środa, 26 listopada 2025

Od Dicka CD Lexi — „Stary Donald farmę miał”

Poprzednie opowiadanie

ZIMA

Przez okienko u szczytu obórki wpadały promienie słońca, nieprzyzwoicie intensywne jak na tą porę roku. Oczywiście, Dick usadził się idealnie w polu rażenia i czekając na wytłumaczenia Lexi co do powodu tego nagłego zebrania zasłaniał sobie oczy ręką, żeby nie oślepnąć.
— Chodzi o to, że za tydzień mija rok, odkąd zostaliśmy parą, a ja nie mam pojęcia, jak powinniśmy to uczcić. Dlatego też zarządzam naradę, w której uczestniczyć będziemy ty, ja i wszystkie zebrane tu zwierzęta, która pozwoli nam opracować plan działania.
Chłopak, ciągle z dłonią na twarzy na chwilę się zaciął. To już naprawdę rok? W sumie faktycznie… o mamo, tyle czasu już minęło? Wyszczerzył się do Lexi, której nie mógł nawet dokładnie zobaczyć przez to cholerne słońce, aż nagle dziewczyna zrobiła krok w bok, zasłaniając zdradzieckie okienko idealnie. Wcześniej morderczy promień, czyhający na wzrok Dicka, obecnie łagodnie okalał jej twarz, rozświetlał kosmyki włosów - wyglądała tak pięknie, kiedy w końcu mógł zdjąć palce z oczu i się jej dokładnie przyjrzeć. Od zawsze ją podziwiał, szanował, ale nie potrafił sobie przypomnieć momentu, kiedy zaczął zwracać uwagę też na jej wygląd. Czy również od zawsze adorował, w jaki sposób się uśmiechała, odgarniała za ucho pasmo włosów, czy istniała w ich relacji jakaś określona granica, kiedy skończyła się przyjaźń i zaczęła miłość? Całując Lexi, nie zastanawiał się nad tym. Nawet jeśli wcześniej ktoś żartował sobie o tym, że przyjaźń męsko-damska nie istnieje, i ta zasada dotyczy również ich dwójki, i skończą kiedyś jako para, nawet kiedy godzinami wpatrywał się w sufit, zastanawiając się, co gdyby… nie przypuszczał, że związek z Lexi Faulkner będzie wyglądać tak… zwyczajnie? Myśląc o miłości, wyobrażał sobie fajerwerki i agresywnie czerwone róże, dlatego też w jego… fantazjach? marzeniach? trudno było mu dopasować do tego obrazka swoją przyjaciółkę. Córka Ceres była najcudowniejszym, co mu się kiedykolwiek przytrafiło, i był wdzięczny wszystkim bogom za jakąkolwiek formę relacji z nią, dlatego nie przypuszczał do siebie rozważań, że może chciałby czegoś więcej, bo przecież i tak było cudownie.
I dalej było cudownie, a nawet jeśli trochę inaczej, nie były to fajerwerki których się spodziewał. Czasem się martwił, czy tak właśnie nie powinien wyglądać związek, nie powinien czuć całej skali najbardziej intensywnych emocji… jakiś tam ogień pożądania, czy co tam… fajerwerki, bomby, rakiety? Czy czegoś takiego właśnie nie oczekiwała od niego Lexi tym pytaniem?
— Dick?
Dziewczyna przechyliła głowę, i tym samym pozwoliła promieniowi słońca uderzyć ponownie w twarz niczego nie spodziewającego się syna Fortuny. Rozpaczliwie szarpnął taboretem, żeby uciec od śmierci w męczarniach, i noga siedziska zahaczyła o wystający z desek gwóźdź - Dick wylądował z jękiem na podłodze, a przed jego oczami latały fioletowe plamy.
— Dick? Wszystko w porządku? — zaraz obok niego pojawiła się Lexi, i pomogła biedakowi wstać.
— Już dobrze, widzę cię wyraźnie — półbóg usadowił się z powrotem na taborecie, oczywiście wcześniej go przesunął. — Jest chyba za zimno na piknik, prawda?
— Zdecydowanie — wzdrygnęła się Lexi. — Jakieś jeszcze pomysły?
Pani Moo miała również coś do powiedzenia i dziewczyna wysłuchała jej z uwagą.
— Nie wiem, wydaje mi się, że… chciałabym usłyszeć jeszcze jakieś propozycje. Przestańcie się przegdakiwać, dajcie Nuggetsowi dojść do głosu! Jak macie coś ciekawego do powiedzenia, to śmiało. Niech będzie to coś…
— Ekstra — dokończył Dick. — Zasługujesz na coś niesamowitego.

Lexi?
────
[527 słów: Dick otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz