Dzień 1
Caroline wstała o godzinie siódmej i nakrzyczała na niedziałający ekspres do kawy. Jasne, że musiał zepsuć się akurat tego dnia, kiedy miała za sobą trzy godziny snu i mniej chęci do życia, niż w przeciętny poniedziałkowy poranek. Jeszcze przez chwilę próbowała naprawić zepsute urządzenie, ale kiedy poczuła swąd palonego czegoś (co zdecydowanie nie było kawą), odłączyła ekspres od prądu. Pożar w mieszkaniu byłby wisienką na torcie.
W ciągu pięciu minut naciągnęła na siebie gustowne dresy, związała włosy i z długopisem w kieszeni wyszła z domu. Po drodze na uczelnię wpadła do kawiarni, która oczywiście musiała być zatłoczona. Czuła, jakby piasek garściami wysypywał się jej z oczu, ale nie, to jeszcze nie był koniec przygód. Pierwszy w tej sesji egzamin pisała nigdzie indziej, tylko na wydziale fizyki, z którym nie miała absolutnie nic wspólnego. Zgubiła się tylko raz, próbując dotrzeć do odpowiedniej sali.
Po napisaniu egzaminu, w drodze do domu odwiedziła punkt, który proponował naprawę sprzętów AGD. Powiedzieli, że mogą wysłać do niej pracownika najszybciej za tydzień.
Kurwa mać.
Dzień 2
Drugi z rzędu poranek bez kawy? Jak super! Żeby temu zapobiec, wystarczyłoby poprzedniego dnia kupić kawę rozpuszczalną w osiedlowym sklepiku, ale kto by na to wpadł? Na pewno nie Caroline, która myślała tylko o tym, w jaki sposób nadrobić braki na 8 godzin przed egzaminem. Nie, żeby leżało to w jej możliwościach, ale spróbować zawsze można.
Zamiast kawy wypiła herbatę. Rumianek, na uspokojenie. Przy okazji namoczyła w nim płatki pod oczy; łudziła się, że jeśli będzie wyglądała lepiej, niż się czuje, to ludzie wokół uwierzą w to, że jest na swoim miejscu (nie była). Tym razem nawet ubrała się w koszulę, żeby stwarzać pozory. Niewyprasowaną, co prawda, ale jednak koszulę.
Lepsze to niż dresy.
Dzień 3
Życie stało się prostsze, kiedy kupiła kawę. Nie była smaczna, ale działała. Szczególnie kiedy sypała cztery łyżeczki na kubek. I piła ją na jeden raz. Trzy razy dziennie. Nie widziała w tym nic złego, skoro do tej pory nie kołatało jej serce. Była zdecydowanie zbyt młoda na zawał, ale na zawalenie studiów też. Wybór był prosty.
Egzamin na godzinę dziewiątą czterdzieści był miłą odmianą. Nie wymagał zerwania się z łóżka bladym świtem i dawał jej czas na mentalne przygotowanie się. I zerknięcie do notatek, jeśli miała pewność, że od tego nie zwariuje. Zwykle jej nie miała, więc sobie odpuszczała.
— Wyglądasz jak żywy trup, Laurie — zauważyła, podchodząc pod salę zdecydowanie zbyt wcześniej.
Laurence faktycznie nie prezentował się najlepiej, siedząc na podłodze z nosem w notatkach. Brązowe loki niechlujnie opadały mu na czoło. Uniósł na nią spojrzenie, którym faktycznie mógł poszczycić się godny zombie.
— Żywy? Chciałbym — prychnął.
Wyglądał zdecydowanie tak, jak Caroline się czuła.
Dzień 4
Dla przestrogi — zupki chińskie i szczochowa kawa wcale nie działają dobrze na samopoczucie i myślenie kreatywne.
Dzień 5
— Jezu, wieki nie jadłam tak zajebistego croissanta — jęknęła Lucy, rozkładając się na wiklinowym krześle. — To chyba prawdziwe wiśnie, nie ta chemiczna maź.
Caroline spojrzała najpierw na śniadanie koleżanki, a potem na swoją lichą kawę i kanapkę. Ostatnio po słodkościach zbierało jej się na wymioty. Została jej smętna bułka z sezamem i sałatą.
— Cieszę się twoim szczęściem — mruknęła w swoją filiżankę.
— To dobrze. Jak tam twój projekt? Wiem, że miałam nie pytać, ale wyglądasz, jakbyś bardzo chciała mi o tym opowiedzieć — powiedziała Lucy z promiennym uśmiechem.
Tajemnica jej zapasu energii była Ley nieznana — Amberly biegała po uczelni jak niegasnący promyczek słońca i bez trudu zdawała wszystkie egzaminy. Pieprzona wiedźma.
— Posłuchasz dzisiaj. Jak nie zrzygam się na wykładowcę.
Dzień 6
Caroline nie miała bladego pojęcia, kto wymyślił sesję w sobotę. Co stało się z weekendem? I czasem wolnym? I pieprzonym wysypianiem się?
Kawakawakawakawakawakawakawakawakawa.
— Halo? Przepraszam? Ogłuchła pani?
Dziewczyna stukała w plastikową szybkę, bo kobieta, która siedziała po drugiej stronie, jawnie ją ignorowała, a ona była zbyt niewyspana, żeby to znosić. Z długim, poirytowanym westchnieniem kobieta wyciągnęła z uszu słuchawkę i nawet nie wysiliła się na sztuczny uśmiech.
— W czym mogę pomóc? — zapytała znudzonym tonem.
— Kiedy wyślecie kogoś do mojego ekspresu? Zapisywałam się pod nazwiskiem Leyanall.
Caroline zaczęła postukiwać paznokciami o nie do końca czysty, plastikowy blat.
— Na pewno dostała pani datę przy rejestracji. Nie mogę pomóc.
Jeden wredny uśmieszek później Caroline była na zewnątrz i klęła pod nosem na „wredną starą prukwę, która nie umie skupić się na swojej pracy”. Czy coś takiego.
Dzień 7
Wolna niedziela. Po pierwszym tygodniu sesji w swoim życiu czuła się jak średniowieczny chłop w przerwie od pańszczyzny. Na dwadzieścia cztery godziny zaprzyjaźniła się z piżamą i mrożoną herbatą. I ze swoją długą listą filmów do obejrzenia, o której ostatnio mogła zapomnieć.
Potrzebowała odpoczynku przed egzaminem z najgorszego przedmiotu, z jakim zetknęła się w swoim bardzo długim, osiemnastoletnim życiu.
Dzień 8
Tego ranka popłakała się po raz pierwszy. Kawa dalej była paskudna, skończyły jej się bułki i miała naprawdę paskudne wrażenie, że to będzie ten egzamin, którego nie zda. Trzy razy malowała rzęsy, zanim się poddała i po prostu zmyła czarne smugi spod oczu. Wyjątkowo nie myślała, że powinna wyglądać lepiej, niż się czuła.
— Nie przesadzaj, przecież będzie dobrze — pocieszała ją Lucy, kiedy siedziały na jednej z kanap stojących na korytarzu. — Jak nie zdasz, to są poprawki. — Poklepała ją po plecach.
— Naprawdę pocieszające. Czuję się świetnie — parsknęła ponurym śmiechem, odsuwając od siebie kolorowe notatki koleżanki.
Termin poprawkowy w tej chwili wydawał jej się gorszy niż potrącenie samochodem.
Dzień 9
Caroline niewiele myślała podczas pisania ostatniego egzaminu. Ot, planowała, że w końcu zje dobry obiad. Świetny makaron w swojej ulubionej, włoskiej knajpie. Może carbonarę?
— Proszę państwa, oddajemy prace.
Ułożyła równo kartki i wsunęła długopis do tylnej kieszeni spodni.
Dzień 10
— ZDAŁAM, KURWA!
Caroline wpadła do jednego z pokojów w akademiku, który należał do Lucy. Trzymała w dłoni kartkę z potwierdzeniem, które odebrała ledwo dziesięć minut temu.
Dziewczyna zerwała się z łóżka i obrzuciła ją zaspanym spojrzeniem.
— Zamknij się, mam kaca — jęknęła, z powrotem opadając na poduszki.
Najwyraźniej ona nie przejmowała się tak bardzo, jak Caroline.
— Masz kawę? — zapytała, rzucając swoją torbę w kąt pokoju.
— A co? Twój ekspres dalej nie działa?
— Chyba w nagrodę kupię sobie nowy.
Zdecydowanie zasłużyła.
[1001 słów: Caroline otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz