niedziela, 19 kwietnia 2026

Od Niketasa CD Erin — „Wspólnik mojego wspólnika nie jest moim wspólnikiem”

Poprzednie opowiadanie

Niketas z nutą sceptycyzmu miesza wywar i tylko trochę obawia się, że chochla spłonie od najlżejszego kontaktu z powierzchnią tego prototypu energetyka. Zwala całą winę za jakikolwiek dzisiejszy nieprofesjonalizm na zmęczenie, przy czym stwierdza, że tym razem będzie musiał kraść– to znaczy odbierać jako swoją wypłatę większą część zarobionych pieniędzy niż w przypadku „Boskiego Fulla”. Mógłby nawet powiedzieć, że współpraca z Violet nauczyła go jednego — trzeba bardzo dokładnie nadzorować swoich podwładnych, bo inaczej zaczną wymyślać dziwne triki, żeby TO ON był tym obałamuconym wokół palca. A jedna z pierwszych odwiecznych zasad niketasowej działalności polega na tym, że on nigdy nie jest niczyją marionetką.
– Joshua! – Niketas kiwa palcem na wciąż oszołomionego brata. – Jest takie przysłowie, wiesz?
– Jakiejakie??? – pyta podekscytowany, podskakując przy kotle z brokatową zupą.
– Eee, Niketas, a nie lepiej, żeby ktoś inny spróbował? Bo nie wiem, jakie to może mieć na nim efekty, jak jest- – Mało brakuje, żeby palec Niketasa w akompaniamencie z głośnym „CIIIIIII” dotknął ust Erin.
– Zatem, Joshua. Takie przysłowie: co cię nie zabije, to cię wzmocni. Chcesz przetestować? – proponuje swojemu przyrodniemu bratu, którego bynajmniej nie traktuje jako brata. Może tania siła robocza lub niewolnicy byłyby lepszymi określeniami na stosunek Niketasa do jego współlokatorów. Chyba zacznie ich tak nazywać, zanim ktoś oskarży go o nepotyzm w jego firmie.
– JASNE!!! – Entuzjazm dzieciaka wskazuje wyłącznie na jego niekoniecznie dobry stan mentalny. Duszkiem połyka cały napój zaserwowany mu w wyszczerbionym fioletowym kubku, po czym dość głośno beka. Niketas ledwo powstrzymuje się przed zestrofowaniem go i nieszkodliwym uderzeniem go w okolice głowy za bycie niekulturalnym wieśniakiem w towarzystwie swojego szefa. O, i damy. Nie zapominajmy o damach.
– I jak? – pierwsza pyta Erin, która chyba wreszcie przestała tak bardzo przejmować się etycznością ich eksperymentów na biednym Joshui.
– ZAJEBISTE!!!! LEPSZE OD POPRZEDNIEGO!!!!!!!!!!! – wrzeszczy chłopiec, wyrzucając ramiona w górę.
– Nie jesteś najlepszym królikiem doświadczalnym – ostatecznie stwierdza Niketas, trochę załamany wynikiem.
– A nie mówiłam? – wtrąca Erin. Hermesiak ma ogromną ochotę zrobić głęboki wdech i potem kurwa wydech, ale zamiast tego po prostu przywołuje na twarz swój zwykły, zawadiacki uśmiech i rzuca coś o skoczeniu chybcikiem po innego szczura, który będzie w miarę zdrowy na umyśle.
Chaos domku jedenastego nie zostaje zakłócony przybyciem Niketasa. Jest to dalej chaos jak każdego innego dnia, nawet gdy grupowy chwyta za kołnierz jednego z ekstremalnie głośnych graczy bingo (aktualnie kłócą się o zasady: jedni twierdzą, że grali w bingo rozbierane, drudzy – na papiery wartościowe) i wyciągając go z domku, tłumaczy zasady dzisiejszego zlecenia. Chłopaczek próbuje tłumaczyć się, że przecież nie wysyłał nigdzie swojego CV (a przynajmniej tego nie pamięta) i że nie podpisywał żadnej umowy, wedle której może być teraz używany jako królik doświadczalny. Jego bezsensowna paplanina trwa tak długo, że Niketas wyłącza się po mniej więcej trzydziestu czterech i sześciu siódmych procenta. Jadaczka zamyka mu się, dopiero gdy zostaje wprowadzony do środka domku Hekate. Od razu rozgląda się dookoła, wydaje się, że zaciekawiony, ale Niketas zna to spojrzenie. On po prostu szuka czegoś idealnego do szybkiego wsadzenia sobie w kieszeń i zabrania w celu zastawienia przedmiotu w najbliższym lombardzie.
– Dobra, Ashton…
– Ale ja mam na imię-
– DOBRA, ASHTON, teraz została tylko degustacja. – Niketas uśmiecha się miło, w sumie nikt nie wie, do kogo, ale to jest totalnie okej.
Gdy Erin nalewa miksturę do szklanki ASHTONA, grupowy próbuje odnaleźć Joshuę. Aż mruży oczy (dookoła jest zdecydowanie zbyt wiele osób, żeby się poświęcił i ściągnął okulary), aż wreszcie odnajduje chłopca zwiniętego w kulkę pod frędzlowatym kocem pod jedną ze ścian domku, ułożonego wygodnie na grubym dywanie. Jeżeli to taki efekt ma „Olimpijska Alfa”, to Niketas popełni na sobie defenestrację i nigdy więcej nawet nie spojrzy na tę pozbawioną jakiegokolwiek talentu córke Hekate.
– No, i jak? – znowu pyta Erin, co przykuwa uwagę Niketasa do powoli sączącego energetyk Ashtona.
– W pizdu słodkie – stwierdza chłopak po paru mlaśnięciach i jeszcze kilku łykach. – Ale w sumie to nic z tym nie róbcie.
– Konstruktywna krytyka, ta? – fuka Niketas, nagle czując się niekomfortowo w tym pomieszczeniu. Żeby poczuć się lepiej, przeczesuje włosy.
– Hm, hm, hm… – Ashton najwyraźniej bawi się świetnie. Przynajmniej nie jest natychmiastowo naćpany, więc można powiedzieć, że „Olimpijska Alfa” przestała być betą. – No, fajne.
– Super, a nie wiem, czujesz się jak po energetyku? – dopytuje Erin, choć to powinno być całkiem logiczne, bo zawartość kofeiny w takiej szklance pewnie przekracza wszelkie standardy, jakie mogą narzucić władze. Chociaż w tej Ameryce to nigdy nic nie wiadomo. Może akurat wpisują się w górną granicę standardów z tym ich specyfikiem, którym pewnie równie dobrze można byłoby odrdzewiać części samochodowe.
– Eeee, nie wiem, ja usypiam po energetykach.
– No, jak każdy. – Niketas wzrusza ramionami. – To jest taki. Prawdziwy energetyk dla herosów, rozumiesz? Co działa, jak powinny zwykłe.
– Taaaaaaaaaaaaaaaaaaaak? – pyta Ashton i od razu duszkiem wypija całą resztę napoju. – To mega fajnie super cool.
– Ty wiesz, że teraz musisz za to zapłacić? W tym świecie nie ma nic za darmo – informuje go Niketas, będąc w trakcie procesu wyciągania całkiem grubego pliku banknotów z portfela chłopaka.
– Kiedy ty to- – próbuje spytać Erin, ale przeszkadza jej w tym głośny krzyk gniewu Ashtona, który od razu próbuje rzucić się na swojego grupowego i tym samym pokazuje wszystkim obecnym, że w Obozie jest co najwyżej od wczoraj.
Niketas, swoim ulubionym zwyczajem, robi najprostszy w świecie unik – po prostu przesuwa się o krok w bok. Wkłada w ten ruch wszystko, co dał mu ojciec (akurat w tym wypadku nie chodzi mu o jakieś umiejętności bycia najlepszym na świecie krętaczem i okropnym szefem), przez co Ashton nawet nie orientuje się, że zamiast w Niketasa wpada w regał z opasłymi, pewnie magicznymi tomami.
Zanim ktokolwiek z nich jest w stanie powiedzieć „motyla noga”, połowa z tych książek radośnie wylatuje ze swojego miejsca i otwiera się na losowych stronach tuż pod nogami Ashtona, uprzednio odbiwszy się od jego głowy. W powietrze wzlatuje chmura kurzu i wszyscy, jak jeden mąż, zaczynają kaszleć, kichać, łzawić i machać we wszystkie strony rękami, żeby ten pył od siebie jakimś cudem odsunąć. Nawet Joshua się budzi, wesoło krzycząc: „SZTUCZNE OGNIE?????? ALE FAJNIE!!!!!!!!!!!” i nikt nie wie, gdzie on, do cholery, widzi jakiekolwiek sztuczne ognie (przy czym pewnie wszyscy mają nadzieję, że to dzieje się tylko w jego głowie i nic w tym przepełnionym dziwnymi badziewiami domku naprawdę nie wybuchnęło i sypało iskrami na wszystkie strony).


Erin?
────
[1029 słów: Niketas otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz