wtorek, 23 czerwca 2026

Od Chaita CD Dahlii — „Haul Away Joe”

Poprzednie opowiadanie

LATO

Nie odpowiedział Dahlii od razu. Na chwilę znowu spojrzał w miejsce, w którym doszło do nieprzyjemnej rozmowy, marszcząc brwi i ściągając usta w wąską linię.
Pracował jako animator od lat. Nie, że jakoś bardzo wielu, ale jednak lat. Wiedział, że ludzie są różni. Oczywiście, że w swojej karierze spotkał też tych okropnych. Przed oczami na chwilę stanął mu nawet jeden konkretny kierownik z jego normalnego, codziennego miejsca pracy. Ten sam, z którym pracował jakimś cudem zawsze wtedy, gdy obowiązki zmieniały się z „animator dla dzieci i osoba pilnująca porządku” na „cholerny półbóg wpadający w kłopoty”. Sam siebie nie lubił za to, jak fałszywie miły zwykle dla niego jest. Zwykle też nie mógł nic na to poradzić.
Ten konkretny mężczyzna wydawał się jednak jeszcze gorszy. Nie była to pewnie żadna obiektywna cecha, na którą Chait mógłby się powołać. Wydawał się po prostu dziwnie nieprzyjemny, bardziej, niż było to konieczne w danej sytuacji. Chaitowi przeszło przez myśl, że wydarzyło się jeszcze coś, czego nie usłyszał, ale to też nie miało sensu.
– Och, tak. Pewnie. Do jutra – rzucił w końcu, odwracając się do Dahlii i uśmiechając prawie bez rezygnacji. Nawet uniósł dłoń i pomachał jej delikatnie na pożegnanie. Miał nadzieję, że nie odebrała tego jako olewające lub niegrzeczne. Nie zamierzał przecież być niemiły akurat w stosunku do niej.
Może powinien ją zatrzymać i zapytać, czy wszystko w porządku. Tak, na pewno powinien, przecież on też był odpowiedzialny za walkę na plastikowe szabelki.
A i tak nie ruszył się z miejsca. Przez cały dzień nie zająknęli się słowem o tym, czy już wcześniej skądś się znali – nie chciał stwarzać sytuacji, w której będą zmuszeni o tym porozmawiać. Myśli Chaita od razu uciekły w stronę Aye, które przez jedno głupie pytanie do dzisiaj nie mogło zaznać spokoju od jego towarzystwa, w połączeniu z najgłupszymi możliwymi powodami przebywania w tym właśnie towarzystwie. Przyznawanie się do boskiego pochodzenia i wspólnego pobytu w obozie nigdy nie kończyło się dobrze. Nieważne, czy mieszkali w tym samym mieście, czy w dwóch różnych stanach. Zresztą, ten dzień był wystarczająco męczący, nie chciał jeszcze dodatkowo zmuszać Dahlii do rozmowy o irytującym szefie.
Poczekał, aż ta zniknie za zakrętem, zanim sam ruszył do wyjścia. Podejrzewał, że to było jeszcze bardziej niegrzeczne niż ta późna, pospieszna odpowiedź. Pozostało mu uznać, że to nie jest problem na teraz, bo teraz i tak już nic z tym nie zrobi. Jeszcze raz obejrzał się za siebie, na drzwi do szatni. Miał nadzieję, że reszta współpracowników okaże się bardziej sympatyczna, niż na razie mu się wydawało.
Poprawił plecak na ramieniu, przyspieszając kroku. Na pewno przesadzał, przecież nie mogło być aż tak źle. Nigdy nie było aż tak źle.

*

O dziwo nie wpadł na Dahlię w innych miejscach – ani ogarniając kilka spraw w okolicy parku, ani pod drzwiami hostelu, w którym się zatrzymywał. Podejrzewał, że to nawet nie było za bardzo prawdopodobne. Bo dlaczego niby miałoby być? Chyba po prostu nie potrafił przestać myśleć o tamtej sytuacji. I o tym, że jednak powinien od razu zapytać, czy wszystko w porządku.
To on zwykle był tym, który zbierał baty za głupie zachowania, a każde to zachowanie było głupsze od ich sparingu. Czuł się zwyczajnie niekomfortowo, że teraz jakimś cudem go to ominęło (nie miało znaczenia, czemu go to ominęło. Naprawdę).
Jeszcze zanim wszedł na teren parku rozrywki wiedział, że zapyta Dahlię o całą tę sytuację jak tylko ją zobaczy. I o to, co konkretnie miała na myśli, mówiąc o zabawie. Miał nadzieję, że nie zrozumie go źle. Nie miał nic przeciwko kłopotom. Przyzwyczaił się. Podejrzewał, że szef z jego pracy w Nowym Jorku też jest jak najbardziej przyzwyczajony i tylko czeka na telefony ze skargą, że kogo on tutaj wysłał. Podczas poważnej rozmowy w biurze on będzie zrezygnowany, a Chait tylko wyszczerzy zęby i przeprosi, kompletnie nie mając tych przeprosin na myśli.
Z tą myślą przemknął korytarzem, jeszcze tylko na krótki moment zatrzymując się przed wejściem do szatni, tak w ostatniej chwili zastanowienia się nad sensem życia i reszty pracy w tym miejscu. Nic szczególnie głębokiego, mimo wszystko.
Wszedł do środka, kiwając głową jakiemuś chłopakowi, z którym złapał kontakt wzrokowy. Odpowiedział tym samym gestem, ale bez uśmiechu. Chait nie zamierzał się o to obrażać. Zamiast tego rozejrzał się, szukając w tłumie Dahlii. Zobaczył ją przy jednej z szafek, więc tylko złapał mocniej pasek plecaka i od razu do niej podszedł. Nie było sensu czekać.
– Dahlia. – Uśmiechnął się na przywitanie, mierząc ją tylko odrobinę zmartwionym spojrzeniem. Odpowiedziała mu, ale nawet za bardzo tego nie zarejestrował. – Słuchaj, ech… Wszystko w porządku? Po tej wczorajszej… – Zawahał się. – Sytuacji?
Mówił pół tonu ciszej, nie chcąc zwracać uwagi innych pracowników. Ich reakcje wczoraj nie wydawały się szczególnie zachęcające. Albo po prostu sobie to wyobrażał. Dlatego na razie wbijał wzrok w Dahlię. I jeszcze raz poprawił plecak, udając, że to wcale nie jest nerwowy gest.


Dahlia?
────
[800 słów: Chait otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz