WIOSNA
Isobel po powrocie do mieszkania parę razy przeklinała sprawę ukradzionego plecaka. Nie żeby cokolwiek jej się znudziło; wręcz przeciwnie — poświęcała biednemu plecakowi zdecydowanie więcej, niż powinno. I to był jej problem, bo kiedy usiadła przy biurku, zobaczyła na nim porozrzucane kartki z niedokończonym referatem. Po przeczytaniu tego, co już miała, okazało się, że są to tylko jakieś niezbyt powiązane ze sobą skrawki informacji i jej własnych, pokręconych przemyśleń. Pół biedy, gdyby musiała poprawić i dokończyć tekst. Niestety, Is musiała napisać calusieńki referat od nowa. W każdy inny czwartek z większymi lub mniejszymi trudnościami byłoby to łatwiejsze, ale jej tok myśli ciągle zaburzały pytania w stylu: „Skąd ja znam tego faceta?”, lub „Na cholerę mu był ten plecak?”.
Klientów w barze miała naprawdę wielu. Stałych bywalców zwykle znała nawet z imienia, ale na piwo przychodziło też mnóstwo osób, które ten bar widziały pierwszy i ostatni raz. Miała dobrą pamięć, ale po pewnym czasie pracy nauczyła się wyrzucać z głowy niepotrzebne informacje. Takowymi były między innymi twarze klientów baru. Zdecydowanie miała wiele innych, bardziej wartych do zapamiętania rzeczy. Więc dlaczego, do cholery, ta konkretna twarz została w jej głowie?
Napisanie tego nieszczęsnego referatu zajęło jej dwa razy dłużej, niż zwykle, a normalnie i tak trwało to dość długo. Finalnie oddała dnia następnego dnia z rana, cztery godziny po tym, jak wprowadziła ostatnie poprawki. Cudownie spędzona noc. Bardzo starała się nie wyglądać jak trup. Naprawdę bardzo.
Na szczęście w barze znalazła się kilka godzin i litr kawy później, jak zwykle jadąc na wyimaginowanej energii i promiennym uśmiechu. Humor miała zdecydowanie lepszy, bo siedząc na jednym z wyjątkowo nudnych wykładów, nagle przypomniała sobie, skąd zna mężczyznę-złodzieja z nagrania. Dzięki temu, mimo małej ilości snu, pracowała nakręcona jak pozytywka, kręcąc się w tą i z powrotem za barem. Barny nie wiedział, czy powinien się śmiać, czy zrugać ją za to, że w końcu się potknie i rozbije sobie ten rudy czerep o kant baru. W końcu wybrał śmiech, co Is kwitowała przewróceniem oczami i mamrotaniem pod nosem. Mogło tam paść coś o starych prykach i nieumiejętnym smażeniu frytek.
Lawirując między stolikami, często spoglądała w kierunku drzwi. Wypatrywała Dahlii, bo czuła, że jeszcze chwila i wybuchnie, jeśli jej nie opowie o tym, co sobie przypomniała. Zwykle nie myślała o tym za dużo, ale w tej chwili żałowała, że choćby trzymanie telefonu w dłoni mogło na nią ściągnąć jakąś wściekłą empuzę. Chwilę zastanawiała się, czy Dahlia uważa ją za dziwną, bo nie zapytała o numer telefonu, ale w sumie to miała to gdzieś.
Prawie wylała piwo z kufla, kiedy kobieta w końcu pojawiła się w drzwiach baru. Z rozbawieniem zauważyła, że stare pijaczki obrzucają ją zaniepokojonymi spojrzeniami. Z jednej strony Dahlia może i wyglądała, jakby mogła ich poskładać jedną ręką, ale zazwyczaj byli tak skorzy do bójek, że miło było widzieć ich przestraszonych. Świetna sprawa. Zaczęła machać do Dahlii (jakby trudno było ją przeoczyć za barem), jednocześnie podając klientowi jego kufel.
— Cześć! Boże, dobrze, że już jesteś. Siadaj, siadaj — machnęła ręką w stronę hokerów stojących po drugiej stronie baru. Wytarła dłonie w szmatkę.
Dahlia po chwili usiadła na wskazanym miejscu.
— Dalej nie mam pojęcia, po co komu był mój plecak — powiedziała, nieco podnosząc ton, żeby było ją dobrze słychać przez harmider panujący w barze.
Is aż klasnęła w dłonie, po czym oparła się o blat.
— Ja wiem, dlaczego pamiętam tego gościa. Ze dwa tygodnie temu w sobotę mieliśmy tu straszny ruch, jak nigdy. Ledwo się wyrabiałam na zakrętach, serio! No i nie dość, że pracowałam za dwóch, to jakiś palant jeszcze chciał się ze mną kłócić, że nie zapłaci nam za piwo, bo jak szedł do stolika to się potknął i je wylał — mówiła, gestykulując żywo. Barny co jakiś czas pojawiał się obok, ale sprawnie unikał jej latających w powietrzu dłoni. Nie miał przy niej innego wyjścia, niż się przyzwyczaić. — Pokłóciłam się z nim trochę, pogadał coś o tym, że baby do garów, no ale Barny wyszedł zza baru i nagle odechciało mu się kłócić. Rzucił tego głupiego dolca na bar, trzasnął drzwiami i wyszedł. Paskudny typ. Nie wiem dlaczego od razu nie przypomniałam sobie, że stąd go pamiętam — skończyła w końcu, biorąc na końcu głęboki wdech. Szybkie wypluwanie z siebie informacji było męczące.
Dahlia milczała przez chwilę, przyswajając ten dziwny zbieg okoliczności.
— Wiesz o nim cokolwiek oprócz tego, że jest gburem? — zapytała w końcu, opierając łokcie o bar.
— Nie, niestety nie. — Isobel pokręciła głową. — Ale Barny go chyba kojarzy, bo jeszcze długo psioczył pod nosem. BARNY! — zawołała, odwracając się w stronę zaplecza. Raczej na taką nie wyglądała na taką, ale potrafiła się głośno wydrzeć.
Mężczyzna doczłapał się do baru. Był chyba jedyną obecną tam osobą, która górowała nad Dahlią.
— Co?
— Pamiętasz tego gnojka, co nie umiał utrzymać kufla w dłoni i jeszcze nie chciał zapłacić?
Isobel siłą rzeczy musiała się odwrócić plecami do Dahlii, żeby porozmawiać z drugim barmanem. Barny skrzywił się i skinął głową.
— Co z nim? Znowu przylazł? — zapytał, rozglądając się po barze.
Is machnęła ręką.
— Nie, nie. Ale znasz go? Kolega jest chyba w dodatku złodziejem.
— Gówniarz mieszka na moim osiedlu. Wybił mi kiedyś szybę w piwnicy. Nigdy nie zapłacił za wstawienie nowej.
— Paskudny typ. Jak się nazywa?
— Jakiś Falagamus albo Falagemus. Mieszka nade mną i tupie co najmniej tak, jakby był słoniem. A po co w ogóle o niego wypytujesz? — Barny zmarszczył brwi. Isobel zwykle nie interesowała się aż tak klientami, a na pewno nie tymi, którzy działali jej na nerwy.
— Tak sobie. Hej, Kip chyba woła o drinka. Załatwisz to? Zaraz wrócę do pracy — powiedziała, uśmiechając się promiennie.
Potem odwróciła się z powrotem do Dahlii, widocznie z siebie zadowolona.
— Tutaj naprawdę żadne informacje nie giną. Biedny Barny chyba trochę przeszedł z tym gnojkiem. Najważniejsze, że wiemy już, kim jest — dodała, jednocześnie wychylając się, żeby podać barmanowi jedną z butelek, które stały obok niej.
— Cóż, facet nie prezentuje się jak ktoś warty poznania — powiedziała Dahlia, krzywiąc się nieznacznie.
— Nie mamy go poznać, tylko sprawić, żeby oddał ci plecak!
Uśmiech na twarzy Is nie zwiastował niczego dobrego.
────
[995 słów: Isobel otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz