piątek, 23 stycznia 2026

Od Chaita CD Apollodorosa — „Praca i po pracy"

Poprzednie opowiadanie

ZIMA

Chait śledził wzrokiem rozmawiającego z klientem Apollodorosa, co chwilę tylko przenosząc uwagę na rzeczy na stoisku, przyglądając się pracom znajomego i nie unikając, ale też nie utrzymując spojrzeń przechodzących wokół ludzi. Bawił się przy tym wciśniętą mu butelką wody, raczej bezmyślnie przekręcając ją i robiąc po prostu cokolwiek, by jakoś zająć ręce. Nie potrafił cierpliwie siedzieć w miejscu, a towarzyszący sytuacji dyskomfort tylko dodatkowo go nakręcał.
Oczywiście, nie było w tym winy Apollodorosa czy nieoczekiwanego spotkania. Chait czuł, że jego obecność nie pasuje do tego stoiska. Wiedział, że w rzeczywistości nie ma to żadnego znaczenia i nikt poza nim nie zwraca na to uwagi. Więcej, nikt pewnie nawet tego nie zauważa. To był tylko jego głupi, wymyślony problem.
– Jak wchodziliśmy, to już zaczynała ustawiać się kolejka – zauważył, kiedy Apollodoros z powrotem się do niego odwrócił. – Podejrzewam, że będziesz mieć dzisiaj dużo zainteresowanych.
Jego głos nie zdradzał nawet odrobiny z tego głupiego niepokoju. Może mógłby przy okazji mówić coś, co nie było aż tak oczywiste. Ugryzł się w język, zanim znowu wyrwało mu się pytanie o to, czy nie przeszkadza.
– Może chociaż mogę ci w czymś pomóc? – zapytał zamiast tego.
Naprawdę bardzo nie lubił bezużytecznie siedzieć i patrzeć, jak inni pracują.
– W tej chwili nie ma potrzeby, siedź spokojnie. – Apollodoros poprawił koszyk z przypinkami, przekrzywiony po tym, jak klient przeglądał jego zawartość.
Chait spodziewał się takiej odpowiedzi, ale dalej liczył na inną. Było to trochę naiwne. Uśmiechnął się, tylko trochę z rezygnacją.
– Ale powiedz, jeśli będziesz potrzebował w czymś pomocy. Nawet z kwestii organizacyjnych – poprosił. – Mam w tym trochę doświadczenia.
Wzruszył przy tym ramionami, żeby nie brzmiało to, jakby kompletnie się przechwalał. Nie miał czym.
– Oczywiście. – Mężczyzna znowu się do niego uśmiechnął i zaraz odwrócił się, kiedy do stoiska znowu podeszło kilka zainteresowanych osób.
Tym razem Chait, zamiast obserwować dyskusję i rękodzieło, skupił się na przechodzących wokół ludziach. Po jego znajomym dalej nie było śladu. Zastanawiał się, czy kompletnie się zgubił i szukał go teraz w panice (wątpił w tę część o panice), czy zwyczajnie nie zauważył, że Chaita już nie ma obok (w to wątpił w całości), czy znalazł osobę, której szukał i uznał, że w takim razie nie potrzebuje już pomocy (co byłoby trochę wredne i dalej raczej w to wątpił).
Chaitowi przeszło przez myśl, że może powinien jednak ruszyć na poszukiwania i próbować wypatrzeć go w tłumie, ale tłum ten powoli się zwiększał, a razem z tym zmniejszały się szanse na powodzenie poszukiwań.
– Mówiłeś, że dzisiaj nie jesteś jako pracownik?
Oderwał się od obserwowania tłumu i spojrzał na Apollodorosa, który skończył już obsługiwać potencjalnych klientów.
– Taaak. Starałem się w tym sezonie unikać większych wydarzeń, ale obsługa targów i festiwali to jedno z moich głównych zajęć.
Doszedł do wniosku, że jeśli w ciągu najbliższych trzydziestu minut nie zobaczy nigdzie Jamesa, to pójdzie poprosić o pomoc któregoś z pracowników. Zwykle pomagali znaleźć zgubione dzieci, ale czy jedno różniło się od drugiego aż tak bardzo?
– Znajomy poprosił, czy z nim dzisiaj nie przyjdę, bo chciał kogoś odwiedzić. Ale wyszło… jak widać – parsknął z rozbawieniem.
Apollodoros też się zaśmiał.
– Na pewno zaraz się znajdzie.
Chait tylko mruknął coś w odpowiedzi. Zależało mu na tym trochę mniej, niż powinno.
– Jesteś na wszystkich zimowych wydarzeniach? – zapytał, chcąc chociaż trochę odbić tematem od siebie i swoich znajomych.
– Na niektórych.
Chait zastanowił się chwilę. Miał w głowie listę wszystkich targów i festiwali, ale oczywiście nie zamierzał pytać o każde z osobna. To byłoby przerażające i zbędne.
– Jeśli będziesz na tych przedświątecznych, to daj znać. Na pewno będą prosić o więcej ludzi, więc jest szansa, że się spotkamy.
Zaraz po wypowiedzeniu tych słów przypomniał sobie, że do tego czasu równie dobrze może skończyć bezdomny, a to raczej nie ułatwiłoby mu pojawienia się w pracy. Już i tak walczył z korkami.
– To jest, jeśli wcześniej nie pokona mnie walka z agencjami nieruchomości i opłatami – dodał półżartem, nie powstrzymując się od wywrócenia oczami. Nie musiał, przecież każdy wiedział, jak wygląda sytuacja na rynku.
– Problemy z lokum?
Westchnął.
– Jeden ze znajomych się rozmyślił, więc muszę szukać pokoju gdzie indziej – wyjaśnił, starając się, by nie brzmiało to na pełne desperacji.
Bo nie był nawet jakiś bardzo zdesperowany. Może trochę zirytowany, może trochę zmęczony, ale nie przejęty na tyle, by czuć desperację.


Apollodoros?
────
[700 słów: Chait otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz