poniedziałek, 26 stycznia 2026

Od Raine do Ishy — „Bonding moment na stacji benzynowej”

Raine z uśmiechem godnym pracownika miesiąca tłumaczy piętnastej osobie tego dnia, która pyta go, gdzie podziało się słońce, czemu jest taka niska temperatura i gdzie jechać, żeby znaleźć piękne, nagrzane słońcem plaże. W międzyczasie robiąc kolejnego hotdoga z większą ilością sosu niż parówki, Raine opowiada im o klimatycznym fenomenie San Francisco i zapewnia, że co roku wszyscy się mylą. Klienci nie wydają się zadowoleni, a co po niektórzy zaczynają grozić, że zgłoszą go do kierownika. Ich pomysł nie jest najmądrzejszy nie tylko dlatego, że Raine z chęcią spróbowałoby znaleźć inną pracę, ale też on nie przypomina sobie najmniejszej wzmianki o tym, że w jego kompetencje zalicza się kontrola pogody, a tej mocy, jako biedne dziecko Asklepiosa, niestety nie może tak po prostu posiąść.
Wykłócający się klienci przestają wreszcie wykłócać się z Raine, a zaczynają bardzo głośno narzekać między sobą, pewnie próbując zaplanować zorganizowany zamach na tego głupiego ekspedienta, który nawet nie zapamiętał, jaki sos zamówili (co nie mogło się wydarzyć w ich najśmielszych snach).
Raine już przygotowuje najszczerszy uśmiech, na jaki jest w stanie się zdobyć w tej sytuacji (zazwyczaj nie ma to najmniejszego znaczenia, bo jest dobry w uśmiechaniu się) i wita kolejną osobę na stacji bardzo pogodnym „dzień dobry”, w ogóle nie podobnym do tego, co naprawdę chciałby powiedzieć (czyli bardzo uprzejme, ale stanowcze, wyproszenie wcinających hotdogi awanturników).
Przez głośne rozmowy, których Raine, pogoda i przeklęte San Francisco są głównym tematem, heros nie może dosłyszeć, o co tak właściwie prosi go kobieta, która z niekoniecznie miłym wyrazem twarzy rzuca znaczące spojrzenia w stronę grupki zjadaczy hotdogów. Wreszcie, bo chyba kolejne „co?” Raine przeważa szalę, rzuca do nich:
– Może byście się ogarnęli?
Ich rozmowa przycicha, ale nie milknie całkowicie. Wrogość klientów z Raine przenosi się na kobietę, która ponownie odwraca się do ekspedienta i z politowaniem kręci głową.
– Za stanowisko numer dwa – mówi, tonem już nie tak oschłym, jaki udało się Raine usłyszeć tuż przed chwilą. – Nie zazdroszczę ci pracy tutaj – dodaje, może tylko po to, żeby to powiedzieć albo na szybko dodać Raine jakiejś otuchy w tej parszywej sytuacji, ale on, jak to on, dostrzega w tym zwykłe zaproszenie do dalszej rozmowy.
– Zazwyczaj nie jest tak źle – rozpoczyna z uśmiechem, ale klienta tylko uśmiecha się w taki sposób, w jaki uśmiechają się osoby, które przejrzały już twoją fasadę i wiedzą, jak jest naprawdę. – W sezonie letnim nagle wszyscy pytają, gdzie jest słońce i bardzo szybko denerwują się, gdy odpowiadam, że pogoda wynika z prostych czynników astronomicznych, co w żadnym razie nie jest moją specjalnością. A wiesz, jak nie ma ruchu, to mam schowany pod ladą atlas grzybów – mówi to tak, jakby było to największe przestępstwo, jakie popełnił w całym swoim życiu (prawdopodobnie kradzież jakiejś grzybni była czymś poważniejszym, ale zrobił to dla dobrej sprawy i swoich badań). – No, ale. To będzie…
Kobieta już wyciąga portfel, ale grupka napakowanych miłośników hotdogów naprawdę wzięła sobie do serca to, że ona śmiała zwrócić im uwagę na ich głośne zachowanie. Wpychają resztę parówek do ust i, nie zwracając uwagi na to, że właśnie przeszkadzają jej w prostym procesie płatności, jeden z nich próbuje wyrwać jej portfel z ręki. Pewnie nie spodziewa się, że kobiety mogą mieć choć trochę siły w dłoniach, bo nie może powstrzymać zaskoczonego stęknięcia, gdy pieniądze magicznie nie znajdują się w jego dłoni.
– Proszę pana – szybko i głośno odzywa się Raine, chcąc zdążyć, zanim ktokolwiek inny zacznie krzyczeć – za próbę kradzieży złapaną na kamerach będę musiał zgłosić pana stróżom… – Przerywa na moment i szybko mruga, bo z jakiegoś powodu głowa faceta nagle przypomina mu coś w rodzaju główki porcelanowej lalki.
– NIC MNIE NIE OB… znaczy. Przepraszam, dziękuję, ale obejdzie się bez tego – odpowiada facet, a jego koledzy patrzą na niego zdziwieni. Raine przygląda im się dokładnie, ale akurat w ich wyglądzie nie dostrzega większych anomalii. Wydaję się tak samo zdziwnieni faktem, że ich kolega postanowił tuż przed obiektywem kamery wyrywać komuś portfel, jak i tym, że kulturalnie przeprosił ekspedienta grożącego mu wezwaniem policji.
– Puszczaj, spocony baleronie – warczy kobieta i próbuje wyrwać swoją własność z ogromnych palców faceta, który mamrocze pod nosem „Przepraszam, dziękuję za propozycję, ale nie puszczę, przepraszam”. Wtedy coś klika we wciąż przesiąkniętym wiedzą wpychaną mu do glowy w Obozie Raine i gdy troszkę bardziej mruży oczy, dostrzega, że facet rzeczywiście nie ma twarzy tam, gdzie powinien mieć każdy człowiek. Jego oczy wyzierają spomiędzy dekoldu za bardzo rozpiętej koszuli i zanim Raine zdąży uznać, że to jest ekstremalnie obrzydliwe, działa jego pamięć motoryczna.
– Ee, to ja się nim zajmę! – woła niepewnie i przeskakuje przez ladę, prawie przewracając przy tym zarówno kobietę, jak i jej oprawcę. Ledwo znajduje miejsce na stopy, a jeszcze mniej miejsca ma na przemienienie swojego naszyjnika w kształcie słońca na gladius (oraz nieprzebicie nim kogokolwiek w pobliżu). – Jak już to się ogarnie, to pójdziemy sobie na jakąś grzybową, spoko? – rzuca do nieznajomej, która zdaje się nie być aż tak zaskoczona nagłym wyciągnięciem przez Raine miecza. Bardziej od niej przerażeni są faceci, którym nagle nie przeszkadza brak słońca i zmywają się ze stacji w mgnieniu oka.
– Przepraszam, a ten miecz, to możesz schować, proszę?


Isha?
────
[839 słów: Raine otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz