wtorek, 2 czerwca 2026

Od Dantego CD Ivy — „For The Hell Of It”

Poprzednie opowiadanie

JESIEŃ, rok temu

Nie mogłem uwierzyć własnym uszom! Ivy, ten Ivy, zgodził się ze mną wyjść. Uśmiechałem się jeszcze długą chwilę, zanim poluźniłem napięte mięśnie twarzy.
— W takim razie o osiemnastej.
Ivy nie odpowiadał dłuższą chwilę. Widziałem, że ucieka wzrokiem; spogląda a to na szyld jednego ze sklepów odzieżowych, a to na przechodzącą parę nieznajomych. Nie podobało mi się, że mnie tak ignorował, ale nie mogłem też pozwolić, by nasza relacja już na wstępie została zepsuta. Postanowiłem udawać, że tego nie zauważam.
— Dobrze. Niech będzie.
Uśmiechnąłem się szeroko do mężczyzny na pożegnanie i odszedłem w swoją stronę. Najchętniej poczekałbym u niego w domu, ale przecież musiałem się przygotować. Znaleźć ciuchy, buty, ułożyć włosy i zrobić twarz. Miałem nadzieję, że kiedy się spotkamy, on również ubierze się inaczej niż zwykle i pozwoli mi się poznać z innej strony. Byłem taki ciekawy jego osoby. Jego upodobań do spędzania wolnego czasu, jego pijanego głosu i chwiejnych kroków. Chciałem to dzisiaj wszystko zobaczyć.
Byłem pierwszy. Czekałem przed wejściem do wybranego klubu i oglądałem się w przedniej kamerce telefonu. Wiał akurat dosyć lekki wiatr i rozgarniał moje ułożone włosy we wszystkie strony.
Ivy się nie spóźnił. Zjawił się dziesięć minut przed osiemnastą. Na ramiona narzucony miał długi, czarny płaszcz. Wyglądał oszołamiająco.
— Hej! — Przywitałem mężczyznę żywym machaniem ręki. Zauważyłby mnie pewnie z kilometra — nie bez powodu lubiłem ubierać się na kolorowo — ale sam jego widok poprawił mi humor i nie mogłem się oprzeć, by do niego nie pomachać.
Ivy podszedł zupełnie niespiesznie. Nie uśmiechnął się wcale, ale wytłumaczyłem sobie, że to pewnie ze stresu, bo wyglądał na osobę, która nie chodziła do klubów w ogóle.
— Usiądźmy gdzieś na boku.
Powiedział to od razu, kiedy złapałem za klamkę i pociągnąłem drzwi do siebie, by je otworzyć. Wolałem zazwyczaj siedzieć bliżej baru, ale postanowiłem zrobić tym razem wyjątek — wszystko po to, by zbyt szybko się nie zniechęcił i został ze mną do samego rana.
— Wolisz piwo czy drinki? — zapytałem od razu, kiedy usiadłem. Wolałem przejść do konkretów. Przecież nie będę tutaj siedział o suchym pysku. — Ja zazwyczaj zaczynam od mniejszych drinków.
— Wolałbym na razie coś… bezalkoholowego. — Przewiesił swój płaszcz przez oparcie krzesła. — Wydaje mi się, że też powinieneś tak zacząć. Czasem dobrze jest spróbować zabawy całkiem na trzeźwo. Ciągłe picie jest niezdrowe.
Przewróciłem oczami. Nie przyszliśmy tutaj przecież, żeby pić owocowe soczki. Nie przyszedłem też tutaj po to, żeby słuchać morałów, bo takich nasłuchałem się już wiele w całym życiu. Chciałem tylko dobrze spędzić czas.
— Raz można sobie pozwolić — próbowałem zachęcać go dalej. — Może wezmę ci coś, co sam lubię?
Ivy wyraźnie się zawahał. Zauważyłem przebiegający po jego twarzy cień wątpliwości i niechęci.
— Proszę, weź m-
— Zaczekaj tutaj. — Podniosłem się szybko, nie pozwalając mu celowo dokończyć zdania. — Zaraz wrócę.
Bez dalszego namawiania poszedłem do baru i zamówiłem dwa takie same drinki — kolorowe, w małych szklankach, żeby nie zaczynać od razu od większych i o całkiem delikatnych alkoholach, by nie zrazić od razu Ivy'ego. Sam drink miał pewnie ledwo pięć procent i mógł jedynie połaskotać nasze palce u nóg, ale lepiej zacząć w taki sposób, niż narazić siebie na utratę nowego przyjaciela.
Postawiłem szklanki na stoliku i usiadłem na krześle naprzeciwko mężczyzny.
— Zaufaj mi — uśmiechnąłem się, jak zawsze, całkiem przekonująco — nie będzie mocny. Chciałem tylko, żebyś spróbował moje smaki.
Nawet jeśli Ivy w głowie kwestionował swoje decyzje i tak postanowił spróbować swojego napoju. Nie skrzywił się, ale też się nie uśmiechnął.
— Całkiem dobre — przyznał. — Powiedz mi, jak często tutaj przychodzisz?
— Może cztery razy w tygodniu? — zastanowiłem się. — Czy to jakieś pytanie pułapka?
Pokręcił głową.
— Nie, ale nie uważasz, że to zbyt często?
Zmarszczyłem brwi. Nie spodobało mi się, że zaczął prawić mi kolejne morały.
— Uważam, że to nawet zbyt rzadko.
Ivy nic nie odpowiedział. Może to i lepiej? Gdybym znowu w odpowiedzi usłyszał coś w rodzaju morału, to chyba nie zdołałbym siebie dłużej powstrzymywać. Czy to, że tak często bywam w klubach było problemem? Czy to właśnie przez to mógłby mnie przestać lubić?
— A tak w ogóle, Ivy, mój drogi, jesteś może wolny?
— Jutro jestem zajęty. Właściwie, do końca tygodnia jestem zajęty.
— Nie o to pytam.
Niemożliwe, że był taki nieświadomy. Niewinny. Całkiem to urocze.
— Jeśli chodzi o resztę miesiąca, to również może być problem. Więcej raczej nie chciałbym z tobą wy…
— Poczekaj — przerwałem mu. — Naprawdę nie rozumiesz, o co pytam?
Pochyliłem się do przodu i zamrugałem parę razy. Nie do wiary.

Ivy wyjdziesz za mn?
────
[720 słów: Dante otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz