Spacerował po obozie, przeklinając jesienną pogodę i rozglądając się w poszukiwaniu jakiejś żywej duszy. „Musicie nauczyć się doceniać słońce” — powiedział pewnego dnia Chejron i sprawił, że dziewięćdziesiąt procent obozowiczów zamknęło się w domkach i opuszczało je jedynie na posiłki i, opcjonalnie, obowiązki. Chłopak dziwił się, że nikt nie korzysta z pięknego (i zapewne krótkiego) okienka pogodowego — ciepłego słoneczka, delikatnego wiatru i udawania, że czarna chmura deszczowa w oddali nie istnieje.
Podszedł do jeziora, aby opłukać długopis, który ucierpiał na skutek spotkania z błotem. Biedna, żółta kaczka na sprężynce zmieniła kolor na brązowy tak samo, jak niegdyś czerwone trampki i dół jego nogawek. Zachciało mu się przeskakiwać przez kałuże. Przynajmniej jego rozpadający się notes nie ucierpiał, jego nie mógłby po prostu wypłukać. A co gorsza, musiałby od nowa szukać ludzi i pytać ich o to samo.
Rozejrzał się dookoła i pod jedną ze ścian dostrzegł fioletowowłosą dziewczynę. Siedziała na ławce i czytała książkę. Rzucił okiem na krzywą tabelkę w notesie i wytarł długopis o koszulkę. Zawahał się na moment zastanawiając się, czy na pewno chce jej przeszkadzać. Ale tylko na moment. Z głupim uśmiechem usiadł obok córki Ateny.
— Hejjj Rrrronika! — przywitał się, w myślach skacząc z radości i powtarzając „zawsze chciałem to zrobić!”. Imię dziewczyny zapamiętał bez większych problemów (co w jego przypadku było dość rzadkie) głównie dzięki skojarzeniu z „Heathers” i odkąd tylko je poznał czekał na taką okazję. — Sonda uliczna!
Weronika niechętnie podniosła wzrok znad książki i obdarzyła Mikołaja zażenowanym spojrzeniem. Chłopak na wszelki wypadek cofnął się na koniec ławki, cały czas próbując zachować ten sam, niezbyt przekonujący wyraz twarzy.
— Co? — odezwała się w końcu po chwili ciszy. Przymknęła książkę, zaznaczając stronę palcem i zaczęła przyglądać się trzymanym przez chłopaka przedmiotom. Po jej ironicznym uśmieszku widać było, w którym momencie zauważyła kaczy długopis. Więcej uwagi dziewczyny zabrała jednak krzywa tabelka. — Co to jest?
Mikołaj jednak już jej nie słuchał. Skupił się na okładce trzymanej przez Weronikę książki, a raczej na znajdujących się na niej informacjach, zapisanych cyrylicą. Próbował przypomnieć sobie alfabet, wyuczony przez niego na początku liceum podczas fazy, która brzmiała mniej więcej „jestem taki inny, czytam klasyki!”. Trwała ona może kilka miesięcy, a rozpoczęła się przez wyuczenie na pamięć monologu z „Kordiana” na potrzeby teatralne. Następnym etapem był dość performatywny zachwyt nad „Lalką”, a potem przeżycie „Szewców”. W ich wyniku chłopak poczuł, że nie tylko stracił iq, ale też szacunek nowej klasy, gdy przez cały wrzesień nazywał ludzi sflądrysynami i trylobitami sylurskimi. Ale przynajmniej zdobył punkt więcej na sprawdzianie z geologii i dowiedział się, że flądra nie jest gatunkiem foki.
Gdy po przebrnięciu z trudem przez „Sklepy Cynamonowe” sięgnął po „Mistrza i Małgorzatę”, postanowił przerzucić się na wschodnią literaturę, licząc na więcej odciętych głów i gadających kotów. Na ziemię ściągnął go, nomen omen, „Idiota”, którego przeczytał równe pięćdziesiąt dwie strony, odłożył na półkę i włączył AO3. Już nigdy więcej go nie otworzył. Tak samo jak kupionych w tym czasie sześciu innych książek. Jeśli dobrze rozszyfrował cyrylicę, książka Weroniki była napisana właśnie przez Dostojewskiego. Tytułu jednak już się nie podjął.
— Jak widać, nie każdy z tego wyrasta… — skomentował pod nosem i dopiero słysząc własne słowa zorientował się, że powiedział to na głos. Przełknął nerwowo ślinę i szybko rozważył plusy i minusy tłumaczenia się. Postanowił liczyć na to, że dziewczyna nagle ogłuchła.
— Z czego? — spytała niechętnie, podnosząc wzrok znad notesu.
Uśmiech zniknął z twarzy przerażonego Mikołaja, który szukając inspiracji do sensownej odpowiedzi, zaczął rozglądać się dookoła w panice. W końcu z powrotem spojrzał na narysowaną przez siebie tabelkę, a dokładniej małą żabkę przy jednej z dwóch kresek pod „tak”. Pod „nie”, z mojego kronikarskiego obowiązku, było ich aż siedem.
— To znaczy… z nieumiejętności pływania! — próbował wybrnąć. — Boooo… to jest bardzo ważne! Co jak nas zaleje? Umiesz pływać? — spytał, w końcu przypominając sobie cel zaczepienia Weroniki.
────
[625 słów: Mikołaj otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz