ZIMA
— I kto tu teraz jest do kogo plecami? — wymamrotał pod nosem, a skupiony na mamrotaniu prawie wylądował na dziewczynie.
Trochę się zdziwił, gdy usłyszał pytanie o jagody, ale skłamałby mówiąc, że go nie zaciekawiło. Nie wiedział czego innego mógł się spodziewać, ale odetchnął z ulgą. Zastanowił się chwilę, próbując przypomnieć sobie wszystkie znane mu gatunki jagód. Kilka lat temu z nudów zainteresował się tematem i miał nadzieję, że jakaś wiedza mu została.
— No, jakieś tam znam — odparł niepewnie. — Nie wiem, wilcza jagoda, cis, kiedyś przez godzinę oglądałem, jak mucha siedziała sparaliżowana po zjedzeniu go. O, albo arum jest zajebiste, może cię poparzyć przy zbieraniu. Ewentualnie wawrzynek wilczełyko… — zaczął opowiadać z coraz większym zapałem, ale dziewczyna mu przerwała.
— A coś mniej… zabójczego? — spytała niezbyt przekonana propozycjami chłopaka. — Mówiłam przecież. Nie chcę mieć nikogo na sumieniu.
— To ilość jest zabójcza — wzruszył ramionami. — Od jednej jagody czegokolwiek umrze co najwyżej dziecko albo alergik, ale tego to i zwykła leśna borówka może zabić. Ewentualnie tasiemiec, jak owoce obsrał lis.
— Kurwa, do rzeczy. pospiesz się. — zerknęła na prześwitujące niebo, oceniając ile dnia im zostało.
Mikołaj zirytowany westchnął i przewrócił oczami.
— Jak sobie panienka życzy — uśmiechnął się ironicznie i zaczął wymieniać. — Ligustr jest słaby, co najwyżej się porzygasz. Szkarłatka też taka średnia, z resztą czworolist też. Poza tym, teraz ich nie znajdziesz. Ja nadam jestem za cisem.
— Dlatego właśnie jesteś tu ze mną. Załatw mi je — zarządała córka Aresa, spotykając sie ze zmieszanym wzrokiem Mikołaja. — No co?
— A skąd ja mam je wziąć? Mam ci je wyczarować, czy co?
— Nie kurwa, zjeść, wiesz? — zirytowana zachowaniem chłopaka spojrzała w stronę z której przyszli, wypatrując ewentualnych obozowiczów, którzy mogli ich słyszeć. — Oczywiście, że wyczarować. Nie od tego jesteś?
— Oczywiście, że nie — przedrzeźnił ją. — Złą osobę wzięłaś. Mało kto poza panem D. może to zrobić od zera. My im jedynie… pomagamy.
— A nie możesz im pomóc tak, żeby zaczęły owocować teraz? — Mikołaj pokręcił głową. — Czyli jesteś bezużyteczny. Super.
— Mogę, ale zajmie to co najmniej całą noc — wyjaśnił. — Ale kwiatki koło domku Demeter rosną cały rok, któreś na pewno są trujące.
— I mam zgadywać? — uniosła brew. Nie wiedziała, czy w tej chwili czuje bardziej irytację, czy zniecierpliwienie. Czy może oba na raz. — A może podejść do któregoś z nich i zapytać "hej, doradzicie mi, które kwiatki po zjedzeniu spowodują sraczkę?" Pojebało cię? Naprawdę nic teraz nie rośnie?
Mikołaj po raz kolejny wzruszył ramionami. Caroline zaczynała go denerwować. Oczywiście od początku na nerwy działała mu jej apodyktyczność, ale teraz doszła do tego ignorancja oraz głupota. Mimo, że miała ciemne włosy, w jego oczach awansowała na intelektualną blondynkę.
— Oczywiście, że rośnie. Dużo igieł iglaków jest trujące, ale no, ciężko je z czymś pomylić i zjeść przez przypadek. Tam gdzieś rośnie sosna, a tam cis — wskazał odpowiednio dwie różne strony.
— Co ty masz z tym cisem?
— Aaa, wiesz, jakoś tak zapadł mi w pamięć — wzruszył ramionami i się zaśmiał. — Kuzyn kilka lat temu próbował go przetestować, jak naczytał się za dużo książek o trującym się nim kotach — wyjaśnił, widząc pytający wzrok dziewczyny. — Ale żyje jak coś.
— Fascynujące — Caroline znowu przewróciła oczami. Mikołajowi przeszło przez myśl, że jeszcze kilka razy i zamieni się w karuzelę. — Zaraz będzie ciemno.
— Zamknij się — chłopak już trochę znudzony rozejrzał się po otaczającym ich lesie, aż w końcu dostrzegł coś, co go zainteresowało. Wskazał palcem na koronę jednego z drzew. — Tam masz jemiołę. Wymioty, ból brzucha, biegunka, jak zjesz za dużo to drgawki i halucynacje — wyrecytował, wyliczając na palcach.
— Pojebało cię chyba — fuknęła. — Nie będę tam włazić.
— to tobie zależy, nie mi.
— Znajdź coś normalnego i przestań mnie wkurwiać.
— Na litość boską, to tobie nic nie pasuje — podniósł głos w irytacji i zaczął wyliczać. — To nie, bo brzydkie, to nie, bo za wysoko, to nie, bo nie, kurwa mać, daj mi spokój kobieto.
— Nie drzyj mordy, bo zaraz nas ktoś znajdzie — wyszeptała przez zęby takim tonem, jakby sama chciała krzyknąć.
— A niech znajdzie, w dupie to mam — rzucił w krzaki jakąś na wpół rozłożoną szyszką. — Jak coś znajdziesz, to wykorzystaj to dobrze i sama to zjedz. Idę stąd.
Odwrócił się na pięcie i ruszył między drzewa. Po paru krokach zatrzymał się jednak i rozejrzał. Przeklął w myślach i pewnym krokiem poszedł dalej, nie chcąc dać po sobie poznać, że nie ma bladego pojęcia, w którą stronę powinien iść.
Caroline?
────
[709 słów: Mikołaj otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz