sobota, 24 stycznia 2026

Od Kala CD Elianne — „O pierścionku odnalezionym”

Poprzednie opowiadanie

JESIEŃ

To słowo, jak zawsze zresztą, wpycha się do jego ust samo i również samo się wypowiada. Nie oczekuje, że Elianne nagle powie, że mu wybacza i wszystko jest okej, bo on też nie wie, co chce, żeby mu wybaczyła. Pewnie jak zawsze odpowiedziałby „nie wiem”, a ona tylko uśmiechnęłaby się lekko i odpowiedziała „to nie przepraszaj”. Przeprosiłby za przepraszanie, zatoczyliby krąg, a potem on próbowałby wbić sobie do głowy to, że to poczucie winy, które go dręczy, jest kompletnie bezpodstawne. Nie odpowiada więc, bo przewidzenie przyszłości w tym przypadku nie sprawia mu najmniejszego problemu.
– Jakbym miała ci coś za złe, to bym ci powiedziała – mówi Elianne z tym swoim uśmiechem, który zawsze wydawał się Kalowi taki szczery i niewinny.
Tym razem jednak patrzy na nią podejrzliwie, ale szybko odwraca wzrok, żeby jeszcze nie pomyślała, że jej nie wierzy. Chce jej zaufać. Nie chce myśleć o tym, czego on nie pamięta, a co ona chce zapomnieć. Dlatego w milczeniu kiwa głową, obracając jednym z pierścionków, który powoli zaczyna rdzewieć, a on wmawia sobie, że wygląda tak samo jak wtedy, gdy kupił go parę lat temu.
– O każdym plotkują – dodaje Elianne, chyba próbując go pocieszyć. – Gorzej, jak się o tym wreszcie dowiesz, ale to trochę pocieszające, tak pomyśleć, że o każdym coś mówią za jego plecami, nie?
Kal tylko kręci głową. Chciałby, żeby to tak działało, nie, ona by chciała, żeby życie tak wyglądało, żeby ludzie po prostu mieli gdzieś zdanie innych. Może ona ma, może jej nie obchodzi to, że wszyscy myślą, że jej chłopak jest z nią tylko dla jakiejś durnej przykrywki. Szczerze, uwierzyłby w coś takiego. Ludzie chyba piszą książki na takie tematy.
Zamiast cokolwiek powiedzieć, niespodziewanie chwyta dłoń Elianne i wstaje z ziemi, ciągnąc ją za sobą. Mają robotę do zrobienia, porozmawiać mogą wieczorem. Albo równie dobrze nigdy. Na szybko sprawdza, czy nie ubrudził sobie spodni wilgotną glebą, bo tego to by już nie przeżył, nieważne, jak długo Elianne tłumaczyłaby mu, że wystarczt szczypta proszku do prania i będą jak nowe. On będzie pamiętał, że miały plamę.
– Jest okej – stwierdza Elianne ze śmiechem, a Kal nie wie, o co dokładnie jej chodzi. Spodnie? Plotki o nim? Jej samopoczucie?
Swoim zwyczajem, nie wnika.
Ponownie chwyta grabie powoli kostniejącymi z zimna palcami, myśląc sobie, że już wolałby myć okna. Gdy to robi, to przynajmniej jest mu ciepło, a teraz nie może nawet się wściec i wyrzucić ścierki na brukowane drogi Obozu, bo nie ma tutaj ani ścierki, ani okna, przez które owa ścierka mogłaby wylecieć. Ma tylko grabie, którymi mógłby zrobić komuś (albo sobie) rzeczywistą krzywdę.
– Kal?
– No?
– Ale wszystko jest okej?
Odwraca wzrok, nie odpowiada od razu. Nie podoba mu się to, ale Elianne będzie wierciła mu dziurę w brzuchu przez następny tydzień, jeśli teraz wyrzuci z siebie sucho brzmiące „tak” i dalej będzie zachowywać się tak, jakby coś się stało, chcąc zachowywać się tak, jakby nic się nie stało. Kiedyś myślał, że jego uczuć nie widać po nim aż tak dobrze, wydawało mu się, że wszyscy wokół niego, pozbawieni umiejętności wyczuwania emocji innych, nie znają sposobu na poznanie czyichś myśli, dopóki ktoś ich przed nimi jawnie nie odsłoni. (On wciąż nie ma zamiaru myśleć o sobie jako o wyalienowanej jednostce, która sposób funkcjonowania innych ludzi odkrywa zdecydowanie za późno).
– Nie lubię być postrzegany w ten sposób – odpowiada wreszcie, a Elianne zaczyna emanować tak dużym zaskoczeniem, że na moment nawet jego to zaskakuje. Szok, ciekawość, radość. Chciałby nie znać tych nazw. – Zastanawiam się, czy nie ściąć włosów – dodaje ze wzruszeniem ramion.
– To nie chodzi przecież o to, jak wyglądasz… – nieśmiało mówi Elianne. Kal nawet na nią nie patrzy. – W sensie. Możesz się prezentować jak chcesz. I nikt nie powinien mieć do tego jakichś… problemów.
– Ludzie oceniają cię po tym, jak wyglądasz – beznamiętnie mówi chłopak, starając się z całych sił, żeby, nie dajcie bogowie, myślała, że jest mu żal lat zapuszczania i innych takich. Lat pielęgnacj i wizyt u fryzjera, żeby z brązu zejść do bieli, i momentów, w których był pewien, że wyłysieje, a to siano wygląda dobrze tylko z odległości co najmniej dwustu metrów (nigdy nie było to prawdą, dzięki, mamo). – Nie wiem. Dawno niczego nie zmieniałem.
– Mi tam się podobasz taki, jaki jesteś – stanowczo rzecze Elianne. – I nie musisz się zmieniać ze względu na innych.
– Właściwie, zastanawiałem się nad tym od dawna – perfidnie kłamie. – Rozjaśnianie niszczy włosy – dodaje, choć Elianne wie najlepiej ze wszystkich znanych mu osób, że jego końcówki nigdy się nie rozdwoiły, co dopiero mówić o jakimś „zniszczeniu”.
Nie myślał nad tym. Nie chciał nad tym wszystkim ślęczeć, wpatrywać się w ścianę i myśleć o tym, jak bardzo czasem chciałby odciąć się od tego, co jest jego. Zasygnalizować swoją zmianę (której jeszcze nie ma) czymś wielkim i szokującym, informując wszystkich, że nie jest już tą samą osobą, a tamten białowłosy laluś to już nie on.
Problem w tym, że najpierw wypadałoby się zmienić, żeby to miało jakikolwiek sens.
– Wiesz, jeśli bardzo chcesz, to mogę ci pomóc – proponuje Elianne.
– Umiesz ścinać włosy? – Dziewczyna dobrze wie, że za tymi słowami kryje się pytanie o jej przeszłe kursy fryzjerskie, najlepiej razem z certyfikatami i bogatym cv.
– Nie, ale zakładając, że tobie będzie we wszystkim ładnie…
– Nie mów tak.
– Ale to prawda – żartobliwie rzuca Elianne i choć Kal dobrze wie, że tylko się z nim droczy, to chłopiec wciąż się krzywi.
– Wiem, ale tak nie mów.
Irracjonalna prośba. Wie o tym nawet on.
– No, dobrze. Ale wiesz, zawsze będziesz mógł to poprawić u fryzjera, nieważne, co zrobię – stwierdza Elianne, mimo że wie, jak uparty potrafi być Kal. – W ogóle. O jakim kolorze myślałeś?
– Na pewno nie o białym – prycha.
– O różowym?
– Chyba śnisz.


Fryzjerko?
────
[934 słowa: Kal otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz