Pokręciła tylko nieznacznie głową, kiedy jakiś starszy pan chciał przepuścić ją w drzwiach. Cofnęła się kilka kroków, odprowadzając go wzrokiem, gdy przekraczał próg i ruszał chodnikiem w kierunku, z którego przed chwilą przyszła.
Przesunęła się trochę bliżej ściany lokalu. Zaczynała się zastanawiać, czy wychodzenie z Obozu Jupiter było w ogóle dobrym pomysłem. Tam przynajmniej mogłaby się do czegoś przydać, zamiast stać jak skończona idiotka w środku miasta, czekając, Shayel łaskawie się zjawi, spóźniony.
Z drugiej strony, w obozie musiałaby znosić Atlasa. Arisu nie była do końca pewna, który z tej dwójki irytuje ją w tej chwili bardziej. Oczywiście, jasno dała farbusowi znać co powinien (lub bardziej: czego nie powinien) robić pod jej nieobecność, ale miała przeczucie, że i tak zrobi dokładnie na odwrót.
Mogła tylko zastanawiać się, co wymyśli tym razem, by nie wypełniać obowiązków. Najwyżej zabije go, jak już wróci. Jeśli ktoś inny jej nie wyprzedzi.
Zrobiła się jeszcze bardziej zła na samą myśl, że miałby zabić go ktoś inny niż ona.
– Już jestem.
Obejrzała się, rozluźniając trochę uścisk na pasku od torby. Nawet nie zorientowała się, że tak mocno zaciska palce. Shayel stanął obok, nie wyjmując rąk z kieszeni ani nie wykonując żadnego innego gestu na powitanie. Ona też się nie poruszyła. Nie zamierzała przecież wyrywać się pierwsza do takich rzeczy.
Otworzył drzwi i puścił ją przodem. Chciała zapytać, czemu się spóźnił, ale ugryzła się w język.
W kawiarni było niemal pusto. Jakaś para siedziała przy stoliku w najdalszym kącie, jakiś mężczyzna pochylał się nad blatem przy oknie. Podeszli kilka kroków bliżej lady. Arisu zamrugała kilka razy, patrząc na napisane odręcznie menu, ale rozczytanie go w dalszym ciągu wydawało się tak samo niemożliwe.
– Nie mogliśmy dokończyć rejestracji w systemie.
Przeniosła wzrok na Shayela. Nadal nie zapytała go, gdzie teraz pracuje, chociaż mieszkał w San Francisco już od kilku miesięcy i zdążyła już kilka razy się z nim widzieć. Wiedziała, że on nie powie jej tego sam z siebie (prawdopodobnie nie uważał, by było to ważne), a skoro ona nie zamierzała pytać, to musiała żyć z tą zżerającą ją ciekawością.
Lub dowiedzieć się w jakiś inny sposób. Musiała się nad tym dokładniej zastanowić, jak już będzie sama.
– Co chcesz? – zmienił temat. Śledziła jego ruchy, kiedy sięgał do torby (zauważyła na niej nowe, zaszyte rozdarcie, którego ostatnio na pewno nie miała) po portfel.
Portfel też był okropnie zniszczony.
– Herbatę.
Już tego żałowała. Jeśli chciała napić się herbaty, która faktycznie miałaby smak, to musiała przygotować ją sobie sama, nie powinna liczyć na przypadkową kawiarnię.
Shayel skinął głową, nie pytając o nic więcej i zrobił kilka kroków w stronę stojącej za ladą sprzedawczyni, samemu jeszcze zadzierając głowę i czytając menu. Arisu nie poszła za nim, zostając w tym samym miejscu i uważniej rozglądając się po lokalu.
Nigdy nie była w tej konkretnej kawiarni i zastanawiała się, czy Shayel zdążył odwiedzić to miejsce wcześniej. Nigdy nie był tym typem osoby. W sumie to bardzo rzadko widziała, by pił coś poza wodą, a z kawą to chyba nigdy go nie widziała. To nie wydawało się jej się zwyczajem, który mógł się zmienić.
Zresztą, sama kawiarnia nie wydawała się taką, do której chodzi się ze względu na klimat. Była jasna, mało przytulna. Fotele wydawały się nieprzyjemne i niewygodne, chociaż na żadnym jeszcze nie siedziała i nawet nie miała takiego zamiaru. Albo to po prostu Arisu nie znała się na kawiarniach, to też mogła być prawda.
Pisk odsuwanego krzesła sprawił, że włosy na karku stanęły jej dęba. Odwróciła głowę w stronę pary. Mężczyzna teraz stał, podniesionym głosem mówiąc coś o wzrostach wartości, akcjach i regulacjach prawnych. Kobieta nie ruszyła się z miejsca i nie wyglądała na szczególnie przejętą, więc Arisu od razu wróciła wzrokiem do sprzedawczyni i Shayela. I tak nie rozumiała, o co chodzi w tamtej rozmowie.
Dziewczyna za ladą musiała być w podobnym wieku do Arisu, miała włosy spięte w ciasnego kucyka i usilnie namawiała na coś Shayela, wskazując na witrynę cukierniczą i czekające za nią kanapki, tarty, ciasta i ich pojedyncze kawałki. Arisu podeszła do nich, poprawiając wiszącą na ramieniu torbę.
– Co jest? – zapytała, przenosząc spojrzenie między bratem, sprzedawczynią a witryną.
– Masz ochotę na jakieś ciasto?
Zmarszczyła nos, zanim zdała sobie sprawę z tego, że to nieodpowiednie. Pokręciła głową. Shayel westchnął, zrezygnowany.
– Tak jak mówiłem, będą tylko napoje. Na wynos.
Sprzedawczyni wydawała się zirytowana ich odpowiedzią, ale przyjęła płatność już bez następnego słowa.
Odsunęli się, by poczekać na zamówienie. Arisu splotła dłonie, by uniknąć zaciskania ich na pasku torby.
– Dalej gardzisz słodyczami? – zapytała, chociaż było to okropnie głupie pytanie.
– Podobnie do ciebie.
Wzruszyła ramionami.
– Nie jestem w nastroju.
Nie odpowiedział, więc stali dalej w ciszy. Shayel ze wzrokiem wbitym w menu nad ladą, Arisu znowu rozglądając się po kawiarni, tym razem ukradkiem, może też trochę mniej uważnie, z mniejszym przejęciem. Usłyszała otwierające się drzwi i spojrzała w ich stronę, przez chwilę obserwując, jak jakiś chłopak – ten zdecydowanie młodszy od niej – w pośpiechu ich mija i wpada za ladę, ledwo wymijając szykującą ich zamówienie dziewczynę.
Ta okrzyczała go, odstawiając na ladę dwa papierowe kubki i machnęła na Arisu i Shayela, nawet nie patrząc w ich stronę. Arisu zdążyła otworzyć usta, żeby jakoś to skomentować, ale jej brat pokręcił nieznacznie głową i podszedł, by je odebrać.
– Nie warto – powiedział, kiedy podawał jej jeden z kubków. Kiedy wychodzili, znowu przytrzymał Arisu drzwi, nawet nie patrząc w stronę sprzedawczyni.
Była innego zdania, ale postanowiła odpuścić.
– Jak w Obozie? – zapytał. Ruszyli przed siebie. Na ulicach dalej było zadziwiająco cicho i spokojnie, w sposób, który wzbudzał w Arisu niepokój.
Upiła łyk herbaty i skrzywiła się, dochodząc do wniosku, że faktycznie powinna żałować tego zamówienia.
– Jak zawsze. Sprzątanie, treningi.
Wolałabym podróżować. Nie powiedziała tego na głos, chociaż bardzo chciała. Zawsze bardzo chciała.
– Może Atlas nie wysadzi baraków do mojego powrotu.
Shayel spojrzał na nią, unosząc brew. Wcześniej nie opowiadała mu o Walkerze, nie było okazji.
– Idiota z kohorty. Nieodpowiedzialny bałwan, z którym musiałam pracować, okropnie wkurzający. Nikt ważny.
Dalej czuła na sobie jego wzrok.
– No co?
– Nic, nic. Jestem zdziwiony. Że ktoś ma odwagę cię wkurzać. Zwykle wszyscy chodzą wokół ciebie na paluszkach.
Parsknęła cicho. Oboje wiedzieli, że to nie do końca jest prawda, chociaż ona bardzo by tego chciała i czasami – ale tylko czasami – wmawiała sobie, że dokładnie tak jest.
Weszli do budynku, w którym mieszkał Shayel, a potem do tego samego mieszkania z widokiem na inne budynki i śmietnik. Zastanawiała się, kiedy się stąd wyprowadzi – nawet jeśli nie z miasta, to przynajmniej z tej okolicy.
Odstawili papierowe kubki na stolik. Arisu zajęła miejsce na kanapie, to samo, na którym siedziała, gdy Shayel powiedział jej, że zostaje w mieście na dłużej. W mieszkaniu było teraz dużo czyściej niż podczas tamtego spotkania. Walizki i torby leżały poukładane na górze szafy, tuż pod sufitem, a na starej komodzie piętrzyły się książki, wśród których dalej stał ten stary telewizor. Tak jak poprzednio, nie widziała nigdzie pilota.
Sięgnęła po złożoną gazetę, otwartą w połowie i porzuconą na kanapie.
– Coś ciekawego? – zapytała, nie podnosząc wzroku.
Shayel nie odpowiedział od razu. Poprawił wiszący na oparciu kanapy koc, wbijając wzrok w trzymaną przez Arisu gazetę, aż w końcu pokręcił głową.
– Nie. Niezbyt.
– Zostajesz na obiad? – zapytał, krążąc między komodą a regałem, którego wcześniej zdecydowanie tu nie było. Prawie uginał się pod ciężarem encyklopedii, słowników i kilkunastu innych opasłych tomów.
– Nie masz planów?
Wykonał gest, który mógł być wzruszeniem ramion, a mógł po prostu dziwnym tikiem nerwowym.
– Zapraszali mnie na piwo, ale… niezbyt mam ochotę – odpowiedział w końcu.
Nigdy nie miał.
– Zostanę, ale nie zamierzam gotować – ostrzegła od razu. Wydawało jej się, że wywrócił oczami i przez chwilę miała ochotę wyśmiać go za tak dziecinny gest. – Mogę zająć się krojeniem. Jeśli opowiesz coś z podróży. Na pewno dowiedziałeś się czegoś o folklorze i tradycjach regionów, w których byłeś.
Spodziewała się, że to Shayel zaraz wyśmieje ją, ale tylko skinął głową, jakby w ogóle mu to nie przeszkadzało.
[1300 słów: Arisu otrzymuje 13 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz