Artem zacisnął usta w wąską kreskę, kiedy w progu swojego mieszkania zobaczył Edgar. Minęło tyle czasu i już zapomniał, że niegdyś przebywał tutaj średnio cztery dni w tygodniu, co stanowiło trzy czwarte czasu.
— Po co mnie zapraszasz? — zapytał, ściągając z nóg buty. Obuwie odłożył tam, gdzie zawsze je odkładał, kiedy przychodził do Artema. Wiedział, że Rosjanin prędzej ukręciłby mu łeb, gdyby wszedł w brudnych buciorach w głąb mieszkania. — No, bo wiesz… dawno tego nie robiłeś.
— Mam ci coś do powiedzenia. — Kiedy zorientował się, jak to mogło zabrzmieć, od razu się poprawił, dodając: — Tak jakby. W sensie… chodzi o coś innego, niż myślisz, że chodzi.
Edgar tego nie skomentowało, chociaż mogło i w głębi duszy na pewno chciało. Wolało jednak skorzystać z tego, że tutaj było i mogło znowu siedzieć na kanapie w mieszkaniu Artema. Tej małej, miniaturowej kanapie, która zajmowała większość salonu. Mieszkania w Nowym Jorku raczej do dużych nie należały, szczególnie jeśli mieszkało się samemu i za wszystko również płaciło się samemu.
Artem nie usiadł obok. Stanął nad Edgarem, jak kat, czekający na rozkaz, żeby ściąć jejmu głowę. Nie wiedział tak naprawdę, od czego powinien zająć, bo trochę się tego nazbierało.
— Nie spanikuj, okej?
— Jak tak mówisz, to już panikuję. — Poruszyło się niespokojnie na kanapie. — Rozumiem, że zapraszasz mnie tylko, gdy masz jakieś problemy?
Artem przewrócił oczami.
— Chodzi o to, że… tak jakby, hmm… — zamyślił się. Tak szczerze nie wiedział, z której strony powinien ugryźć temat, by nie wystraszyć Edgara. Wystarczyło jedno źle wypowiedziane słowo, a pewnie przyjaciel by mu nie odpuścił ukrywania takich informacji. — Ogólnie to mogę sobie z tym sam poradzić.
— No tak, jak ze wszystkim. Jesteś takim niezależnym facetem.
— Śmiejesz się ze mnie teraz?
— W sumie to tak. — Uśmiechnęło się drwiąco. — Możesz mi o tym powiedzieć później. Dopiero co przyszedłem, wiesz?
Artem kiwnął głowę i poszedł nalać sobie wody. Nie zaplanował niczego specjalnego na ten wieczór. Nigdy nie planował, bo, prawdę mówiąc, nie lubił nawet tego robić. Był typem, który żył tu i teraz. Czasem wkurwiał tym podejściem Edgara, szczególnie wtedy, kiedy przyjaciel potrzebował czasu przed podjęciem jakiejś decyzji.
Usiadł obok na kanapie. Była to tak mała sofa, że nie mógł usiąść po drugiej stronie, by nie dotykać przypadkiem Edgar, bo rzeczona druga strona nie istniała. Mógł kiedyś pomyśleć o większym meblu, ale nie wie, czy to możliwe w obecnym stanie rzeczy. To mieszkanie było zwyczajnie zbyt małe.
— Co chcesz robić? — zapytał, zapominając, że to on jest gospodarzem i powinien sobie sam odpowiedzieć na to pytanie.
— Nie wiem. — Edgar wzruszyło ramionami. Z zaintrygowaniem obserwowało Artema. Ten przenikliwy wzrok dokuczał mężczyźnie, przez co już któryś raz poprawił się nerwowo na kanapie. — Zdecyduj.
Do głowy przyszedł mu tylko najbardziej oklepany pomysł — oglądanie filmu. Wybrał dla nich jakiś jeden z nowszych horrorów, bo bardzo był ciekawy, czy jest w stanie się wystraszyć. Edgar na to przystanęło, nie mając innych pomysłów na ich wspólny wieczór.
— Dobrze się czujesz? — zapytało w trakcie filmu. Artem siedział pochylony, łokcie opierał na kolanach i nosem prawie wchodził w ekran laptopa. — Nie musisz tak siedzieć.
— Wygodnie mi tak — skłamał.
Był jeszcze gorszym kłamcą od Edgar i obydwoje o tym wiedzieli. Nie chciał jednak na razie rozmawiać o swoich małym problemie i wolał zostawić to już bardziej dla siebie, skoro wcześniej Edgarowi nie spodobało się to, że chciał go o coś poprosić.
— Z pewnością — prychnęło.
Dwadzieścia minut przesiedzieli w ciszy. Edgar nie widziało niektórych części filmu przez zasłaniającego część ekranu Artema. Zaczynało jejgo to drażnić, a jak coś jejgo drażniło, to dawało o tym po sobie poznać.
Przez samą końcówką filmu, Edgar podniosło się z miejsca i położyło dłoń na klapie laptopa. Zamknęło urządzenie szybkim ruchem, uważając przy tym, by przypadkiem nie uszkodzić Artemowi nosa.
— O co chodzi?
— O nic — odwarknął. Wyprostował się pierwszy raz od godziny. Zamrugał oczami, czując, że zaczynają go boleć.
— Tak, wiem, że chciałom o tym pogadać później, ale najwidoczniej musimy teraz.
Artem poczuł się urażony. Nic nie musiał i mógł tego w sumie w ogóle nie robić. Nie wiedział, co mu przyszło do głowy, żeby jejgo tutaj zapraszać.
— Wielkoduszne się zrobiłoś — prychnął. Skrzyżował ręce na piersi. W oczach Edgar wyglądał teraz bardziej jak obrażone dziecko.
— Nie wiem, kurwa, masz jakieś długi, jak ja, czy o co chodzi?
— Za kogo ty mnie masz? Myślisz, że jestem takim debilem, by się zadłużać u kogokolwiek? — wypalił. Dopiero potem przypomniał sobie, co powiedział i, że w sumie to mógł zwyczajnie zamknąć mordę.
— Myślę, że jesteś — fuknęło Edgar. — Zawsze byłeś dupkiem.
— Powiedz mi coś, czego nie wiem. — Uśmiechnął się zgryźliwie. — Dobra, dość tego. Powiem ci, o co chodzi, ale nie możesz panikować.
— Czyli się zadłużyłeś?
— Nie, kurwa, posłuchaj, to było tak, że kiedyś… bardzo dawno temu — zaczął, jakby opowiadał bajkę dla dzieci. — No, tak chwilę po tym, jak przyjechałem do Stanów.
— Okej, zaczyna mnie to martwić.
— Nie będę mówił dalej, jak zaczniesz panikować — ostrzegł. Edgar umilkło i pozwoliło mu dalej mówić. — Te kilka lat temu zaprzyjaźniłem się z pewnymi facetami. Ogólnie byli spoko, ale jeszcze wtedy nie ogarniałem zbyt dobrze angielskiego, żeby wiedzieć, że się w coś wpierdalam. Zdarza się, co nie?
— Ja pierdolę, Artem…
— Daj mi skończyć. — Skrzywił się z nerwów. Już był wystarczająco poddenerwowany tą sytuacją i tym, że o tym opowiada Edgarowi. — Pracowałem sobie wtedy w jakiejś melinie i nie miałem za dużo hajsu, a oni zaoferowali mi robotę. Taką wiesz… na czarno. I jakby… hmm, pomagałem im przekazywać informację o potencjalnych klientach.
— Klientach? — Brwi Edgar powędrowały wysoko do góry. — Jakich znowu, kurwa, klientach?
— Dobra, mówiąc w skrócie, to zadawałem się z dealerami i dla nich nijako pracowałem.
— Nie…
— No, zdarza się. — Wzruszył ramionami beznamiętnie. W środku był zestresowany i wkurwiony, ale przecież nie mógł tego pokazać Edgarowi. W sumie nie tylko jejmu. Po prostu nikomu nie pokazywał swoich słabych punktów. — Wyrwałem się od nich i nigdy o nich już nie usłyszałem, ale okazuje się, że mnie znaleźli i chyba chcą coś sobie ze mną wyjaśnić. Może to przez to, że ostatnim klientom zacząłem wciskać do łap worki z cukrem?
— A więc ich oszukałeś?
— Musiałem. To zaczynało wymykać się spod kontroli. Kiedy klienci dowiedzieli się, że dostają lewy towar, zrobił się mały chaos, a ja to wykorzystałem, żeby uciec. Nigdy mnie nie szukali… jak dotąd.
Edgar zamilkło. Nawet brakło jejmu słów, by powiedzieć cokolwiek. Artem tylko westchnął. Zachowywał się, jakby przed chwilą opowiedział dziecku bajeczkę na dobranoc, a nie zwierzył się z dosyć poważnego problemu.
— Zgłoś to.
Artem zachichotał.
— Właśnie zgłaszam. Przypominam, że pracujesz w policji.
policja otwierac
────
[10063 słowa: Artem otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz