poniedziałek, 2 lutego 2026

Od Setha CD Erin — „Dumb ways to die”

Poprzednie opowiadanie

WIOSNA

Nastolatek nie wiedział w sumie czemu zdecydował się pomóc Erin z łucznictwem. Dosłownie ręce opadały, gdy obserwował jej nieudane próby trafienia w tarcze. Zastanawiało go jakim cudem dziewczyna przeżyła taki szmat czasu, nie umiejąc się nawet posługiwać własną bronią. Ciężko westchnął, gdy półbogini zbierała strzały do kołczanu. Zdecydowanie nie ma talentu do wybierania sobie znajomych, jak nie Neil lub Misty to Erin. Chociaż dobra, potomkini Hekate po prostu była kiepska w łucznictwie, a wcześniej wymieniona dwójka to po prostu chodząca definicja patologii i wszystkiego, co nielegalne. Wychodząc ze zbrojowni natrafili na driadę, choć bardziej, by pasowało określenie, że Bryne o mało, co na nią nie wpadła — przynajmniej on pozostał czujny, ostrzegając młodszą. Później jakoś się wszystko potoczyło tak, że Seth finalnie wylądował na drzewie, odbierając po kolei pisklęcia od Erin, która z pomocą mocy unosiła je ostrożnie na wysokość, gdzie obecnie przebywał.
— Oopsie, chyba mamy problem — oznajmił wskazując na niebo, gdzie majaczyła sylwetka zapewne matki piskląt.
— Prędzej ty masz problem, złaź stamtąd! — Erin krzyknęła, lecz rudowłosy już był w drodze na ziemię, choć tym razem robił to znacznie szybciej niż wcześniej.
— Uwaga! — Jego głos rozbrzmiał sekundę przed tym, jak twardo wylądował na ziemi.
— Miałeś nie spadać — Erin z założonymi rękami popatrzyła na niego z góry.
— Skoczyłem, nie spadłem.
Dziewczyna pomogła mu podnieść się z ziemi, prawie sama lądując przy tym na leśnej ściółce.
— Dziękuję! — Oboje odwrócili się w stronę głosu driady, która machała im zza krzaka, po czym zniknęła w cieniu drzew.
— Chodźmy już stąd. Ciemno się robi — zaproponowała Erin, rozświetlając w dłoni niewielki płomień.
— Cii — Seth przyłożył palec do ust. — Słyszałaś to?
— Nic nie słyszę. Omamy słuchowe masz czy co- — Nie zdążyła dokończyć, gdyż starszy przyłożył jej dłoń do ust. Dziewczyna nieco niezadowolona zmierzyła go wzrokiem, lecz ten nie zwracał na to uwagi, gdyż był pochłonięty nasłuchiwaniem kolejnych szelestów w zaroślach.
— Czyżby ta driada wróciła? — podsunęła niebieskowłosa, zabierając dłoń ze swojej twarzy.
— To brzmi na coś większego niż driada — zauważył. Z każdym uderzeniem serca złowrogie dźwięki przybierały na sile, informując ich o zbliżającym się zagrożeniu w ich stronę. Fox zaczął żałować, że musiał być synem Eris, gdyż jego moc nie opierała się na żadnych umiejętnościach bojowych. Nawet Erin miała się w tej sytuacji lepiej dzięki zaklęciom. Jemu pozostawała walka bronią lub pięści, a skoro tego pierwszego także nie miał to musiał polegać na tym, czego nauczył się przez parę lat treningów samoobrony.
Jego rozmyślania na temat swojego dość chujowego położenia, przerwało nagłe pojawienie się przed nim ogara piekielnego. Od razu rozpoznał znajome czerwone ślepia River. Już nawet nie pamiętał, kiedy ostatnim razem ją widział — ta wolała się trzymać z dala od części obozu, gdzie przebywało więcej półbogów. W końcu widok piekielnego ogara raczej nie jest niczym codziennym, a Seth dawał jej wolną rękę, nie trzymając na siłę przy sobie.
— Zawału kiedyś dostanę przez ciebie — oznajmił do wiernej towarzyszki, która jedynie podeszła bliżej na pieszczoty. Ta robiła niemałe wrażenie przez posiadany ponad metr wzrostu w kłębie, więc głowę miała niewiele niżej niż ta chłopaka.
— To piekielny ogar…
— Owszem, ale z reguły nie gryzie — zażartował, poświęcając nieco uwagi River. — A więc, Erin to jest River, River Erin.
— Ona jest twoja? — wydukała.
— Tak, po pierwszym pobyciu letnim tutaj dostałem ją jako szczeniak — wyjaśnił, wdychając zapach siarki i dymu, który charakteryzował takżego ogara. — Jak chcesz to możesz ją pogłaskać. Przyjaciół się nie gryzie, prawda River? — W odpowiedził ogarzyca jedynie skierowała swoje czerwone oczy na potomkinie Hekate.


Erin?
────
[564 słów: Seth otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

Od Erin CD Niketasa — „Wspólnik mojego wspólnika nie jest moim wspólnikiem”

Poprzednie opowiadanie

Czyjeś kroki wybudziły Erin z płytkiej drzemki, w którą zapadła po śniadaniu. Zarejestrowała wzrokiem wychodzącą z domku bez słowa Rose, a po chwili znów zasnęła.
Siedziała za kierownicą jakiegoś starego samochodu, któremu groziło odpadnięcie wszystkich kół, jednak uparcie prowadziła dalej, usiłując dogonić wielkiego psa cuchnącego środkiem do mycia kibli. Zza wybitej szyby widać było różowe drzewa, rosnące na różowej trawie, rosnącej wzdłuż różowej, żwirowej drogi, po której toczył się samochód…
Nie wiedziała, ile czasu później obudziło ją skrzypnięcie i głośny trzask drzwi.
— Rose? — zawołała ochrypniętym jeszcze ze snu głosem, chcąc upewnić się, że to siostra wróciła. Dokądkolwiek poszła. Odpowiedział jej jednak inny głos, nie obcy, ale zaskoczyło ją, że go słyszy. Chociaż chyba nie powinno. Kurwa, czy oni znają koncept pukania do drzwi??? Nie potrafiła powstrzymać się od komentarza na ten temat. Od razu pożałowała niemiłego tonu, jakim przywitała grupowego Hermesa. No nic, może się nie obrazi. Niketas rozkładając się na kanapie, zaczął wyjaśniać jej powód najścia. Tak, pamiętam ten biznes narkotykowy… Kurwa, co? Energetykowy… Procesowała w myślach słowa chłopaka, jednocześnie patrząc na swoje absolutnie rozczochrane odbicie w niewielkim lusterku wiszącym na ścianie, pomiędzy wszystkimi innymi przedmiotami i półkami. Gdy Hermesiak skończył mówić, pokiwała powoli głową, przetwarzając propozycję partnerstwa. Plusy? Może przestanie jej się nudzić i na coś się przyda. Minusy? Poza oczywistym — kłopotami i potencjalnym oszustwem, chyba żadne. Ale propozycja brzmiała kusząco, chociaż dziewczyna sama nie wiedziała dlaczego. Co będzie, to będzie, pomyślała. Przeniosła spojrzenie z przypadkowego punktu na ścianie na Niketasa i odwzajemniła jego nieustanny uśmiech. Chłopak musiał wziąć to za zgodę, bo uśmiechnął się jeszcze szerzej.
— Bomba! — odezwał się, automatycznie sięgając ręką do włosów. Erin oparła się o pusty kawałek ściany, czekając, aż grupowy zacznie kolejny dłuższy wywód. — No to słuchaj. Twoja matka to bogini magii, więc założyłem, że umiesz w magię. Bo takie zwykłe napoje to nudy, z odrobiną nieprzewidywalnej magii wszystko jest lepsze — potrząsnął głową, jeszcze bardziej rozwalając włosy, by zaraz znowu je poprawić. — Chociaż nie musimy ograniczać się tylko do energetyków… Można wyprodukować mikstury wszystkich smaków, każda mająca inny skutek… Albo jakieś inne przedmioty przepowiadające przyszłość, czy czym tam zajmują się wiedźmy. Ja odpowiadam za sprzedaż i marketing, ty za produkcję. Dalej w to wchodzisz, co nie? — upewnił się tonem nieznoszącym sprzeciwu.
— No, wchodzę. Ej, ale ty nie założyłeś, że ja umiem produkować energetyki, prawda? — szczerze mówiąc, nie miała pojęcia o produkcji czegokolwiek. Owszem, umiała robić mikstury, ale nikt nigdy żadnego z jej wytworów nie wypił, a tym nie za opłatą.
— Trudno, nauczysz się — chłopak machnął ręką. — W razie czego skombinuję jakiegoś królika doświadczalnego — Erin parsknęła krótkim śmiechem. — To jest cyrograf, znaczy umowa, taka biznesowa umowa, którą musisz podpisać tak dla zasady — Niketas kontynuował, wyjmując z kieszeni jeansowej kurtki złożony kawałek papieru. Dziewczyna sięgnęła po kartkę i rozłożyła ją. Rozbawił ją widok kilku kolumn tekstu zapisanych wypisującym się, granatowym długopisem tak niewyraźnie, że nie próbowała doszukiwać się znaczenia tych słów. Dzieciak Hermesa w końcu brał biznes na poważnie, więc pewnie nie było tam napisane "oświadczam, iż zgadzam się do końca życia biegać po Obozie z gołą dupą", prawda? Erin udało się rozczytać pojedyncze słowa i żadnym z nich nie było "dupa". — Nie mam długopisu, wypisał się — dodał z wyprzedzeniem.
— Zauważyłam — Erin prześledziła wzrokiem pomieszczenie, próbując odgadnąć, gdzie trzymają długopisy. Podeszła do szafki, na której ktoś z jej rodzeństwa zostawił fioletowy, żelowy cienkopis z brokatem i wpisała swoje imię w krzywy prostokąt w rogu papieru.
— Czekaj, jeszcze data urodzenia, numer dowodu, imiona rodziców, rodowód kota… — Erin popatrzyła na Niketasa przerażonym wzrokiem. — Nie no, żartuję — chłopak wstał z kanapy i z powrotem wsadził zmiętą kartkę do tej samej kieszeni. — No to mamy deal, zaczynamy jutro! — ruszył do drzwi i entuzjastycznym krokiem opuścił budynek.
Córka Hekate przed chwilę wpatrywała się w drzwi, kwestionując wszystkie swoje życiowe decyzje. Po kilku minutach próg przekroczyła Rose.
— Coś nie tak? — zapytała zmieszana przybyła.
— Nie, wszystko w porządku — Erin odpowiedziała siostrze, uśmiechając się pod nosem.


Niketas?
────
[643 słów: Erin otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]