Erin odgarnęła sprzed twarzy chmurę kurzu, która uniosła się z podłogi pod gwałtownie zatrzaśniętymi drzwiami, przez które właśnie wybiegł Niketas, zostawiając ją ze swoim naćpanym bratem i bulgoczącym kotłem. Młody hermesiak zdawał się nie zwracać uwagi na resztę otoczenia, tylko opłakiwał stratę swojej, zapewne niesamowicie smacznej, kulki plasteliny. Za chwilę jednak opamiętał się i na jego twarz powrócił nazbyt rozmarzony wyraz. Opadł na kanapę i zaczął wpatrywać się głupio w kolorowy sufit. Jeszcze jakieś cztery godziny i będzie można go wypuścić, pomyślała dziewczyna, tymczasem wracając do pracy nad wcale nie podejrzaną miksturą.
— Atrament, żelki, oranżada w proszku… — wyliczała przedmioty znalezione w ciasnej szufladzie, w której teoretycznie powinny znajdować się zioła. Nie takie zioła, tylko takie dodające smaku niczym słodka przyprawa. Wszystkie zbędne wyrzucała na podłogę, łącznie z… tynkiem? Kto tu, kurwa, schował TYNK. Pod jego grubą warstwą, w końcu znalazła, co chciała — praktycznie niezużyte woreczki z przeróżnymi ziołami. Całe w tynku. Położyła je obok słoiczków z brokatem, rzuconych wcześniej przez Niketasa na blat. Co tam jeszcze trzeba znaleźć? Właśnie, nazwa… Że coś boskiego? „Boski” było już wykorzystane, poza tym „Boska alfa” brzmi nudno…
Stała pogrążona w myślach monotonnie mieszając zawartość kotła, gdy nagły huk wyrwał ją z rozmyślań. Gwałtownie odwróciła się od naczynia, chyba trącając coś ręką. Podeszła do kanapy, na której przed chwilą leżał Joshua, obecnie również leżący, ale na podłodze. Biedaka musiał wyczerpać nadnaturalny optymizm i dosłownie padł ze zmęczenia, przy okazji śliniąc się na deski. Dziewczyna przewróciła oczami i wróciła, aby sprawdzić, co takiego ucierpiało przez jej niezdarność. Początkowo nie widziała nic szczególnego, gdy nagle mikstura zabulgotała, a na powierzchnię wypłynął słoiczek po czerwonym brokacie.
— Ja pierdolę… — przeklęła swój brak koordynacji ruchowej i wyłowiła słoiczek, zanim cały brokat znalazł się w mieszaninie. Nie zamierzała robić wszystkiego od nowa, szczególnie że brakłoby jej kluczowych składników. Nikt przecież nie umarł od odrobiny brokatu, prawda? W każdym razie żaden półbóg, zbyt mało ekstremalna taka śmierć.
Po chwili drzwi otworzyły się, po czym zamknęły z powrotem w akompaniamencie przekleństw dochodzących z zewnątrz. Erin podeszła do drzwi i otworzyła je, wiedząc, kogo tam zastanie. Owszem, stał tam Niketas, i owszem, trzymał w rękach dwa spore, kartonowe pudła. Zdziwienie musiało być wymalowane na twarzy dziewczyny, chociaż w sumie, czy miała się czemu dziwić?
— Dzięki, już myślałem, że zignorujesz moje cierpienie — położył pudła na podłodze i rozprostował plecy, jakby jego kości liczyły sobie cztery razy tyle lat. — Nie potrzebowałbym pomocy, gdyby nie te głupie drzwi, które otwierają się nie w tę stronę, jaką chcę. Czy ty go uśpiłaś??? — spojrzał z niedowierzaniem na brata, wciąż śpiącego jak gdyby nigdy nic. Z wrażenia zdjął na chwilę okulary i przetarł oczy.
— Sam się uśpił — Erin wzruszyła ramionami.
— Aha. Głupi dzieciak udaje zmęczonego. Co ja mam powiedzieć? — zanim zaczął się rozwodzić na temat swoich przewlekłych bólów, Erin przerwała mu pytaniem o zawartość pudeł. — Ach, tak. Pasta do zębów dla dzieci o smaku gumy balonowej. Nie, nie, nie, nic nie mów — praktycznie krzyknął, powstrzymując córkę Hekate od otworzenia ust (czego wcale nie zamierzała robić). — Dzięki temu to będzie miało słodszy smak, więc bachory prędzej poczują się zachęcone. No i pomyśl, to nie będzie zwykły energetyk, tylko myjący zęby, smakujący dzieciństwem energetyk!
— Dobra, jasne, czaję. To dodajmy może jeszcze gumę balonową w czystej postaci, żeby dało się robić balony?
— Pomyślimy nad tym. Wymyśliłaś tę nazwę? — tradycyjnie opadł na kanapę, z jakiegoś powodu powstrzymując się od użycia śpiącego w najlepsze brata jako podnóżka.
— Noooo, prawie. Chciałeś coś boskiego, co może kojarzyć się z bogami? Przepotężny, łaskawy, pedalski…
— OLIMPIJSKI!!! — chłopak aż podskoczył na kanapie, unosząc triumfalnie książkę z krzyżówkami. Erin wzdrygnęła się, cudem unikając przypadkowego wrzucenia do kotła różowego brokatu. — Cóż za genialny timing, hasłem był Olimp! — z wdzięcznością pocałował stronę, na której przed chwilą bazgrał odpowiedzi. — Niech więc będzie „Olimpijska Alfa” — zadecydował. — Trochę pijackiego humoru i przy okazji tematycznie.
— Nie zapomnijmy dodać do reklamy, że po wypiciu poczują w sobie prawdziwą moc Alfy. Podobno to jest teraz tuff, czy jakoś tak.
— Tak, racja, moi niewol-, bracia ciągle to do siebie krzyczą. Dobra, kończmy ten wywar bogów.
— W sumie, jest tam już chyba wszystko poza pastą do zębów.
— I gumą balonową — dodał Niketas.
— Niech zgadnę, zaraz wybiegniesz, a po chwili wrócisz z hurtową dostawą gumy balonowej?
— Akurat tak się składa, że nie potrzebuję hurtowej dostawy gumy — rzekł dumnie, chyba puszczając oczko, chociaż średnio było to widać przez ciemne okulary. — Mam tego TYLE w jedenastce — zarysował rękoma szeroki okrąg w powietrzu. — Myślisz, że czym naprawiamy wszystkie zepsute przedmioty? No chyba nie młotkiem czy jakimś śrubokrętem jak jacyś amatorzy.
— Co ty, w życiu bym nie wpadła na naprawianie rzeczy narzędziami. A swoją drogą, u mnie też pewnie chowa się gdzieś guma balonowa. Jeżeli ktoś schował do szuflady z ziołami tynk, to i to się znajdzie — z udawanym załamaniem pokręciła głową, a hermesiak parsknął krótkim śmiechem.
— Albo wiesz co, zróbmy to najpierw bez tej gumy — Niketas rozmyślił się po chwili. Jakiś inny królik sprawdzi, jak smakuje. Nie możemy przesadzić, nie? Zaraz by nam klienci odlecieli na balonach z gumy.
— Ekstremalne założenia — Erin wycisnęła pierwszą tubkę pasty do zębów do mikstury, która zabarwiła się na różowo i trochę zgęstniała. Mamrocąc pod nosem, dolała więcej gazowanego soku. — No, coś z tego wyszło — powiedziała, z dumą opierając ręce na biodrach.
────
[862 słowa: Erin otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz