Witaj z powrotem, Elio!
Córka Hekate okazuje się bardziej rozgadana, niż początkowo myślałeś. Każąc przytrzymywać ci wiercącego się Teodora, trzyma rękę tuż nad paczką. Nie szepcze słów, ale jesteś w stanie dostrzec, że z opuszków jej palców unosi się delikatna Mgła, a w pokoju robi się momentalnie gorąco.
— A tak właściwie, to co to za paczka? — pyta. — Od kiedy ją masz?
Nie dajesz rady jej odpowiedzieć. Teodor zamiera na chwilę, a już sekundę później słyszycie dźwięk odklejanej taśmy i... syczenie.
— O-o — mamrocze dziewczyna, próbując zajrzeć do paczki. — To chyba było złe zaklęcie.
A potem z przesyłki wychodzą dwa bliźniacze węże, ciągnące za sobą skrzydlatą laskę.
— Ffff końcu wolnośśść — mówi jeden z węży. — Martha, sssserio, cośśśś ty żarła przed wyssssyłką?
Greg i Martha. Węże Hermesa. Świetnie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zlecenie #1. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zlecenie #1. Pokaż wszystkie posty
piątek, 17 czerwca 2022
Od Mistrza Gry do Elio — zlecenie #1
czwartek, 16 czerwca 2022
Od Elio — zlecenie #1 — część 2
Elio postanawia szturmować do domku Hekate z łopoczącą w rękach paczką Teodorem. Udaje mu się dobiec do najbliższej córki Hekate przy gromkim buncie Teodora!
— No, paczuszko. Poczekasz ze mną grzecznie, czyż n- — Nim Elio miał szansę dokończyć pytanie, paczka zadrżała (zupełnie jakby chciała zamruczeć) i jej zawartość rzuceniem się o karton posłała siebie wraz z opakowaniem na spotkanie z trawą.
— Nie, nie nie. — Szaroniebieskie włosy herosa powiększyły się na widok kartonu, niesionego ruchami tego czegoś. — Nie, nie. Grzeczna paczuszka. Cichutko. Rozumiemy się? — „Grzeczna paczuszka” najwyraźniej uznała, że się nie rozumieli. Rzucała się po trawie, a brązowa taśma wyglądała, jakby miała się poddać.
— Zła paczka! Siad! Waruj! Cokolwiek! — Elio schylił się, podniósł pudło i z całej siły przytulił się je do siebie. Niezadowolone zmianą wysokości zaczęło drżeć w jego objęciach. Z początku delikatnie, po paru sekundach tak mocno, że zęby półboga zaczęły stukać o siebie.
— Że też herosów z Prime nie stać na silvertape. — Bąknął pod nosem, poprawiając chwyt na niej. — Nie odzywaj się. — Wydawało się, że w paczce naprawdę było coś… żywego. Albo zachowującego się jak żywe.
— Wiesz, co paczuszko? Masz szczęście, że to ja jestem twoim przewodnikiem. Wiesz, ile osób zapłaciłoby za spędzenie ze mną tyle czasu? Bardzo wiele. — Elio stuknął w karton, od razu żałując swojej decyzji. Coś zaczęło rzucać się po pudełku. Waga paczki stała się zauważalnie większa tak jak niecałą godzinę temu w Nowym Jorku. — Już, już. Dam ci imię, co? Niech będzie… Teodor. Paczka Teodor.
Teodor zamarł. Zamiast rzucać się na wszystkie strony jak skarpetka w pralce, zachował się, jak na paczkę przystało. Leżał nieruchomo w ramionach herosa, dając mu chwilę, by odetchnąć. Niestety, jak szkolne przerwy, kieszonkowe, paczki żelków i inne piękne rzeczy, spokój skończył się niestosownie szybko. Teodor wpadł w szał, w tym momencie na pewno stając się najwścieklejszą paczką we wszechświecie. Taśma, którą oklejone były nawet rogi paczki, zaczęła odklejać się w kilku miejscach. Na samym środku była na tyle rozciągnięta, jak gdyby miała zaraz się rozerwać. Chejron oczywiście odbiegł (odgalopował?) na drugi koniec Obozu.
W tym momencie Elio zdał sobie sprawę z tego, że sam nie zdoła dokończyć zlecenia i oddać paczki w jednym kawałku. Nie mógł na to pozwolić. Jak Elio, skubany (świeżo upieczony) grupowy mógł zawieść cały siódmy domek i spierdolić tak proste zadanie? Musiał poprosić kogoś o pomoc, aby móc oddać Teodora w ręce właściciela i uciec do rodzeństwa. Musiał jeszcze zastanowić się nad tym, jak ogarnie bandę małych Apolloniątek i spełni się jako grupowy. Nie miał wrażenia, że będą się go słuchać. Miał za to wrażenie, że wypróbują ulubioną klątwę ich ojca na nim. Nie, żeby nie lubił poezji. Nie miał tylko ochoty na rymowanie przez cały czas.
Młody półbóg ruszył w stronę najbliższego domku — Dwudziestki. Nie przepadał za dziećmi Hekate. Nie dlatego, że nie lubił samej bogini czy magii. Chodziło o jeden z atrybutów bogini — węże. Sama myśl o długich, śliskich, pokrytych łuskami ciałach i rozwidlonych językach gadów sprawiało, że Elio drżał na całym ciele, a jego żołądek zawiązywał się w supeł. Miał wrażenie, że gdy tylko przekroczy próg domku, zastanie dżunglę pełną wężów. Węże na suficie, węże na łóżkach, węże na podłodze, węże na Elio. Chłopak poczuł, jak krew odpływa z jego twarzy.
Mimo tego nie mógł pozwolić sobie na zawrócenie. Teodor (a raczej zawartość Teodora) zawzięcie łopotała o karton, nadwyrężając taśmę. Teraz paczka dopiero była tykającą bombą. Elio miał parędziesiąt sekund na dobiegnięcie do celu. Ignorując szaleńcze starania Teodora, zwiększył tempo, sprintując przez Obóz, ignorując zdziwionych obozowiczów i przeskakując kamienie. Słońce grzało niemiłosiernie, a koszulka herosa kleiła się do jego pleców. „Bogowie… Ojcze. Ktokolwiek. Dajcie mi to załatwić, proszę”. Szepcząc modlitwę, wbiegł do domku Hekate (niemalże wyważając drzwi).
— Pomocytapaczkażyjeproszępowiedzcieżenietrzymacietutajwęży — wydyszał, wolną ręką wskazując na Teodora, szarpiącego się pod jego pachą.
— Coo? — Nastolatka o czarnych, kręconych włosach ziewnęła, spoglądając znad księgi, która wyglądała, jakby mogła mieć tysiąc lat.
— Potrzebuję pomocy. Możecie jakoś… zapieczętować to? Zrobić magiczne czary-mary? Nie na długo, tylko parę godzin. Godzinkę. — Paczka zatrzęsła się, a do uszu obecnych dotarł dźwięk rwanego kartonu. — Bogowie, Teodor! Ogarnij się. — Elio z powrotem objął paczkę dwoma ramionami.
— To coś nazywa się… Teodor? — Czarnowłosa przekrzywiła głowę, wstając z łóżka.
— Nieważne. Serio, potrzebuję pomocy, nie wiem, co to jest, ale zaraz się wydostanie i- i wszyscy zginiemy. Albo stanie się coś złego. Proszę, zapłacę. Będę za was sprzątał przez następne dwa tygodnie. I zadbam o to, żebyście dostali najwyższe oceny podczas następnej kontroli porządku.
W oku dziewczyny na wzmiankę o sprzątaniu zabłysnęła iskierka.
— Dawaj tego Teodora.
◇──◆──◇──◆
715 słów: Elio otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia (+30).
715 słów: Elio otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia (+30).
środa, 15 czerwca 2022
Od Mistrza Gry do Elio — zlecenie #1
Cześć, Elio!
Gratulacje zostania grupowym. A może wręcz przeciwnie.
Paczka, którą trzymasz, zdaje się cieszyć tak samo jak ty — trzęsie się, wypadając ci z rąk. Ze środka dobiega odgłos uderzania czegoś o karton — to COŚ próbuje się wydostać. Najwyraźniej chce ci osobiście pogratulować zostania grupowym.
Możesz otworzyć paczkę — co może się stać? To coś prędzej czy później i tak samo wyjdzie, a ty nie masz pojęcia, jak długo dasz radę to utrzymać. Gdzie jest ten cholerny zleceniodawca? Powinien zjawić się za jakąś godzinę, a twoja paczka się buntuje.
Równie dobrze możesz podjąć próbę utrzymania jej, dopóki właściciel nie wróci. Domek 20 dzieci Hekate nie jest wcale tak daleko — paczka pod pachę i złóż modlitwę do ojca, żeby Hekaciątka były w stanie ją zapieczętować.
Otworzenie paczki będzie skutkowało rzutem d20+wnikliwość, przeniesienie jej do domku Hekate zaś — d20+szybkość. Wynik od 1 do 5 będzie skutkował niepowodzeniem.
Dasz radę. Chyba. Twoje rodzeństwo nie bezpodstawnie wybrało cię na grupowego.
niedziela, 12 czerwca 2022
Od Elio — zlecenie #1 — część 1
Rok szkolny się skończył, świadectwo z ledwo co wystarczającymi ocenami trafiło do plecaka, dzieciaki pomachały sobie i wyruszyły w drogę do domów. Ewentualnie na lotniska.
— Elio, czekaj! — Chłopak przystanął, wyrwany z zamyśleń o jego przyszłości. Szczerze nie miał pomysłu, jak pogodzi chujowe oceny z wymarzoną przyszłością. Jeśli dożyje końca szkoły.
— Coś się stało? — Odwrócił się w stronę niższej dziewczyny, pod której piegi wkradał się ewidentny rumieniec.
— Nie, nic! Zupełnie nic. Chciałam tylko zapytać… gdzie wyjeżdżasz na wakacje?
— Na truskawki.
— Na truskawki? Ale że na całe wakacje?
— Mh-hm. Wiesz, ja też bym chętnie się ze mną spotkał, gdybym mógł się rozdwoić, ale naprawdę nie mam czasu w wakacje. Cały czas będę poza domem. Jeśli chcesz, mogę dać ci mój numer?
Po wystukaniu numeru w stłuczony telefon i zapisaniu go w kontaktach jako „Elio ;)” przytulił brunetkę (którego imienia za żadne skarby nie mógł sobie przypomnieć, mimo tego, że kiedyś robił z nią projekt na historię) i udał się na przystanek autobusowy. Niby był to jego czwarty rok w Obozie i niby przedtem zawsze było dobrze, więc nie było żadnego powodu, dla którego ten wyjazd miał być gorszy, lecz i tak gdzieś z tyłu jego kudłatej głowy siedziały obawy, które sprawiały, że nerwowo obracał pierścionkiem na palcu i obgryzał czarny lakier z paznokci.
Wieczne zamartwianie się nie było jednak w jego stylu. Wsiadł do autobusu i miast na lęku skupił się na tym, by nie roztopić się na gorącym siedzeniu.
Okolica, w której mieszkał Bob, nie była wcale taka zła. Domki były okazałe, ogródki zadbane, a z okien wyglądali w większości biali, starsi ludzie. Elio miał wrażenie, że jego opalona skóra i kręcone włosy nie były tu mile widziane. Mimo tego, że przecież był tak samo biały, jak mieszkańcy miasta. Jeśli greckiego boga można było określić mianem białego. W teorii mógł mieć wybrany kolor-
— Młody chłopcze, uważaj, gdzie stawiasz kroki! Mógłbyś wpaść pod samochód.
— Pani Meg! — Elio uśmiechnął się do staruszki, rad z tego, że ktoś przerwał jego dywagacje o kolorze skóry. — Dzień dobry, wszystko w porządku? U pani córek też?
Pani Meg była przekochaną latynoamerykańską kobietą, zamieszkującą najmniejszy z domków na ulicy. Zawsze lubiła Elio, traktowała go jak wnuka, którego nigdy nie miała. Jej córkom rodziły się same wnuczki. Elio spędził kilka minut, zapewniając ją, że i on, i Amedeo dają sobie radę, w szkole i przesiadując u Ruperta i że na pewno nie potrzeba im niczego do szczęścia, że sama obecność pani Meg wystarczy.
— Pamiętaj Elio, uważaj na pana McCarthy, ja dokładnie wiem, że coś z nim nie gra- — Wypowiedź starszej pani przerwał dzwonek z telefonu Elio.
— Pamiętam, uważam na siebie. Pani wybaczy. — Pomachał staruszce i wznowił marsz w kierunku małej willi Boba, zerkając na ekran telefonu.
Dzwonił do niego znajomy z Obozu. Elio przełknął ślinę, patrząc na wyszczerzoną gębę pod nazwą kontaktu. Nagle zalała go zgroza. Czy wszyscy zginęli? Zostali zaatakowani przez potwory? Obóz spłonął? Heros przez ramię sprawdził, czy pani Meg oddaliła się wystarczająco daleko i odebrał.
— Na wszystkich bogów olimpijskich, powiedz, że wszystko jest w porządku.
— Co? — po drugiej stronie było słychać beknięcie. — A, wszystko gra. Zajebiście jest. Słuchaj stary, mam sprawę. Wziąłem takie zlecenie, ale jestem tak skacowany, że nie dam rady pojechać na miejsce. Mógłbyś je przejąć, co?
— Tak, jasne. Jak słońce. — Westchnął Elio po chwili ciszy. — Wyślij mi wszystko. — Rozłączył się i przetarł czoło, na którym zebrało się kilka kropelek potu.
Droga do Obozu Herosów była nudna jak flaki z olejem. Trzy godziny jazdy do Nowego Jorku, kolejne pół przedzierania się przez samo miasto, żeby dojechać na Long Island, do Obozu. Jedynym urozmaiceniem podróży były stopy na tanią, niesmaczną kawę z McDonalda. Albo na siku („Amedeo, wytrzymasz” „Nie mamo, nie wytrzymam”).
— Ten, Bob. — Elio wychylił resztę napoju z kubeczka. Do ust wpadło mu parę podejrzanych fusów. W takich momentach nie przeszkadzało mu bycie półbogiem. Miał wrażenie, że gdyby był człowiekiem, ta kawa dawno by go zabiła. — Mam sprawę. Muszę odebrać za kogoś paczkę, to ważne. Wiesz, to żywe zwierzęta, dostajesz karę za nieodebranie paczki. — Otarł usta i wyrzucił pojemnik po kawie do kosza na śmieci. — Możemy się tam zatrzymać? Tylko wejdę na klatkę, wezmę co mam wziąć i wrócę. —
Wąs Boba zadrgał. Mężczyzna zmrużył oczy i podrapał się po czerwonym, kartoflowatym nosie.
— Młody, jesteś pewny, że nie próbujesz odebrać tam jakichś używek?
— Absolutnie pewny. To tylko gąsienice. Wiesz, projekt dla dzieciaków w obozie. Wyklują się motyle.
— Niech ci będzie, Elliott.
— Elio.
— Mhm. Wklep to w nawigację, mam nadzieję, że to ostatni przystanek na drodze na ten twój cały… obóz. Czy cokolwiek.
— Dzięki, Bob.
— Nie ma sprawy, Emil.
— Elio.
Budynek, do którego adres dostał Elio, był bardzo, bardzo ładny. Wieżowiec, z czyściutkimi (nie licząc obsikanego przez psy dołu) oknami, marmurowe schodki, pokaźne wejście. Na szczęście na dole znajdowała się recepcja (po co recepcja w budynku mieszkalnym? Myślę, że nawet sama Atena musiałaby się zastanowić), przez co chłopak nie musiał pytać nikogo o wejście. Trochę dziwnie czuł się, stojąc pod kryształowym żyrandolem w koszulce, bojowych portkach za kolana i wychodzonych trampkach, ale jego zbawienie przyszło, zanim musiał pytać się recepcjonistki o pocztę. Kurier w szarej koszulce z napisem „Prime” (od kiedy herosi korzystali z Prime?) i niebieskiej czapce na głowie wkroczył przez automatyczne drzwi. W jego rękach znajdowała się nieduża paczka, niewyglądająca na najcięższą. Mina dostawcy wyrażała jednak wszystko poza zadowoleniem z pracy.
— Przepraszam, czy to paczka do… Ach tak, zgadza się. Dziękuje bardzo, do widzenia! — Zanim mężczyzna miał szansę zaprotestować, Elio wziął od niego paczkę, posłał mu szeroki uśmiech i szybkim krokiem opuścił budynek. Wraz z podmuchem gorącego powietrza uderzyła go waga paczki. W pierwszym momencie wydawała mu się leciutka, teraz był pewien, że była pełna kamieni. Chłopak potrząsnął nią raz, nic się nie ruszyło. Nie miał nawet wrażenia, że karton w ogóle zawierał cokolwiek. Za drugim razem z wnętrza wydobył się dziwny odgłos. Jakby tysiąc małych łapek drapało pazurkami w podłogę. Czy w jej wnętrzu faktycznie coś żyło? Wykrakał to tymi gąsienicami? Wolał tego nie sprawdzać.
W aucie usadowił karton pomiędzy sobą a bratem i na wszelki wypadek przypiął go pasem.
— Dużo tych gąsienic. — Stwierdził Bob, jedną ręką wyjeżdżając z parkingu, drugą drapiąc się po brzuchu.
— Mamy sporo obozowiczów. Powiedzcie, kiedy mniej więcej będziemy na miejscu? — Elio objął paczkę ramieniem, udając, że nie czuje delikatnych wibracji w jej wnętrzu. Czuł się jakby do auta z ukochanym bratem, matką i… no, Bobem wsadził tykającą bombę.
— Pół godziny, młody. Jak dobrze pójdzie.
Resztę drogi młody półbóg spędził na poprawianiu grzywki i przytulania się do paczki, tak aby reszta towarzyszy podróży nie widziała, jak ta podskakuje. Albo jak pod brązową taśmą prześwituje coś ciemnego, ewidentnie się poruszającego. Nie wiedział, ile widzieli dorośli, ale Amedeo zawsze był bardziej spostrzegawczy i dojrzały jak na swój wiek. Elio miał wrażenie, że czasami widział przez Mgłę.
— No, Ethan-
— Elio.
— Młody. Prawie jesteśmy na miejscu. Pamiętaj, wróć cały. I poderwij jakąś fajną dziewczynę.
Heros przeniósł wzrok z trzęsącego się pudełka na mężczyznę. Z czubka jego nosa spadła kropla potu.
— Bob, jestem gejem.
— Ach tak. Nie no, przejdzie ci, młody. Za moich czasów każdy, kto tak twierdził, zmieniał zdanie i skończył z jakąś fajną laską.
— Albo skończył po drugiej stronie. Uważaj, korzeń.
Ostatnie chwile jazdy minęły w ciszy. Przerywanej odgłosami z gry Amedeo. I niskim odgłosem wydobywającym się z paczki.
Bob zatrzymał samochód pod wejściem na Obóz.
— Robicie kemping na polu poziomek? To jest to wasze obozowisko? Młody, jesteś pewny, że jesteśmy na miejscu?
Elio nie odpowiedział, po prostu wygramolił się z auta, mocno obejmując paczkę, która zaczęła popiskiwać. Z bagażnika wyjął torbę, której zawartość pakował dosłownie o północy. Miał ze sobą tylko to, co było najbardziej potrzebne. Ubrania, szkicownik, dwie strzały, które z jakiegoś powodu wziął ze sobą poprzedniego lata, szkatułka z biżuterią, piórnik.
Chwilę, w której pudełko nie zachowywało się tak, jakby zawierało stado rozwścieczonych kur, wykorzystał na to, by pożegnać się z matką i bratem, którzy wysiedli po nim.
— Będę tęsknić, wiesz? — Elio wtulił się w ciepłe objęcie matki.
— Wiem. Wiesz żabciu, może Bob ma rację.
— Z czym? Z tym że wyrosnę z kochania mężczyzn? — Chłopak wbił wzrok w wydeptaną trawę. — Obiecałaś. — Mruknął po chwili — Że zawsze będziesz po mojej stronie. I po stronie młodego. — Potargał włosy brata. — Miłych wakacji, będę pisał.
Odkleił się od rodzicielki i pomachał wszystkim po raz ostatni.
Obóz wyglądał jak zawsze. Wspaniale. Gdyby nie to, że pudełko pod jego pachą znowu zaczęło zawzięcie się trząść. Mocniej niż do tej pory.
— No już, już. Uspokój się, skurwysynie.
Elio usłyszał uprzejme chrząknięcie.
— Oh. Chejron. Ładna dzisiaj pogoda, czyż nie?
— Bardzo piękna, Elio. Przechodziłem obok i chciałem poinformować cię o tym, że zostałeś wybrany na grupowego przez twoje rodzeństwo. Jak wiesz, poprzedni grupowy świętował z nami dziewiętnaste urodziny i opuścił Obóz, by studiować medycynę. Do zobaczenia na kolacji!
— Do zobaczenia… o kurwa.
◇──◆──◇──◆
Elio wykonuje zlecenie #1 i zyskuje +30 PD.
1444 słowa: Elio otrzymuje 14 Punktów Doświadczenia (+30) i prawdopodobnie smellsowy fanklub.
1444 słowa: Elio otrzymuje 14 Punktów Doświadczenia (+30) i prawdopodobnie smellsowy fanklub.
Subskrybuj:
Posty (Atom)