sobota, 24 stycznia 2026

Od Elianne CD Kala — „O pierścionku odnalezionym”

Poprzednie opowiadanie

JESIEŃ

Eli ta sytuacja wydawała się tak surrealistyczna, że miała ochotę się roześmiać. Bardziej ze zdezorientowania (haha?), niż z rozbawienia (haha!). Miała nadzieję, że Theodore za chwilę przestanie marszczyć brwi, uśmiechnie się i zacznie wyśmiewać ich za to, że wzięli go na poważnie. Nie to, żeby uwierzyła w jego słowa. Raczej zorientowała się, że sam święcie wierzy w to, co mówi. I nie była do końca pewna, czy to jest naprawdę dużo lepsze.
Może to byłoby całkiem zabawne, gdyby atmosfera wokół nich nie gęstniała jak karmel, razem z narastającą frustracją i gniewnymi spojrzeniami. Bzdurna awantura wywołana równie bzdurną rzeczą; Eli zastanawiała się, czy przypadkiem nie zawiodła tutaj kruchość męskiego ego. Nie miała pojęcia, czy Kal znał się z Theodorem — byli w tej samej kohorcie, ale nigdy ich razem nie widziała. Tym bardziej nie rozumiała, na czym polega problem.
Zrozumiała natomiast to, że mimo raczej pasywnej postawy Kala, Theodore sobie nie odpuszcza. Zmarszczyła brwi, zabierając dłoń z ramienia Kala. Już wcale nie było jej do śmiechu.
— A jaki ty masz problem, przepraszam bardzo? Bo chyba czegoś nie rozumiem — powiedziała, opierając sobie dłonie na biodrach.
Kal wyglądał, jakby jej nie słyszał, ale Theo w końcu zwrócił na nią uwagę, nieco zdziwiony. Elianne wyznawała zasadę, że większość rzeczy może próbować załatwiać polubownie do skutku. Nie lubiła się kłócić, nie lubiła konfliktów i uważała, że niemal we wszystkich przypadkach rozwiązaniem jest rozmowa. A jednak teraz mrużyła oczy i łapała się na tym, że napina mięśnie, utrzymując bojową postawę. Jej nerwy nie były w swojej najlepszej formie, a ten bezsensowny atak po prostu ją denerwował.
— Dziewczyno, ja się dziwię, że ty nie masz problemu — prychnął Theodore, krzyżując ramiona na klatce piersiowej.
Spojrzenie na Elianne i powiedzenie, że się najeżyła, byłoby całkiem dobrym stwierdzeniem. Może nie miała tego dnia cierpliwości, była zmęczona i chciała przeżyć jeden dzień w spokoju. A może po prostu wkurwiało ją takie bezsensowne gadanie i trafiło na dzień, w którym nie miała do tego nerwów.
— To jest mój chłopak i zapewniam cię, że wiem o nim więcej, niż ty. Więc się odpieprz, bo czuję się jak w przedszkolu — powiedziała napiętym głosem.
Kątem oka widziała, jak Kal mechanicznymi, niezbyt wyważonymi ruchami zagrabia liście. Czasami wciskał grabie w ziemię tak mocno, że wyrywał z niej kępki trawy. Eli nie miała pojęcia, co chodzi mu po głowie i ile szkód narobiło pojawienie się Thedore'a. Czasami (dość często) żałowała, że nie umie czytać mu w myślach. Ułatwiłoby to wiele rzeczy.
— Żebyś potem nie płakała — niechętnie rzucił w jej stronę Theodore, krzywiąc się.
Wcisnął ręce w kieszenie spodni i już go nie było, odszedł w stronę centrum obozu. Eli złapała się na tym, że zaciska dłonie w pięści i powoli je rozluźniła. Podrapała się po karku, próbując rozluźnić zbyt napięte mięśnie.
— Idiota — mruknęła pod nosem.
Kal wciąż skupiał się na tych głupich liściach. Kiedy zabrała mu z dłoni grabie, popatrzył na nią tak, jakby do tej pory nie wiedział, że w ogóle tutaj jest. Oparła narzędzie o drzewo i sama usiadła na trawie, suche, niezgrabione jeszcze liście szeleściły pod materiałem jej kurtki. Ona siedziała, Kal stał. Patrzyła na niego wyczekująco.
— Co? — bąknął w końcu, błądząc wzrokiem gdzieś w pobliżu grabi.
— Usiądź — poprosiła.
Wiedziała, że Kal niekoniecznie usiądzie na brudnej trawie, ale miała nadzieję, że jego otumanienie tym razem opowie się po jej stronie. W końcu usiadł, podwijając kolana pod brodę. I wciąż na nią nie patrzył.
Elianne nic nie mówiła. Czasami lepiej było pomilczeć. Szczególnie kiedy widziała, że Kal krzywi się na odgłos wiatru w pozostałościach liści na drzewach. Nie wyglądał, jakby był w stanie słuchać czyjegokolwiek głosu. Poza tym nie miała zamiaru znowu go namawiać do rozmowy, a na własną bezsensowną paplaninę nie miała ochoty.
— Przepraszam.
Mruknięcie Kala było na tyle ciche, że przez chwilę myślała, że się przesłyszała. Zignorowała pytanie, które cisnęło jej się na usta (za co?).
— Nie przepraszaj.
Oparła się plecami o chropowaty pień drzewa i przymknęła oczy.


Kal?
────
[645 słów: Elianne otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz