środa, 31 grudnia 2025

Od Wintera do Chione (list)

Nowy Jork, 23 grudnia

Bogini Chione,

Matko Mamo,

jeśli mam być szczery (proszę, nie zamień mnie w bałwana), zapomniałem o tej tradycji. Blanche piekła dzisiaj ze mną ciasto (to znaczy ja piekłem, bo ona akurat prawie zrobiła z niego zakalec, ale nie przekazuj jej tego) i zapytała mnie, czy napisałem już list do matki. Najgorsze w tym jest to, że przez chwilę musiałem się zastanowić, o którą matkę chodzi, bo teoretycznie teraz mam trzy (błagam, nie obraź się, że nie postawiłem Cię na pierwszym miejscu). Na początku miałem w ogóle nie pisać (ponawiam prośbę o niezbałwanienie). Chociaż jeszcze nigdy żadnego nie poznałem, spodziewam się, że masz wiele innych dzieci i wiele innych listów do przeczytania. Nie ma sensu, żebym tylko dokładał się do kupy. Czy Ty w ogóle to czytasz? Dałaś kiedyś komuś jakiś znak? Blanche powiedziała mi, że to tradycja i tyle. Dodała też coś o tym, że lepiej napisać, niż zostać spalonym przez własną matkę (którą?), i chyba to ostatecznie mnie przekonało. (Blanche spojrzała na mnie bardzo dziwnie, kiedy zapytałem ją, czy w Twoim przypadku nie lepiej byłoby mnie zamienić w płatek śniegu niż spalić. Proszę, daj mi odpowiedź Albo nie, nie chcę być płatkiem śniegu). Ta tradycja brzmi jak pisanie listów do świętego Mikołaja, ale do niego nigdy nie napisałem żadnego listu. (Nie powinienem porównywać greckiej bogini do świętego Mikołaja).

Jest środek nocy. (Mama powiedziałaby, że to nad ranem). Myślałem o tym, co napisać w liście i nie mogę spać. Z góry przepraszam za pokreśloną kartkę, piszę to przy słabej lampce, w której jutro będę musiał wymienić baterie. Poza tym sąsiedzi na górze chyba przedwcześnie świętują, nie mogę się skupić i przed chwilą zdałem sobie sprawę, że to ostatnia biała kartka, jaką mam, a chyba wolę wysłać ci taką pokreśloną, niż wyrwaną z zeszytu od matematyki. (Jeśli kiedykolwiek usłyszałaś moje modlitwy, to wiesz, że nie cierpię matematyki i ta kartka pewnie jest przeklęta). W każdym razie doszedłem do wniosku, że nadal nie wiem co mam do Ciebie napisać. Nie zapytałem Blanche, co napisała do swojej matki Tyche. Nie wypytywałem nigdy nikogo w Obozie Herosów, a Chejron nie dał nam instruktażu. Czy reszta Twoich dzieci składa ci listownie modły? Prosi Cię o coś? Wszyscy oczekują, że będę wiedział rzeczy instynktownie, ale ja nie wiem, dlatego musisz wybacz mi.

Zaczynam myśleć, że może wcale nie chciałabyś czytać o mnie. Nigdy się ze mną nie spotkałaś. Nie wiem, czy ja chciałbym dostać list od obcej osoby. Ktoś mi kiedyś powiedział, że coś nad nami cały czas czuwa, ale myślę, że to dosyć dziwne, bo skoro się ze mną nigdy nie spotkałaś, to chyba nie chciałabyś nade mną czuwać, bo co, jeśli akurat byłbym pod prysznicem? Pomyślałem też, że poznałaś przecież moją mamę. Czy bogowie czasem się zastanawiają, co się dzieje u ich śmiertelnych kochanków? Czy też nad nimi czuwają? Myślicie czasem o nich?

Mama chyba często o Tobie myśli. Ma teraz partnerkę, nazywa się Blanche, opowiadałem Ci już o niej. Pierwszy raz widzę, żeby mama kogoś kochała. Czasem patrzę na nie i zastanawiam się, czy Wy też kiedyś wyglądałyście na tak zakochane. Czy powiedziałaś mojej mamie, że ją zostawisz? Czy powiedziałaś mojej mamie, że zostanę po Tobie ja?

Jeśli nad nami czuwasz, tak, jak mówią o tym inni, to wiesz, że ja i mama znowu ze sobą rozmawiamy. Teoretycznie zawsze ze sobą rozmawialiśmy, ale nie w ten sposób. Kiedy byłem mały, to myślałem, że mama po prostu mnie nie kocha, bo jestem trudnym dzieckiem i bo nigdy mnie nie chciała. Kiedy dowiedziałem się, że jestem półbogiem, pomyślałem, że widziała we mnie przykre skutki swojego romansu. Blanche powiedziała mi niedawno, że za bardzo Cię kochała i bała się, że jeśli równie mocno pokocha mnie, to nigdy o Tobie nie zapomni. Nie chcę jej tłumaczyć. Byłem zły, kiedy Blanche mi o tym powiedziała, zwłaszcza że nie usłyszałem tego od mamy. Jest grudzień i kiedy przypatruje się mamie, widzę, jak wygląda przez okno na padający śnieg i jak ściąga rękawiczki, żeby zimno szczypało ją w ręce. (Robię tak samo, bo chłód mnie tylko łaskocze. Blanche zawsze śmieje się i mówi, że jeśli oboje zachorujemy, to gorącą zupę będzie nam dostarczać tylko catering. Pewnie by tak było, bo Blanche naprawdę nie umie gotować). Może przestała się bać, że Cię zapomni, może zaczęła szukać Cię we wszystkim, żeby tylko nie zapomnieć,

Mój dziadek umarł. Chyba go nie znałaś. Potrzebowałem to napisać na papierze. Mój dziadek umarł mama kogoś kocha jestem sam i cię nie znam czy ty to w ogóle czytasz

[plama rozmazanego tuszu]

Teoretycznie mam trzy matki. W podstawówce, kiedy mówiłem innym dzieciom, że nie mam ojca, zawsze się dziwiły i pytały, czy umarł. Wtedy się tym przejmowałem, teraz nie wiem, jak się z tego tłumaczyć, żeby nie obrazić… Twojej boskości. Czasem myślę sobie, że to takie głupie, mam przecież trzy matki, a nadal mi czegoś brakuje. Nie chodzi o ojca. Nigdy go nie miałem i nie mam porównania, jak to jest go mieć. Mam mamę i mam Blanche, które naprawdę się starają, ale nigdy nie wypełnią w mojej głowie miejsca na trzecią osobę, bo cały czas myślę o Tobie i o tym, co by było gdyby. Tęsknię za Tobą w moim życiu, chociaż jesteś boginią i nigdy do tej pory Cię nie spotkałem. Chyba jestem trochę egoistą, że tak bardzo chcę z Tobą porozmawiać. Masz przecież też inne dzieci. I chyba nie doceniam tego, co mam, chociaż bardzo bym chciał doceniać.

Mamo, jak pewnie wiesz, mam ADHD, dysleksję i nie mam kolejnej czystej kartki. Mam nadzieję, że z przymrużeniem oka przeczytasz ten list. Miał nie być o mnie, ale mam wrażenie, że jednak jest o mnie. Przepraszam, chyba znowu robię coś nie tak, jak powinno być.

Może powinienem ten list zamienić w lód i roztrzaskać, zamiast go palić? Palenie listu dla bogini śniegu wydaje się trochę obraźliwe. O tym też nie było instruktażu. Macie tam jakąś ognistą pocztę? Nie musisz odpowiadać na moje pytania. Kiedy kończę ten list, jest już naprawdę nad ranem, a nie w nocy. Jeśli obudzę kogoś, szukając zapalniczki, to przynajmniej z czystym sumieniem, że dokończyłem ten list.

Twój syn,

Winter Miller

PS. Ale jeśli kiedykolwiek będziesz chciała odpowiedzieć na moje pytania, to proszę, powiedz mi, jak ja się w ogóle urodziłem. W sensie, nie wiem, przyniósł mnie bocian? Przyleciałem na płatku śniegu? Jak to działa w przypadku dwóch kobiet, z czego jedna jest boginią? Chyba dzisiaj już nie zasnę.

Od Dantego do Janusa (list)

15 lat temu

Szkoła wojskowa, 20 grudnia

Magiczny Nadnaturalny?


Tatusiu!



Szanowny ojcze boski i półboski imieniem Janus,

Czy ja piszę list do świętego Mikołaja? Wszyscy piszą, więc ja też pomyślałem, że napiszę. Problem jest tylko taki, drogi Mikołaju, że kazali mi na ciebie mówić Janus. Janusz? Dlaczego? Może jesteś z bieguna południowego a nie północnego?

W tym roku chciałbym dostać

Dowiedziałem się właśnie, że nie jesteś świętym Mikołajem i żebym cię przeprosić. No to przepraszam. Kim jesteś? Czarodziejem? Tutaj wszyscy mówią o jakichś czarodziejach. Jak to w ogóle działa? Jesteś kimś, kogo moja mama pokochała, a potem rozprysnąłeś się w powietrzu? Nie, nie, nie…. czekaj, ja wiem. Ty jesteś clownem!

Nie mogę już wyrwać tego wstępu, więc jak coś to nie czytaj, bo mi znowu ktoś mówi, że to brzmi źle. Okiś?

Moje imię to Dante. D-A-N-T-E. Chciałem przeliterować, bo czasem ktoś powie do mnie Denny albo Denis, a to trochę brzydkie imiona.

Lubię dużo rzeczy. Na przykład lubię śpiewać. Chciałbym być piosenkarką jak Ariana Grande. Tak w sumie to żartuję. Nie lubię nawet Ariany Grande i w sumie nie wiem, co lubię. Mieszkam w tym miejscu od chyba roku? Albo krócej? Nie liczę czasu… znaczy nieeee ja go liczę, ale teraz nie pamiętam.

Dajesz wiarę, że tutaj od trzech dni wszyscy siedzą i piszą listy? Dziwne. Znaczy okeeeej może to są listy do świętego Mikołajaaa. Albo do kogoś tam z rodziny. Albo do czarodzieja, takiego jak ty. Dzieci wierzą tutaj w bajki, to ja też coś napiszę, żeby nie było. Lubię bajki, ale jestem na nie trochę za stary już. No ale niech im będzie.

Jestem D-A-N-T-E i mam TRZYNAŚCIE lat. Mam ileś tam centymetrów wzrostu (mogę podać w stopach, jak wolisz, ale nie podam bo nie pamiętam) i mam rozmiar buta chyba 42 ale nie chce mi się zaglądać pod podeszwę. Lubię kolor różowy. Nie mam braci. a moja mama nooooooooo mama no jest sobie gdzieś tam NIEWAŻNE


Chcesz mi wysłać trochę ciasteczek Reese's? Lubię je. No i nie mogę chyba prosić o za dużo bo nie jesteś świętym Mikołajem. No ale ciasteczka, mniaaam.

Okej teraz posłuchaj. Jeśli jesteś gdzieś tam i dostaniesz ten list, to mnie zaczaruj. Wyczaruj mi brodę, okej? Ale taką długą, do samej ziemi. Wtedy uwierzę, że istniejesz. No a jak nie będę mieć brody za tydzień, to wiem, że to tylko bajeczki. Znaczy wiem, że to bajeczki. No.

Chciałbym też kiedyś mieć kotka albo pieska. Ale nie wiem nie mam ręki do zwierząt. Czasem zapomnę pójść na śniadanie a co dopiero żeby pamiętać o nakarmieniu kota albo psa. Tragedia.

Umiem sztuczki z kartami. Na przykład umiem je bardzo szybko potasować ale na tym się kończy moja magia. Jaka jest twoja magia? Taki mój przyjaciel najlepszy powiedział, że on jest pół… bogiem???????? i że jego ojciec jest ojcem uhhhhh wojny. STRASZNE! Mrozi krew w żyłach. I powiedział, że on czasem może uhhhhhh nakrzyczeć na przeciwnika i go bardzo przestraszyć. Nazywa to okrzykiem wojennym. Dziwna ta szkoła wojskowa. W sensie okej może te dzieci są w szoku, w końcu wyjechały od rodziny i trafiły do tego internatu i muszą się uczyć jak walczyć w staroświecki sposób. Bo tutaj nie ma nawet gnatów. Czaisz. Glock jakiś by się przydał chociaż no bez jaj. A mi każą chodzić W ZBROI co ja ze średniowiecza jestem? I każą mi machać tam mieczem takim serio ostrym. Pokroiłem nim raz pomidora na takie cienkie plasterki.

Jak się pisało zakończenia listów?

Z poważaniem, całuski, buziaczki i uściski rąk,

DANTE nie DENNIS nie DENNY

D-A-N-T-E

ps. ej w sumie jak to spalę to i tak tego nie przeczytasz to chyba nici z mojej brody. chyba że magicznie zobaczysz TO PAMIĘTAJ O MNIE

Od Mikołaja do Dionizosa (list)

Obóz Herosów, 22 23 grudnia

Cześć Tato!

Na początku chciałem przeprosić, że ten list będzie brzmiał jak praca domowa napisana na kolanie. Jest druga w nocy i dopiero teraz zorientowałem się, co było tą ważną rzeczą, której zrobienie męczyło mnie od kilku dni. Z resztą, wy to w ogóle czytacie? Cóż, mam nadzieję, że nie.

Wesołych Saturnaliów! Życzę ci Ci, żebyś nigdy nie wytrzeźwiał. Upojenie sprzyja artystom, czy jakoś tak. Mój kuzyn, poeta, kiedyś to powiedział i utkwiło mi w głowie. A Ty jesteś bogiem teatru, to przecież też sztuka. Moja przygoda z teatrem niestety została zastąpiona treningami w obozie, ale kiedyś na pewno do niego wrócę. Jeszcze będziesz ze mnie dumny! Chyba. Jeśli dożyję.

Jutro, a w zasadzie dzisiaj rano pakuję się i lecę do domu na święta. Nie wiem, czy chcę tam wracać. Z jednej strony cieszę się na spotkanie Aleksandra (brata) i Antka (kuzyna), ale oni są chyba jedyną zaletą tej rodziny. Znając życie, czeka nas kilka dni wysłuchiwania krzyków, pisków i kłótni. Ciotka Albina zacznie się wymądrzać, matka narzekać, że do niczego się nie nadaję, a ojczym się upije, a następnie pokłóci z dziadkiem o politykę. Kocham święta.

Wiesz, że dużo się od niego nie różnisz? To znaczy, od męża mojej matki. Obaj lubicie alkohol i macie dzieci z więcej niż jedną kobietą. Szkoda, że on się do nich nie przyznaje (dogadałby się z innymi bogami, nie?), bo całkiem lubię przyrodnie siostry i chętnie spędziłbym z nimi święta. Mają fajnego kota, nazywa się Behemot. Ale spokojnie! Nie zabijaj mnie za to porównanie, ja oczywiście żartuję! Tak w zasadzie, to jesteś całkiem spoko ojcem. Dużo lepszym niż on. Wiesz, że zamieniłem z Tobą więcej miłych słów niż z nim? A z uwagi na to, że znam Cię kilkanaście lat krócej i nie rozmawialiśmy dużo razy, jest to spore osiągnięcie. A Ty przynajmniej na mnie nie krzyczysz.

Ale dość już o ojcu, nie tęsknię za nim na tyle, żeby się o nim rozpisywać. W sumie to w ogóle. O i przepraszam, że kiedyś myliłem Cię z tym filozofem od beczki. Nadal jednak uważam, że byście się dogadali. A może się znaliście? A może to byłeś Ty? Dionizos, Diogenes, całkiem podobne imiona. Jeśli to czytasz i zamierzasz odpowiedzieć, to odpowiedz chociaż na to. Proszę! Bardzo proszę! Aaaa! I znowu odbiegam od tematu! Przepraszam!

Jeszcze raz wesołych Saturnaliów! Ja lecę spać, bo dochodzi trzecia, a muszę wstać rano. Mam nadzieję, że jak wyląduję w Polsce, zastanę śnieg, a nie błoto. Dobranoc! Znaczy, nie, co? Jezu co ja piszę. Trzecia w nocy, sory. Przepraszam! Jeszcze raz. Wesołych świąt!

Twój syn

Mikołaj

wtorek, 30 grudnia 2025

Od Aye CD Chaita — „Pora żebyście się poznali”

Poprzednie opowiadanie

JESIEŃ, ROK TEMU

Aye był czasem samolubny, a już na pewno wtedy, kiedy w grę wchodziło rozwiązanie jakiejś popieprzonej sprawy mitologicznej, bo przecież zwykły człowiek nie zwróciłby szczególnej uwagi na podejrzanie wyglądającego starca na wózku inwalidzkim. Aye czuł, że coś jest nie tak i czuł też, że chciałby zająć się tym sam; widząc jednak powagę Chaita, pomyślał o możliwości współpracy. I tak mu pomagał. Z własnej, nieprzymuszonej woli.
— Dziadka na wózku.
Widząc wzrok Chaita i to jak zabawnie zaczynają unosić się jego kąciki ust, zwątpił w jakąkolwiek współpracę.
— Dziadka na wózku — powtórzył, próbując powstrzymać śmiech.
Aye napiął już chyba wszystkie mięśnie na swojej twarzy. Wyglądał zapewne bardzo podobnie do tego starca: tak samo pomarszczony i zmizerniały, jakby przez całe życie smażył się na słońcu, bo nie chciał sobie wmówić, że spf hamuje procesy starzenia.
Dzieciak Hefajstosa najpierw się rozejrzał. I to nie dlatego, bo bał się, że ktoś ich podsłuchuje — przecież i tak nikt by nic nie zrozumiał z tej rozmowy — ale dlatego, bo potrzebował jakoś rozładować swoją rosnącą frustrację na Chaita.
— To nie jest zabawne — powiedział stanowczo, ale na Chaita te słowa chyba nie działały. — Mogę załatwić to sam, jeśli nie chcesz pomagać.
Wtedy Chait się uspokoił. Z twarzy zszedł mu zadziorny uśmieszek, a na jego miejsce wpełzła dziwna maska poważniaka. Aye się trochę przestraszył.
— Dobra, spokojnie, chcę to szybko załatwić, żeby kierownik się nie zorientował i żeby…
— To mnie posłuchaj — Aye trochę wciął się mu w słowo. Zawsze czekał, aż ktoś skończy mówić, ale tym razem wolał się pospieszyć. Chait i tak wydawał się zbyt powolny, jak na to, że ucieka im dziadek na cholernym wózku. — Musimy znaleźć tego starca. Podejrzewam, że to on jest winny tej całej sytuacji.
Chait podrapał się po brodzie w taki sam zabawny sposób, w jaki robią to bohaterowie filmów, zanim powiedzą coś olśniewającego. Chait jednak w przeciwieństwie do tych bohaterów nie wymyślił żadnego planu. Bardziej trzymał się myśli, by załatwić to szybko i by nie wplątać niepotrzebnie Aye w kłopoty. Aye za to gorączkowo myślał, bo cholera, przecież to zwykły starzec, po co miałby robić takie zamieszanie wokół siebie?
Kiedy tak stali zagubieni we własnych myślach obok nich, praktycznie przejeżdżając po stopach, przemknęły koła wózka inwalidzkiego. Aye od razu się otrząsnęło. Spojrzało w tamtym kierunku i wbiło wzrok w plecy śmiejącego się starca.
Chaitowi nie trzeba było dwa razy mówić. Właściwie nie trzeba było nic mówić. Od razu rzucili się biegiem za wózkiem, udając w tłumie ludzi, że się baardzo gdzieś spieszą i ten pośpiech nie wynika z jakiegoś głupiego powodu, którego i tak nikt nie zrozumie, ale bardziej z chęci, by zdążyć na jakąś atrakcję (tak jakby Chait nie był tutejszym pracownikiem).
Aye wpadł przypadkiem na jakąś panią, ale kobieta okazała się bardzo miła i tylko poprosiła, by na siebie uważali. Aye oczywiście jej podziękowało i przeprosiło, a Chait szeroko się uśmiechnął, jak te wszystkie biegające w koło dzieciaki. Najgorsze, że Aye nawet uznało to za urocze. Matko święta.
— Stój! — krzyknęło Aye. — Niech pan poczeka!
Głupio było myśleć, że się zatrzyma. Starzec miał dużo siły w rękach. Jechał na pełnym gazie i nawet nie myślał, że posłuchać jakiegoś smarkacza.
— Nie możesz tego jakoś zatrzymać? Wiesz maszyny i te rzeczy…
— Ty myślisz, że ja mam telekinezę?
— No, a nie?
Aye postanowiło nie odpowiadać. Zabrakło jejmu nawet słów, by to jakoś skomentować. Na dodatek cały czas było w biegu, więc wolał nie ryzykować, że rozproszone znowu na kogoś wpadnie.
Chait się uśmiechnął, delikatnie, pod nosem i bez słowa… zrobił coś rękoma, po czym dmuchnął w powietrze. Parę metrów przed nimi i trochę bliżej pędzącego dziadka pojawiła się iluzja. Aye wiedział, że to iluzja, bo Chait świetnie skopiował samego siebie oraz jejgo. Dwie iluzje stały i czekały, aż dziadek w nie wjedzie; a nieświadomy niczego starzec trochę zwolnił, co umożliwiło półbogom złapanie za uchwyty na tyle wózka.
Aye nacisnął jeden hamulec, a drugi ścisnął Chait. Wózek stanął w miejscu.
— Co pan wyprawia? — sapnęło Aye. Pot zaczął wpływać jejmu z czoła do oczu. Nie lubił, kiedy zaczynał się kleić. W ogóle nie przepadał za bieganiem, a ten nieznośny starzec jejgo do tego zmusił. — Wiem, że pan coś… dosypywał do lemoniady.
Starzec nie odpowiedział. Położył dłonie na kołach i spróbował ruszyć, ale Aye nie było takie głupie i przez cały czas zaciskało dłoń na hamulcu.
— No… no nie, co pan wyrabia.
Aye pomyślało, że nie chciałoby pracować w domu spokojnej starości. Starzy ludzie są nieznośni i ten dziadek to dodatkowo udowadniał.
— Spokojnie — wtrącił się Chait. Puścił jeden hamulec, który też zaciskał i stanął przed dziadkiem. — Dlaczego pan coś dosypywał do lemoniad?
— Nudziło mi się! — zaczął rżeć. I to dosłownie rżeć, bo brzmiał jak koń.
Aye zaczęło rozumieć. Ten dziadek, ten wózek i ten koc na kolanach. To był centaur. Taki sam jak Chejron.
— Wy dzieciaki nigdy nic nie rozumiecie! — oburzył się. — Zero zabawy.
— Popsuł pan zabawę dzieciom. To nie fair.
On chyba sam jest dzieckiem, pomyślało Aye.
— Daj spokój. Daj mi się bawić. Puścicie mnie?
— Chyba pan oszalał.
Aye westchnęło. Najchętniej wróciłoby do domu i udawało, że nie ma z tym nic wspólnego. Dlaczego ten dziad jest taki nieznośny? Wyszłoby mu na dobre, gdyby przestał się upierać i skończył gadać o dobrej zabawie. Dobra zabawa się już dawno skończyła. Ono i Chait zmarnowali chyba godzinę, by zrozumieć, co się stało przy budce z lemoniadami. Chait na dodatek mógł zostać wyrzucony z pracy za niepotrzebny zamęt.
— Wywieziemy go stąd, okej?
Teraz Chait mówił do Aye.
— Z wielką chęcią.
Wzięli i wywieźli dziadka poza teren festiwalu. Nawet się nie opierał, a mijani ludzie wzruszali się, że pomagają schorowanemu dziadkowi. Na dodatek mieli ich wszystkich za rodzinę, co było dziwne, zważywszy na fakt, że Aye miało bardzo azjatyckie rysy twarzy, Chait wyglądał jak przeciętny Amerykański dzieciak, a dziadek… cóż, wyglądał, jakby dobijał do setki.
Centaura zostawili w parku, a sami wrócili na festiwal. Aye tak naprawdę mogło wrócić do domu, ale uznało, że suszy jejgo w gardle i chciałoby się czegoś napić.
— Mam nadzieję, że tam niczego już nikt nie dosypie — zażartował, a Chait parsknął śmiechem.
— Możesz mi zaufać. Przypilnuję, by się tak nie stało.
Aye pokusiło się o delikatny uśmiech. Taki szczery, bo jednak nie miał teraz powodu, by być złe na niego.
 
Pożegnali się pod jakąś budką ze słodkimi napojami i lodami. Aye przyrzekło sobie w myślach, że nie chciałoby znowu go spotykać, a Chait pewnie z wielką chęcią znów by poganiał starych dziadków na wózkach inwalidzkich w towarzystwie dziecka Hefajstosa. Aż Aye poczuł dreszcze na tę myśl.

KONIEC WĄTKU AYE I CHAITA

────
[1068 słów: Aye otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia]

Od Edgar do Merkurego (list)

23 grudnia, Nowy Jork

Merkury.

W tym roku skończyłom 25 lat. I tak czuję się jak nastolatek, szczególnie w tym czasie, bo jak zawsze dostaję prezenty od Vivian. Najwyraźniej ona też widzi mnie nadal jako głupiego bachora, tego samego który kradł w każdym sklepie do którego wszedł, nie słuchał się jej i musiał mieć zawsze ostatnie słowo. Tak szczerze to chyba w ogóle się nie zmieniłom, a w każdym razie ona tak mówi.

Odwiedzam ją jutro, zresztą jak co roku. Obwiniam się, bo coraz rzadziej się z nią widuję, ale i tak niczego nie zmieniam, a nawet często nie odbieram od niej telefonów, albo czytam wiadomości po paru dniach.

Ale nie będę tak negatywne, a przynajmniej próbuje bo nie jestem pesymistą serio. Dużo ludzi wokół mnie nie lubi tej całej świątecznej atmosfery i mówi że jest przytłaczająca oraz sztuczna, a ja przeciwnie. Podobają mi się świąteczne piosenki, ten cały szał zakupowy i drogie jarmarki, rodzinny klimat, wielkie choinki oraz zawieszane na balkonach lampki. Kojarzę grudzień z pozytywnymi emocjami ale zaraz po nich uderza mnie mocne sentymentalne uczucie, przez co robię się smętne, zastanawiając się, jaki będzie kolejny rok.

Dla Vivian kupiłom ekspres do kawy, bo od zawsze go chciała. Nie ukradłom, a kupiłom, wiem niezła odmiana. Innym bliskim też znalazłom parę fajnych rzeczy, które też KUPIŁOM albo nawet SAME ZROBIŁOM, a nie UKRADŁOM. Zawsze uwielbiałom robić innym niespodzianki ale i je dostawać. Brzmi to dziecinnie.

Nie życzę ci niczego, bo nie potrzebujesz żadnych życzeń. Nie kupuję ci też prezentu, wiesz, bądźmy poważni. Zastanawiałom się, czy w ogóle chce mi się do ciebie pisać i bardzo nadal mi sie nie chce, bo nie mam dużo tobie do powiedzenia. No bo pewnie i tak nie czytasz tych listów, ale może tak jest lepiej. Chyba nie będziesz mieć nic przeciwko jeśli spalę go zwykłą zapalniczką. Żeby cie to jeszcze obchodziło.

twoje dziecko

Edgar

Od Erin do Hekate (list)

Obóz Herosów, 20 grudnia

Najdroższa matko,

wybacz, jeśli powinnam użyć jakiegoś bardziej formalnego zwrotu, ale, no, pisanie listów bywa trochę… niezręczne? No, nie należę do wylewnych osób. Chyba mam to po Tobie, a może po tacie? Oboje nigdy nie byliście zbyt rozmowni. Zaraz. Znowu piszę tym samym schematem co za poprzednimi razami? Wybacz, nie wiem jak inaczej się do Ciebie odezwać. Jak mija czas, tam w boskiej krainie? Są nikłe szanse, że odpowiesz, ale warto zapytać z grzeczności, tak sądzę. Tu, w obozie, jest całkiem cicho i trochę nudno, jak z resztą każdej zimy. Obozowicze wyjeżdżają zimą do swoich ludzkich rodzin i w ogóle. Ja też niedługo wyjeżdżam do babci. Gdyby nie ona, nie wiedziałabym, że mam boginię za matkę. Całkiem szalone.

Właśnie, chciałabym Ci podziękować. Chyba że to nie ty? Ale fajnie jest myśleć, że byłaś to ty. No bo co innego, chyba nie moje szczęście (rzadko kiedy je posiadam). W każdym razie rok temu również spaliłam ten niezbyt czytelny skrawek papieru dwudziestego grudnia i wspomniałam, że tydzień później mam urodziny. I może brzmi to idiotycznie, ale mam nadzieję, że uratowanie mnie od poślizgnięcia się na przejściu na pieszych i prawdopodobnego złamania jakiejś kości (znowu) to Twoja zasługa. A może się łudzę. Ale fajnie by było. Wiesz, to by znaczyło, że czytasz to, co Twoje dzieci piszą i spalają. A to bardzo miłe. No, a jeśli to nie ty, to i tak pewnie tego nie przeczytasz. Kurde, zaczynam gadać od rzeczy. No, jeżeli rzeczywiście przeglądasz te wypociny, to miło by było, jakbyś znów sprawiła mi nadzieję, przynajmniej ten raz w roku, kiedy się starzeję.

Patrzę na ten list i wydaje się trochę krótki, ale nie wiem co jeszcze dodać. Porażka, naprawdę.

Brzmię, jakbym szukała atencji, ale chyba właśnie tak jest. No bo będąc Półbogiem ciężko nie szukać jej u rodzica. Żaden z Was nie jest szczególnie wylewny, a my działamy po ludzku i fajnie by było mieć jakąś "parental figure". Dlatego tak się staramy, szczególnie podczas Saturnaliów. Ostatnio ciągle widuję obozowiczów pocących się nad kartkami papieru, wyżywających się na nich jak tylko nie podoba im się, co napisali. Boska kara nie marzy się nikomu. Staramy się Was traktować z szacunkiem i utrzymywać kontakt, więc może należy nam się coś za to? W sensie nagroda, nie wpierdol. To już pozostawię Tobie do przemyślenia, bo nie chcę się zbyt narzucać. Już i tak to robię.

Cóż jeszcze mogę powiedzieć, poza życzeniem Ci wesołych Saturnaliów? Chyba nie mam już nic do dodania, więc eee, wesołych Saturnaliów, mamo.

Jedna z wielu twoich dzieciaków,

Erin

Od Lynn do Tanatosa (list)

San Francisco, 17 grudnia

Dziadku Tanatosie,

Jak wyglądają Saturnalia tam u Was, w Krainie Umarłych? Obudziłam się dziś rano i zapaliłam świeczkę, włączyłam kolędy, jakich kiedyś słuchałam z Nalinem właśnie w tym czasie, i powiem Ci, że moje Saturnalia mogą się wydawać niezbyt szczególne - nie chciało mi się w tym roku nawet powiesić lampek na choince przed chatką. Właściwie to ich nie obchodzę, no nie mam z kim. Cenię sobie jednak ten czas, widzę herosów robiących anioły na śniegu przez okno, i uśmiecham się, z herbatą w dłoniach. Dziś rano przyszło nawet paru takich złożyć życzenia, może mieli wyrzuty sumienia po obrzuceniu mojego ganku śnieżkami, ale był to bardzo miły gest. W skrzynce pocztowej znalazłam wczoraj nie tylko trupy much i pajęczyny, ale też zaproszenie na bal z okazji Saturnalii. Ja i bal? Śmieszne, prawda, dziadku? Co ja bym założyła, może tą spódnicę w kratę. Jest z grubej wełny, wcale nie najgorsza, i elegancka. A bluzkę mogłabym wziąć nawet tą, co mam na sobie, tylko pierwej trzeba by ją wyprasować.

Nie żebym miała tam z kim pójść, nikt do mnie nie dzwoni i nie upewnia się, że zobaczymy się wieczorem, a prócz owych przypadkowych gości jestem naprawdę sama, jednak… miło byłoby pójść. Pamiętam, jak chodziliśmy z rodzicami i Nalinem na jarmarki świąteczne. Te światła, choinki, ozdoby, te zapachy! Nawet podczas studiów staraliśmy się wyrwać między książek, do ludzi, do tej świątecznej atmosfery, i mimo że mróz dotkliwie szczypał nas w policzki i rzadko było nas stać nawet na kubek gorącej czekolady, docenialiśmy tą tradycję. Mam nadal duży sentyment, również do tego naszego sentymentu. Drogi dziadku, musi to brzmieć bezsensownie, puste gadanie samotnej kobiety w okresie, kiedy wszyscy starają się być blisko siebie, a ona nie ma nikogo. Odwiedzę znowu cmentarz, narąbię drewna, nakryję się dodatkowym kocem, i moje Saturnalia staną się jeszcze bardziej przygnębiające niż rok temu. Pewnie w skali nastroju mogę konkurować już z Twoją Krainą Umarłych.

Naprawdę, plotę głupoty. Nawet pałac Plutona w czasie Saturnaliów pewnie jest przyozdobiony, na Łąkach Asfodelowych mgłę rozpraszają światełka na choince. Pewnie również dajecie sobie tam prezenty i śpiewacie kolędy.

Mam taką nadzieję, oznaczałoby to bowiem, że mój brat ma szansę nie być tak samotny jak ja w te Saturnalia. Pozdrów go, proszę, ode mnie, przekaż mu życzenia, i powiedz że tęsknię.

A ja może jednak założę te światełka, i wyprasuję tą bluzkę. Wesołych Saturnaliów, dziadku!

Twoja wnuczka, gdzieś pośród zamarzłych bagien wokół Nowego Rzymu,

Lynn

poniedziałek, 29 grudnia 2025

Od Isaiasa do Hekate (list)

18 grudnia

Hekate




23 grudnia san francisco

Mamo

Mat̷ko

BPotrójna Bogini,

Wiem̸ że mineło kilka ̷naście lat.̴ mam wrażenie że i tak cię to nie ob nie wiem czy coś to zmienia zmienia ale przepraszam.̷ Po prostu przepraszam

prubu pró staram sie nie w ̷

Mam nadzieje że te drobne ofiary podarunki z ostatnich miesięcy były ̷w porządku stosowne.̷ o ile to t̸Ty je odebrałaś a nie jakiś mene bezdomny.̷ ani gatito. Wino c̸hyba nie jest zdrowe dla kotow. Jeślijeśli coś innego by cie bardziej zadowalało to mozesz dać jakoś znać.̴ albo, nie wiem.̷ uznać mnie wreszcie jeśli jednak są okej

Nie pamiętam jak sie to robi.̷ rozmawia z t̸Tobą. Jeśli to sie liczy jako rozmowa. W obozie było to jakieś prostrz łatwiejsze, gdy wszyscy to robili choć wiedzielismy że nie dostaniemy odpowiedzi ale i tak dramatyzowaliśmy że pewnie nas wszystkich nienawidzicie. To nie przytyk, domyślam sie że bycie bóstwem musi być kurews bardzo czasoh czasz czase̷ requiere mucho tiempo

Czy to w ogole ma dla was Ciebie znaczenie? W jakim jezyku pisze. Czy jako bogini po prostu znasz wszystkie i nie robi ci to żadnej rů̸żnicy i mógłbym pisać do ciebie po hiszpańsku? Angielski tak bardzo nie ma sensu, nadal.̴ Nic nie pisze sie tak jak sie to wymawia.̴ musieliście wybrać sobie akurat ameryke na nowy Olimp?

Nie wiem czy powininem wogóle pisać.̷ czy to nie jest tak, że skoro milczałaś tak długo, to to też jest jakaś odpowiedź.̴ czasem myśle że może to ja przestałem słuchać pierwszy.̷ że byłem zbyt zajęty ucieczką albo przetrwaniem albo udawaniem,̸ że to wszystko nie ma ze sobą nic wspólnego ale potem sobie przypominam kim jesteś Ty i kim jestem ja i to śmieszne że miałabyś tym zawracać sobie głowe.̴ nie wiem czy jestem za bardzo taki jak wtedy czy za mało czy przeżyłem coś czego nie powinienem i czy coś mi sie należy czy wrecz przeciwnie czy powinienem prosic o wybaczenie bo nawet nie wiem za co najpierw,̸ a jeśli to nie próba i nie kara tylko taka zwykła cisza to proszę

błagam

nadal nie wiem co się z nią robi

Jak wspominałem. W obozie dramatyzowanie było częścią zabawy, teraz to chyba już moja marka. Urok osobisty.̷ wiesz.̷ ten głupi trik na oszukanie śmietrleników że nie jestem całkiem pierdolnięty tylko tam z reguły jest ładniej i zabawniej

Jeśli to czytasz, to życz rzy felices saturnales, Hekate.̴ Nawet jeśli nie czytasz to nadal.̷ ale wtedy to nie ma chyba znaczenia ¿prawda?

Isai


ps. wiem że nie mam prawa cie o nic prosić.̷ ale nigdy nie umiałem przestrzegać reguł, więc mogłabyś może się kiedyś odezwać? chociaż raz? proszę.̴ chyba że coś takiego jak syn się traci ważność gdy milczy tyle lat co ja i nie ma już sensu dalej próbować

Od Philip do Arcus (list)

San Francisco, 17 grudnia

Matko Arcus,

Pewnie też macie dużo roboty przed Saturnaliami, ale mam nadzieję że znajdziesz moment, żeby przeczytać list ode mnie. Nie obrażę się też oczywiście, gdybyś tego nie zrobiła. Dobrze wiem, co znaczą obowiązki.

Miniony rok minął mi dobrze. Legioniści jak legioniści, czasem niesforni, jeden taki właśnie przede mną siedzi. Jednak w gruncie rzeczy, kiedy w okresie świątecznym nachodzi człowieka taki nastrój - chęć przemyślenia, podsumowania, podziękowania - doceniam ich, czuję dumę. Pewnie masz podobnie z twoimi boskimi dziećmi, kiedy nas obserwujesz.

Nie licząc uciążliwego przeziębienia, którego od początku grudnia nie pozwalam sobie wyleczyć do końca z powodu natłoku zadań przed końcem roku, jestem zdrowa i szczęśliwa. Jutro jadę piec pierniki do Wandy. I inne smakowitości, moja dziewczyna chce mi pokazać jak wyglądają prawdziwe polskie święta od strony stołu. Słyszałaś kiedyś, matko, o barszczu? Jestem pewna, że tak właśnie smakuje ambrozja. Uważam, że to hańba, jakim cudem przeżyłam tyle świąt z choinką, a bez pierogów…

Wyrwałam się na chwilę, żeby napisać do Ciebie, i nie chcę traktować tego listu jako kolejnego przykrego obowiązku. Nawet jeśli nie otrzymam żadnej odpowiedzi, doceniam tą choćby symboliczną formę kontaktu z Tobą, choć nie mogę przed sobą ukryć, że przypomina to śmiertelne dzieci bazgrzące kredkami listę życzeń do Świętego Mikołaja. Proszę, oto i moje: nowe buty, porządna szczotka dla Juana, ciepły sweter - ale nie w żadne śmieszne wzory, taki wiesz, zwykły, elegancki. Może odezwiesz się do mnie w iryfonie, kiedy będę dziś wieczorem rozmawiać z Wandą. Mogłąbyś nam obu złożyć życzenia, pobłogosławić, i życzyć szczęścia - albo po prostu się uśmiechnąć i zniknąć. Ale będę czekać choćby na błysk tęczy na niebie, kiedy przestanie padać śnieg, żebym mogła poczuć, że jesteś tu ze mną.

Ciekawa jestem, co przez Mgłę zobaczy listonosz w adresie, który umieszczę na kopercie.

Wesołych Saturnaliów, mamo, mam nadzieję, że nowy rok przyniesie ci dużo szczęścia, i że jestem dla ciebie powodem do dumy.

Twój córka z Obozu Jupiter,

Philip

Od Dicka do Fortuny (list)

San Francisco, 17 grudnia

Matko Arcus,

Jest to już szósty arkusik, z którym próbuję swoich sił. Wszystkie poprzednie wylądowały w koszu na śmieci. Kto inny może mieć tyle szczęścia, żeby dwa długopisy w ciągu pięciu minut wybuchły mu w rękach, jak nie twój syn? [trochę poskreślanych, nieczytelnych słów]

Przepraszam, nie chciałem zaczynać tego listu w tak negatywnym tonie. Prawdopodobnie powinienem wziąć siódmą kartkę, bo nie wygląda to najbardziej elegancko, nie jest to list, jaki powinien trafić na Olimp, ale Lexi mówi, że jest w porządku, skoro papier jeszcze nie rozdarł się na pół, to chyba znak od Ciebie, że mogę pisać dalej.

U mnie wszystko po staremu. Zwichnięta kostka, stłuczone kolano, oparzyłem się świeczką, prawie odmarzł mi nos, [plama krwi, nieudolnie wytarta rękawem]

A tego nawet nie skomentuję, jak można skaleczyć się kartką która leży płasko na stole, na Jowisza? Mam nadzieję że udało mi się znaleźć korektor i czytasz ten list w stanie trochę mniej żałosnym, niż jak go widzę obecnie. A to dopiero połowa kartki, i nawet nie [plama na dobrę pare linijek, nawet jeśli coś czytelnego było tam napisanego, obecnie nic nie widać]

Jak mijają ci Saturnalia, mamo? Mi w tym roku się całkiem podoba. Spróbowałem dzisiaj tylu pierników, że chyba zaraz pęknę, i się nawet nie zatrułem! mam taką nadzieję…

Tata z Caesariem od rana śpiewają świąteczne piosenki, i tak mniej więcej od początku grudnia. Z przerwami na krzyki bólu i plastry, ale nic nie będzie głośniejsze od Mariah Carey, bo razem z Lexi kupiliśmy im głośnik, przeklęty pomysł, pewnie mój. Tak wibruje, że spadł z blatu stołu prosto w kosz na śmieci. I huczał tak samo głośno! Teraz siedzę z Lexi w pokoju obok, za zamkniętymi drzwiami i z herbatką, i nadal słyszę, że It’s time!

Skoro jest czas, no to jest. Wszystkiego najlepszego, mamo, w tym świątecznym okresie, dużo prezentów i szczęścia, choć w sumie co to za życzenia, do bogini szczęścia, pewnie masz już go aż nadto. Mógłbym też trochę dostać, tak pod choinkę?

[kolejna plama, pachnąca cynamonem i goździkiem]

Twój syn z Obozu Jupiter,

Dick

Od Chaita do Iris (list)

Nowy Jork, 21 grudnia

Szanowna
Droga
Matko,

zbliża się koniec roku. Saturnalia, święta. Większość znajomych ustaliła już godziny i miejsca imprez noworocznych. Wszyscy są zabiegani, co chwila ktoś potrzebuje zastępstwa w pracy. Świąteczne lampki to jedyna tęcza, jaką ostatnio widuję.

Przez ostatnie lata zaniedbałem te listy, ale myślę o Tobie zawsze, gdy widzę tęczę. Może to bez znaczenia, ale. przepraszam. Nie umiem pisać listów. Nawet tych, które mogą zostać nieodczytane. Próbowałem pisać rok temu. i dwa lata temu. Do ciebie i do ojca i tego drugiego nigdy nie skończyłem. Stchórzyłem.

Ale nie rozmawiałem z nim od alt. lat. Czasami dzwoni. Wmawiam sobie, że nie mogę odebrać, bo nie mogę skorzystać z telefonu, albo udaję, że nie słyszałem. Potem myślę, że to dziecinne i nic z tym nie robię.

Mija dziesięć lat od śmierci Roseann i Keiry. Znaczy, minęło. Wiosną. Nie wiem, czy on spędza święta sam. Mam nadzieję, że pojechał do którejś z ciotek. Może poznał kogoś nowego. Chcę życzyć mu źle, ale to trudniejsze z roku na rok. Boję się, że kiedy zobojętnieję, to w końcu rozmyje mi się też to, jak wyglądały, kim były.

To źle o mnie świadczy. I to po tym, jak z mojej winy zmarły. Roseann zawsze mi o Tobie przypominała. Nie wiedziała, kim jesteś, ale chciała, żebym o Tobie pamiętał, nawet jeśli nie ma Cię aktywnie w moim życiu. Ją też musiałem rozczarować. Ojciec ma prawo o wszystko mnie obwiniać. Ma rację.

Wziąłem dodatkowe zmiany w pracy. Łatwiej znieść samotne święta, kiedy nie ma się czasu, by o tym wszystkim myśleć. To bez sensu, skoro teraz o tym piszę, ale. Moi współlokatorzy wyjechali do rodzin i jeśli nie spróbowałbym napisać teraz, to nie spróbowałbym nigdy. Znaczy, nigdy w tym roku.

Naprawdę nienawidzę pisać

Poza pracą w sklepie pomagam na świątecznej imprezie dla dzieci. Dzieciaki uwielbiają kolory i opowieści o tęczy. Mają niesamowite teorie o tym, co jest na jej końcu. Ich pomysły są dużo lepsze od moich improwizacji. Niektóre zwyczajnie urocze. Może to one powinny być treścią tego listu. Pomysły. Nie zliczę, ile razy słyszałem, że chciałyby poznać Panią Tęczę. Czasem ciężko im odpowiadać, kiedy pytają o tęczową pocztę, o garniec złota. o spotkania za tęczą. Nie wiem, czy dzisiaj też będą wymyślać opowieści. Większość dzieci czeka na prezenty od Mikołaja.

Mam nadzieję, że tego nie przeczytasz Od Ciebie też boję się dostać odpowiedź. Nie chcę usłyszeć potwierdzenia tego wszystkiego. Wolałbym myśleć, że jesteś zbyt zajęta, niż mieć pewność, że jestem rozczarowaniem. O tym już wiem. Ja naprawdę się staram

Przepraszam. Dramatyzuję. Żyję, wszystko jest w porządku. Nie będę zapeszać, mówiąc, że spotykam mało potworów.

Na pewno dzieciaki w obozie napisały listy, które bardziej zasługują na reakcję i odpowiedź. Wystarczy mi świadomość, że gdzieś jesteś, gdy widzę tęczę.

Chciałbym powiedzieć napisać, że przeczytam ten list jeszcze raz, zanim go dla Ciebie spalę, ale jeśli to zrobię, to się rozmyślę. W tym roku napisanie go wcale nie jest łatwiejsze. Pewnie nigdy nie będzie. Za rok też spróbuję. Dopóki coś mnie nie zeżre.

Z największymi najszczerszymi pozdrowieniami,
Chait

Od Ricky'ego do Merkurego (list)

San Francisco, 17 grudnia

Ojcze Merkury,

na tablicę Mendelejewa, śmiesznie to brzmi. Ale tak kazała mi zacząć Philip. To z nią tu przyjechałem, ona mnie usadziła na tym chybotliwym stołku, dała kartkę i pilnuje, żebym nie urwał tego długopisu ze sprężynki. Ale, znasz mnie, tato - wystarczy mi parę sekund, chociażby teraz, kiedy przykleja znaczek, i długopis byłby już w mojej kieszeni. Ale znasz tato również moje dobre serce. I wiesz również, że lubię mieć nogi przymocowane do reszty ciała, bo tym zmianą tego stanu właśnie grozi mi centurionka Piątej Kohorty, jeśli się nie pospieszę - żebyśmy zdążyli na autobus.

Znaczy, mam nadzieję, że wiesz, mam nadzieję że czasem zerkasz na moje wyczyny, słyszysz wybuchy i uśmiechasz się z dumą.

Ale gdyby ci coś umknęło, to ja ci szybko mogę podsumować:

Mam już dziewiętnaście lat, z czego siedem przeżyłem już jako legionista! Prawdę rzecz mówiąc, wolałbym konstruować bomby niż ćwiczyć, uważam, że tak bardziej przydałbym się Legionowi Fulminata, jednak skoro tak doceniają moją zwinność i tężyznę, no to jakoś to zniosę… Dwa tygodnie temu były urodziny wujka Josepha, pamiętasz, tego, co mnie przygarnął i wychował, poszedłem na jego grób, a potem złożyłem ofiarę w jego imieniu w Twojej kapliczce, tak, jak robił zawsze ze mną. Kiedy jeszcze żył, czasem irytowało mnie, że to nie ty byłeś na jego miejscu - pewnie starał się jak mógł i jestem bardzo wdzięczny za wszystko, co dla mnie zrobił - mam nadzieję, że nigdy nie dałem mu odczuć zbyt mocno tego wyrzutu, że nie był tobą, choć pewnie czasem w emocjach tak powiedziałem. Jakbyś go spotkał w Elizjum, jak będziesz coś dostarczał, przekaż mu pozdrowienia, ipodziękuj.

Ogólnie radzę sobie, myślę, dobrze - nadal mam wszystkie ręce, nogi, palce nawet też! Przygotowania do Saturnaliów idą pełną parą, ulice Nowego Rzymu są pełne dekoracji, fauny chodzą w mikołajowych czapkach, i nawet lary pobłyskują jak świąteczne lampki.

Wszyscy kupują sobie prezenty, piszą życzenia, i wiesz, że ja zawsze lubiłem tą atmosferę, ale nie dzieliłem jej z nikim szczególnym, a moje prezenty zwykle okazywały się nietrafione, czym się zbytnio nie przejmowałem, no bo kto normalny nie cieszy się z tylko tylko trochę podartego egzemplarza życiorysu Marii Skłodowskiej-Curie? Okej, no teraz po latach mogę przyznać, że nie byłem zbytnio myślący, i trochę się tym martwię, bo mam chyba przyjaciółkę, wiesz, znajomą, i to taką która nawet jeśli wywraca oczy na mój widok, to nie ucieka, ale zamieni ze mną parę słów, i faktycznie się o mnie troszczy, więc chcę jej sprezentować coś naprawdę świetnego, albo chociaż okej, żeby nie pomyślała, że mi na niej nie zależy.

Muszę kończyć. Wesołych Saturnaliów, do usłyszenia!

Twój syn z Obozu Jupiter,

Ricky

Od Havu do Morsa (list)

San Francisco, 23 grudnia

Wesołych Świąt, Morsie

Ho, ho, ho!!!

Tak naprawdę powinienem napisać WESOŁYCH SATURNALIÓW, ale co to za różnica, prawda? Jedno i drugie dzieje się w grudniu. Na dodatek w okolicy tych samych dat, więc mam nadzieję, że cię to nie oburzy. Nie powinno nawet.

Piszę to praktycznie na ostatnią chwilę, bo znowu zapomniałem. Nie o tobie. Znaczy, okej, przyznaję, że może tak troszeczkę. Ociupinkie. Okej? Ale ogólnie wypadło mi to kompletnie z głowy i pewnie bym ci nawet tego listu nie przesłał gdyby nie taki jeden smarkacz. Dobry z niego dzieciak. Ma fajną koszulkę świąteczną… może też powinienem sobie kupić? Wiesz, taką w choinki i z Grinchem. Wiesz co to w ogóle Grinch? Może ci załączę link do pirackiej strony, żebyś sobie obejrzał. Polecam.

A teraz przejdziemy do poważniejszych rzeczy.

Nie lubię poważnych rzeczy, żartowałem. Ale wiesz co? Fajnie jest mi tak sobie usiąść i pisać ten list. Do mojego dalekiego, boskiego rodzica. Ciekawiło mnie zawsze, czy te listy docierają do ciebie na Olimp, czy bardziej w odmęty Podziemi? Pewnie to drugie, mam rację?

Mam nadzieję, że ja cię za bardzo nie obrażam w tym liście, tato. W sumie… nie obrażam cię. Po prostu sobie żartuję. Ale jak coś to się nie denerwuj, okej? Wolę uprzedzić zanim dostanę ewentualny… ewentualne… no, zanim coś źle zrozumiesz z mojego listu.

Mogę ci trochę opowiedzieć o mojej kolekcji, jeśli chcesz o tym słuchać. A wiem, że pewnie chcesz, bo przecież siedzisz w tej dziurze, znaczy, przepraszam najmocniej nazywam to dziurą, bo jest pod ziemią… no i siedzisz tam i widzisz takie rzeczy na co dzień. Jakieś kościotrupy, zbłąkane dusze.

Udało mi się ostatnio znaleźć coś ciekawego. Zdeformowany mysi płód. Jest malutki, prawie jak zatyczka od długopisu, a może nawet mniejszy. Ma dwie głowy i jeden ogon. No, niby nic specjalnego, ale to się nie zdarza zbyt często. Ile takich przypadków jest wśród ludzi? Niewiele. Zdaje się, że ten płód dodatkowo ma jedno oko. Mysi cyklop. To jest już tak cholernie, przepraszam za przekleństwo, rzadkie, że głowa mała. Jestem bardzo tym podekscytowany.

Mam też parę czaszek, a moją ulubioną jest najnudniejsza na świecie czaszka lisa. Lubię ogólnie czaszki psowatych. Mają fajny kształt, a ta moja dodatkowo jest uszkodzona, bo jakiś głupi myśliwy musiał tego biednego lisa postrzelić. Nie lubię, gdy zwierzęta bezsensownie giną z ludzkich rąk. No, nieważne. Ale przynajmniej jest to ciekawy okaz.

Hmm, co tutaj jeszcze mamy. Na pewno bardzo dużo małych szkieletów, należących do mniejszych zwierząt: szczury, myszy, chomiki, węże. Mam tego całą masę. Ten mały smarkacz, o którym wspomniałem wcześniej powiedział, że jestem jakiś pomylony. Nie, żebym chciał powiedzieć, że się mylił. Nie mylił się. Trochę jestem pomylony, ale to jest jakby okej, prawda, tato? Ty pewnie też trochę jesteś… najlepsiejszy na świecie.

Wiesz, mam szczerą nadzieję, że jeśli znowu będzie dane nam się spotkać i przestaniemy wymieniać się listami (znaczy, tylko ja je piszę, jak na razie), to nie wybierzesz cmentarza. Nie lubię siedzieć na cmentarzach. Widzę te wszystkie dusze i mi trochę niekomfortowo. Dostaje ciarek. One czasem krzyczą i wołają o litość, a w sumie to nic im się nie dzieje. Są po prostu zdezorientowane. I ja to muszę im tłumaczyć, wyobraź sobie. Pewnie wiesz, o czym mówię, możliwe, że też tego słuchasz. Coś typu: „nieeee, gdzie ja jestem, do chujaaaa!!!”. Zazwyczaj to uciekam, ale czasem mnie jakaś złapie, pociągnę za rękę, spojrzy głęboko w oczy i powie „ty mi to zrobiłeś!”.

Oczywiście, że nie zrobiłem. Nie zabijam ludzi.

Chyba już skończę ten list. Tak, zdecydowanie. Zaraz wybija dwudziesta druga. Jestem strasznie spóźniony. Wybacz, tato. I wybacz za wszystkie przekleństwa, ale czasem nie umiem się wyrazić inaczej.

Miłych Saturnaliów. Trzymaj się zdrów.

PS. Dorzucam ci mysią czaszkę. Mam nadzieję, że spodoba ci się ten świąteczny prezent.

Buziaki,

H.

Od Kai do Apolla (list)

Nowy Jork, 21 grudnia

Hej, tatku!

To ja, tak znowu ja. Mam ci tyle do opowiedzenia… chyba. Nie wiem, czy starczy mi kartki, bo wybrałam wyjątkowo małą, jak na to ile potrafię gadać, ale postaram się ze wszystkim zmieścić.

Już nie siedzę w Obozie, ale o tym wiesz. Pracuję sobie jako kelnerka w takiej fajnej azjatyckiej restauracji. Koreańskiej może. Albo chińskiej. Sprzedajemy tam smażone kurczaki i frytki. Słodkie napoje albo jakieś alkohole dla tych, którzy potrzebują czegoś mocniejszego.

Nawet lubię tę pracę. Nie narzekam. Pracuje ze mną ładna, znaczy nie ładna, znaczy… okej, jest ładna, ale chciałam napisać, że MIŁA menadżerka. Więc fajnie spędzam czas w pracy i rzadko jęczę, że chciałabym wrócić do domu.

Czasem mi brakuje tego Obozu, wiesz, Apollo? Nie wiem… tak jakoś. Brakuje mi takiej jednej przyjaciółki, która gdzieś się wyniosła, zapewne do San Francisco, a ja nie mam już z nią kontaktu. Była fajna. Ale rozumiem, że niektórzy potrzebują się odciąć z jakiegoś powodu… izolować.

Ja bym tak nie mogła! Izolować się. Lubię ludzi. Lubię z nimi rozmawiać. Nienawidzę ciszy, nudy i samotności. To straszne. Płakać mi się chce, jak myślę o ewentualnej samotności kiedyś.

Dobra, chyba skończyłam z tymi opowiastkami. Trochę nuda, co nie? Ale musiałam się wygadać, bo chyba nie mam teraz komu. Wspominałam ci, że się wyprowadziłam od taty? Poleciałam na drugi koniec kraju, aż do Nowego Jorku, żeby spróbować nowego życia. Podoba mi się tutaj i jak wspominałam wcześniej, pracuję jako kelnerka. Na razie mi wystarcza takie życie. Tutaj, w Nowym Jorku, dużo się ostatnio działo.

Opowiedzieć ci trochę o morderstwach? Nie, chwila, mamy święto. Nie będę ci opowiadać o złych rzeczach, teraz to nie ma najmniejszego znaczenia.

Apollo, a co jeśli kiedyś wpadniesz tutaj, do Nowego Jorku, i dasz się zaprosić na kawę? Nie, no… o czym ja w ogóle piszę w tym liście. Sama nie wiem, tak jakoś mi się wymsknęło… może powiedzieć? Nie bądź zły. Już zmieniam temat.

Próbowałeś kiedyś fermentowanego rekina? Nie? Ja też nie. Brzmi obrzydliwie, ale to popularne danie na Islandii. Przygotowywane… no, z rekina. Może kiedyś zdobędę i ci dorzucę, co ty na to? Na próbę. A ty mi odeślesz list z recenzją.

A tak w ogóle to dalej mam swojego kota, Pumpernikla. O, tutaj pod koniec możemy zrobić ci odbicia łapek, chcesz? Pumpernikiel to grzeczny kot. Na pewno by cię polubił, gdyby cię poznał. W tym roku spędzamy razem święta! Ja i Pumpernikiel. Kupiłam mu nawet specjalny sweterek świąteczny, co prawda na dziale z ubrankami dla psów, ale wpasował się, jakby został uszyty specjalnie dla niego. Może oprócz odcisków łapek dostaniesz też zdjęcie pamiątkowe mnie i Pumpernikla na tle choinki.

Kończy mi się kartka, więc chyba pozostało mi życzyć ci wesołych Saturnaliów. Przesyłam uściski i buziaki. I nie wiem, dużo słońca!

Tutaj zostawiam łapki i zdjęcie!

Z uśmiechem,

Kaya

Od Doriana do Invidii (list)

Obóz Jupiter, 20 grudnia

Dobrych Sturhaliów matko InVIDIO,

Wybacz mi, ale NIEWIDZĘ co piszę i pewneie za chhwilĘ ktoś mi pomorŻĘ, ale to SĄ mojE prawdziwe SŁOWA.

Wybacz za ten wstęp. Nie byłem w stanie bardziej się rozpisać, więc teraz pomaga mi mój brat, Kurt i to on pisze wszystko, kiedy ja mu dyktuję.

Niestety nie udało mi się zostać centurionem, ale to nic. Może innym razem się uda. Kurt chyba nie bardzo chce nim zostać, ale bardzo nie spodobało mu się, kiedy została nim Edel. Może trochę go rozumiem, nie wiem.

W każdym razie, radzę sobie coraz lepiej. Terminator nie ustępuje mnie na krok i jest zawsze obok, kiedy tego potrzebuję. Inni mówią, że coraz lepiej posługuję się bronią i robię zatrważające postępy. Cieszy mnie to i daje mi nadzieję na to, że nawet przez te niedogodności, jak bycie niewidomym, wciąż mogę stać się jednym z lepszym legionistów.

W najbliższym czasie planuję ćwiczyć ciężej, ale na razie cieszę się Saturnaliami. I jem teraz babeczkę, która jest przepyszna. Szkoda, że nie możesz jej spróbować, serio.

Od siebie chciałbym jeszcze dodać, że skończyłem ostatnio osiemnaście lat. Szalone, co? Planuję zostać w Obozie dłużej, nie wiem jeszcze, jak długo, ale na pewno do czasu, kiedy nie opanuję walki do perfekcji.

Trochę boli mnie gardło, więc zaraz będę kończyć ten list. Nie ja go piszę, ale ciągle gadam i dyktuję Kurtowi, co ma pisać. I najgorsze, że muszę się powtarzać, a on gniewnie na mnie patrzy. I tak cały czas.

Na koniec chciałbym dodać, że mam nadzieję, że dobrze spędzisz ten wyjątkowy czas, mamo. Ja się już dobrze bawię i liczę, że ty też. Może jednak ci trochę tej babeczki wrzucę… jeszcze nie wiem.

W każdym razie trzymaj się w zdrowiu, Invidio. Nigdy cię nie zawiodę, obiecuję. Będziesz pamiętać mnie jako najlepsze dziecko i… oczywiście najlepsze dziecko razem z Kurtem, jakże mógłbym zapomnieć.

Do usłyszenia,

twój DoRGHIAn

Od Aye do Hefajstosa (list)

Nowy Jork, 17 grudnia

Wesołych Saturnaliów, tato!

Cześć, Hefajstosie, miło mi znowu pisać do ciebie list. Robię to co prawda co roku, ale jakoś zawsze było to dla mnie przyjemne zajęcie. A teraz to już w ogóle.

Wiesz, że udało mi się zostać konduktorem? Naprawdę! Bardzo się z tego cieszę. Moim następnym celem jest licencja maszynisty, ale to mi trochę zajmie ze względu na to, że cóż… są ku temu powody, dobrze? Kiedy jednak mi się uda, to wiedz, że w następnym liście się o tym dowiesz.

W domu lubię majsterkować. Mój wujek wie, że ze wszystkim pomogę i wszystko naprawię, więc często latam z narzędziami w rękach. Muszę przyznać, że bycie twoim dzieckiem ma swoje plusy. Znaczy tak, zawsze miało to swoje plusy, ale najlepiej je widać po odejściu z Obozu. Czasem tęsknie za obozem, ale to tak tylko czasem.

Niedługo będę szykowało się na przyjęcie świąteczne tak jeszcze przed samymi świętami. Wiem, że tutaj, w półboskim świecie, mamy Saturnalia, ale w świecie zwykłych ludzi obchodzimy święta bożonarodzeniowe.

Robię dużo ozdóbek, na przykład bombek. Wujek zabrania mi wieszać na choinkę kluczy albo śrubek, ale przyznaj, że byłyby to świetne ozdoby. Oprócz tego też spędzam dużo czasu w kuchni. Oczywiście ze względu na Saturnalia, ale też przez to świąteczne przyjęcie, które zbliża się wielkimi krokami. Już za jakieś pięć dni, a potem kolejne przyjęcie tym razem takie prawdziwe, świąteczne. Dasz wiarę? Tyle rzeczy się dzieje w moim życiu w tym grudniowym czasie.

Miej się dobrze, tato. Życzę ci zdrowia, chociaż te życzenia są chyba zbyteczne, bo Bogowie są wiecznie zdrowi i piękni, prawda? W takim razie może będę życzyło ci wytrwałości. Dużo cierpliwości. Dużo dobrej woli. I szczęścia, ale to tak już całkowicie ode mnie, bo zdaję sobie sprawę, że Bóstwa nie doświadczają czegoś takiego jak „pecha”.

PS.

Zaczęłom też budowę kolejki. Idzie mi to opornie, a do listu załączyłom zdjęcie, jeśli jesteś ciekawy postępów. Daj mi kiedyś znać, co uważasz.

Trzymaj się, tato,

Aye

Od Izana do Marsa (list)

Nowy Rzym, 20 grudnia

Drogi Marsie,

Tutaj twój syn, amabasador, Izan King. Piszę do ciebie, bo wiem, że się ucieszysz z tego listu. Oczywiście, że go przeczytasz prawda? Jak wszystkie, które ci zawsze wysyłam od lat.

W każdym razie wybacz za to, że trochę ten list poplamiłem, ale piszę go równocześnie jedząc pyszną nóżkę z kurczaka. Pieczona. Myślę, że by ci posmakowała. Wrzucę ci jedną z tym listem.

Wiem, że to czas kiedy wszyscy są szczęśliwi i się lubią, ale ojcze, musisz mnie wysłuchać. Twój syn, a mój brat, Vergil Halston, ostatnio bardzo zaniedbał swoje obowiązki. Proszę, zwróć na to uwagę, kiedy będziesz nas znowu odwiedzać w Obozie. Ostatnio trafiło kilku nowych twoich dzieci, więc wiem, że się prędzej czy później zjawisz.

Swoją drogą, jeśli już o tym mowa, to możemy spotkać się na osobności? Wiem, że o wiele proszę. Wiem, że nawet nie powinienem, ale bardzo chciałbym się z tobą zobaczyć, ojcze. Jeśli dasz mi szansę, zrobię wszystko, byś był ze mnie dumny. Żebyś mnie pamiętał, jako swoje najlepsze dziecko, jakie tylko mogłeś spłodzić.

Kończąc już ten wątek, może opowiem ci trochę o jedzeniu, jakie mamy? Dużo kurczaków, ale o tym już pisałem… jakieś sałatki, ale wiem, że sałatki są dla kobiet, a nie mężczyzn, więc ich nie jem. O, są nawet cukierki. Ich też nie jem za bardzo, bo wtedy mięśnie się cofają. Tak zresztą zasłyszałem, a wiem, że jako twój syn muszę prezentować się godnie.

Znalazłem chyba żeberka, pisząc ten list. Nawet nie wiesz, jak bardzo kocham żeberka, szczególnie takie dobrze upieczone, od których odchodzą kostki, a mięsko rozpływa się na języku. Mmm, pyszności.

Nawet jest… golonka. Boże, mój ojcze kochany, gdybyś ty tutaj był, to byłbyś w niebie. Tyle mięsa i to wszystko na twoją część. Oczywiście sam tego nie robiłem, bo nie jestem zbyt dobrym kucharzem, ale musisz uwierzyć, że siłą woli sprawiłem, że na naszych stołach jest tyle misek, półmisków i talerzy z mięsem.

Ojcze, mój kochany, chciałbym życzyć ci cudownych Saturnaliów. Najlepszych. Myśl o mnie dużo, tak jak ja myślę o tobie.

Twój najlepszy syn pod słońcem,

Izan King

Od Filemona do Chione (list)

21 lata temu

Obóz Jupiter, 22 grudnia

Najdroższa matko Chione,

Jak się czujesz? Czy Saturnalia są dla ciebie przyjemnym czasem? Dla mnie są. Wszystko u mnie w porządku też, jeśli jesteś ciekawa. Ostatnio udało mi się zrobić masę dobrych rzeczy i jestem niezmiernie z siebie dumny.

Już niedługo moje urodziny. Nie musisz mi nic dawać, nie przepadam za bardzo za prezentami. I tak nigdy ich nie dostawałem od rodziców. Mam na myśli od mojej… drugiej matki. Nie lubi mnie. Ale mam ważniejsze problemy niż ona. Mój ojciec za to zawsze kupował mi fajne rzeczy. To miłe wspomnienia. Mam nadzieję, że też miło go wspominasz.

Jeśli przeczytasz ten list, to byłoby mi niezmiernie miło, gdybyś zachciała się ze mną spotkać. Nie tyle, co fizycznie, ale psychicznie. Umysłowo. Pewnie wiesz, do czego pieję. Jesteś w końcu Bóstwem.

Chciałbym się trochę podzielić przygotowaniami do Saturnaliów. Obrządki trwają już od siedemnastego grudnia, a teraz mamy przedostatni dzień świętowania, ale pozwoliłem sobie napisać ten list dopiero dzisiaj. Dopiero dzisiaj mogłem odsapnąć. Mam dużo na głowię zawsze, a w tym czasie to w już ogóle. Jestem ciągle gdzieś potrzebny, ale to dobrze. Lubię mieć co robić. Łapię się chyba każdej możliwej osoby. Dzieciaki mnie lubią. Staram się, by te nowe czuły się tutaj jak w domu. W końcu jesteśmy jakąś jedną, wielką rodziną.

Poznałem ostatnio właśnie takiego jednego młodzika. Syn Merkurego. Nic nadzwyczajnego, prawda? Jest jednak inny, niż wszystkie dzieciaki Merkurego. Ogarnięty i ułożony. Mam nadzieję, że kiedyś, kiedy już się trochę zaaklimatyzuje, wyruszymy razem na jakąś misję. Pokładam w tym młodziaku duże nadzieję.

Chione, matko, chciałbym żebyś tutaj była. Wśród nas. W Obozie. Żebyś mogła na własne oczy zobaczyć, jak sobie radzę. Myślę, że byłabyś ze mnie duma. Nie, ja nawet tak nie myślę. Ja tak uważam.

Nie mam czasu, by rozpisać się bardziej, ale mam nadzieję, że za rok znajdę więcej wolnego, byś miała co poczytać. Życzę Ci oczywiście wesołych Saturnaliów. Mam nadzieję, że się będziesz dobrze bawić.

Przesyłam najzimniejsze uściski,

Twój syn, Filemon

Od Luciena do Dionizosa (list)

2 lata temu

Obóz Herosów, 23 grudnia

Drogi ojcze,

Tak, piszę takie rzeczy do ciebie, kiedy wiem, jak bardzo nie cierpisz Olimpu i jak bardzo nienawidzisz dostawać tych listów. Jakbym był tobą, to też bym je wyrzucał. Albo robił z nimi inne rzeczy, bo nawet nie mogę sobie wyobrazić jak to wszystko działa. Znaczy, chodzi mi o palenie tych listów. Spalę go za chwilę, a ty dostaniesz jakiś cynk, że masz coś w skrzynce na listy? Mitologia jest dziwna. Ale nie ty, tato. Ty jesteś super.

Nie wiem, co chcesz usłyszeć, bo szczerze mam wrażenie, że jesteś bardzo… w innym świecie, tak, to będzie dobre sformułowanie. Nie zrozum mnie źle, tato. Nie jest to obraza. To komplement, bo ja też chciałbym być teraz w innym świecie. Najlepiej w takim, gdzie mogę pływać w basenie wypełnionym winem albo codziennie zajadać się chipsami bez wyrzutów sumienia.

Pamiętasz może mamę? Musisz pamiętać, bo ze wszystkich kobiet na tym świecie wybrałeś akurat ją. A ona ci zaufała z jakiegoś powodu. W każdym razie, niedługo wyjeżdżam na święta. Wiesz… do rodziny. Do Francji. Musiałeś być kiedyś we Francji. Mają tam naprawdę dobre wina. Mama nie pozwala mi pić, bo uważa, że jestem za młody. Znaczy… takie są przepisy. Ale w Obozie lubię sobie wypić. Myślisz, że to coś złego? Że mama kiedyś się dowie? Jakby się dowiedziała, to nic jej nie mów.

Na koniec chciałbym ci życzyć tak po prostu wesołych Saturnaliów. Wiem, że pewnie od kilku dni chodzisz naburmuszony, bo nieznośne dzieciaki pałętają ci się pod nogami, a Olimp dobrze bawi gdzieś tam na górze, ale nawet w takich chwilach życzę Ci, byś znalazł trochę dobrego wina i odpoczął. O ile Bogowie mogą w ogóle odpoczywać.

Gdybym mógł to bym do tego krótkiego listu dosypał trochę pierniczków, ale wiem, że się spalą. Nie będę marnować pierniczków, wybacz. Przyniosę ci je osobiście innym razem, dobrze?

Twój kolejny syn z Obozu Herosów,

Lucien