poniedziałek, 13 kwietnia 2026

Od Weroniki — „Hau hau” [AU event]

Pieski AU

Wpatrywała się w tablicę. Tak, jakby miała zaraz uzyskać odpowiedzi na pytania, które ją trapiły.
W tym mieście było za dużo tafli, które odbijały niebo. Dopiero ciemne, wąskie alejki dawały wytchnienie, z dala od wzroku dwunożnych.
Nika siedziała na stosie palet, zastawiającym wyjście ewakuacyjne, naprzeciwko skrzyżowania. Zdążyła już uciec z miejskiego zgiełku i trafiła na wygodne przedmieścia. Żałowała tylko, że lokal, przy którym odpoczywała, nie był często odwiedzany. Gdyby było inaczej, to może by się udało znaleźć jakieś resztki jedzenia. Choćby jakaś bułka.
Na pewno minęło sporo czasu, odkąd wyswobodziła się i uciekła opiekunowi. Wystarczyła chwila nieuwagi, gdy ten ktoś uciął pogawędkę przy sklepie. Świat stanął przed nią otworem i wykorzysta tę szansę, na poszukiwaniu najważniejszego człowieka w jej życiu. Rozumiała to tak, że jeżeli do tej pory po nią nie przyjechał, to coś się stało i to ona musi go odnaleźć. Kto wie, może jest chory? Albo została porwana? Opcji było dużo.
Gdyby ktoś miał przechodzić obok, zobaczyłby na tym stosie palet dosyć dużą, płową pudlicę. A przynajmniej częściowo płową, jej sierść została pofarbowana niegdyś na fioletowo, teraz został tylko sprany kolor. Pudlicę wpatrującą się intensywnie w otoczenie, co jakiś czas powarkującą na cokolwiek, co śmiało się poruszać (czyt. papierowe śmieci). Miała na sobie zluzowaną, ciemną obrożę z wytłoczonymi ornamentami, mocno ubrudzoną.
Zeskoczyła z palet i ruszyła w drogę. Starała się węchem na kierować na jakiekolwiek poszlaki, które by wskazywały na jakiekolwiek jedzenie. I to takie nie ze śmietnika, jakieś standardy miała. Jeżeli to było możliwe, chowała się w alejkach — zdawała sobie sprawę z tego, jaką reakcję wywołują w ludziach psy jej pokroju, szczególnie ludzkie dzieci bardzo lubiły pchać ręce tam, gdzie nie chciała. W dodatku, gdy warczała na nie, zawsze była odciągana gwałtownie i besztana. Kolejne powody, żeby nie znosić ludzi.
Kierowała się na północ. Miała wrażenie, że kiedyś musiała mieszkać tam, gdzie ziemia pachniała… chłodniej. Z nutą krzemienia. Niedaleko miasta, bo czasem wskakiwała w auto, na miejscu pasażera obok Aleksandra, żeby potem być na miejscu w jakiejś kawiarni, w których zachowywała się wzorowo. Czasem zamawiał jakieś ciastko, tylko po to, żeby po kryjomu dać jej w nagrodę kawałek. W okolicy były drzewa, na tyle specyficzne, że pamiętała jak wyglądają i pachną, a póki co na nie jeszcze nie natrafiła. Pewnie jakikolwiek inny pies już dawno by się poddał w poszukiwaniach swojego właściciela, ale Nika miała dobre przeczucia. Nie miała wątpliwości co do swoich przemyśleń oraz dedukcji, gdzie powinna w ogóle się wybrać.
Gdy natrafiła w alejce na metalową siatkę, westchnęła przeciągle. Po co w ogóle są stawiane te siatki? Zanim się odwróciła, kątek oka zauważyła śmietnik i kartony, całość ulokowana dokładnie przy siatce. Jeżeli klapa śmietnika by się nie załamała pod nią (a doświadczyła tego niedawno), to by dała radę przeskoczyć. Drugi problem był taki, że wystawiłaby się na okno. Przez chwilę rozważała opcje i nawet szukała dziury w siatce, ale nic nie rzucało się w oczy. Zebrała siły i podjęła decyzję, przymierzając się do skoków. Z ulgą stwierdziła, że klapa jest dosyć solidna i jest w stanie utrzymać jej ciężar, za to zdekoncentrowała się widokiem przez okno. Dwójka ludzi się siłowała ze sobą, jedno z nich trzymało metalowy przedmiot, o wyjątkowo dziwnym kształcie. Nika była przyzwyczajona, że wyjątkowo chwalili się przeciwstawnym kciukiem i łapali, co mogli. Czy to różne patykopodobne rzeczy, czy piłkopodobne, za pomocą których wprawiali wszystko w ruch. Krzyczeli na siebie, pewnie znowu jakiś dziwny konflikt, którego nie rozumiała. Już minęła okno i miała się przymierzać do przeskoczenia siatki, gdy nagle usłyszała huk. Zadzwoniło jej w uszach, już nie mówiąc o instynktownym padnięciu plackiem na pokrywę, przez co cała się zatrzęsła. Gdy się nieco uspokoiła, ciekawość wzięła górę nad instynktem samozachowawczym i zerknęła przez szybę.
Metalowy przedmiot leżał na dywanie, a z jednego z otworów wydobywała się strużka dymu. Tamci już się nie siłowali, zamiast tego przyssali się do siebie i lizali swoje twarze. Na widok całej sytuacji przewróciła oczami. Tak bardzo próbowała rozumieć ten gatunek i do tej pory ją zaskakiwał. Aleksandr zwykł mawiać „Какие же странные у них человеческие характеры! Они даже любят так, словно ненавидят!” za każdym razem, gdy natrafiali na jakąś kuriozalną sytuację. Co prawda, nie rozumiała znaczenia tych słów, ale brzmiały bardzo dobrze i adekwatnie.
Prychnęła i wskoczyła na siatkę. Nie obyło się bez zaczepienia włosów o jakiś wystający drut, ale po kilku dniach tułaczki to już nie ruszało. Cieszyła się tylko, że nie musi znosić grzebieni, szczotek, mycia i co tam było w pakiecie. Odczekała chwilę na procesowanie impaktu skoku na łapach, po czym kontynuowała przygodę, podążając za tropem jedzenia w alejkach.
Gdy zobaczyła grupę mniejszych psów ciągnących za sobą kawałek mięsa z kością, ucieszyła się. Ten zapach był nie do pominięcia, samo mięso wyglądało dobrze, z lekką nutką fermentacji, która była jej ulubioną.
Wyszczerzyła zęby. Czas na legendarną walkę.


────
[792 słowa: Weronika otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz