środa, 21 stycznia 2026

Od Lotus — „Ribs”

ROK TEMU

Rutyna nie była zjawiskiem, które często gościło w życiu Lotus Wright. A powinno, bo Obóz Jupiter w półboskich kręgach cieszył się opinią, według której dyscyplina była rzeczą świętą. Lotus jednak lubiła ustalać sobie własne świętości; na przykład gofry jedzone po kryjomu w niezaplanowanych przerwach między zajęciami albo wymykanie się z treningu chwilę wcześniej, żeby znaleźć się w łaźniach kilka minut przed wszystkimi i uniknąć tłoków. Wiele drobnych rzeczy, które każdego dnia wykonywała inaczej i które zdecydowanie nie składały się na spójną całość.
Jedyne momenty, w których czuła się jak podczas wykonywania rutynowych zadań, zdarzały jej się w domu. Jakimś cudem mycie okien we własnym mieszkaniu było nudniejsze niż mycie okien w obozie (i zajmowało jej zdecydowanie więcej czasu), obiad jedzony w kuchni przy stole (zwykle w ciszy) nie smakował tak samo, a rozmowy z Aniną (często nieliczne, zależy od humoru) nie były tak pełne śmiechu. Wracając do domu czuła się, jakby stawała się o połowę mniejsza.
Kiedy zdarzało jej się mieć gorszy dzień, łapała się na tym, że nie czuje, jakby mieszkanie było jej domem. Jasne, w tym miejscu spędziła dzieciństwo, odrabiała lekcje, do tego pokoju zapraszała koleżanki, na tej kanapie obejrzała niezliczoną ilość filmów. A jednak na nic się to zdawało, kiedy wracała do cichego mieszkania i w tej samej ciszy spędzała sobotnie popołudnia, wieczory i niedzielne poranki.
Tego konkretnego sobotniego popołudnia akurat miała ochotę na porządną drzemkę, kiedy ktoś zaczął dobijać się do jej drzwi. Z niechęcią i zdawkową nieufnością wyjrzała przez wizjer; była gotowa zobaczyć kogoś z ulotkami albo co najwyżej Jehowych. A jednak po drugiej stronie drzwi dojrzała jedynie burzę jasnych loków, które ktoś próbował upchnąć pod czapką. Na szczęście Lotus całkiem dobrze znała tą jaskrawoczerwoną czapkę z doszytym Batmanem. Przekręciła oba zamki i ledwo co zdążyła nacisnąć na klamkę, kiedy blondwłosa kreatura zamknęła ją w szczelnym uścisku.
Nie widziała się z Amy od półtora miesiąca, może dłużej. W każdym razie na tyle długo, że dziewczyna zdążyła już zmienić zapach perfum. Może nawet więcej niż raz, bo wylewała je na siebie całymi flakonami, a teraz korytarz cały pachniał słodko fiołkami.
— W końcu! Zepsuł wam się dzwonek, wieki pukałam do tych drzwi. Naprawisz go w końcu? Jezu, ale ja cię dawno nie widziałam. — Z ust Amy wylał się potok słów, kiedy już wypuściła przyjaciółkę z objęć i odsunęła ją od siebie na długość ramienia. — Ogromny masz ten odrost, trzeba to będzie pofarbować — dodała, wchodząc do środka jak do siebie.
Może i to był po części jej dom.
Lotus najpierw kilkukrotnie zamrugała, bo była na to zdecydowanie zbyt zaspana, a potem z powrotem zamknęła drzwi wejściowe. Słyszała, jak Amy w kuchni nastawia czajnik, mrucząc coś do siebie. Potem na jej usta wpłynął uśmiech. Może odwiedziny przyjaciółki były czymś, czego potrzebowała dużo bardziej od paru dodatkowych godzin snu.
Przeszła do kuchni i usiadła przy stole, patrząc, jak Amy kopie w szafce z herbatami.
— No, to jak tam w szkole? — zapytała dziewczyna, wciąż stojąc do przyjaciółki plecami.
I dobrze się stało, bo dzięki temu nie zauważyła krótkiego zdezorientowanie, które przemknęło po twarzy Lotus. Zawsze na moment się zawieszała, kiedy słyszała pytania na temat jej szkoły z internatem, do której rzekomo chodziła. Ciężko jej było ukrywać większą część swojego życia przed bliską osobą i może dlatego tak rzadko się spotykały. Smak goryczy na języku wzmacniał się wraz z każdym wypowiadanym przez nią kłamstwem. Żałowała, że nie ma z tej sytuacji innego wyjścia.
Czasami myślała o tym, żeby uciąć kontakt Amy. Zerwać ten plaster boleśnie, ale raz. Może byłoby jej łatwiej, gdyby miała mniej połączeń z ludźmi, którzy nie byli w stanie przejrzeć przez Mgłę. Może czułaby się lepiej, gdyby nie musiała wymyślać coraz to nowych kłamstw. Przychodziło jej to dużo naturalniej, niżby chciała. Czasami uważała, że teraz bez Amy jej życie byłoby prostsze. A potem przypominała sobie, że to ona była jedyną osobą, przy której dusiła się ze śmiechu. Jedyną, która w pewnym stopniu znała Lotus lepiej, niż ona sama. Jedyną potrafiącą dostrzec dobro tam, gdzie ona go nie widziała.
Wtedy zwykle stwierdzała, że jest idiotką tylko przez to, że pomyślała o wyrzuceniu przyjaciółki ze swojego życia.
— W porządku. Na razie zdaję — odpowiedziała tylko, wzruszając ramionami.
Amy roześmiała się, odchylając głowę do tyłu.
— A ja poszłam na olimpiadę i załatwiłam sobie szóstkę z historii.
— Kujon.
— Nieuk.
— Oj weź już rób tą herbatę.
Lotus starała się brzmieć na poirytowaną, ale uśmiech sam cisnął się jej na usta. Choć wciąż była w tym samym szarym, cichym mieszkaniu, nagle poczuła, że jednak wszystko jest na swoim miejscu.


────
[743 słowa: Lotus otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz