niedziela, 7 czerwca 2026

Od Mikołaja — „Sen o Rylandzie”

— Pospiesz się! — krzyczał na niego ktoś zza drzwi. — Spóźnimy się!
— Już idę! — odparł, otwierając oczy. Niepewnie rozejrzał się po pokoju, który wyglądał jak wyjęty prosto z bajki o dzikim zachodzie.
Nagle wszystko sobie przypomniał. Całą podróż z Sony… nie, to była Erin. Ale z obozu wyszedł z Sony… No, może się przemieniła. Nieistotne. Podszedł do szafy, aby się ubrać, ale okazało się, że był już ubrany. Był pewien, że nie spał w wyjściowych ciuchach. Musiał przegapić moment, kiedy się przebierał. W końcu wyszedł z pokoju, gdzie czekała na niego znajoma obozowiczka.
— Gdzie my tak właściwie idziemy? — zapytał Erin, która stała zniecierpliwiona przy ścianie.
— Wykonać misję od Apollo — odpowiedziała obojętnie. — Nie mów, że nie pamiętasz?
— Od Apollo? — zdziwił się Mikołaj. To imię… lub nazwa? coś mu mówiło, ale nie mógł przypomnieć sobie co. W końcu coś zaczął kojarzyć. — W sensie, Apollo 13? Jesteś z NASA?
— Co? — Erin spojrzała na chłopaka rozbawiona i powoli zaczęła schodzić po schodach. Mikołaj poszedł za nią. — Niee, Apollo boga mpregu. Popełnił błąd w obliczeniach i teraz my musimy go naprawić.
— Aha… fajnie — przytaknął. — A gdzie jesteśmy?
— Jak to, gdzie? — zdziwiła się dziewczyna. — W Nowym Rylandlandzie, w Kansas. Apollo wysłał nas tutaj rakietą, bo to taka dziura, że nawet psy przestały szczekać dupami.
Mikołaj przyjął te informacje tak, jakby były oczywistą oczywistością. Nie zadawał więcej pytań, po prostu szedł za Erin, która zdawała się wiedzieć, co robi.
Wkrótce wyszli z niewielkiego domku i znaleźli się w uliczce, którą Mikołaj doskonale znał, mimo że nigdy wcześniej w niej nie był. Wyglądała dokładnie tak, jak w oczach jego wyobraźni wyglądało miasteczko z siódmego tomu „Zwiadowców”. Na środku była nawet wielka, drewniana szubienica, na której chłopak spodziewał się zobaczyć książkowego Halta. Zamiast zwiadowcy, na podeście stał jednak jakiś blondyn.
Drugą rzeczą, jaka przykuła jego uwagę, był wygląd mieszkańców. Wszyscy wyglądali niemal identycznie. Różnili się wzrostem, kolorem włosów lub ubiorem, ale łączyła ich twarz. Wszyscy, co do jednego, wyglądali jak Ryan Gosling. Jedynymi ludźmi w zasięgu wzroku chłopaka, którzy wyglądali inaczej byli Erin oraz stojący na podeście mężczyzna.
— Oni są z kazirodztwa? — zapytał Mikołaj na głos, nie przejmując się tym, że ktoś może go usłyszeć. Jakimś cudem nikt się nie odwrócił.
— A myślisz, że jak powstało to miasto? Bóg mpregu wie, co robi. — wzruszyła ramionami Erin. — Zamknij się, słucham.
Jak na zawołanie, odezwał się Ryan Gosling stojący obok skazańca.
— Niniejszym oświadczam, że ten tutaj oto stojący OBCY SZKODNIK… jak mu tam? Lucas Veneryland… jest WINNY — przemówił donośnym tonem, a tłum zaczął wiwatować.
— Ja chciałem tylko… pluszaka! — tłumaczył się Lucas. — Dla mojej Ruby!
Tłum zaczął buczeć.
— Cisza! — krzyknął Ryan Kat Gossling. — Więc powiedz nam! Pochwal się! Dlaczego dajesz małemu dziecku… PREZENTY.
— No bo… — Lucas spojrzał na niego błagalnym spojrzeniem. — kocham moją córeczkę…
— Kochasz DZIECKO?! — znowu zagrzmiał. — TO NIEDOPUSZCZALNE!
— ŚCIĄĆ GO O GŁOWĘ! — krzyknął z ziemi Ryan Gosling wyglądający jak Królowa Kier.
— Lucas Veneryland zostaje skazany na ścięcie i dostaje BANA NA ŻYCIE! — krzyczał dalej Gosling Kat.
— To nasza szansa — poinformowała Mikołaja Erin i zdjęła opaskę z oka. Z miejsca, w którym powinno być oko, zaczęła strzelać laserami, powalając na ziemię armię Ryanów Goslingów. — Teraz!
Mikołaj nie wiedział, co ma robić. Podświadomość kazała mu biec przed siebie. Wbiegł na ścianę budynku i odbijając się od krawędzi dachu, wskoczył na drewniany podest. Podniósł z podłogi miecz, którego jeszcze przed chwilą tam nie było i zaczął walczyć z katem.
— Spierdalaj do Barbielandu! — krzyknął, spychając mężczyznę z podestu.
— Jestem Ryland! — odpowiedział Ryan Gosling, po czym zniknął, zastrzelony laserem Erin.
Mikołaj chwycił Lucasa za rękę i pobiegł przed siebie, ciągnąc go. Po chwili dołączyła do nich Erin i całą trójką uciekali przed armią goniących ich Rylandów.
Ucieczka nie trwała jednak dlugo. Zanim zdążyli uciec z miasta, przed nimi wyrósł kolejny podest z gilotyną.
— Myślicie, że wrócicie do domu? — zapytał stojący na górze Ryland, uśmiechając się złowieszczo. — Wiecie co się z wami stanie? Patrzcie na to!
Ryland wyjął… chyba z dupy? zza pleców pluszowego Rylanda. Położył pluszaka pod szubienicą i spojrzał głęboko w oczy Lucasa.
— Nie… — wyszeptał Lucas.
— Tak! — krzyknął Ryland i opuścił nóż. Pluszowa głowa Rylanda stoczyła się z podestu i zaczęła toczyć przez miasto niczym śmieszna kula z dzikiego zachodu.
— Uciekamy! — krzyknęła Erin i zastrzeliła Rylanda laserem. Szkoda tylko, że na jego miejscu pojawiło się dwóch nowych.
Tym razem przed nimi pojawiło się auto, kierowane przez jakiegoś księdza. Na miejscu pasażera siedziało Sony, zadowolone popijając energetyka. Rolę kół w aucie pełniły głowy Rylandów… ale to chyba nie jest istotne.
— Wsiadajcie! — krzyknęło Sony, otwierając tylne drzwi.
Cała trójka wsiadła bez zadawania pytań. Jechali przez Nowy Rylandland dwieście na godzinę, a mimo tego nie byli w stanie uciec przez goniącą ich armią Rylandów. W końcu prowadzący auto Adam postanowił zawrócić. Teraz jechał prosto na biegnący tłum. Jechał… jechał… jechał… i wjechał.
I wszyscy wybuchli.
Kiedy Mikołaj obudził się następnego dnia, potrzebował kilku minut, aby zastanowić się nad życiowymi wyborami. Przetarł oczy i przypomniał sobie, że znajduje się w salonie znajomego. Była piąta rano, a wszyscy pozostali nadal spali. Na stoliku stała pusta butelka po wódce, a obok niej laptop, który aż wył od przegrzania. Na wciąż niewygaszonym ekranie wyświetlony był dokończony „Projekt Hail Mary”. Pod stolikiem leżał pluszany Ryland. Dokładnie taki sam, jaki w jego śnie zginął pod gilotyną.
Mikołaj nie wiedział, co ma myśleć o tym śnie. Był jednak pewien jednej rzeczy. Kiedy wróci do obozu, koniecznie musi zapytać Erin, czy naprawdę potrafi strzelać laserami z oka.


────
[890 słów: Mikołaj otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia, Aleks nie chce nigdy więcej rozmawiać o tym opowiadaniu]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz