środa, 5 listopada 2025

Od Erin — „Moneta” [Smellstober]

9 LAT TEMU

Tik, tak, tik, tak. Rytm wybijany przez wskazówki starego zegara wiszącego nad drzwiami małego dziecięcego pokoju był obecnie jedyną interesującą rzeczą. Leżała na podłodze wpatrując się w niego tępo. Robiła już dzisiaj wszystko - narysowała portret kogoś bliżej nieokreślonego, zburzyła i odbudowała malutki zestaw z klocków, który dostała od Lilith na poprzednie urodziny, nawet posprzątała pokój, na tyle, na ile jest to w stanie zrobić niespełna siedmioletnie dziecko.
Szkoda, że była sobota i nie szło się do szkoły. W szkole przynajmniej nie nudziłaby się tak, byłby tam ktoś, z kim można się pobawić i porozmawiać. Z westchnieniem podniosła się z podłogi i stanęła na palcach, by wyjrzeć przez okno. Pogoda była kiepska. Na tyle kiepska, że tata na pewno nie zgodzi się na wyjście z domu. Jakby się dobrze wsłuchać, nawet przez szybę dało się słyszeć szum wiatru porywającego kolorowe liście. Pierwsze krople deszczu spadały po kolei na ziemię. Kap, kap, kap, zaczęła liczyć je w myślach. Zatrzymała się na trzydziestu, bo tylko do tylu umiała doliczyć.
W dramatycznym lekko niezdarnym obrocie oddaliła się od okna. Sięgnęła do włącznika światła. Nie lubiła, gdy jej pokój był tak szary. Od razu chciało się spać. Usiadła do biurka i wpatrzyła się w swoje ostatnie dzieło. Postać miała blond włosy związane w dwa kucyki, nieco krzywe usta i zeza. Nos też był trochę za długi. Chwyciła kolorową gumkę do mazania i skróciła go. Tak, teraz zdecydowanie lepiej, pomyślała. Przybrała krytyczną pozę i wydała charakterystyczny dźwięk zamyślenia. Portretowi wciąż czegoś brakowało, nie wiedziała tylko czego. Pochylając się nad kartką, niesforne kosmyki włosów zleciały jej na twarz. Z irytacją włożyła je z powrotem za uszy. Uszy, to było to! Olśniona, dorysowała postaci lekko za długie uszy. Teraz mogła ją nazwać elfem.
Dumna ze swojej pracy powiesiła ją na tablicy korkowej, pełnej innych rysunków, pocztówek od babci, którą ledwo znała oraz stron wyrwanych z książek z obrazkami. Ilustracje na nich przedstawiały przeróżnej urody dziewczyny, które były ulubionymi postaciami Erin z historii czytanych jej, odkąd nauczyła się rozróżniać wyrazy. Pamiętała, jak stresowała się, gdy ostrożnie wyrywała kartki tak, aby nie przerwać żadnej za mocno. Było jej trochę wstyd, kiedy powiedziała tacie, co zrobiła, ale on uznał, że nic nie szkodzi. Chyba nie był zły.
Oddaliła się od tablicy, by lepiej ją widzieć. Przyglądała jej się intensywnie, żeby potencjalnie doszukać się czegoś, co mogłaby zmienić w jej aranżacji. Odwróciła się w stronę drzwi. Ktoś zapukał cicho dwa razy i złapał za klamkę.
— Hej tato! — Na jej twarzy pojawił się uśmiech. Podbiegła w stronę mężczyzny i objęła go w najmocniejszym uścisku, na jaki było ją stać. Zmierzwił jej już i tak rozczochrane włosy na przywitanie.
— Wróciłem właśnie z zakupów, kupiłem ci coś.
— Naprawdę? Pokaż, pokaż, pokaż! — Spojrzała w górę, na twarz ojca podskakując trzy razy z ekscytacji. Tata rzadko coś dla niej miał.
— Później. Najpierw chciałbym cię gdzieś zabrać. Ubieraj się — odrzekł, po czym odsunął się i wyszedł.
Iskierki zatańczyły w oczach Erin. Była tak ciekawa, gdzie jadą! Wyciągnęła z szuflady skarpetki w gwiazdki i włożyła leżącą na łóżku fioletową bluzę. Podskoczyła do włącznika światła i wybiegła na korytarz. Tata wcześniej musiał wyjąć z szafy jej ciepłe buty, które prędko włożyła na drobne nóżki. Mężczyzna po chwili pojawił się na korytarzu, podrzucając w ręku kluczyki od samochodu. Dziewczynka spojrzała na niego, trzymając kurtkę, by pomógł jej ubrać ją bez zwijających się rękawów bluzy.
 
Przez całą drogę trzęsła się z ekscytacji i co chwilę pytała „daleko jeszcze?”, mimo że podróż zajęła jedynie trzydzieści minut. Zatrzymali się na parkingu pod sklepem w jakimś niewielkim miasteczku, którego nazwy nie potrafiła przeczytać.
Spora ilość ludzi rzuciła się w oczy. Wszyscy zmierzali w jednym kierunku lub stamtąd wracali. Erin wraz z ojcem skierowali się za tłumem w głąb miasteczka.
Dziewczynka westchnęła z niedowierzania. Przystrojone na Halloween centrum wyglądało pięknie, wręcz nieziemsko. Nie mogła przestać wpatrywać się w detaliczne dekoracje rozwieszone wszędzie, gdzie tylko się dało. Szła powoli z tatą za rękę, wpatrując się osłupiałym wzrokiem w otoczenie, od którego nie dało się odwrócić wzroku. Zatrzymywali się przy przeróżnych straganach. Sprzedawano na nich gorącą czekoladę i piwo, jesienne wypieki, malowane monety, lalki i inne rękodzieła. Każdy z pewnością znalazłby coś dla siebie.
Ludzie mijali się płynnie, znaleźli harmonię wśród ogólnego chaosu. Słychać było śmiechy, przyjazne rozmowy, wykrzykiwania sprzedawców. Grupy osób siedziały w kawiarniach, popijając ciepłe napoje i zajadając się przekąskami. Niektórzy dyskutowali przy tym intensywnie, inni byli zaczytani w lekturach lub po prostu obserwowali. Chociaż na to jedno wydarzenie, zachowywali się jak społeczeństwo, a nie wzajemna konkurencja.
Zatrzymała się gwałtownie przed jedną ze sklepowych witryn, ciągnąc tatę za rękę. Gigantyczny pluszowy kot przykuł jej uwagę i skradł dziecięce serce. Wpatrzyła się w zabawkę oczami wielkimi jak monety.
— Tato, kupisz mi? Proszę, proszę, proszę! — Wskazała paluszkiem na kota, kierując na ojca błagalny wzrok. Pokiwał głową i skierowali się do wnętrza sklepu.
 
Erin ściskała kotka w czułym uścisku przez całą drogę do domu. Trudno było opuścić to magiczne miejsce, ale było już ciemno i zbyt zimno, więc tata zadecydował powrót. Przyszło jej do głowy jedno pytanie.
— Tato? A dlaczego tu dziś pojechaliśmy?
— Jak to dlaczego, z okazji twoich urodzin. — Odpowiedział niewzruszony.
— Tato, ale ja mam urodziny w grudniu. — Podkuliła nóżki na siedzeniu i zacisnęła piąstki, licząc, że powstrzyma to cisnące się do oczu łzy.
Całą resztę drogi nikt nie odezwał się ani słowem. Słychać było jedynie pracę silnika, krople deszczu oraz ciche dziecięce pochlipywania.

────
[886 słów: Erin otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia +13 za event]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz