LATO, ROK TEMU
Promienie słońca, łaskawie głaszczące jego obolałe ciało, nie zdołały go jednak wysuszyć podczas krótkiego spaceru, który właśnie skończył się sturlaniem z górki. Do mokrego Dicka przykleiło się wszystko, co napotkał — trawa, ziemia, żwir, drobne kamienie (większe po prostu wywoływały głośniejsze okrzyki bólu), śmieci, pióra… Droga w dół zakończyła się hucznym (tak można by określić dźwięk, który wydał syn Fortuny przy uderzeniu w płot) akcentem, a potem zapadła cisza. Przynajmniej dla Dicka, którego chwilowo ogłuszyło. Pod jego powieki wdzierały się czerwone plamy, a potem nagle niewyraźne elementy otoczenia zaczęły być rozpoznawalne - rżenie koni, smród koni, a także ich ciekawe pyski. Dicka otrzeźwiły szczególnie widoczne od spodu wyglądające z otwartych pysków zęby, z podobnymi miał nieprzyjemne zajście jakiś czas temu, i wstydliwą bliznę na pośladku.
— Mmmhfmm — wykrztusił z siebie, kiedy w końcu mógł nabrać powietrza w płuca.
— W końcu — powiedziała pochylona nad nim Edel, a z jej głosu słychać było ulgę i irytację, którą ukrywała chyba głównie sama przed sobą.
— Uszkodziłeś sobie coś? Możesz wstać? — rzuciła, a potem zaraz zmieniła zdanie. — Nie, może lepiej się nie ruszaj…
Ale Dick już odsunął się spod płotu, kiedy jeden z koni na niego napluł. Choć każdemu ruchowi towarzyszył grymas, dzielnie chwycił się sztachety (była poluzowana) (chwycił się zaraz następnej) i na drżących nogach, zaraz podparty przez Edel w końcu wstał.
— No to teraz do ambulatorium — zarządziła, a Dick syknął, kiedy ta przypadkowo ścisnęła jego bardziej posiniaczoną rękę.
Nie był w stanie określić, czy to Edel tak mocno go ściskała, czy był tak bardzo obolały, ale nie narzekał zbytnio. Po brodzie ciekła mu strużka krwi, zmieszała się z ziemią i kurzem, ale na szczęście zębów miał mniej więcej tyle samo co dziś rano. Po prostu rozciął sobie wargę w trzech miejscach. Nic specjalnego. Bardziej zirytowany był przygryzionym językiem, który spuchł i wypełniał mu usta. Chciał powiedzieć „Właściwie teraz trudno mi odróżnić, co mnie bardziej boli — głowa czy reszta ciała”, ale wyszło z tego „Mmmmghbhgbbmmfbm”. Fortuno, kurwa, na domiar złego teraz stracił mowę! Jak miał powiedzieć Edel, że musi jeszcze skoczyć do toalety, i że cholernie chce mu się pić - mimo, że jeszcze był trochę wilgotny, dzień był upalny. Na domiar złego szli do ambulatorium najszybszą drogą — z małą ilością ocienionych miejsc. Niestety z szerokimi kamieniami, na których kuśtykającemu Dickowi łatwo omskiwała się noga. Brudna koszulka przylegała mu do ciała i w miarę zasychania coraz bardziej swędziała, ale w trampkach nadal chlupotało trochę wody, która wypływając małymi strużkami czyniła każde potknięcie bardziej możliwym.
────
[406 słów: Dick otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz