sobota, 24 stycznia 2026

Od Arnar CD Dahlii — „W jakie gry gramy? Tak.”

Poprzednie opowiadanie

Gry to jego pasja. Jedna z rzeczy, w których jest naprawdę dobry i nie sądzi tak tylko on, ale wszyscy dookoła, wliczając w to cały ród dzieci Hermesa. Kompletny miszmasz, z jakim właśnie się zmagają, nie jest w stanie powstrzymać tak doświadczonego zawodnika, jakim jest Arnar. Pęcisław może pragnie być bogiem stworzonego przez siebie świata, ale to herosi wyjdą z tego starcia zwycięsko.
Hermesiak tak skupia się na próbach rozgryzienia tego, na czym polega gra, że prawie gubi się w tasowaniu. Tym bardziej gubi się w rozmowie.
– Ja? Ja nie wiem o co chodzi? – śmieje się Pęcisław. – Przecież napisałem cały regulami, Dahluś, nie rozśmieszaj mnie nawet. O, tu masz: podpis i odcisk mojego ko- Sorki, tu akurat… ugryzłem instrukcję…
– Dahlia. Już chyba mam plan – wbija się w ich konwersację Arnar, konspiracyjnym i głośnym szeptem.
– Nie masz planu – stwierdza kobieta, a satyr radośnie jej potakuje. – A my w to już nie gramy – dobitnie oznajmia, na co satyr tym razem gwałtownie kręci głową. Dahlia chyba oszczędza sobie udowadnianie mu, że przecież nawet on sam nie zna zasad i już zdążył zjeść ćwierć swojej instrukcji.
– Po prostu musisz uwierzyć w moją umiejętność odnajdywania się w każdej sytuacji – tłumaczy Arnar, dokładnie przyglądając się zawiłej konstrukcji sklejonej z co najmniej pięciu planszy do gry, na którą Pęcisław wysypał podwędzone z innych planszówek przedmioty. – Trzeba tylko dostrzec wzór i wtedy…
– Tutaj nie ma wzoru. To nawet nie ma nazwy. – Dahlia wbija wzrok w trochę zmieszanego satyra, a lawirujący między stolikami barman próbuje postawić gdzieś zamówione przez nich drinki.
– Otóż ma! – sprzeciwia się Pęcisław, ale nie jest w stanie kontynuować (i to chyba lepiej dla niego), bo właśnie kelenr desperacko próbuje umieścić ich napoje na zabałaganionym stole.
– Przesunąłby pan te karty? – pyta mężczyzna, a Arnar natychmiast chwyta stosik pomarańczowych tekturek z krzykliwym napisem: „Gorący ziemniak!” na rewersie.
– Ej, Dahlia, co robią chomiki? – pyta, przeczytawszy tekst na jednej z kart.
– Nazwałem to cacko… – Pęcisław chowa głowę za swoim regulaminem. – Eee, daj mi… sekundkę…
– Co robią chomiki???
– To pani zamawiała… puszkę? – Heroska bez słowa wskazuje Pęcisława, a puszka ląduje na zniszczonym zamku, bo kelner zaczyna mieć dość.
– DAHLIA CO ROBIĄ CHOMIKI.
– Nie wiem, kręcą się? W tym takim… kółku. – Arnar kiwa głową tak, jak wyobraża sobie, że pokiwałby głową nauczyciel, gdyby kiedykolwiek odpowiedział poprawnie na zadane pytanie (nie, żeby nie znał odpowiedzi, po prostu szybciej mówił, niż myślał. – To… dobra odpowiedź? – dopytuje zaskoczona Dahlia.
– Nie wiem, nie ma klucza.
– Ta gra nazywa się – uroczyście oznajmia Pęcisław – „PODPALENIE OBOZU HEROSÓW”.
Żadne z półbogów nie jest ani zachwycone, ani tym bardziej spodziewało się, że ta gra właśnie na tym polega. Patrzą na siebie nieco sceptycznie i oboje rozumieją, że żadne z nich nie wychwyciło nawet najdrobiejszej przesłanki, że będą palić Obóz. Dahlia wzrusza ramionami, Pęcisław wpatruje się w swoich graczy z nadzieję, a Arnar wreszcie postanawia przerwać napięte milczenie.
– A gdzie tu jest Obóz? – Hermesiak nisko pochyla się nad planszą, próbując dojrzeć gdzieś znajomy zarys miejsca, w którym spędził… z siedem lat? Albo trochę mniej?? Nieważne. Zna Obóz na pamięć, na pewno gdzieś rozpozna jego mikromapkę…
– Eeeeeee, gdzieś na północnym wschodzie chyba.
– Gdzie jest północny wschód?
– Północ jest tam, gdzie rośnie mech na drzewach…
– Arnar. – Dahlia postanawia znowu zabrać głos. – To przecież jest jakaś pułapka.
– Coś ty! – wrzeszczy Pęcisław, urażony do żywego. – Satyrowie pomagają półbogom, a nie zastawiają na nich pułapki! A teraz, jako, hm, but i samochód, musicie uniemożliwić… temu tam. Naparstkowi… zburzenia akweduktu!!!
– Dobra. – Arnar już zaciera dłonie, szybko zapomniawszy o poszukiwanym przez siebie Obozie. – Dahlia, potrzebuję w tym twojej pomocy…
– Może zamiast tego – kobieta wskazuje na bliżej nieokreślone miejsce na blacie – pójdziemy sobie na spacer? Albo gdzieś, gdzie jest wstęp wzbroniony dla satyrów? Tak, super? – pyta kobieta i zanim ktokolwiek jej odpowie, wstaje od stołu. – Pęcisław, możesz zjeść te swoje planszówki.
– Ale…
– A co z akweduktem? – wcina się Arnar. – Nigdy w życiu nie widziałem akweduktu. Mamy takie w Nowym Jorku? – pyta z oczami błyszczącymi z ekscytacji jak u małego dziecka. (Warto dodać, że w sumie nie wie, czym właściwie są akwedukty — wyobraża je sobie po prostu jak jakieś bardzo stare, w połowie zniszczone ruiny, które na pewno mają jakiś kształt).


Dahlia?
────
[682 słowa: Arnar otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz