— Na co my tak właściwie patrzymy? — Mruknęła sceptycznie Dahlia.
Stół wyglądał jak pole bitewne. Jest szansa, że nim był.
Naprzeciwko siebie, pochyleni nad figurkami i planszami, siedzieli półbogowie. Dwójka przyjaciół (a właściwie jedno utrzymuje, że przyjaciół, drugie kategorycznie temu zaprzecza), wpatrywała się tępo w rozłożone karty i notki z instrukcjami.
— Mam jakiś koncept, ale tylko związany z kartami. Co do reszty… nie. — Odparło Arnar.
Pomysł wpadł do głowy, kiedy przyszła pora na kolejne odwiedziny związane z notką z Obozu Herosów. Chcieli, jak za starych dobrych czasów, zagrać w karty w jakiejś spelunie, ale przypałętała im się trzecia osoba.
Po prawicy Arnar, a lewicy Dahlii, umościł się na poduszkach satyr. Był ledwo zauważalny, daszek czapki wystawał zza gigantycznej płachty, którą dumnie nazywał instrukcją. Czy tam regulaminem. Używał tego na przemian, a reszta mogła tylko się domyślać, czy znał znaczenie tych słów, czy nie.
— Mówię, to jest bardzo prosta gra. Tylko pierwszy raz jest ciężki. — Odpowiedział wesoło.
Dahlia przewróciła oczami. Wielokrotnie się zastanawiała, jakim cudem zawsze wiedział, gdzie ją znaleźć, nawet jeżeli to był drugi brzeg USA. Jeszcze Arnar, nawet nie bacząc na to, kim ten satyr jest i co tu robi, od razu się zgodziło na rozrywkę. Niewiele trzeba było, żeby zachęcić dzieciaka Hermesa do czegokolwiek związanego z kartami oraz oszukiwaniem.
— Dobra Pęcisław. Po prostu powiedz nam, co mamy zrobić.
— I co te karty robią?
— Arnar, jeszcze nie teraz. Nawet nie wiemy, jaki jest pierwszy krok.
— Musicie wziąć pionki.
Spojrzeli wszyscy na miszmasz na planszy.
— Jaka jest definicja pionka? — Arnar zmarszczyło brwi.
— No, to są te metalowe cośki.
Dahlia już sięgała po pionek w kształcie auta, gdy Arnar zabrało jej sprzed nosa.
— Halo? To by—
— Kopyta ci walo! — Odpowiedział mimowolnie satyr.
Spiorunowała go wzrokiem, na co ten w odpowiedzi schował się za kartą z zasadami. Westchnęła zrezygnowana i wzięła metalowego buta.
— Gdzie mamy położyć?
— Chwila…
Czas upływał w akompaniamencie nerwowego wertowania kartek. Półbogowie zainteresowali się kartami i podczas casualowej rozmowy o ich stanie zachowania Arnar zaczęło je tasować, robiąc przy okazji triki. Które może nie robiły na reszcie jakiegoś wrażenia, ale miło było poczuć ponownie ich teksturę oraz to, jak się układają w rękach. Miały dziwną szatę graficzną. Zamiast klasycznych kolorów i cyfr były obrazki z potworami czy robotami, a wartości były absurdalne, na przykład 490, 760, 1000.
— Zakręćcie kółkiem.
— Jakim kółkiem?
— No, tym co ma cztery kolory.
— To jest dla ciebie kółko? To kwadrat ze wskazówką!
— Czepiacie się.
Arnar zręcznie zakręciło wskazówką i po chwili padło na czerwoną strefę. Satyr spojrzał z ukosa i zadowolony oznajmił:
— Lewa noga na zamek.
Spotkał się ze skonfundowanym wzrokiem. Arnar próbowało po swojemu wykoncypować, co dalej.
— Myślę, że ten twój but jest na lewą stopę i powinnaś przesunąć w stronę tam, gdzie lawa, wtedy to by miało sens z czerwoną stre—
JEB!
Kopyto padło z ciężkim impetem na planszę, rozwalając największy budynek. Kawałki poleciały w różne strony, szczególnie na Arnar, które miało pecha znaleźć się bliżej struktury.
Dahlia spojrzała spode łba na niszczyciela zamku.
— Mam wrażenie, że nie wiesz, o co chodzi i skleiłeś kilka gier w jedno — Warknęła.
────
[505 słów: Dahlia otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz