ZIMA
Chait śledził wzrokiem rozmawiającego z klientem Apollodorosa, co chwilę tylko przenosząc uwagę na rzeczy na stoisku, przyglądając się pracom znajomego i nie unikając, ale też nie utrzymując spojrzeń przechodzących wokół ludzi. Bawił się przy tym wciśniętą mu butelką wody, raczej bezmyślnie przekręcając ją i robiąc po prostu cokolwiek, by jakoś zająć ręce. Nie potrafił cierpliwie siedzieć w miejscu, a towarzyszący sytuacji dyskomfort tylko dodatkowo go nakręcał.
Oczywiście, nie było w tym winy Apollodorosa czy nieoczekiwanego spotkania. Chait czuł, że jego obecność nie pasuje do tego stoiska. Wiedział, że w rzeczywistości nie ma to żadnego znaczenia i nikt poza nim nie zwraca na to uwagi. Więcej, nikt pewnie nawet tego nie zauważa. To był tylko jego głupi, wymyślony problem.
– Jak wchodziliśmy, to już zaczynała ustawiać się kolejka – zauważył, kiedy Apollodoros z powrotem się do niego odwrócił. – Podejrzewam, że będziesz mieć dzisiaj dużo zainteresowanych.
Jego głos nie zdradzał nawet odrobiny z tego głupiego niepokoju. Może mógłby przy okazji mówić coś, co nie było aż tak oczywiste. Ugryzł się w język, zanim znowu wyrwało mu się pytanie o to, czy nie przeszkadza.
– Może chociaż mogę ci w czymś pomóc? – zapytał zamiast tego.
Naprawdę bardzo nie lubił bezużytecznie siedzieć i patrzeć, jak inni pracują.
– W tej chwili nie ma potrzeby, siedź spokojnie. – Apollodoros poprawił koszyk z przypinkami, przekrzywiony po tym, jak klient przeglądał jego zawartość.
Chait spodziewał się takiej odpowiedzi, ale dalej liczył na inną. Było to trochę naiwne. Uśmiechnął się, tylko trochę z rezygnacją.
– Ale powiedz, jeśli będziesz potrzebował w czymś pomocy. Nawet z kwestii organizacyjnych – poprosił. – Mam w tym trochę doświadczenia.
Wzruszył przy tym ramionami, żeby nie brzmiało to, jakby kompletnie się przechwalał. Nie miał czym.
– Oczywiście. – Mężczyzna znowu się do niego uśmiechnął i zaraz odwrócił się, kiedy do stoiska znowu podeszło kilka zainteresowanych osób.
Tym razem Chait, zamiast obserwować dyskusję i rękodzieło, skupił się na przechodzących wokół ludziach. Po jego znajomym dalej nie było śladu. Zastanawiał się, czy kompletnie się zgubił i szukał go teraz w panice (wątpił w tę część o panice), czy zwyczajnie nie zauważył, że Chaita już nie ma obok (w to wątpił w całości), czy znalazł osobę, której szukał i uznał, że w takim razie nie potrzebuje już pomocy (co byłoby trochę wredne i dalej raczej w to wątpił).
Chaitowi przeszło przez myśl, że może powinien jednak ruszyć na poszukiwania i próbować wypatrzeć go w tłumie, ale tłum ten powoli się zwiększał, a razem z tym zmniejszały się szanse na powodzenie poszukiwań.
– Mówiłeś, że dzisiaj nie jesteś jako pracownik?
Oderwał się od obserwowania tłumu i spojrzał na Apollodorosa, który skończył już obsługiwać potencjalnych klientów.
– Taaak. Starałem się w tym sezonie unikać większych wydarzeń, ale obsługa targów i festiwali to jedno z moich głównych zajęć.
Doszedł do wniosku, że jeśli w ciągu najbliższych trzydziestu minut nie zobaczy nigdzie Jamesa, to pójdzie poprosić o pomoc któregoś z pracowników. Zwykle pomagali znaleźć zgubione dzieci, ale czy jedno różniło się od drugiego aż tak bardzo?
– Znajomy poprosił, czy z nim dzisiaj nie przyjdę, bo chciał kogoś odwiedzić. Ale wyszło… jak widać – parsknął z rozbawieniem.
Apollodoros też się zaśmiał.
– Na pewno zaraz się znajdzie.
Chait tylko mruknął coś w odpowiedzi. Zależało mu na tym trochę mniej, niż powinno.
– Jesteś na wszystkich zimowych wydarzeniach? – zapytał, chcąc chociaż trochę odbić tematem od siebie i swoich znajomych.
– Na niektórych.
Chait zastanowił się chwilę. Miał w głowie listę wszystkich targów i festiwali, ale oczywiście nie zamierzał pytać o każde z osobna. To byłoby przerażające i zbędne.
– Jeśli będziesz na tych przedświątecznych, to daj znać. Na pewno będą prosić o więcej ludzi, więc jest szansa, że się spotkamy.
Zaraz po wypowiedzeniu tych słów przypomniał sobie, że do tego czasu równie dobrze może skończyć bezdomny, a to raczej nie ułatwiłoby mu pojawienia się w pracy. Już i tak walczył z korkami.
– To jest, jeśli wcześniej nie pokona mnie walka z agencjami nieruchomości i opłatami – dodał półżartem, nie powstrzymując się od wywrócenia oczami. Nie musiał, przecież każdy wiedział, jak wygląda sytuacja na rynku.
– Problemy z lokum?
Westchnął.
– Jeden ze znajomych się rozmyślił, więc muszę szukać pokoju gdzie indziej – wyjaśnił, starając się, by nie brzmiało to na pełne desperacji.
Bo nie był nawet jakiś bardzo zdesperowany. Może trochę zirytowany, może trochę zmęczony, ale nie przejęty na tyle, by czuć desperację.
────
[700 słów: Chait otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz