czwartek, 30 kwietnia 2026

Od Chaita CD Aye — „Let's start again”

Poprzednie opowiadanie

LATO

Chait nie zaciskał w złości zębów, bo wiedział, że mu nie wypada. Nieco trudniej było mu powstrzymać się od awantury, bo czuł, że do tego jak najbardziej miałby prawo. Nawet przez chwilę o tym myślał, kiedy dziewczyna wprowadziła ich między stoiska gdzieś dalej, daleko od miejsca, do którego starali się uciec przed takimi jak ona.
A zaraz potem przypominał sobie, że sam nauczył ludzi z branży tego, że zawsze jest dostępny i nie ma problemu z wzięciem na siebie jakichś dodatkowych obowiązków. Bo na co dzień naprawdę nie miał z tym problemu. Zazwyczaj nawet sam się zgłaszał – zwyczajnie po to, by mieć jakieś zajęcie. Problem w tym, że dzisiaj już przecież miał zajęcie. Jeśli to nie było wystarczające, to powinien zacząć się kłócić choćby ze względu na Aye.
Mógł się tylko domyślać, ale był niemal całkowicie pewny, że dla Aye jest to sytuacja rodem z najgorszego, najbardziej realistycznego koszmaru sennego. Sam nie traktował tego aż tak poważnie. Przynajmniej na razie.
– Chait.
Głos dziewczyny miał niesamowicie irytującą, kłującą w uszy barwę. Albo po prostu jej pojawienie się było na tyle wkurzające samo w sobie, że Chait domyślnie uznał jej głos za nieprzyjemny. Nadal nawet nie wiedział, jak ona i jej koleżanka się nazywają.
– Tak?
Nadal zachował neutralnie przyjazny ton, uśmiechając się, kiedy odwróciła głowę, by na niego spojrzeć.
– Ogólnie to naprawdę cud, że tu jesteś i możesz nam pomóc.
Miał ochotę jej przerwać, mówiąc, że wcale nie może im pomóc i że nawet nie chce im pomóc, bo chamsko przerywają mu spotkanie z kimś innym, kto zdecydowanie nie ma ochoty na przebywanie w zbierającym się w parku tłumie ludzi, ale nie zdążył nawet otworzyć ust, bo dziewczyna kontynuowała:
– I to nawet lepiej, że jesteście we dwójkę.
To był ten moment, kiedy zaczął się bać. Zerknął na Aye, szukając jakiegoś sygnału, który mógłby odczytać jako „uciekamy teraz”. Potem zdał sobie sprawę, że i tak nie mogą uciec teraz konkretnie, chociaż rzucenie się biegiem w przeciwnym kierunku brzmiało jak absurdalne i być może skuteczne rozwiązanie. Które mogło tragicznie odbić się na jego wiarygodności w pracy.
Zaczynał powoli dochodzić do wniosku, że z jego perspektywy z tej sytuacji nie ma dobrego wyjścia.
– Dziewczyna, która miała dzisiaj malować dzieciom twarze, nie może dojechać. Cały sprzęt jest nasz, więc wszystko jest na miejscu i potrzebujemy tylko kogoś, kto będzie mógł się…
– Mówiłaś, że to ma zająć tylko chwilę. – Chait w końcu wszedł jej w słowo. Spojrzała na niego, ale miał wrażenie, że w ogóle się tym nie przejęła. Słyszała go, ale go nie słuchała.
– No, tak, tak. Chwilę – rzuciła, zbywając jego wątpliwości machnięciem ręki.
Obie zatrzymały się przy jednym ze stoisk tak nagle, że Chait i Aye prawie na nie wpadli. Odskoczyli jak poparzeni.
– A ty. – Teraz odezwała się druga z dziewczyn, o trochę mniej irytującym głosie. – Pomożesz nam z promocją. Mamy zabawki i potrzebujemy więcej osób do pokazywania ich dzieciom i reklamowania i w ogóle, dobra?
To zabrzmiało jak pytanie, chociaż zdecydowanie pytaniem nie było. Aye wyglądało, jakby bardzo chciało odmówić, ale w końcu skinęło głową. Chaitowi zrobiło się przez to jeszcze bardziej głupio i poczuł się jeszcze bardziej winny.
Jeszcze mocniej zacisnął dłoń na bluzie, którą trzymał kurczowo od ich próby ucieczki.
– Możesz się stąd zmyć, jeśli—
– Jessica będzie z tobą na stoisku, więc możesz ją pytać o wszystko. – Przerwała mu w pół zdania, nie dając Aye czasu na odpowiedź albo jakąś reakcję. – Malowanie twarzy jest tu zaraz obok.
Zanim Chait zdążył coś powiedzieć, złapała go za ramię i pociągnęła do stoiska kawałek dalej. Na stoliku stał karton, z którego wystawały farbki, chusteczki i jakieś słabej jakości szablony, których raczej wolałby nie używać. Zerknął na stojącą obok tablicę z mało oryginalnymi wzorami i niezbyt zwracającą uwagę reklamą, która miała zachęcać do skorzystania.
Kto pierwotnie miał prowadzić tę atrakcję? Nie mogła być to żadna z jego znajomych, bo na pewno wiedziałby wtedy o samym wydarzeniu. Zaczynał myśleć, że po prostu coś mu umknęło.
– Poradzisz sobie, nie? Właściwie to już otwieramy i jesteś nam bardzo, bardzo potrzebny.
Powstrzymał grymas, który cisnął mu się na twarz, bo znowu – nie wypadało.
– Tak, tylko, uch…
– Karolina jestem.
Zawsze było to mniej stereotypowe od Jessici. W tej chwili tego nie doceniał.
– Okej. Pomóż mi to rozpakować, jeśli masz chwilę.
Pokiwała głową i od razu sięgnęła po karton, wyjmując z niego pierwsze rzeczy i układając je bez większego ładu i składu. Może lepiej i szybciej poradziłby sobie sam.
Ze swojego stanowiska miał możliwość obserwować, jak idzie Aye, a Aye mogło obserwować, jak idzie mu – nie wiedział, czy bardziej go to pociesza, bo dawało mu szansę interwencji, gdyby coś zaczęło iść jeszcze bardziej nie tak, czy jednak bardziej stresowało, bo musiał cały czas obserwować, jak bardzo Aye nie chce tu być.
Obserwował, jak Jessica coś tłumaczy, entuzjastycznie gestykulując i pokazując coraz to inne zabawki. Nie zdążył dobrze przyjrzeć się jednej, a ona już mówiła o jakiejś kolejnej, która i tak wyglądała bardzo podobnie.
Czy dzieci w ogóle chciały się tym bawić?
– To chyba wszystko.
Potrzebował sekundy, by zarejestrować, że Karolina coś do niego mówi. Uśmiechnął się do niej, ale był to raczej uśmiech typu „nie słuchałem”, niż dziękujący za pomoc.
Nie zdążył zapytać, czy oryginalna prowadząca w ogóle zamierza się pojawić i jeśli tak, to za ile, bo dziewczyna pobiegła już między następne stoiska. Jeszcze raz zerknął w stronę Aye.
Dzieci i rodzice już kręcili się po okolicy, a mała grupka zebrała się wokół stolika z zabawkami.
Chait opadł na stołeczek przy własnym stoisku. Chciał dalej wściekać się o to, że zmusiły ich do pomocy, ale nie potrafił się do tego zmusić.
Chyba było mu po prostu przykro.
– Chcę motylka!
Przeniósł wzrok na chłopca, który stanął przy tablicy i wskazywał palcem na jeden ze wzorów, szarpiąc za rękaw stojącą obok kobietę.
– Można? – Kobieta zwróciła się do Chaita, który w odpowiedzi uśmiechnął się i wskazał dłonią drugi, mniejszy stołeczek.
Dzieci nie były przecież niczemu winne.
Nim zdążył się zorientować, do malowania twarzy ustawił się tłumek nawet większy niż do oglądania zabawek. Między jednym dzieckiem a drugim, między kolejnymi uśmiechami i wymianą szablonów i opakowań farbek, starał się zerkać w stronę stoiska Aye. Kilka razy wymienili się spojrzeniami, ale zbyt krótkimi, by dało się coś z tego wyczytać.
Gdy nie miał czasu, by myśleć o tym, że znowu zjebał, dobrze się bawił.
Kiedy kawałek dalej zaczął się większy pokaz, przemknął się do stoiska Aye. Jessica gdzieś zniknęła.
Aye wyglądało na zmęczone i Chait znowu poczuł się głupio.
– Przepraszam. Naprawdę nie wiedziałem, że będą coś tu organizować – mruknął, opierając się o jedno z drzew. Przetarł twarz, rozcierając żółtą farbę, która została mu na rękach. – Możesz się stąd ewakuować w każdej chwili. Mogę ci nawet pomóc.


Aye?
────
[1100 słów: Chait otrzymuje 11 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz