje… Eleanor miała nadzieję, że państwo Flynch opiekowali się nim jak należy przez cały ten czas.
Rozmyślając o tym, dziewczyna wolnym krokiem szła przez las. Wzrok miała skierowany ku zielonemu poszyciu. Oto bowiem znowu nadeszła wiosna, mech nabrał swoich cudnych kolorów, a trawy powstały na nowo, tworząc cudne dywany na łąkach i polach. Kwiaty rozwijały swoje piękne pąki, zdobiąc świat feerią barw. Tak więc — może nie tu, w lesie, ale wszędzie indziej już jak najbardziej — dało się dostrzec różowe główki koniczyny, mlecze — żółte, jakby to samo słońce oddało im blask; białe, drobne kwiatuszki krwawnika oraz stokrotki, o których nie wiadomo czy śmierdzą, czy pachną… Można by tak wymieniać bez końca.
Hiszpanka przysiadła na korzeniu drzewa. Jak tu w ogóle trafiła? Powróciła pamięcią do tego momentu, dwa lata temu… Przypomniała sobie, jak na lekcji biologii nauczycielka pokazywała im ruszający się model tasiemca… Eleanor nie kryła wtedy oczywiście swojego obrzydzenia, co kobieta wykorzystała, podkładając jej napędzanego na korbkę robala pod sam nos. Dziewczyna nie wiedziała, co się wtedy stało i jak tego dokonała, jednak model nagle gwałtownie się skurczył i zmienił w parówkę. Przynajmniej nie był już taki brzydki… Czy to przez to, że jest heroską? Czy już wtedy widziała pierwsze oznaki? Chociaż w sumie nie pierwsze, ponieważ — może to przypadek — już wcześniej zawsze była tam, gdzie działy się dziwne rzeczy.
Zaobserwowała coś jeszcze… Może nie było to związane z tym, co jej jakiś czas temu bezceremonialnie oświadczono, jednak od zawsze odbierała emocje innych jakoś mocniej, dokładniej — tak jakby sama je odczuwała. Takie nietypowe zdarzenia miały wtedy w jej życiu miejsce coraz częściej.
Od małego dręczyła ją Lucinda — dziewczyna o bladej cerze i kruczoczarnych włosach, Europejka. Dziewczyny nigdy nie darzyły się sympatią — to chyba jasne — a oliwkowooka starała się unikać tej drugiej jak ognia. W czasie tych dziwnych wypadków kruczowłosa zaczęła jednak zwracać szczególną uwagę na Eleanor… Pewnego razu okazało się natomiast, że wcale nie jest ona człowiekiem, tylko jednym z tych potworów, które gonią herosów i starają się ich doszczętnie wytępić… Cóż, to był kolejny dowód, który powiedział Hiszpance prawdę — czy tego chciała, czy nie. Tak jak już jednak stwierdziła, frustrowała ją nieznajomość swej biologicznej matki — bo to musiała być bogini, skoro miała normalnego ojca, prawda?
Podążając wokół takich oto myśli, wstała z omszonego korzenia wiekowego drzewa i ruszyła dalej przez las. Z zamyślenia ocknęła się, dopiero gdy pod jej stopą trzasnęła gałązka, a niedaleko rozległ się głos pospiesznego wstawania. Eleanor aż podskoczyła, zaskoczona i lekko przestraszona, gdy zza pnia jednego z drzew wypadł jakiś chłopak — najprawdopodobniej heros — wyraźnie z zamiarem zaatakowania jej.


Lucas?
◇──◆──◇──◆
[650 słów: Eleanor otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]