wtorek, 6 stycznia 2026

Od Judasa CD Havu — „Take me to church"

Poprzednie opowiadanie

LATO

— Przez ciebie zapomniałem. Widzisz, co ze mną robisz?
Odwrócił się do Havu plecami, przez co nie mógł spostrzec jego zniesmaczonego wyrazu twarzy. Będąc szczerymi, Judas to po prostu beznadziejna osoba, jeśli chodzi o wymyślanie flirciaskich tekstów i trudno uwierzyć, że ktokolwiek chciałby wplątywać się z nim w romantyczną relację, bo za każdym razem, gdy próbuje powiedzieć coś na przyciągnięcie drugiej osoby (a próbuje tego nie raz, gdy chce zdobyć czyjąś sympatię), wychodzi to żenująco, aż by można zapaść się pod ziemię, byleby dalej nie słuchać tych nieudolnych prób.
Zalał jego herbatę, zerkając na elektroniczny zegarek przy piekarniku, żeby móc odliczyć idealne trzy minuty do wyciągnięcia zaparzacza.
— Może wymyślmy sposób, aby Vince przestał się tak teleportować — odparł, gdy wyjmował torebkę i wrzucał do śmieci.
Delikatnie podał Havu kubek, z którego unosiła się gorąca para.
— Vince? Od kiedy tak go nazywasz?
Judas uśmiechnął się do mężczyzny.
— To tak, jakbyśmy go już przygarnęli, więc czemu nie? Nie myślałeś nigdy, jak to jest być ojcem?
— Nie — odpowiedział dobitnym tonem. — Wolę o tym nie myśleć.
I nie wiedział, że od tej pory będzie miał wiele okazji, by zobaczyć, jak to jest.

 
— Nie chcę ZNOWU z tobą spać w jednym łóżku.
Ale nie miał żadnych innych wyborów. A gdyby miał, to nie byłyby one lepsze od położenia się na nieposprzątanej, zakurzonej i ofutrzałej podłodze, czego Havu nie miał zamiaru robić.
Wgapiali się w Vincenta, który bezproblemowo spał wśród przytulonych do niego, psich stworzeń, zajmując całą przestrzeń. Zbyt duża (zdecydowanie) koszulka Judasa zwisała z chłopaka niemal do samej ziemi, a codziennie jeansy nie wyglądały na zbyt wygodne, przez co mężczyźnie przeszło przez myśl, że powinien kupić jakieś ubrania dla nastolatka, na wypadek, gdyby… znowu zamierzał się do niego teleportować, bo mógł spodziewać się tego w każdej chwili, patrząc na dotychczasowy bieg wydarzeń.
— I tak byś spał, bo ta kanapa jest dla psów.
Havu niedowierzająco zmierzył wzrokiem drugiego mężczyznę, a jego wargi lekko zdarżały, choć jego twarz pozostała niewzruszona.
— Masz specjalną kanapę dla psów?
— Coś w tym dziwnego?
— Ty cały jesteś, kurwa, dziwny.
Po prysznicu położyli się plecami do siebie, ale nie pisnęli ani słowa. Havu robił coś w telefonie, a Judas wpatrywał się w sufit, nie zakłócając jego spokoju. Jego powieki już zaczęły się kleić, choć nie była to jego pora na spanie. Zazwyczaj zasypiał o pierwszej lub drugiej w nocy i nawet nie była to wina problemów ze snem, bo takowe przestały go męczyć mu już dawno temu. Prawie od razu spowiła go ciemność i zupełna cisza.

 
O dziewiątej rano obudził ich Vincent.
— Jestem głodny — stwierdził na przywitanie.
Głodzili go od paru godzin, a także samych siebie. Dopiero odczuli ten marynowany od dłuższego czasu głód, gdy usłyszeli jego słowa. Judas czuł się zbytnio odpowiedzialny za chłopaka — który nie był nawet jego rodowitym synem — przez co dopadło go poczucie winy i poczuł się jak najgorszy człowiek na świecie, który nie potrafi o niego zadbać.
Havu otworzył lodówkę, ale nie znalazł nic, co nadawałoby się na zbilansowany, pełny składników odżywczych posiłek. Dwie puszki piwa, mleko, śmietanka. Przeterminowany dżem truskawkowy, wyschnięta cytryna, jakieś dziwne pesto, jedno jajko, torebki ketchupów z KFC, a oprócz tego (o dziwo) szpinak. Nie miał nawet chleba.
— Masz cokolwiek… innego?
Havu postanowił, że zrobią obiad na kolację i wykorzystał fakt, że w szafce na suche produkty był makaron. Judas usprawiedliwiał się (choć nikt go o nic nie oskarżał), że nie zrobił akurat zakupów i dopiero ma uzupełniać zapasy. Z racji, że ksiądz miał od zawsze dwie lewe ręce do gotowania, to rudowłosy zrobił prawie wszystko, bo mężczyzna pomógł mu tylko w podsmażeniu cebuli i czosnku, a potem, zmuszony, umył naczynia.

 
Jedli makaron ze szpinakiem na śniadanie i oglądali telewizję, pijąc kawę. W czasach, gdy robią to tylko wymęczeni po ośmiogodzinnej pracy, wypaleni zawodowo i rodzinnie ludzie po czterdziestce, Havu musiał być znudzony, szczególnie że robił to przez Judasa. Oraz z Vincentem. Typowa dwójka ojców z adoptowanym dzieciakiem.
Ksiądz nie potrafił wywnioskować żadnych informacji o emocjach rudowłosego z jego twarzy, ale domyślał się, że nie jest najbardziej zadowolony. Nie przebrali się z pidżam (teraz także Havu miał na sobie ubrania Judasa), a na stoliku leżały talerze z ich śniadaniem.
Vince opowiadał o Obozie, o osobach, które tam poznał, jakiejś dwójce rudego rodzeństwa, za którymi chodził piekielny ogar, białowłosej kobiecie bijącej miotłą niebieskowłosego gościa, o pretorze jedzącym fasolki, a także o chłopaku imieniem Miko, którego szczególnie polubił czy o… ciekawie pachnącym dziecku Kloacyny.
— Okazało się, że jestem synem Arcus.
— Kto by pomyślał — prychnął Havu, uśmiechając się z ironią. — W końcu jesteś magiczny i się teleportujesz z obozu w środek miasta. Dwójka rodziców od boga śmierci lub terroru oraz ich syn Arcus. Nic zaskakującego, dziwnego ani komicznego.
— Ale słuchajcie, umiem robić sztuczki, których wy na pewno nie zrobicie.
Musiał im się pochwalić iluzjami, zadowolony ze swoich umiejętności (niezbyt umiejętnych jednak, jakby nie do końca panował nad tym, co robi), które nadal odkrywał. Był jak ucieszony nową zabawką pięciolatek. Postanowił też swoimi magicznymi rękoma stworzyć tęczę, co okazało się błędem.
Nagle znaleźli się na plaży. Z dala od domu. Ich stopy ugrzęzły w prosto w piasek, a do uszu dotarł dźwięk fal. Ostre promienie słońca poraziły ich prosto w oczy. Zszokowani spojrzeli po sobie. Vincent przełknął ślinę, ze strachem patrząc na mężczyzn.
— No, nic się nie stało — uśmiechnął się Judas, jakby nigdy nic — może ty nas lepiej przeteleportujesz z powrotem, Havu?
— A co ja, też jestem synem Arcus? — Odwzajemnił grymas.
— Nie, ale jesteś dzieckiem Plutona, a nie wiem, czy Vince... da radę to normalnie zrobić.
Rudowłosy zmarszczył brwi na mężczyznę
— Co?
— Sam mi powiedziałeś.
— Masz na myśli… że nigdy ci nie powiedziałem prawdy, a ty na dodatek uwierzyłeś w oczywisty żart?
— …Nie.
— …Ups.


Havu?
────
[934 słowa: Judas otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz