LATO
To była ulga, że Chaitowi też to nadal nie zeszło z myśli, bo Apollodoros ma o tym na tyle złe przeczucia, że nie może o tym skrawku papieru zapomnieć. Gdyby nie pewne… detale to by pewnie dawno zapomniało o sprawie, ot ogłoszenie, które wszystkim wypadło z głowy. Tylko że nie może sobie na to pozwolić.
— Wiem, też je obserwuję od jakiegoś czasu. Podpytałem bardziej sąsiadów i… zaczynam się coraz bardziej martwić. — Doros przygryzł wargę, zanim zaczął mówić dalej. — Wiesz, to wszystko wygląda normalnie do momentu, gdzie sąsiedzi opowiadają o tym w tak dziwny sposób, który dla nich ma sens… w ten sposób. — Od sytuacji z „agentką nieruchomości” połączenie tego wyrazu z konkretnym tonem znaczyło jedno, nie musieli sobie tłumaczyć, to po prostu weszło w nawyk. — Ale okej, może to nic poważnego prawda? Ci tuż nad nami pokazywali mi ostatnio zdjęcia tych zniszczeń, normalnej wielkości gryzoń takich nie robi, to raz. Dwa… hmmm… Jest taki jeden mit o Apollonie Smintejskim, wiesz? Człowiek w wiosce ściąga na siebie boski gniew, co powoduje plagę myszy, które absolutnie niszczą im pola. W micie ojciec odwiedza tamto miejsce i ze względu na pozytywne przyjęcie zabija strzałami tamtą mysią plagę.
— Okej… nie że ci nie wierzę, ale tu chodzi o szczury, z tego, co rozumiemy, tak? — Chait był zmartwiony, oczywiście, ale ewidentnie miał pewne wątpliwości, co nie jest złą rzeczą, ma w tej sytuacji sens po ich przeżyciach tym bardziej.
— To była moja pierwsza myśl, wiesz? Natomiast to nadal na pierwszy rzut oka dość podobne gryzonie, może coś w tłumaczeniu poszło nie tak? Albo w tej piwnicy nie były do rozpoznania? I tak żywią się wszystkim, co tam jest, do zniszczeń, więc jeśli problem nadal jest… My przynajmniej jak coś możemy się łatwiej obronić.
— Dobra jak coś, to po prostu normalna trutka do kieszeni przy okazji, chyba preferowana opcja. — Zaśmiali się niezręcznie z absurdalności tej sytuacji.
Nie śpieszyło im się do zejścia do piwnicy, także ze względu na brak czasu (oraz trutek na przecenie). Z czasem jednak nie mogli przestać tego ignorować, zwłaszcza że jakby ich dłuższe pomieszkiwanie w bloku spowodowało zwiększenie aktywności małych przekleństw, jak je czasami nazywali dla rozładowania napięcia.
Przy wejściu herosa zdziwił brak mocnego zapachu pleśni… nawet te piwnice takie złe nie były, no poza… uczuciem. Że tam głębiej coś jest w „towarzystwie”, że jedyny powód, czemu nie wyczuli jeszcze ich zapachu, to dlatego, że potwory mają gniazda gdzieś w dalszych odmętach pomieszczeń. Szło trochę za kolegą, jakby rzeczywiście to były potwory, to klasycznie łuczników trzyma się jednak w tylnych liniach, tak?
Chwilę po Chaicie zauważył kątem oka ruch, po którym do ich uszu doszedł pisk pomieszany z? Dziwnym, animalistycznym dźwiękiem, ale zbyt głośny na maleńkiego szczura… Nie no, może to jednak akustyka??? Prawda??? Robi z igły widły i to tylko mały gryzoń, tak???
Świst metalu w powietrzu, po chwili przemieszany z piskiem rannej bestii rozdarł powietrze w mgnieniu. One… pomiędzy myszą a szczurem, jakby stały na tylnych łapach, to byłyby wyższe od kilkulatka… Wychudzone, jakby ich głód był nie do zaspokojenia nieważne od ilości pożywienia. Pierwszy zraniony mieczem został wybity z rytmu. Apollodoros zareagował instynktownie, atakując bez wydłużonego namysłu. Uczył się poprawnych podstaw, aż stały się drugą naturą. Nie, że teraz miał czas oceniać technikę strzału, najważniejsze, że przeszyła cel i zadała obrażenia. Kolejna i kolejna tak jak ostrze ucinające głośne piski tych… istot.
Nie każde uderzenie Chaita trafiało, niektóre strzały Dorosa chybiły, trafiając w posadzkę, ale się trzymali. Żadne obrażenia, których nie jest w stanie zaleczyć po wszystkim. Stadko powoli spotykało się ze śmiercią, ale nadal, to, że jest ich tyle... i jakby chodziły większymi klatkami wentylacyjnymi… To będzie cały blok do wytępienia.
Zaszumiało jeno w uszach po walce, nagle po ciągłym hałasie słychać było tylko wodę w rurach… Sprzątanie nie było przyjemne, ale konieczne. Leczenie zadrapań i ran znane, o wiele przyjemniejsze dla półboga. Jest to dla jeno… forma komfortu, pomagać w ten sposób. Wrócili do siebie windą, nie mieli jakoś ochoty na schody. Czeka ich teraz długa droga do kompletnej „deratyzacji”, ale jedno stadko mniej, to jedno mniej.
────
[670 słów: Apollodoros otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz