czwartek, 2 kwietnia 2026

Od Oriany CD Kai — ,,My kink is karma"

Poprzednie opowiadanie 

ZIMA

Od paru dni doskwierał jej ból w każdej części ciała, od samych stóp po kark. Siedzenie przy biurku jedynie pogarszało sytuację — postawa kobiety zmienia się w skuloną, ikoniczną krewetkę, a fakt, że nie potrafi normalnie usiąść w miejscu, jak normalny człowiek, nie kręcąc się co chwilę, tym bardziej utrudniał zachowanie dobrostanu. Została ze wszystkim sama i nie wiedziała właściwie, na jak długo. Nie nadawała się do odpowiedzialnego życia.
Miała wrażenie, że życie sprawia jej ostatnio same kłopoty, a raczej to ona sobie z niczym nie radziła, nawet z tym, by regularnie jeść posiłki, bo zaczęła pomijać kompletnie śniadania. Musiała pracować więcej za kierowniczkę, przez co wracała do domu zmęczona i nie miała ochoty nawet przysiąść do tabletu, co było jej codzienną rutyną, jedyną, której nie łamała. Po raz kolejny dotarło do niej, jak bardzo to nie jest dla niej i zmieniłaby profesje przy pierwszej lepszej okazji (ale, oczywiście, takiej nie było, więc pozostała z jedyną możliwością, jaka istniała — pogodzenie się ze swoim losem). Dopadało ją poczucie niższości, że może powinna iść na inne studia, znaleźć sobie kontakty, wspiąć się po wyimaginowanych schodach kariery, o której nawet nie marzyła, ale to by zapewne było ,,właściwe” i by nie sprawiało, że patrzyłaby na innych z nikłą zazdrością, której nie chciała do siebie za wszelką cenę dopuszczać.
Jej drobne ciało zapadało się niemal w zimowej, puchatej kurtce, ale nie miała innej, która nadawałaby się na tę pogodę, więc chodziła w kupionej parę lat temu w sieciówce, pikowanej parce z kapturem. Kaya zwróciła uwagę kobiecie, że wygląda w niej śmiesznie. Nie do końca wiedziała, z jakiego powodu.
Próbowała udawać, że nie widzi kolejnego problemu. Unikała dziewczynę, nie chcąc, aby ta się angażowała nadmiernie w to, w co nie powinna — przez to Oriana bała się, że zaraz zacznie wchodzić jej na głowę, a i tak to robiła, ale na niższym, przyjacielskim poziomie.
W szatni rozebrała się, bez pośpiechu, choć była trochę spóźniona.
No dobra, spóźniona o godzinę, bo zaspała.
Miała nadzieję, że nikt nie zacznie jej szukać w ramach jakiejś potrzeby, skoro był początek tygodnia, dlatego (przynajmniej w przewidywaniach) raczej spokojniejszy dzień. Nie lubiła nosić koszul — sprawiało u niej dyskomfort, jak uwydatniają jej kształty, a założenie większego rozmiaru tylko by sprawiło, że wtedy wyglądałaby niechlujnie — ale takie były wymagania co do Oriany, do menagera, który powinien budzić szacunek. Przypięła na piersi plakietkę z imieniem, a wtedy do pomieszczenia weszła kolejna osoba. Położyła na stole filiżankę z kawą i talerzyk z ciastem.
— Hej! — przywitała ją Kaya. — Jak nastrój?
— Dobrze. Masz przerwę? — zerknęła na stół. — Nie wolisz zjeść coś pożywniejszego?
— Nie, nie, już jadłam wcześniej. Chcesz kawałek? — Uśmiechnęła się, unosząc widelczyk z kawałkiem ciasta.
Oriana parsknęła, bo mimo wszystko zrobiło jej się ciepło na sercu, widząc zadowoloną zachętę Kai, i pokręciła głową. Poszła do biura i zaczęła pracę. Zapisywanie strat, rozliczanie wypłat, odpisywanie na emaile i sprawdzanie, czy ktoś wrzucił kolejną głupią opinię na google maps. Spędziła w zamkniętym pomieszczeniu cztery godziny, aż zaczęła boleć ją głowa. Odsłoniła bardziej zasłony, ale na zewnątrz nie było słońca, dlatego i to nie pomogło, więc postanowiła pójść napić się szklanki wody po raz pierwszy tego dnia. Napotkała w pokoju socjalnym Kayę, która marszczyła brwi do na ekranu swojego telefonu.
— Nie miało dziś być Hudsona na zmianie? — spytała nagle. — Jest wpisany w grafiku.
— A ty znowu z tym? Znajdź inne zajęcie, jeśli ci się nudzi.
Wzięła gryza jednej z orzechowych babeczek, które ktoś mile upiekł i popiła wodą. Miała nadzieję, że Kaya nie obrazi się za tak szorstki ton, ale miała nadzieję, że sobie odpuści i zapomni — o nieznaczącej tak naprawdę wiele — sprawie. Nie musiała tego rozwiązywać od razu (a może też nie miała ochoty lub siły na to — a wprost mówiąc, może też się jej nie chciało). Nie zależało jej aż tak na restauracji, żeby wtryniać się w kryminalne zagadki kradzieży w firmie, która na tym bardzo nie zbiednieje, bo płaci pracownikom tyle, że bardziej opłacałoby im się znaleźć pracę w jakimś szemranym fast foodzie albo osiedlowym sklepie.
— To co, sprawdzałaś kamery?
— Nie mam dostępu do monitoringu.
— Jakim cudem?
Wzruszyła ramionami, odwracając wzrok.
— Nie jest to coś, co należy do moich obowiązków.
— No to możesz zawiadomić gliny.
— Nie będę dzwonić na policję.
— Czemu?
— Ach… wiesz, nie chcę robić furory na całą restaurację.
Córka Apollo wyglądała, jakby chciała coś powiedzieć, ale zamiast tego, zmarszczyła brwi. Patrzyła na Orianę w zamyśleniu, a ta jedynie jadła dalej babeczkę. Powoli wyczerpywała swoje zasoby słów na ten dzień.
— Trochę dziwnie się zachowujesz.
Postanowiła nie kontynuować po jej słowach. Nalała sobie kolejną szklankę wody i poszła z nią w kierunku biura. Kaya, kompletnie nieproszona, potuptała za nią. Stukot butów na niskim obcasie zirytował Orianę.
— Powinnaś coś zrobić, wiesz?
— Kaya… — burknęła, zatrzymując się przed drzwiami.
— No co?
— Czemu się tak tym przejmujesz?
— Chcę ci pomóc.
— Ale ja cię o to nie pytam.
Otworzyła drzwi. Kelnerka doskonale powinna wiedzieć, by nie wchodzić do takich pomieszczeń bez polecenia, ale i tak to zrobiła. Oriana westchnęła głęboko, opierając się o biurko i patrząc na nią, czując, jak gorąc wrze się w jej środku. Zauważyła na koszuli Kai małą, brązową plamę po kawie. Kokardka była niedbale zawiązana wokół kołnierza — może nie był na to moment, ale nabrała chęci, aby ją poprawić i podeszła do kobiety, która aż spięła się w miejscu. Rozwiązała wstążkę i na nowo, starannie ją założyła. Czoło Oriany sięgało do wysokości ust białowłosej.
— Przebierz koszulę. Nie możesz tak wychodzić do ludzi.
— Robisz to, żeby mnie rozpraszać? — zamrugała, otrząsając się z chwilowego transu.
— Nie powinnaś być w pracy?
Odsunęła się i ignorując obecność kobiety, usiadła na obrotowym krześle, wygodnie się opierając i zakładając nogę na nogę. Z nadzieją, że Kaya odejdzie, wróciła do swoich obowiązków, ale ona nie odpuszczała, ewidentnie zmartwiona aktualnym stanem rzeczy. Przywiązała się już do tego miejsca na tyle, by zadbać o to, by nic złego się nie działo. Przywiązała się też najwyraźniej do Oriany, bo to nie był pierwszy raz, gdy chciała (na siłę) jej pomóc (jak właściwie każdemu innemu).
— Chciałam cię jakoś w tym wesprzeć. Wybacz.
Oriana powoli traciła cierpliwość. Podniosła powoli spojrzenie znad notatnika. Rozgoryczona Kaya wyglądała jak zbity kociak, a plama od kawy na jej piersi była wyjątkowo dezorientująca.
— Słuchaj, nie jesteśmy w przyjacielskich stosunkach, żebyś musiała mnie w czymkolwiek wspierać — rzuciła ostro, przestając powstrzymywać słowa. — Wracaj do pracy.


Kaya? 
──── 
[1037 słów: Oriana otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz