LATO
Artem nie wiedział dlaczego to zaproponował, bo nie proponował Edgarowi nocowania już od wielu miesięcy (a może przynajmniej roku?). Zaskoczony własnymi słowami odszedł w kierunku kuchni, by sięgnąć po pustą szklankę i nalał sobie wody z kranu.
Przez krótką chwilę żaden z nich się do siebie nie odezwał. Edgar nie potwierdził słowem, że zostanie, a Artem nie dopytywał, bo pomimo ciężkich chwil wciąż znał przyjaciela najlepiej. Rozumieli się bez słów. Tak po prostu. Byli przeciwieństwami, ale chyba rzeczywiście to właśnie przeciwieństwa ze sobą najlepiej współgrają i to dzięki temu tworzyli taką dosyć zgraną-niezgraną parę. Parę. Słowo to nie pasowało do ich obecnego stanu, ale chyba nie było lepszego, które mogłoby być chwilowym zastępstwem.
— Coś się zmieniło? — ciszę przerwał Edgar dosyć nieprzyjemnym, ale spodziewanym pytaniem.
— Nie. — Artem wzruszył ramionami. — Co miało się zmienić?
Wszystko.
Faktem było stwierdzenie, że zmieniło się wszystko. Relacja, którą mieli wcześniej nie wróci. Nigdy. Artem zwyczajnie udawał, że o tym nie wie, bo wolał w ten sposób kontrolować sytuację.
— Dobrze wiesz.
— Nie wiem.
Edgar przestał naciskać. Artem mógłby zrobić się zbyt spięty, zbyt stanowczy w swoich słowach i w taki głupi sposób mógłby znów zniszczyć wszystko; dlatego wybrał milczenie, bo tylko to czasem ratowało głupich, impulsywnych ludzi przez popełnieniem najgorszych błędów w swoim życiu. Dlaczego nie grać razem z Artemem i nie udawać, że nic się nie zmieniło?
Edgar siedział na kanapie z podkulonymi kolanami pod brodą, a Artem zajmował miejsce na drugim końcu. Nie patrzyli na siebie. Wbijali wzrok w czarny ekran monitora, bo chwilę wcześniej skończył się kolejny nudny film, który odpalił Artem. Nudny, przewidywalny horror, kończący się dokładnie tak samo, jak większość tego typu produkcji.
— Ej. — Edgar opuścił nogi na ziemię. — Gdybym nie było policjantem, to też byś mnie tak wykorzystywał?
— Tak. — Kącik ust Artem drgnął i uniósł się do góry. — Dlaczego zawsze pytasz o takie głupie rzeczy?
— Pytam serio.
— Odpowiedziałem serio. — Pokręcił głową. — Jesteś jakimś półbogiem i umiesz rzeczy, których nie potrafią zwykli ludzie. To oczywiste, że bym cię wykorzystał.
Edgar udawał, że ukuły go te słowa prosto w serce. Złapał się teatralnie za klatkę piersiową i opadł na oparcie kanapy.
— Udawałbyś chociaż, że nie.
Artem w odpowiedzi wzruszył ramionami. W całym tym spotkaniu najgorsze było to, że obydwoje zaczęli zachowywać się tak, jak dwa lata wcześniej. Jakby ktoś wymazał im pamięć, usunął nieprzyjemne wspomnienia i zastąpił je pustką.
Znów byli tymi samymi przyjaciółmi. Można było tak powiedzieć. Może tak wyglądali z trzeciej osoby; ale wewnętrznie Artem nie mógł spokojnie usiedzieć na kanapie, co chwilę zmieniając pozycję albo drapiąc się po karku prawie tak samo niezręcznie, jak przyłapany na ściąganiu student.
Zerkając na siedzące obok Edgar nie wiedział, jak powinien się zachować. Wcześniej nie musiał nawet się zastanawiać. Nie musiał myśleć. Cała jego osobowość opierała się na impulsywnych decyzjach, ale przy Edgarze to w tym momencie wyparowało. Stracił poniekąd kontrolę nad tą sytuacją już w chwili, kiedy Egdar zmieniło temat i przestało przejmować się tym, z czym przyszedł do niego Artem.
Żeby przełamać tę niezręczność, Artem poszedł do lodówki i wyciągnął z niej dwa piwa. Zwykłe, można powiedzieć, że słabe i niezbyt dobre. Nic innego nie miał, a też nie miał ochoty na wodę, herbatę albo co gorsza kawę, której i tak by nie wypił, bo jej nienawidził. Zresztą już nie mówmy o fakcie, że kawę o tej godzinie chętnie piłby tylko ktoś taki, jak Edgar.
— Z jakiej to okazji? — zapytało Edgar trochę żartobliwie, kiedy Artem podał jejmu zimną butelkę. — Świętujemy twoją głupotę czy ten głupi horror?
Artem zignorował te słowa i usiadł obok. Wybudził laptop i wpisał kolejny tytuł nudnego horroru.
— Co? Kolejny? — Edgar otworzył swoje piwo. Syk gazowanego napoju zachęcił Artema do otworzenia swojego alkoholowego ptasiego mleczka.
— Ten podobno jest zajebisty.
— Podobno to słowo klucz.
— Dobra, zamknij się i oglądaj.
Artem włączył film. Przeleciał im przed oczami w niecałe półtora godziny. Jakoś pod sam koniec Artem przestał interesować się oklepanymi scenami, napisami na ekranie czy pustą butelką po piwie. Zerkał na siedzącego obok Edgar, który powoli zdawał się przysypiać, ale nie chciał dać tego po sobie znać, walcząc z opadającymi powiekami.
Napisy końcowe właśnie się kończyły. Zmęczone Edgar przypadkowo wypuściło z rąk butelkę po piwie, kiedy chciało się w końcu podnieść. Artem zareagował błyskawicznie — jak na to, że była to totalna pierdoła — i przysunął się, by złapać upuszczoną rzecz. Edgar w tym czasie również się schylił i zamiast złapać butelkę, to złapał Artema za dłoń. Prawie jak w tych durnych filmach dla nastolatek, gdzie dziewczyna wpada na chłopaka i z rąk wypada jej stos karteczek oraz książek.
Zanim Edgar zdążył rzucić jakimś niepotrzebnym — i zapewne głupim — komentarzem Artem wyrwał mu butelkę z rąk i z hukiem odłożył na stolik. Napisy końcowe właśnie dobiegły (masło-maślane) końca. Film się całkiem zatrzymał. Artem patrzył na Edgar zdecydowanie zbyt długo, jak na siebie.
— Co? — zapytało, czując nagłą zmianę w zachowaniu mężczyzny.
— Zanim wrócisz do domu…
— Nie chciałem wracać do domu — wtrąciło się natychmiast.
— Wiesz, zakładam, że po tym wrócisz do domu.
Edgar zmarszczyło brwi. Nie lubiło, gdy Artem przestawał nagle być bezpośredni. Zazwyczaj, a nawet nie zazwyczaj, tylko zawsze, mówił to, o czym myślał, nie starając się ukrywać prawdziwych zamiarów.
— Okej, mógłbyś mi powiedzieć, o co chodzi? — Zdenerwowanie od razu namalowało się na jejgo twarzy. — Masz mi coś jeszcze do powiedzenia? Kolejny gang, jakieś narkotyki i inne gówno?
Artem za to nie odrywał od niejgo wzroku. Wpatrywał się w niejgo jak w obrazek, myśląc nad ewentualnymi konsekwencjami tego, co chciał zrobić. Nie mógł zwalić niczego na stan nietrzeźwości, bo był trzeźwy. Edgar było trzeźwe. Wypili po jednym czteroprocentowym piwie.
Edgar spróbował wstać z kanapy. Artem skutecznie mu to uniemożliwił, łapiąc za nadgarstek. Ostatnia myśl przebiegła mu po głowie. Ostatni czerwony dzwonek zadzwonił w uszach, uświadamiając, że jeśli to zrobi, to nie będzie odwrotu. Można powiedzieć, że teraz był gotów ponieść wszelkie konsekwencje i w sumie nawet nie obchodziło go, co Edgar z tym zrobi. Co on z tym zrobi.
Jak na to, ile nad tym myślał, zachował typowo dla siebie — chaotycznie. Przysunął się do Edgara, jedną dłonią złapał go za włosy i pociągnął zdecydowanie za mocno. Edgar był w stanie tylko syknąć z nieprzyjemnego uczucia bycia ciąganym za kosmyki, ale zaraz zamknął się przez niespodziewane zetknięcie ich warg.
Artem poczuł jakąś niesłychaną złość na siebie samego, że to w ogóle zrobił, więc zamiast się odsunąć, pociągnął Edgara bardziej za te biedne włosy, a drugą dłoń wbił w jego udo. Nie miał nad tym ani grama kontroli. Ani grama. A myślał, że tę kontrolę w ten sposób odzyska.
Nachylił się, zmuszając Edgara, żeby się położył. Kolejna czerwona lampka, krzycząca uważaj, zaświeciła się w jego głowie. Tym razem jej posłuchał. Odsunął się. Nie wiedział, czy powinien na niego patrzeć, więc tylko głupio zapytał:
— I co? Wyjdziesz teraz?
na zakonczenie pride month
────
[1110 słów: Artem otrzymuje 11 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz